Jakie to jest piękne w porównaniu

Kilka tygodni temu światem i światem mediów wstrząsnęła informacja o psychopatycznym mordercy, który zaatakował i zabił 26 osób w Connecticut, USA, w tym w większości dzieci w wieku 5-10 lat. Sprawa wydaje się być okropna, przerażające zdarzenie, okrutna śmierć niewinnych, kochanych dzieci, których kochali rodzice, które miały przed sobą całe życie. Sam, jako ojciec dwójki, nie mam pojęcia jak ciężko przeżyłbym podobne zdarzenie.

Obama Connecticut

Przy okazji pojawiającej się informacji przedstawiono również tzw. demotywator, czyli obrazek mający za pomocą jednego zjawiska zwrócić uwagę na coś ważnego, ciekawego a czasem śmiesznego (i zdemotywować nas do nauki na przykład). Demotywator przytaczał słowa Baracka Obamy wypowiedziane w Connecticut: „Większość ofiar to dzieci. Małe, śliczne istoty, które nie skończyły dziesięciu lat. Miały przed sobą wszystko co najpiękniejsze: urodziny, wesela, narodziny własnych dzieci”. Autor obrazka zauważa następnie, że „W wyniku aborcji rocznie w USA zabija się ok. 1 milion 200 tysięcy »Małych, ślicznych istot, które nie skończyły dziesięciu lat. Które miały przed sobą wszystko co najpiękniejsze: urodziny, wesela, narodziny własnych dzieci.«” Dodaje na końcu „Aborcji powiedzmy stanowcze nie”. I ja osobiście, zaintrygowany kontrowersyjnością, ale i prawdziwością podobnego porównania zamieściłem demotywator na własnym profilu Facebook, wkręcając się przy okazji w niezbyt przyjemną dyskusję.

Duża liczba osób przeciwnych takim porównaniom argumentuje, że nie powinno się takich rzeczy robić z szacunku choćby dla rodzin dzieci, które zginęły w wyniku ataku. Inni twierdzą, że płaszczyzna nie jest jednakowa, że porównujemy dwie odmienne sprawy. Oczywiście zwolennicy aborcji w ogóle nie widzą związku, ponieważ dla nich aborcja jest decydowaniem o własnym życiu i ciele, a strzelanina morderstwem. Ja jednak widzę związek i to oczywisty, zwłaszcza że nie tyle uderzamy tu w czyjkolwiek żal po utracie dziecka (który rozumiem doskonale), lecz w słowa Baracka Obamy, który okazuje się być po raz kolejny dwulicowym oszustem. Z jednej strony bowiem wzrusza się nad ciałami dzieci, które zginęły z ręki szaleńca, z drugiej zaś wspiera aktywnie aborcję, nawet w późnym etapie ciąży. Nie widzi przy tym, albo nie chce widzieć, że śmierć dziecka jest identyczna w tym i w tamtym przypadku, że rzeczywiście w obu przypadkach mamy do czynienia ze ślicznymi, małymi istotami, które nie skończyły 10 lat. Różnicę widzę w tym, że dzieci z Connecticut zdążyły coś przeżyć, coś zobaczyć, coś narysować i powiedzieć. Ludzie się do nich przyzwyczaili, polubili je, pokochali. Pałali do nich różnymi radosnymi uczuciami. Dzieci przed narodzeniem właściwie jeszcze nie są nawet widoczne, chyba że mówimy o wypukłym brzuchu ich matek albo niewyraźnym obrazie USG. Nie zdążyły zbyt wiele zrobić i niewiele osób się do nich przyzwyczaiło. Niewiele osób darzyło je uczuciami w ogóle. Dla kogo jednak w tym przypadku zmienia się perspektywa? Wyłącznie dla ludzi, którzy tymi uczuciami dzieci objęli. Rodzice cierpią bardziej (zwłaszcza, że w Connecticut ich dzieci zginęły nie z ich woli, a w aborcji ważna jest najczęściej osobista decyzja matki), nauczyciele i sąsiedzi również (w przypadku aborcji nie mieli dotąd z dziećmi do czynienia), cierpi także bardziej prezydent Obama. Czy zmienia się jednak perspektywa dzieci, które zostają zabite? Nie! Zarówno w ataku zamachowca, jak i w procesie aborcji umierają dzieci, które były małymi, ślicznymi istotkami, które miałyby przed sobą urodziny, własny ślub (albo i nie), własne dzieci (albo i nie), gdyby nie zostały zabite. Zarówno w Connecticut jak i w całej Ameryce, w całym świecie giną dzieci, które za każdym razem są tak samo wartościowe jako osoby. Dostaliśmy jednak poprawnie polityczny społeczny zakaz komentowania i porównywania, przez wzgląd na uczucia rodzin ofiar.

W związku z powyższym chyba powinniśmy przestać również komentować aborcję samą w sobie, przez wzgląd na syndrom postaborcyjny.

Co ja bym zrobił, gdyby podobna sytuacja zdarzyła się w moim przypadku? Mam nadzieję, że Bóg pozwoli mi uniknąć podobnego przeżycia, mówię czysto teoretycznie. Gdyby prezydent Komorowski, wprowadzający prawo dotyczące in vitro i optujący za „kompromisem aborcyjnym”, albo pani Ewa Kopacz – marszałek sejmu, która niegdyś pomogła „Agacie” zabić swoje dziecko, przyjechali do szkoły i zaczęli wyrażać swoje ubolewanie nad tą tragedią, osobiście nakazałbym dwulicowcom zamknąć otwory gębowe. Podobnie jak robią rodziny niektórych ofiar wypadku pod Smoleńskiem z 2010 roku, które nie chcą mydlenia oczu i fałszywych łez, tylko odkrycia prawdy. Gdyby zaś ktoś porównywał sytuację śmierci w wyniku strzelaniny do czegoś, czego nie popieram, np. promując przy tym homoseksualizm, zaoponowałbym. Jeśli jednak celem działających byłoby ukazanie tego, w jaki sposób prezydent czy rząd nas oszukują, prawdopodobnie bym przyklasnął.

Jedno niestety jest pewne: Społecznie plaga aborcji, a więc masowych zabójstw dzieci przed ich narodzinami (ale także wywoływania porodów w późnej ciąży i pozostawianie żywych dzieci aż umrą śmiercią głodową) wydaje się być błahostką w porównaniu ze strzelaniną w której giną dzieci nieco starsze. W wyniku tego zarysowuje nam się ciekawy obraz. Prawdopodobnie pani Katarzyna W., która zabiła swoją półroczną córeczkę Magdę i jest aktualnie publicznie i społecznie zlinczowana, a grozi jej ogromny wyrok (co oczywiście popieram) byłaby bożyszczem feministek i wielkim argumentem za legalizacją aborcji na życzenie, gdyby dokonała tego samego jakieś 9 miesięcy wcześniej…

Categories: Duchowość i moralność | Tags: , , , , | 14 komentarzy

Zobacz wpisy

14 thoughts on “Jakie to jest piękne w porównaniu

  1. Ja tylko do ostatniego akapitu: pani Katarzyna W. JEST bożyszczem (w pewnym sensie) feministek i wielkim argumentem za legalizacją aborcji na życzenie. Tak, nie jest to mój domysł, takie stwierdzenia padały z ust (tudzież rąk, bo to chyba wypowiedź pisemna była) pani Środy. Wszak gdyby „usunęła ciążę” nie musiałaby później dusić niemowlęcia. To Kościół ją skrzywdził i opresyjne państwo, zabraniając jej aborcji niechcianego płodu.

  2. Karol Wojtyła w 1960 roku ubiegłego wieku napisał fantastyczną książkę, którą przeczytać może każdy bez względu na wyznawany światopogląd. \książka zawiera uniwersalia ważne dla każdego. To „Miłość i odpowiedzialność”,
    Problem współczesnego człowieka tkwi w oddzieleniu seksu od miłości, a właściwie od mentalnego dopuszczenia zachowań, gdzie seks staje się celem samym w sobie. Stąd właśnie problem przywołanej maleńkiej Madzi, zamordowanej przez matkę i problem pani Madzi Środy, podającej się za filozofkę od siedmiu boleści.
    Ciekawy temat, Maurycy, ale obawiam się, że niewielu jest w stanie go podjąć, gdyż wydajesz się człowiekiem z kosmosu. Żeby było jasne dla czytających ten komentarz: nie trzeba być katolikiem, czy w ogóle wierzącym człowiekiem, by uznawać aborcję za zbrodnię. Można być Żydem ateistą, jak doktor Bernard Natanson, który stał się działaczem pro-life, czy choćby mną (dodam skromnie). To tak na marginesie.

  3. Nunatak

    Można być Żydem-ateistą, a nawet gejożydomasonem, i być działaczem pro-life, kwestia tylko tego, czy podejmujemy tę działalność z faktycznej miłości i poczucia odpowiedzialności za wszelkie życie, czy jedynie z dogmatycznego wyprania mózgu, czyli strachem przed popełnieniem grzechu i karą Bożą. W drugim przypadku mamy do czynienia w pierwszej kolejności z troską o samego siebie, a wszelkie twierdzenia o motywacji z miłości i odpowiedzialności są jedynie przykrywką. To dopiero dwulicowość!

  4. Lolinka, dziękuję za to cenne dopowiedzenie. Nie zdawałem sobie sprawy, że rzeczywiście nadal można być bożyszczem feministek, nawet jeśli zamordowało się własne dziecko.

    Caddi, szkoda że dotychczas nie przeczytałem tej książki. Sądzę, że po tak dobrym komentarzu odnośnie niej znajdę teraz czas i miejsce na zapoznanie się. Swoją drogą nie przypuszczałem, że uznajesz aborcję za zbrodnię. Nieco coś innego zrozumiałem z Twoich komentarzy jakiś czas temu, chociaż wiem, że nie jesteś jako takim zwolennikiem aborcji.

    Nunatak, w żadnej mierze nie mogę się z Tobą nie zgodzić, osoby które bronią życia ze strachu przed Bogiem, bo gdyby nie kara Boska to mordowałyby z zimną krwią, można uznać za dwulicowe. Ja bym raczej nazwał je niedojrzałymi (na etapie rozwoju moralnego, na którym nie dobro samo w sobie jest motywacją do działania, lecz obawa przed karą lub chęć nagrody). Bardzo cenię Twój komentarz, choć wydał mi się nieco nie na temat.

    Chyba że z niewiadomych powodów piłeś do mnie…?

  5. Odnoszę przykre wrażenie, że w tej sytuacji każdy, kto wierzy w Boga, będzie z góry posądzony o to, że egoistycznie postępuje dobrze z obawy przed piekłem?

  6. Życie jest dla mnie od momentu poczęcia. Nigdy nie wyznawałem innego podejścia. Nie wiem skąd wywnioskowałeś, że mogę uważać inaczej. I nie czynię tego z obawy przed karą Najwyższego, w którego istnienie śmiem wątpić, ale z prostego powodu: życie ludzkie zaczyna się od poczęcia i nikt nie wskazał innego momentu poz a jakimiś arbitralnymi i ideologicznymi powodami. Biologicznie jest to moment poczęcia, reszta zaś to bajania.

  7. We wpisie Tuskoterror a prawda obiektywna zaznaczałeś, że nie jesteś przeciwnikiem aktualnie obowiązującego w Polsce „kompromisu aborcyjnego”, a zdaje mi się, że nie zaznaczyłeś przy okazji swojego stanowiska w sprawie aborcji w ogóle, więc źle Cię zinterpretowałem. Przepraszam, mam nadzieję, że się nie gniewasz. Cieszę się, że rozumiemy te sprawy podobnie. Ja dodałbym jeszcze, że człowiek zaczyna się od poczęcia. Jeśli napiszemy „życie” to wolno będzie argumentować „no dobrze, życie, ale czy człowiek?”. Napisałeś też „życie ludzkie” i to już brzmi pełniej.

    Osobiście wydaje mi się, że Nunatak uderzał raczej w ludzi takich, jak ja: dogmatycznych, bo wierzących w Kościół i w to, czego naucza. Nie zdaje mi się, abyś się miał czuć zagrożony.

  8. Nunatak

    Uderzałem nie w ludzi, a w sam grzech dogmatyzmu :) Nie posądzam każdego, kto wierzy w Boga o egoizm motywowany strachem przed piekłem, bo oprócz kija jest jeszcze marchewka, jest też zwykłe kierowanie się wewnętrznym poczuciem prawdy i doświadczeniem mistycznym, jednakże ustanawianie i przyjmowaniu dogmatów konkretnej religii uważam za moralne zło, które zwalczam i zwalczać będę. Dogmaty występują przeciwko życiu, zniewalają duszę i umysł człowieka, powodując nerwice i choroby psychiczne (które też czasem szlachetni dogmatycy zwykli nazywać „opętaniem”, nie pomyślawszy ani przez chwilę, że sami mogli być jego twórcami)…

    Wierzę Mateusz w Twe dobre intencje i nie sądzę, że gdybyś nagle utracił wiarę w piekło, a w państwie zapanowała anarchia, zacząłbyś z miejsca mordować z zimną krwią, ale uważam, że zbyt łatwo przyjmujesz pewne twierdzenia za jedynie słuszne, nie kusząc się o żadną głębszą analizę ani logiczne uzasadnianie, a to bywa w konsekwencjach krzywdzące.

    Z tego, co się orientuję z rozmów ze znajomym księdzem, to embrion nie jest jeszcze człowiekiem, ale posiada godność osoby ludzkiej:
    „Instrukcja Donum vitae nie stwierdziła wprawdzie, że embrion jest osobą, aby nie formułować wyraźnego stwierdzenia natury filozoficznej, zwróciła jednak uwagę na fakt, że istnieje ścisłe powiązanie między wymiarem ontologicznym a specyficzną wartością każdej istoty ludzkiej.”

    http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/dignitas_personae_12122008.html

  9. Jeśli embrion nie byłby człowiekiem, nie posiadałby ludzkiej godności.
    Ale w przypadku aborcji nie mówimy o embrionie, gdyż procedura ta wykonywana jest na ogół w drugim/trzecim miesiącu ciąży. Zgodnie z nomenklaturą medyczną jest to już jajo płodowe a potem płód, często posiada już wykształcony układ nerwowy, a więc czuje ból (a dziecka w czasie aborcji się nie znieczula). Ciekawe, że wiele powikłań okołoaborcyjnych i śmierci w wyniku legalnych aborcji wynika z faktu, że lekarze nie używają podczas zabiegu USG. Może po prostu nie byliby w stanie znieść psychicznie codziennego widoku rozrywanych przez siebie w łonach matek dzieci?

    Wracając do dokumentów Kościoła: nie ma tam definicji mówiącej, że embrion jest osobą m. in. z tego powodu, że w wyniku jego rozwoju mogą z niego powstać np. bliźnięta. Wtedy mamy do czynienia z dwiema osobami. Tyle, że na tym etapie rozwoju jeszcze tego nie da się rozsądzić.

  10. uwaga, myślę!
    „to coś w brzuchu kobiety” nie jest człowiekiem <- . Jeśli nie jest człowiekiem to czym?
    a) częścią organizmu matki – no ale ma inne DNA, chociaż z ciałem matki jest połączone i – do pewnego momentu – nie może bez niego funkcjonować. Jednak wiadomo, że to nie jest np. trzecia nerka, tylko inny, żywy organizm.
    b) jeszcze nie jest człowiekiem, będzie nim później – no to czym jest w tej chwili? Truskawką? Z tego co wiem z połączenia męskiej i kobiecej komórki wychodzi organizm ludzki = kobieta nie może urodzić truskawki, kotka, szafy trzydzwiowej, tylko innego człowieka
    c) to coś nie jest czymś, tylko kimś
    (celowo pomijam tu zagadnienia ontologiczne dot. tożsamości bytu oraz związaną z tym bezcelowość tworzenia granic "nabywania człowieczeństwa")
    No, to chyba na tyle. przepraszam jeśli coś jest niejasne, ale sesja prostuje mi zwoje mózgowe. Dobrej nocy wszystkim :)

  11. Joanno, ciekawy sylogizm:-)

  12. Asia, Twoje rozumowanie jest zbyt proste :). Na tym etapie (tzn. udowadniania czysto logicznego, że to oddzielny żywy organizm gatunku ludzkiego) nic się już za bardzo nie da przeinaczyć, więc żeby „udowadniać”, że to nie człowiek, nie ma wyjścia, trzeba sięgać do zagadnień ontologicznych, rozgrzebywać na ile świadomym itp. trzeba być, żeby się nazwać człowiekiem… czyli jakby tu pokombinować, żeby nie przyznać oczywistości, której jednak przyznać nie można, bo tym samym trzeba byłoby uznać, że zabijamy człowieka.

    Pani Elu, po pierwsze: myślę, że z tym USG to jest kwestia również tego, że kobieta przeżyłaby za dużą traumę, wiedząc (widząc!), co robi. Już nie byłoby tak łatwo powiedzieć „usunęłam ciążę”, tak jakby chodziło o pozbycie się dużego brzucha niewiadomego pochodzenia. Już byłoby zbyt jasne, skąd ten brzuch. Mądrze ktoś powiedział, że przemysł aborcyjny jest jedynym chyba na świecie, który nie chce pokazywać tego, co sprzedaje. Po drugie: czy słusznie myślę, że nie jest co prawda określone, że embrion jest osobą, ale nie jest to równoznaczne z tym, że nie jest osobą (nie wiem jak to lepiej wyjaśnić, mam nadzieję, że da się zrozumieć)?

  13. Lolinka: „Po drugie: czy słusznie myślę, że nie jest co prawda określone, że embrion jest osobą, ale nie jest to równoznaczne z tym, że nie jest osobą (nie wiem jak to lepiej wyjaśnić, mam nadzieję, że da się zrozumieć)?”

    Tak, zresztą na to wskazuje określenie, że posiada ludzką osobową godność w dokumentach Kościoła :)

  14. Nunatak

    Chociaż Lolinka zrozumiała :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s