Ja nie żyję w XVII wieku

Zdarza nam się słyszeć takie słowa wielokrotnie. Padają najróżniejsze stulecia. Może chodzić o wiek XV, XVI czy XIX. Częściej zaś pojawia się wzmianka o życiu w Średniowieczu. Czasami o epoce kamienia łupanego. Najważniejsze, że „Ja nie żyję w …”, tylko w XXI wieku.

Co to w praktyce oznacza? Oznacza to tyle, że mamy powszechny dostęp do internetu, jedzenie w hipermarketach i – najczęściej – toaletę w mieszkaniu. Co chcieliby, żeby to oznaczało? Bezwzględną wolność, rozumianą jako swobodę i liberalizm.

„Ja nie żyję w XVII wieku” oznacza, że mnie już nie dotyczą starożytne zasady, prawa moralne, nie obowiązują mnie złożone przysięgi, uczciwość, sprawiedliwość. Nie dotyczy mnie to wszystko, bo XXI wiek, w którym żyję, to wiek liberalizmu, pełnej swobody, robienia tego, co mi się podoba. Prawa moralne i zasady są dla lamusów z minionych epok. Prawda nie istnieje, istnieją tylko różne poglądy na różne sprawy. Dla katolika płód może być dzieckiem jeśli chce, dla kobiety robiącej karierę może być zwykłą naroślą do usunięcia. Względność. Ponieważ nie żyję w XVII wieku mogę się rozwieść, rozejść ze swoim mężem mimo złożonej przeze mnie przysięgi – obowiązywała ona tylko średniowiecznych mnichów, ale nie postępowych ludzi, takich jak ja. W poprzednich wiekach homoseksualizm uważany był za chorobę, ale przecież geje wywalczyli swoje prawa i teraz trzeba ich szanować, bo naprawdę głośno krzyczą, więc pewnie mają rację. W poprzednich stuleciach ich prześladowano, ale teraz ludzie zmądrzeli, wiedzą, że Bóg kazał się kochać – a geje przecież chcą tylko kochać.

Dziś państwo chciałoby, żeby młodzi rodzili jak najwięcej dzieci. Na szczęście młodzi są mądrzy – żyją w XXI wieku – i poprzestają na dwójce. A jak nie poprzestają, to znaczy, że nie są mądrzy. Wszak nie żyjemy w epoce średniowiecza, żeby nie wiem ile dzieci rodzić. I tak w koło Macieju. Ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona… Nie masz prawa nic mi mówić, nie masz prawa zwracać mi uwagi, nie masz nawet prawa planować trzeciego dziecka. Wszak żyję w XXI wieku. I możesz mi naskoczyć.

Niestety, nie jest tak prosto. Rzeczywiście, żyjemy w XXI wieku, w czasach określanych jako ponowoczesność, ale oprócz ludzkiego wyzwolonego myślenia i galopującej technologizacji nic się nie zmieniło. Prawda pozostaje prawdą. Prawo moralne pozostaje prawem moralnym. Jeśli zapytamy kogoś, czy istnieją kosmici, on może odpowiedzieć tylko „Jeśli istnieją, to istnieją, a jeśli nie istnieją, to nie istnieją”. Ponieważ nikt tego nie wie, nikt nie ma prawa powiedzieć „istnieją” albo „nie istnieją” tak, jakby to była prawda niezaprzeczalna. Jeśli jednak zapytamy, czy słonie istnieją, odpowiedź będzie oczywista: tak, istnieją. To nie może zależeć od czyjejkolwiek opinii. To jest prawda niezaprzeczalna, nawet jeśli jesteś niewidomy i nigdy słonia nie widziałeś. Czy płód jest człowiekiem, czy nie? Najprościej odpowiedzieć: nie wiemy. Jeśli nie jest, to odskrobujemy narośl. Jeśli jednak jest, zabijamy człowieka. Czy wolno nam podjąć ryzyko, jeśli odpowiadamy w najgorszym razie „nie wiem”? Nie wchodzę tu w naukowe dywagacje o początkach człowieka. Jeśli nie mam dowodów, nie wiem. Jeśli nie wiem, nie mam prawa skrobać, tak jak nie mam prawa wyburzyć budynku, w którym nie wiem, czy ktoś nie pozostał.

Inaczej ma się sprawa z rozwodami i opuszczaniem współmałżonka. Przysięga małżeńska brzmi bowiem „Ślubuję ci (…) że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Możemy mieć zaćmę. Możemy zapomnieć (skleroza, amnezja itp.), ale przysięgę złożyliśmy i ona nas obowiązuje. To, że żyjemy w XXI wieku nie jest, nie było i nie będzie dla nas usprawiedliwieniem. Możemy sobie żyć w XXXI wieku, na Syberii albo na Marsie, ale przysięga, którą składamy, obowiązuje nas do śmierci, a nie do początku nowego Millenium. Podobnie się ma sprawa z katolickim wychowaniem potomstwa poprzysięganym na ślubie. Każdy, kto brał i udzielał ślubu w Kościele przysięgał również, że wychowa po katolicku potomstwo. Jeśli ochrzcił to potomstwo, które parafię ujrzy następnie przy okazji pierwszej Komunii, to stał się hipokrytą składając przysięgę przed ołtarzem i przed ołtarzem chrzcząc dziecko. Nie okaże się większym hipokrytą wypełniając swój przysiężony obowiązek i zabierając dziecko na niedzielną mszę świętą. To, że żyjemy w XXI wieku nie uprawnia nas do krzywoprzysięstwa, kłamania, omijania prawdy i wymazywania z pamięci tego, o czym wobec Boga i Kościoła mówiliśmy. Jeśli jesteśmy tacy mądrzy, że XXI wiek upoważnił nas do swobody we wszystkim, na co przyjdzie nam ochota, to może wypnijmy się najpierw na te wszystkie obrządki, nie składajmy sakramentalnych przysiąg i nie ograniczajmy katolickiego wychowania do ochrzczenia. Żyjesz w XXI wieku? To było nie brać ślubu!

Prawda i moralność nie zmieniają się w zależności od okresu historycznego, ani od naszego widzimisię. Dziecko, które w wieku XVII było dzieckiem, teraz już pewnie nie żyje, ale to nie znaczy, że podobne dziecko z XXI wieku dzieckiem być przestało. Ślub zawarty w Średniowieczu był tyle samo warty, co ten zawarty w ubiegłą sobotę. Różnica nie tkwi w prawdzie ani w ważności przysięgi, lecz w dojrzałości współczesnych ludzi. Ludzi, którym wygodnie jest kłamać, oszukiwać, wykręcać się od odpowiedzialności. Jak małe dzieci oszukują dorosłych, żeby dostać cukierka. Robię to, co jest dla mnie wygodne i przyjemne, nawet jeśli w ten sposób okłamuję wszystkich. A tylko niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że kogoś okłamałem, to osobiście dostanie ode mnie w dziób!

Żony! Wracajcie do swoich sakramentalnych mężów! Mężowie! Wracajcie do żon, którym przysięgaliście na wszystkie świętości! Wychowajcie potomstwo, którym Bóg Was obdarzy(ł) w pełnej, prawdziwej rodzinie, po katolicku – jak obiecaliście, a w wielu przypadkach jestem świadkiem! Nie zwalajcie wszystkiego na XXI wiek! Jedna kreseczka wiosny nie czyni, nie ma znaczenia położenie wskazówek. Najwyższa pora dojrzeć! Dojrzeć – to znaczy wydorośleć i podjąć odpowiedzialność za to, co się mówi i robi.

To samo tyczy się kwestii rodziny. Jeśli chodzi o pokrewieństwo nie ma znaczenia, czy kogoś się za rodzinę uważa, czy nie. Krewnym się jest, albo się nie jest. Wybiera się tylko żonę albo męża. Raz na całe życie, nierozłącznie, aż do śmierci. Pozdrawiam!

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Zobacz wpisy

3 thoughts on “Ja nie żyję w XVII wieku

  1. Oj, coś Ci mocno na stopę nastąpiło:-)))
    Ale masz rację Maurycy, że człowiek nieco pogubił się w tym wszystkim i uznał w sposób nieuprawniony, że nie obowiązują go żadne zasady. Ciekawe, że traktuje to zawsze jednostronnie: _nie obowiązuje mnie w relacji do innych, ale oczywiście innych w relacji do mnie jak najbardziej obowiązują_.
    Nie trzeba być chrześcijaninem, by uznać trwałość zasad i ich pozytywną funkcję w życiu człowieka. wszelki relatywizm (zwłaszcza jego skrajne wydania) wywołują w człowieku niepokój.

  2. serafinka

    Zaiste! Świetny tekst. Ostatnio mam podobne przemyślenia… Szczególnie te dotyczące ślubu (do którego się zresztą przygotowuję wraz z moim Narzeczonym). Piszesz „To było nie brać ślubu” – rozumiem oklepane argumenty, że ślub w Kościele jest piękny, do tego organy i sypanie ryżem, ale do jasnej ciasnej, przysięgając zwracamy się do Boga, ślub jest obietnicą przed Bogiem, a czy nie jest dziwnie przysięgać przed kimś, co do kogo istnienia nie jest się pewnym. Krew mnie zalewa, jak słyszę oburzenie, że na kursach przedmałżeńskich „każą się modlić”, a przed ślubem „trzeba się wyspowiadać” – i to trzy razy. Doprawdy szokujące! Patrząc na to, jakie ludzie mają podejście do tego sakramentu, nie ma się co dziwić, że po roku, dwóch się rozwodzą. Dla nich to tylko piękna uroczystość, której są główną atrakcją, coś pomiędzy spektaklem w teatrze, komedią romantyczną, a koncertem organowym…

  3. Chciałam krótko i życiowo skomentować, ale aż mnie nosi i za bardzo bym od tematu odbiegła, więc ograniczę się tylko do pochwalenia apelu, bo to jakby apel jest i pochwalę również post Serafinki, który bardzo trafnie określa charakter dzisiejszych ślubów, a swoje szczegółowe opinie wyleję u siebie w bardziej wolnej chwili.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s