Sanki dla bliźniąt

Dokładnie trzy lata temu, wbrew naszym planom sylwestrowym, utknęliśmy w mieście B. ze względu na nagły atak choroby naszego wówczas półrocznego Synka. Planem naszym było wrócić przed tym dniem do Warszawy, zostawić brzdąca z zaprzyjaźnioną ciocią i wyjechać na świętowanie we dwoje. Ostatecznie utkwiliśmy w środku tradycyjnego zbiegu wujostwa i kuzynostwa, w którym raczej czuliśmy się i byliśmy rzeczywiście jak piąte koło u wozu. Podczas tego Sylwestra zdarzyło nam się usłyszeć jednak zacny tekst, który do dziś jest dla mnie jednym z przewodnich haseł. Otóż jedna z nieco starszych kuzynek, która niedługo przed nami urodziła bliźniaczki, poinformowała zgromadzonych z zachwytem, że tegoż dnia na targu widziała sanki dla bliźniąt. Rzeczone sanki miały bowiem dwa siedziska i dwie barierki pod plecy, jedną za drugą.

Patrząc na dzisiejsze społeczeństwo i na wpisujące się w standardy kuzynostwo można zauważyć, że bliźnięta wielokrotnie nie mieszczą się w planach młodych rodziców i zazwyczaj spełniają rolę czegoś w rodzaju niespodziankowej ironii losu. Współcześni młodzi rodzice bowiem zazwyczaj w celu dopełnienia swego szczęścia wywołanego doskonałą karierą zawodową i w miarę udanym małżeństwem popartym egzotycznymi podróżami (et cetera) poczynają, rodzą i wychowują 1 (słownie jednego) potomka. Rzadko kiedy komukolwiek przychodzi do głowy, że w tak trudnych czasach można mieć dwójkę, a już nie daj Boże trójkę czy więcej dzieci. Od trzeciego dziecka zaczyna się patologia, potem jest tylko gorzej. Stąd zaskoczenie wywołane ujrzeniem podwójnych sanek. Bo jak podwójne to musi być dla bliźniąt. Ja natychmiast zinterpretowałem hasło w inny sposób. Dla mnie bowiem oczywistą rzeczą jest, że jeśli mam dwójkę dzieci, to kupię im podwójne sanki, dzięki czemu każdemu będzie wygodniej. Mogę później kupić tandem i posadzić nań dwójkę dzieci, albo usiąść z żoną, albo z którymś z dzieci, ale wcale nie muszę do tego celu mieć brata bliźniaka. Nawet kupowanie podwójnego wózka nie musi oznaczać, że ma się bliźnięta: wystarczy mieć dwójkę dzieci urodzonych w niewielkim odstępie czasu. Wówczas to starsze, które nie chodzi jeszcze dość dobrze, może jechać w spacerówce, a młodsze w gondoli. Jak coś jest podwójne, to nie jest „dla bliźniąt” tylko „dla dwojga”.

Do napisania notki zainspirował mnie, po raz kolejny już, wpis Cytrynny w którym uprzytomniła nam, w jaki sposób tytuły większości czasopism mamowych („Dziecko, Mam dziecko, Ja i dziecko, Ty i dziecko, Twoje dziecko, Moje dziecko, Nasze dziecko, Wasze dziecko, Halo to ja, Twój maluszek, Mój maluszek, Niemowlę, Berbeć, Wy i dziecko, My i dziecko, Wyj dziecko!, Myj dziecko, Czesz dziecko, Mama, tata i dziecko, Mój pies”) skupiają się na jednodzieciowym modelu rodziny, w którym tyle trzeba na to jedno dziecko wydać i czasu poświęcić, że na drugie już nas zwyczajnie nie stać. Tak rzeczywiście jest. Dziś naprawdę społecznie wolno mieć tylko jedno dziecko, co najwyżej parkę. Czasopisma mamowe cyklicznie powtarzają artykuły, może nieco je zmieniając. Pierwszy trymestr, drugi trymestr, trzeci trymestr, poród, połóg. Opieka, co kupić, znowu pierwszy trymestr… Z tym że to nadal pierwszy trymestr z pierwszym dzieckiem, bo wszystko od nowa, tak jakby każda czytelniczka przechodziła to po raz pierwszy. Naprawdę nieliczne artykuły traktowały o tym, jak przygotować siebie i rodzinę na przyjęcie drugiego dziecka. Bo to nieistotne. Jedno dziecko jest dżezi i trendi. A jeśli dwoje, to tylko bliźnięta.

Pewnie wspominałem już, jak rozmawialiśmy z dawną znajomą mojej Żonki, która ma dwie córki w naszym wieku i która, spojrzawszy na Gabrysia i Natalkę orzekła, że to już koniec, dobrze, że jest parka. Kiedy zaprotestowałem, że nie do końca koniec i że my chętnie przyjmiemy więcej dzieci, usłyszałem, że rząd by chciał żeby kobiety więcej rodziły, bo to dla nich bardziej opłacalne, ale na szczęście młodzi ludzie są dziś mądrzejsi i poprzestają na dwójce. Nie sposób kłócić się z ludźmi, zwłaszcza że nawet pewna część naszej dość bliskiej familii zgodziłaby się pewnie z tą tezą i oczekiwała od nas, że na dwójce poprzestaniemy. Muszę jednak podkreślić coś, do czego doszedłem już jakiś czas temu, niedługo po ślubie. To, czego oczekiwałaby od nas nasza familia nie ma znaczenia. To ile by chcieli, żebyśmy mieli dzieci, jak mielibyśmy je wychować, w jaki sposób zorganizować chrzest czy przyjęcie komunijne – to już nie od nich zależy. My zamierzamy wyłamać się ze schematu 2+1 czy teraz już 2+2 i kontynuować, bo to nasza rodzina i nasze dzieci, i naprawdę nie ma znaczenia, co sądzą na ten temat inni.

Kiedy ktoś mnie pyta o potomstwo i mówię, że mam syna i córkę, a on odpowiada: „To już wszystkie dzieci”, zazwyczaj kwituję to słowami: „Ja się dopiero rozgrzewam”. Przypuszczam, że będą mi potrzebne sanki trzy- albo czteromiejscowe. I nie dlatego, że będę miał czworaczki.

Categories: Świat i Kościół | Tags: , , , , | 7 komentarzy

Zobacz wpisy

7 thoughts on “Sanki dla bliźniąt

  1. O, też nigdzie dziś nie wychodzicie? :) My zostawiliśmy swoje dziecko z elektroniczną nianią na kwadrans i byliśmy w sklepie po jajka. Teraz będziemy piec ciasteczka.

    Za radą naszej babci polecam mieć o jedno dziecko mniej niż planujecie a to ostatnie zostawić sobie na wpadkę:) (-„ja wam radze mieć dwójkę, trzecie to najwyżej w razie wpadki”, -„nie babciu, wpadką bezie czwarte”). Babcia rozpuszcza też plotki, że Piotruś to chciałby mieć szóstkę jak ten Korwin.

  2. Wpis zamieścił się automatycznie. Twój komentarz też? :) Byliśmy z dziećmi u znajomych ze wspólnoty, teraz już w komplecie w domku, mogę odpisać ;). A co do zamieszczania notek wtedy kiedy się chce, to ciekawa opcja. Dzięki niej przerzuciłem wszystkie blogi i to z odpowiednimi datami :).

    Rada jest zacna, ale należy pamiętać, że katolik jest otwarty również na wpadki. Ja nie mam nic przeciwko wpadce w postaci czwartego potomka, a piąty znów będzie planowany ;). Dziękuję za komentarz i pozdrawiam noworocznie!

    PS. Jakiś Troll wszedł przez Fesbóka i znielubił mój wpis i Twój komentarz. Pozdrawiamy Trolla!

  3. Na Nowy Rok serdeczności i planowanych wpadek, Maurycy, ale wiesz jak to jest… człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi.:)
    Z Koleżanką Małżonką chcieliśmy mieć czwórkę, ale chciejstwo to mało i skończyło się, nie dlatego, że taj chcieliśmy, na dwojgu: Pierworodne Szczęście i Dziecko Płci Właściwej.

  4. buszekklebuszek

    Dobrze powiedziałeś nikogo nie powinno interesować czy ktoś ma jedno, dwoje czy troje dzieci….:) więc małżeństwa które mają jedno też mają w tym swoje cele . My stawiamy na jakość wychowania a nie ilość wychowania. Nie każda kobieta się nadaje do wychowania licznego potomstwa niektóre nawet z jedynakiem mają problem . :)

  5. Mam nadzieję, Caddi, że Pan Bóg poniesie jeszcze kilka kul do celu i doczekamy się większej liczby potomstwa :). Nas wprawdzie też pierwotnie miało być pięcioro, skończyło się jednak na trójce. Marzymy jednak z Żoną, że nasze starania na dwójce się nie zakończą.

    Buszekklebuszek, nie napisałem w tej notce, że nikogo nie powinno obchodzić ile kto ma dzieci. Miałem raczej na myśli, że to nas nie musi obchodzić ich zdanie i nie musimy się nim sugerować. Każdy jednak swoje zdanie posiadać ma prawo i ma prawo to zdanie wyrazić. Czasem nawet może mieć rację, a wówczas dobrze jest takiej osoby posłuchać.

    W związku z powyższym wyrażę swoją opinię na temat Twojego komentarza. Osobiście uważam teorię o wyższości jakości wychowania nad liczbą dzieci za nieprawdziwą. Nie jest prawdą, że jeśli będzie się miało tylko jedno dziecko, to lepiej się je wychowa. Przy tym również należy zaznaczyć, że kobiety, które mają problemy „nawet z jedynakiem”, prawdopodobnie nie miałyby podobnych problemów z dwójką czy trójką dzieci. Wiąże się to z faktem, że jedynak wszystko ma dla siebie, nie musi się dzielić zabawkami czy inną własnością z nikim mu zbyt bliskim, sam otrzymuje wszystkie prezenty, w związku z czym wielokrotnie wyrasta na egoistę, któremu wszystko się należy. Znam nawet jednego mężczyznę, który był jedynakiem do 9 roku życia i przez wiele lat nie mógł wybaczyć swojemu bratu, że odebrał mu jedyność i wyłączność. My zaś już teraz obserwujemy różnicę w pierwszych miesiącach życia (po tej stronie brzucha) syna i córki. Córeczka szybciej zaczęła się uśmiechać i śmiać, a najwięcej i najchętniej śmieje się do starszego brata. Można też zostawić ją na chwilę z bratem i cieszyć się z tego, że potrafią się wspólnie dobrze bawić (co polega głównie na zabawianiu jej przez niego), czego nie dało się zrobić, gdy synek miał 9 miesięcy. On zaś uczy się dzielić, dawać siostrze swoje zabawki, uczy się też cierpliwości, gdy ona próbuje mu przeszkadzać. Mają siebie nawzajem, to bardzo ważna zaleta rodzeństwa.

    Cele, które mają rodzice jedynaków w nierodzeniu większej liczby dzieci są mi w większości znane i o ile nie są one związane z zachowaniem zdrowia matki w ekstremalnych przypadkach, wynikają zazwyczaj z egoizmu rodziców i przywiązania do stanu posiadania, który potomstwo zwykło uszczuplać w drastyczny sposób. Jest to jednak wyłącznie moja opinia i nie musisz się nią sugerować.

  6. z koleżanką małżonką? żenada

  7. Pingback: Jakaś sobota wieczór, czy co? « Świat Cytrynny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s