Monthly Archives: Listopad 2012

Ukryta prawda – głęboko

W piątek przyszło mi obejrzeć TVNowski program „Ukryta prawda”, powstały po niezasłużonym sukcesie jego polsatowskich odpowiedników jakiś czas temu. Zazwyczaj nie oglądam tego typu badziewi, „Mięsnego jeża” zaś znam tylko z piosenki Klejnutów, ale tym razem – za namową żony – zrobiłem wyjątek. Spowodowane było to tematem odcinka: dwie gimnazjalistki wzięły udział w paradzie równości i zrobione nań zdjęcia opublikowały na szkolnym blogu. Dyrektor dała im za to reprymendę, jednak w ich obronie wystąpiła nauczycielka polskiego. Taż sama nauczycielka prowadziła kółko polonistyczne, na którym omawiała dzieła literackie Safony (lesbijka), Dąbrowskiej (lesbijka), Konopnickiej (możliwe, że też lesbijka) i Platona (nie lesbijka, ale przejdzie). Nauczycielka sama przez się również zaliczała się do zaszczytnej kategorii wybranych autorek, choć nie obnosiła się z tym (oraz ze swoim romansem z inną nauczycielką z tej samej szkoły). Nauczycielka owa weszła w konflikt z panią dyrektor, po stronie tejże stanął jednak inny polonista, który walczył przeciwko „pedalstwu”, „zboczeniom”, które są niezgodne z „prawem natury” i tym podobnym słowom, świadczącym niezbicie o popapraniu faceta, jego narwaniu i nietolerancji, oraz doskonale ukazującym profil TVN.

Nauczycielka kłóci się z dyrekcją, ponieważ „szkoła powinna uczyć tolerancji”. Dyrekcja zakazuje uczestnictwa dwóch sprawczyń mezaliansu w kółku oraz omawiania na kółku homoliteratury, więc nauczycielka postanawia złośliwie, że do końca roku będą omawiać tylko… wiersze ks. Twardowskiego (ciekawe, zgadłem zanim w programie padło nazwisko). Uczniowie rzygają tym pomysłem, albowiem literatura ta jest spoko, ale już ją omawiają na religii. Piszą więc petycję o nieingerowanie w kółko nauczycielki, w efekcie czego kółko zostaje jej odebrane a na to miejsce wchodzi tamten zły polonista. Uczniowie wychodzą jak tylko on wchodzi, więc on robi awanturę koleżance, że nastawia uczniów przeciw niemu, a potem nasyła na nią kobietę, która próbuje ją uwieść. Pani profesor jest wierna swojej rudej koleżance, also nie ulega pokusie, w efekcie czego pani nasłana stwierdza, że tamta lesbijką nie jest. W głowie spiskowców pojawia się jednak diabelski plan: zmontować zdjęcie nauczycielki w dwuznacznej pozie z inną kobietą i wrzucić na stronę porno. Sprawa trafia do dyrektorki i nauczycielka dostaje nakaz pójścia na zwolnienie lekarskie. Kłóci się ze swoją dziewczyną i poddaje, gdy nagle do sali wpadają owe dwie uczennice z nagranym na komórkę filmikiem na którym…

Katolicki polonista molestuje nastolatka

Do sali wchodzi dyrektor w jakiejś sprawie, ale nauczycielka przejmuje inicjatywę i pokazuje szefowej nagranie. W efekcie pani dyrektor natychmiast postanawia o zwolnieniu złego polonisty, zastąpieniu go lesbijką na stanowisku wychowawcy klasy i wszystko wszystkim wybacza (poza rzeczonym polonistą). Koleżanki z pracy przyznają się że są parą (głupkowato się przy tym uśmiechając, trzymając się za ręce i patrząc sobie w oczy), polonistka odchodzi z pracy i znajduje inną w jakimś wydawnictwie, gdzie panuje tolerancja. Zgadza się na prowadzenie kółka z wybranymi uczniami. Panu nauczycielowi wytoczono proces.

Program tak mną wstrząsnął, że nie mogłem nie opisać go tutaj. Przeraża mnie bezpośredniość lansowania przez jedno z najpopularniejszych mediów krajowych homopropagandy. Przeraża mnie sposób ukazania katolickich obrońców moralności (krzyczą, używają wyrazów typu „pedał”, są agresywni i pedofilami). Przeraża mnie też stwierdzenie biorące się Hugo wie skąd, że szkoła powinna uczyć tolerancji. Przecież chyba nikt nigdzie takiego zapisu nie zamieścił? Szkoła powinna uczyć, zwłaszcza uczyć prawdy, ale nie żadnej poprawnej politycznie tolerancji. I zdaję sobie sprawę, że znów odnoszę się do elementu popkultury jakby to był wyznacznik myślenia ludzkości. Ale już to pisałem – to, co ludzie oglądają, wpływa na ich myślenie. Banalna ścieżka ukazująca, że lesbijki są biedne, pokrzywdzone i walczą o prawa ludzkości, a osoby wierzące to agresywni szydercy i pedofile (ale przecież nie geje, bo jak pedofil to już nie gej przecież). To trafi do ludzi, którzy powiedzą „tak jest właśnie”. Znam osoby, które twierdzą, że w „Ukrytej prawdzie” pojawiła się historia ich życia. Program ma moim zdaniem trafiony tytuł – prawda jest w nim bardzo głęboko ukryta. Na wierzch wychodzą wyświechtane kłamstwa i niszczycielskie propagandowe hasełka. Osobiście, gdyby się dało, zmieniłby nazwę programu na „Gówno prawda”. Pasowałaby jeszcze lepiej.

Reklamy
Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 9 Komentarzy

Gorąco polecam

Oprócz tego, że nie jaram trawy, jestem bardzo podobny do bohatera filmu. Mam podobne poczucie humoru, nieco rubaszne, jestem zbyt beztroski i olewczy, za mało się przykładam, a jak rodziło się moje pierwsze dziecko, to nie miałem pracy. Ja również nie używam prezerwatyw, podobnie jak Ben z „Wpadki” :). Tyle tylko, że ja nie miałem wpadki, bo nie zamierzałem mieszać się w te sprawy przed ślubem. To jednak nie ma znaczenia, tu niniejszym bowiem polecam niezwykle gorąco film „Wpadka” Judd Apatowa.

wpadka

„Co?” – zdziwią się ci z Was, którzy filmu nie widzieli. „Jak facet może na katolickim blogu polecać komedię o seksie”. Zważywszy, że jakiś czas temu ostro pojechałem po American Pie. Ci jednak, którzy film widzieli, nie mają się chyba co dziwić. Film opowiada bowiem o beztroskim chłopaku, który źle rozumiejąc polecenie swojej koleżanki nie zakłada prezerwatywy, w efekcie czego koleżanka zachodzi w ciążę. Przez cały film oni kłócą się, godzą, przewija się wątek jej siostry, która ma męża i dzieci, która nie do końca jest szczęśliwa, ale ostatecznie w małżeństwie jest im jednak dobrze. Chłopak uczy się stopniowo bycia ojcem, ostatecznie czyta poradniki i pomaga swojej ukochanej przyjąć poród. Rezygnuje z wyjścia z kumplami na imprezę, bo czyta, a dzięki temu jest w domu, gdy ona dzwoni, by go poinformować o tym, że poród się zaczął.

Co mnie zachwyciło i wzruszyło jednak, to sposób ukazania porodu w komedii o seksie. Dotychczas wyglądało to zazwyczaj tak, że matce odchodzą wody, więc na złamanie karku wszyscy pędzą do szpitala potrącając przechodniów, ona ryczy że umrze, wyzywa męża, który wtyka jej kamerę między nogi, a potem dziecko pożera wszystkich… Tutaj było to pokazane tak, że zatkało mnie z wrażenia. Dziewczyna dostaje skurczy. Dzwoni po chłopaka. On zastaje ją w wannie, relaksującą się, ze skurczami co 7 minut. Przerwy między nimi wykorzystuje, by dodzwonić się do jej lekarza, potem informuje ją (na podstawie przeczytanych podręczników), że wody jej nie odeszły, bo miałaby w wannie krwistą wydzielinę i że skurcze powinny być co 4 minuty gdy wszystko będzie się zbliżać do końca. Ze spokojem stwierdza, że doktor wyjechał, ale nie należy się przejmować, będzie ktoś inny. Przyjeżdżają na porodówkę bez paniki, dostają położnika, przychodzi inny lekarz. I tu – kolejne zaskoczenie – dziewczyna stwierdza, że chce rodzić naturalnie, bez znieczulenia. W USA bez znieczulenia! Kiedy oglądamy programy porodowe na TLC widzimy położne wyśmiewające te głupie baby, które chcą rodzić bez znieczulenia. A tutaj proszę… Niestety, poród się nieco komplikuje, więc doktor postanawia przebić worek owodniowy i przyspieszyć poród, a przy okazji znieczulić rodzącą. Rodząca odmawia znieczulenia (!) i wchodzi w pyskówkę z doktorem, który odmawia wzięcia udziału w tym procederze. Wówczas to Ben wyprowadza doktora na korytarz i prosi go, że jeśli musi, niech wyżywa się na nim, ale matkę niech zostawi w spokoju, niech pozwoli jej urodzić tak, jak ona tego pragnie. Lekarz próbuje jeszcze chłopaka przegadać, ale ostatecznie nawiązują więź i postanawiają zacząć od nowa.

Nagle na salę porodową wparowuje siostra doświadczeńsza z mężem, a mąż z kamerą. Super, zabawa, poród. Szkoda, że zerwali się z dziećmi z wyprawy do Legolandu. Mnie przychodzi do głowy i na język tylko coś w rodzaju: „A co oni tu robią? No wypi…!” Ale nic, fajnie jest. Pierwszy zostaje wyproszony mąż z kamerą, ale siostra zostaje i każe Benowi wyjść, ona bowiem przejmuje kontrolę od tego momentu. Ben znów prosi przyszłą szwagierkę na korytarz i tu spokojnie tłumaczy jej, że jego miejsce jest przy rodzącej i on tam zostaje, sam, a ona może iść do pomieszczenia z automatem do coli. Kobieta odpowiada, że nie on o tym decyduje, ale on udowadnia jej, że się myli, każąc jej dosłownie „Get the fuck out of here”. Czyli dokładnie to, co ja sobie pomyślałem. Wraca do sali, a siostra dociera do męża i stwierdza, zszokowana: „Wygonił mnie. To chyba dobrze. Zaczynam go lubić”.

Zaczyna się ostatnia faza porodu, ból jest coraz większy i dziewczę życzy sobie, by ją znieczulono. Ponieważ kilka poprzednich scen (np. ta z wanną i z wyganianiem siostry) utwierdziło mnie w przekonaniu, o co chodzi w filmie, wiedziałem co nastąpi i skomentowałem: „Za późno”. Co więcej, wiedziony intuicją spodziewałem się nawet, że ona w końcu poprosi o to znieczulenie. I tak było, a doktor powiedział, że już za późno! I ochrzanił ją jeszcze, że „Rodzi pani tak, jak chciała”. Ben był obok, wcale NIE PATRZYŁ dziewczynie w twarz, a jak było trzeba, to nawet gapił się bezpośrednio w jej krocze! Oglądali wspólnie główkę dziecka (ona w lusterku), a potem już było po wszystkim. Wielka radość z narodzin córeczki. Ben cudownym ojcem, poród tak prawdziwy, że głowa mała! Nawet dziecko wyszło umazane…

Allison, czyli matka dziecka, śpi, w tym czasie ojciec trzyma noworodka na rękach (kryj się! Nadchodzą matki z rodzicielstwa bliskości!) i opowiada mu jak doszło do poczęcia. Stwierdza, rozczulając się nad swoją córką, że to, że nie założył prezerwatywy było najlepszą decyzją, jaką podjął w życiu…

Na napisach końcowych płakałem jak bóbr. Komedia o seksie, która w rzeczywistości była o prawdziwym, poważnym rodzicielstwie, o trwałości małżeństwa, o podejmowaniu decyzji raz na całe życie. Mądra. W której poród pokazano w sposób tak prawdziwy i niewyśmiany (wiem, byłem przy dwóch porodach), z twardym partnerem zamiast siostry (mamusi, babci, przyjaciółki i wszystkich innych straszliwie doświadczonych kobiet) i bez znieczulenia, że wyglądał wprost bajkowo, fantastycznie… Rubaszny chłopiec okazał się być mężczyzną. Nadal rubasznym, to prawda, ale silnym. Gdyby nie palił trawki, byłby taki jak ja ;).

To już drugi film będący z tytułu filmem o seksie, automatycznie przywodzącym na myśl American Pie czy inne świńskie perwersje, który przywalił mnie swoją głębią i niesamowicie pokazanym… brakiem seksu. Pierwszym z tych filmów był „Czterdziestoletni prawiczek”. Jego końcówka wprawiła mnie w identyczny wstrząs – gdy ona dowiaduje się, że on jest nadal prawiczkiem, postanawia… wziąć z nim ślub zanim będą uprawiać seks. Ostatecznie miesiąc miodowy z kobietą, którą kocha doprowadza go dopiero do momentu, w którym przestaje być prawiczkiem. Czyli, kurczę, wszystko jest po kolei. Czyli „Czterdziestoletni prawiczek”, a teraz „Wpadka”. Myślę, że skoro ktoś napisał książkę, którą nazwał Anhar – jako „Anty Harry” Potter, powieść antymagiczną, to „Czterdziestoletni…” i „Wpadka” powinny nazywać się „Anpaj” i „Alpaj, syn Anpaja” – jako „Anty American Pie”. Sądzę, że Amerykanie nastawiający się na kolejną durną komedię o jedzeniu kupy srodze się zawiedli. Ja też – ale pozytywnie.

Jakie było moje zdziwienie, gdy zaczynając pisać tę notkę postanowiłem uzyskać z internetu informację na temat reżysera zacnego dzieła „Wpadka”. Okazało się bowiem, że wcześniej wyreżyserował… „Czterdziestoletniego prawiczka”. Co ten facet jest, jakimś katolem, czy co?

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 6 Komentarzy