Monthly Archives: Wrzesień 2012

Stosik

Pod wrażeniem pewnego blogu recenzującego książki postanowiłem, wzorując się na zaczerpniętym stamtąd pomyśle, utworzyć swój książkowy stosik. Stosik powstał pod wpływem tegorocznych, już opisywanych rekolekcji. W jego skład wchodzi sześć książek.

Akt Małżeński znanego i lubianego (przez niektórych) kapucyna o. Ksawerego Knotza jako jedna z dwóch książek została przez nas zakupiona podczas rekolekcji, w trakcie Dnia Wspólnoty. Tym razem jest to książka o seksie i współżyciu małżeńskim widzianym z naukowego, teologicznego i biblijnego punktu widzenia. Ksawery Knotz to bodaj najpopularniejszy katolicki autor interesujący się tematyką ludzkiej seksualności – a jego bycie zakonnikiem i celibatariuszem dodaje całej sytuacji rumieńców. Zdarzyło mi się już czytać inne, późniejsze książki autora, pisane językiem łatwym, dające wiele dobrych rad i muszę przyznać, że – mimo, iż zakonnik – świetnie zna się na podejściu do małżonków i ich zbliżeń. Ta pozycja, wydana w 2001 roku nie jest tak bezpośrednia, jak inne dzieła Knotza, ale dzięki temu możemy dowiedzieć się więcej o wspominanym zagadnieniu właśnie od strony naukowej. Książka szczególnie polecana w środowisku osób interesujących się współczesnym i historycznym podejściem Kościoła do ludzkiej seksualności i zmianami w tym podejściu.

Listy starego diabła do młodego C.S. Lewisa to pozycja która od dawna powinna była znajdować się w naszej bibliotece. Z żalem muszę przyznać, że z tego zacnego autora dotychczas czytałem jedynie „Opowieści z Narnii”. Tymczasem Lewis zajmował się nie tylko teologią dla najmłodszych (Narnia jest, jak wiemy, przesiąknięta Bogiem), lecz w sposób łatwy i ciekawy pisał też dla starszych. „Listy…” są pozycją w przewrotny sposób ukazującą naszą, ludzką słabość i sposoby, w jakie Zły jest w stanie nas złamać, jak my się mu poddajemy. Mimo siedemdziesięciu mijających lat od pierwszego wydania książka zadziwia swoją aktualnością – choć znamy swoje słabości, nic się w nas nie zmienia. Ale dzięki tej książce może będziemy w stanie trochę lepiej zrozumieć naszą ludzką naturę i zwracać się ze swoimi słabościami do Najwyższego.

Być przydatnym zawodowo nauczycielem szkoły specjalnej napisana przez Jarosława Michalskiego leżała w koszyku z tanią książką, gdy po rekolekcjach poszliśmy na zakupy na Miodową, by uzupełnić naszą biblioteczkę po minionych już rekolekcjach, na których to seria pozycji została nam polecona. „Być przydatnym…” nie znajdowała się na tej liście, jednak cena po obniżce (3,50) i fakt, że jestem nauczycielem szkoły specjalnej i pragnę być przydatnym zawodowo sprawił, że postanowiłem książkę kupić. Nie wiem jeszcze do końca, co kryje w sobie, ale sądzę, że wkrótce się przekonam.

Parami do nieba Zbigniewa Nosowskiego jest książką, której poszukiwałem ja. Jej tytuł padł w czasie rekolekcji między wierszami, ale bardzo mnie zaciekawił. Książka jest kolejnym naukowym podejściem do kwestii dawnego i aktualnego spojrzenia na małżeństwo w Kościele – w tym przypadku konkretnie na świętość małżeńską. Autor zaznacza to, co większość ludzi od dawna widzi – że w Kościele wśród świętych najwięcej jest kapłanów i osób konsekrowanych. Małżonków ze świecą szukać, zwłaszcza takich, gdzie oboje są wyniesieni na ołtarze. A jeśli w ogóle, to zazwyczaj z innych niż godne wypełnianie obowiązków małżeńskich przyczyn, np. z powodu podjęcia decyzji o wstąpieniu do klasztorów. Nosowski zauważa, że Kościół przez wieki umniejszał rolę sakramentu małżeństwa, a współżycie w nim rzeczywiście uznawał za najwyżej konieczne do prokreacji – zakazując jakby cieszenia się z niego i czerpania przyjemności. Dziś sytuacja się zmieniła, a książka wspominana jest doskonałym źródłem wiedzy na temat postępujących zmian. W dziale poświęconym współżyciu małżeńskiemu autor poleca wspomnianą wcześniej książkę o. Ksawerego Knotza, co dodatkowo potwierdza wartość owej.

Rodzice w akcji Moniki i Marcina Gajdów to z kolei pozycja poszukiwana przez moją żonę. Podtytuł „Jak przekazywać dzieciom wartości” oddaje całą istotę książki. Dwoje znanych małżonków opisuje w niej swoje pomysły, wielokrotnie sprawdzone, jak poprzez codzienne wychowanie i bycie z dziećmi można doprowadzić je do stanu, w którym będą samodzielnymi, radzącymi sobie w życiu i odpowiedzialnymi, wierzącymi ludźmi. Naszym, rodziców, zadaniem nie jest rozpieścić nasze potomstwo i przywiązać je do siebie, lecz w odpowiedni sposób stopniowo popuszczać linę na której dzieci się trzymają, aż wreszcie w odpowiednim momencie odciąć ją i puścić latorośl na wolność. Przy tym pozornie proste, codzienne czynności, takie jak samodzielne zasypianie, jedzenie i odrabianie prac domowych, mają wspomóc dziecko w rozwoju duchowym i doprowadzić w ostateczności do zbawienia. My sami w konsekwencji zetknięcia się z tą książką przeprawiliśmy naszego trzylatka przez strumień samodzielnego zasypiania i – ku naszemu zdziwieniu – przeszedł przez to bezboleśnie. Gajdowie podkreślają też, że aby wychować dorosłych, odpowiedzialnych ludzi, musimy postawić granicę naszemu małżeństwu – w pozytywnym słowa tego znaczeniu. Ta granica to obszar, do którego dzieci nie mają wstępu, a w ten obszar wchodzą np. wspólne (bez potomstwa) wakacje. Olśniewająca wydała mi się myśl, że „W Kościele istnieje sakrament małżeństwa, a nie rodziny. I o tę rzeczywistość sakramentalną mamy obowiązek dbać!”

Rytuał domowy to nareszcie coś, czego z żoną bardzo pragnęliśmy oboje, co podczas rekolekcji bardzo rozpaliło nasze wyobraźnie i nadzieje na lepszą przyszłość. Oprócz „Rytuału domowego” istnieje jeszcze „Rytuał rodzinny”, ten nam się jednak bardziej spodobał graficznie. Nie wykluczamy zakupu drugiego. Podtytuł dzieła to „Rok rodziny katolickiej”, samo zaś dzieło, zaprojektowane na kształt ksiąg liturgicznych, jest instrukcją takiego właśnie liturgicznego czy paraliturgicznego przeżycia roku, a nawet wielu lat, w gronie rodziny. Znajdziemy tu prawie wszystko: propozycje modlitw rodzinnych, przeżywania Triduum Paschalnego, Bożego Narodzenia czy innych świąt, pomysły na przygotowanie dzieci do przyjęcia sakramentów, wspaniały rachunek sumienia itp. Podział na części związane z codzienną modlitwą, sakramentami i sakramentaliami oraz obchodami roku liturgicznego jest wyraźny i bardzo dobrze pomyślany. „Rytuał domowy” może być doskonałym źródłem sposobów i pomysłów na wprowadzenie dzieci w codzienność z Panem Bogiem. Moim zdaniem to konieczna pozycja na honorowym miejscu, na półce każdej katolickiej rodziny. Tuż obok Pisma Świętego.

Tak prezentuje się stosik. O niektórych z jego pozycji jeszcze na pewno napiszę. Niektóre tylko wspomniałem, może jeszcze kiedyś do nich wrócę. Gorąco polecam zaś uzupełnianie Waszych chrześcijańskich bibliotek także o podobne, niekoniecznie te książki. Ważne jest oczywiście również, żeby się na półkach nie kurzyły, lecz żeby były w codziennym użytku.

Reklamy
Categories: Pozostałe | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Ćwierćwiecze

Wydaje mi się to niesamowite i wręcz nieprawdopodobne, że od ostatniego wpisu o tej tematyce minęło już pięć lat. Pięć długich lat odkąd jesteśmy razem, pięć lat odkąd po raz pierwszy wspólnie świętowaliśmy Twoje urodziny. Znów mogę napisać: jak wiele się zmieniło od tej pory. A jak jednocześnie wszystko jest tak, jak było.

Wówczas, pięć lat temu, byłaś moją narzeczoną, o czym niewiele osób jednak wiedziało. Baliśmy się powiedzieć o tym w naszych rodzinnych domach, w których naówczas jeszcze, osobno, mieszkaliśmy. To był ostatni miesiąc, kiedy czuliśmy się jeszcze jak małe dzieci przyczepione z konieczności do swoich korzeni i skrywające wielką tajemnicę przed tymi korzeniami. Ja wówczas wypracowałem mój pierwszy własnoręcznie robiony wygląd bloga i zamieściłem go po północy, żeby ci zrobić niespodziankę. Dziś można zobaczyć jego fragment, ten z naszymi dłońmi i pierścionkiem (zwanym 164) jeśli dobrze się trafi na nagłówek tego bloga. Wtedy też napisałem tamtą notkę. A z samego rana wsiadłem do pociągu, w Kielcach przesiadłem się do PKSu i pojechałem do Ciebie, żeby Ci zrobić niespodziankę. Leżałaś chora w łóżku, ja wpadłem z różą. Poznałem Twoich znajomych, którzy też postanowili zrobić Ci niespodziankę. To również był ostatni raz.

Byłem oficjalnie Twoim chłopakiem, w rzeczywistości już narzeczonym. A potem wszystko zmieniło się jak w kalejdoskopie. Pod koniec września zamieszkaliśmy razem. Dziś nie będę się zastanawiał, czy był to raczej dobry, czy zły wybór, by zamieszkać razem przed ślubem. Postanowiliśmy zachować czystość przed ślubem i z małymi potknięciami cel osiągnęliśmy. A ślub był już rok później, 13 września. Nie musieliśmy długo czekać. Rok później urodziliśmy Synka. Kolejny rok później pojechaliśmy na wakacyjną wyprawę życia i wtedy powiedziałem Ci to, co miałem Ci powiedzieć za trzy lata (Że kocham Cię i chcę spędzić z Tobą życie). I od tamtego czasu minęły już ponad dwa lata… Dwa lata po tym urodziliśmy Córeczkę. Po pięciu latach jesteśmy małżeństwem z czteroletnim stażem, ukończonymi studiami i dwójką dzieci. Ludzie się dziwią, że tak szybko. Rzeczywiście, nigdy wcześniej żadne pięć lat nie minęło tak błyskawicznie.

A jednocześnie tak niewiele się zmieniło. Choć dziś pewnie dziękowałbym Ci za wiele innych rzeczy, niż wówczas. Mogę Ci dziękować za obiady, które mi gotujesz, za to, że dla mnie dbasz o dom, za dzieci, które wraz ze mną, z miłością wychowujesz. Za Twoją mądrość i inteligencję, za mądre argumenty w sporach moralnych czy wychowawczych. Za to, że mam w Tobie prawdziwą partnerkę, choć nie lubię tego słowa, bo zazwyczaj kojarzy się z „nie-żoną”. Za to, że jesteś po prostu. Ale jednocześnie wtedy też byłaś tak samo mądra, tak samo inteligentna i tak samo ze mną. Choć oboje wydorośleliśmy, nadal jesteśmy tak samo postrzeleni i zwariowani na swoim punkcie i na punkcie Pana Boga. Ale dziękuję Ci też za to, że pomogłaś mi się zmienić. Że dzięki Tobie opanowałem mój histeryczny charakter. Że dla Ciebie podjąłem odpowiedzialność za utrzymanie Ciebie i naszych dzieci. Za to również, że ukończyłem wymarzoną teologię na wymarzonej uczelni i że wspierasz mnie w innych moich planach i marzeniach.

Kochanie. Nigdy z nikim nie byłem tak długo i nigdy z nikim nie było mi tak dobrze. Choć wtedy miałaś dwadzieścia lat, a teraz masz dwadzieścia pięć, nadal tak samo Cię kocham i nadal tak samo jestem Ci wdzięczny. Oraz Panu Bogu, który pozwolił mi poznać kobietę, od której czuć Jego samego. Która tak bardzo poświęciła się Jemu samemu, że bezgranicznie potrafi poświęcić się małżeństwu i rodzinie. I pomaga mi osiągać to samo.

„Ludzie mówią, że nie kocha się za coś. Niektórzy mówią, że kocha się mimo wszystko. Ja nie kocham Ciebie ani za coś, ani mimo wszystko. Kocham Cię, po prostu. I piszę to tutaj, na tym blogu. Choćby niektórym się to miało nie spodobać.

Ale jeśli miałbym Cię kochać za coś, rzeczywiście, jeśli nie starałbym się, by to była miłość bezinteresowna, to właśnie za to wszystko bym Cię kochał.”

Wszystkiego najlepszego!

Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 3 Komentarze