Zabiorę brata na koniec świata

Znajdziemy wyspę jak Robinson! Problem w tym, że koniec świata nie istnieje, bo ziemia jest okrągła, a bramki są dwie. Zresztą mój brat siedzi w Lublinie. Spotkam się z nim, ale w kilka dni po końcu świata…

Owszem, piszę tę notkę z wyprzedzeniem i opublikuje się ona jakiś czas po tym, jak ją napiszę. To tak na wszelki wypadek, jakby się miało okazać, że jednak koniec świata nastąpi. Wówczas nikt już notki nie przeczyta, ale przynajmniej opublikuje się ona o odpowiedniej porze. Może pewnego dnia jacyś przyjemni badacze z innych zakątków wszechświata złapią internetowy sygnał przesyłający mój wpis w przestrzeń i dowiedzą się, kiedy dokładnie nastąpił koniec naszej cywilizacji?

Piszę tę notkę wcześniej dla żartu, bo ja w ten koniec świata wcale nie wierzę. Pewnie też źle się wyraziłem. Ja ogólnie nie wierzę w koniec świata w ogóle. Jasne, jasne, znam Pismo Święte, czytałem Apokalipsę. Rozumiem ludzi interpretujących tę księgę dosłownie, można. Można interpretować dosłownie liczby (144000), można interpretować opisy wydarzeń czy postaci. Moim zdaniem ta księga jednak ma bardzo symboliczny charakter, podobnie jak przynajmniej pierwsza część Księgi Rodzaju (stworzenie świata, Adam i Ewa). Jednak ludzie od zawsze (od początków chrześcijaństwa) oczekiwali na ten moment, na moment dosłownego zakończenia dziejów. Na powrót Chrystusa. My, chrześcijanie, wierzymy w śmierć Jezusa, wyznajemy Jego zmartwychwstanie i oczekujemy Jego przyjścia w chwale. To samo działo się za czasów pierwszych wiernych, którzy jednak sądzili, że Jezus przyjdzie… już. Stąd wielkie poświęcenia na początku czasów, stąd setki męczenników, którzy życie oddawali za wiarę. Dlatego też Paweł pisał, aby pracować tak jakby się nie pracowało, aby żonaci byli tak, jakby nieżonaci, a zamężne jak niezamężne. Paweł wraz z innymi wierzącymi oczekiwał bowiem, że tak, jak Jezus zapowiedział, wróci za chwilę. Poszedł przygotować mieszkania dla nich, jak o tym wspominał, posprząta pokoje, wyniesie śmieci i wróci zaprosić na gotowe. Paweł chciał, aby ludzie byli jak on (bezżenni), bo w ten sposób lepiej się skupią na przygotowaniach. Chciał, żeby nie oddawali się małżonkom, lecz w całości skupili się na oczekiwaniu powrotu Zbawiciela. Z tego też powodu opisano w Dziejach Apostolskich scenę, w czasie której wszyscy wierzący oddają cały swój majątek wspólnocie i oddają się wspólnemu życiu. Oni zwyczajnie sądzili, że to wszystko nie będzie im już potrzebne. Że zaraz przyjdzie Jezus i odnowi wszystko.

Mijał jednak czas i Jezus nie nadchodził. Zapał oczekiwania chrześcijan też opadał i św. Paweł musiał zmienić linię swej twórczości, ponownie skłaniając wiernych do pracy. Chrześcijaństwo weszło w drugą fazę, oczekiwanie nie przestało obowiązywać, ale przestało być na „już” i na „teraz”. Wrócono do codziennych obowiązków i do osobistej własności, ale nie przestano myśleć o powrocie Pana. I tak minęło już prawie 2000 lat. Nic się nie zmieniło, chrześcijanie nadal oczekują na powrót Mesjasza, zatapiając się w swojej codzienności. Zasada Pawła dotycząca bezżenności przestała obowiązywać, bo setki małżeństw odeszło, a Jezus nie wrócił. Nasze oczekiwanie i tak jest spoko. My czekamy na Mesjasza, który ma po nas wrócić. Mesjasz Żydów jeszcze nie przyszedł w ogóle. I obawiam się, że już nie przyjdzie, chyba że jak nasz wróci, a oni w Niego wreszcie uwierzą.

Ludzie jednak od zawsze wymyślali sobie daty końca świata, by być bliżej oczekiwanego, by znów mieć nadzieję na powrót Mesjasza (lub ogólniej na wielkie bum). Były różne pomysły: lata 375-400, początek roku 1000, potem kilka jeszcze, początek roku 2000, a dziś oczekujemy na zapowiedziany podobno przez Majów koniec, czyli właśnie dziś: 21 grudnia 2012. Z tym, że choćbyśmy wyliczali koniunkcje planet, sejsmiczne ruchy i plamy na słońcu, albo, jak Świadkowie Jehowy, liczby z Biblii, żaden koniec świata nie nastąpi. Nie będzie Apokalipsy, Armagedonu, Wielkiego Wybuchu 2 czy czego tam jeszcze. Jezus nie przyjdzie! Rozumiecie to? Nigdzie się nie wybiera!

„Lecz o dniu owym lub godzi­nie nikt nie wie, ani anio­ło­wie w nie­bie, ani Syn, tylko Ojciec” (Mk 13, 24–32).

Ten cytat o „końcu świata”, czy o ponownym przyjściu Jezusa, jest bardzo ważny. Ale jest jeszcze jeden, ważniejszy: »Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: „Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie!” Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.« (Mt 25, 1-13).

Cała przypowieść o pannach głupich i mądrych mówi tak naprawdę o tym, co nas czeka. O tym też mówi księga Apokalipsy. I nie zmienia tego faktu to, że minęło już prawie 2000 lat odkąd to wszystko napisano. To nie ma znaczenia, bo „nie znacie dnia ani godziny” nie oznacza dnia i godziny wielkiego bumu niwelującego wszystko, co na świecie, lecz moment naszej śmierci. To właśnie (moim zdaniem) moment naszego zejścia z tego świata jest prawdziwym końcem świata. Dla nas już ten świat przestaje istnieć. Tak było od początku chrześcijaństwa i tak jest do dziś: wierni umierają. I wówczas właśnie Jezus przychodzi do nas, aby podać nam dłoń i zabrać do tego mieszkania, które nam przygotował. O ile my nie zaniedbaliśmy oliwy i mamy oprawione lampy. O ile jesteśmy gotowi. I choć nie będzie morowego powietrza, potopu, globalnego zlodowacenia i innych wybuchów jądra, koniec świata nadejdzie. Może to być jutro albo i pojutrze. Albo za x lat. Nastąpi wówczas, kiedy my umrzemy.

A potem zmartwychwstanie. I sąd. Jedni zmartwychwstaną ku zbawieniu, a drudzy ku potępieniu. I, jeśli oprawiliśmy lampy, będziemy żyć dążąc ku nieskończoności. Na zawsze szczęśliwi z Chrystusem, w tym wielkim luksusowym hotelu w kształcie żagla, położonym nad brzegiem jeziora. I będę wyprowadzał swojego psa na spacer. Nie będzie końca świata, bo on jest zawsze. Jezus przychodzi po każdego z nas ponownie, codziennie.

A tak poza tym według kalendarza Grudniów koniec świata będzie w maju. Mamy więc czas na przemyślenie tematu…

Koniec świata będzie w maju

A kiedy wreszcie nastąpi, musi wyglądać tak, bo jak nie, to ja się obrażę:

Categories: Świat i Kościół | Tags: , , , , | 2 komentarzy

Zobacz wpisy

2 thoughts on “Zabiorę brata na koniec świata

  1. Łał, odważnie pojechałeś. Mówiąc szczerze też myślałem o tym że to nasza śmierć jest tym „końcem świata” – ale wydawało mi się to zbyt „odważne”. Gratuluję!
    To koresponduje zresztą z moim widzeniem Armagedonu jako walki, która toczy się TERAZ w mojej duszy (to jedyne pole na którym Szatan ma szansę z Bogiem – dzieki samoograniczeniu Boga, który nie chce naruszać naszej wolności).

    Inna rzecz że skoro ma być Sąd Ostateczny to ludzkość chyba musi (w doczesności) jakoś wymrzeć..

  2. Już kiedyś pisałem notkę w podobnym temacie, wydaje mi się, że wspominałem tam, iż nawet Benedykt XVII pokazuje w swojej encyklice, że ma podobne podejście. Tam akurat sprawa dotyczyła czyśćca, ale tematyka była podobna. Tutaj jest ta notka.

    A kwestia wyginięcia ludzkości jest godna rozpatrzenia w osobnym wpisie nad którym wkrótce popracuję. Dziękuję za inspirację!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s