Mały post

Otrzymałem ostatnio prośbę o napisanie wpisu na temat postu eucharystycznego, przy okazji dostając serię różnych dotyczących go pytań. Choć sam nie znam się bardzo w tym temacie i, niestety, czasem naginam obowiązujący post, to postanowiłem podjąć temat, na razie bardzo oględnie i pokrótce, w oparciu tylko o dwa dokumenty Kościoła, którymi przeciętny teolog posługuje się najczęściej, czyli o Katechizm Kościoła Katolickiego i Kodeks Prawa Kanonicznego.

W Katechizmie na temat postu zbyt wiele napisane nie zostało. Punkt 1387 mówi, że „Aby przygotować się odpowiednio na przyjęcie sakramentu Eucharystii, wierni zachowują ustanowiony przez Kościół post. Postawa zewnętrzna (gesty, ubranie) powinna wyrażać szacunek, powagę i radość tej chwili, w której Chrystus staje się naszym gościem”. Aby zrozumieć, jaki to post ustanowił Kościół, zostajemy skierowani do Kodeksu, do kanonu 919. Wskazany kanon zaś głosi w paragrafie pierwszym co następuje: „§ 1. Przystępujący do Najświętszej Eucharystii powinien przynajmniej na godzinę przed przyjęciem Komunii świętej powstrzymać się od jakiegokolwiek pokarmu i napoju, z wyjątkiem tylko wody i lekarstwa„. Zrozumiałe jest więc, że Kościół wymaga od swoich wiernych przygotowania do przyjęcia Chrystusa, otwarcia się na Jego łaskę. Godzinny post przed Komunią jest w tym wypadku raczej symbolem tego przygotowania, niewiele bowiem wnosi sam z siebie – niewiele osób odczuje fizyczny głód na godzinę po spożyciu ostatniego kęsa, istnieje raczej potrzeba wzbudzenia w sobie duchowego głodu Eucharystii. Przed Soborem Watykańskim II sytuacja wyglądała inaczej, post eucharystyczny był mniej symboliczny, głód zaś lepiej odczuwalny. Post obowiązywał od północy, co oznaczało, że do momentu przyjęcia Chrystusa nie wolno było jeść żadnego posiłku. Wydaje się to istną torturą, ale tak naprawdę nie było takie złe, gdy pomyśli się o okolicznościach. Otóż przed soborem normą było, że w niedzielę odbywała się tylko jedna Msza święta i było to zawsze rano. Dlatego tak naprawdę człowiek wstawał rano, szykował się odświętnie i szedł do kościoła na czczo, ale nie musiał omijać obiadu czy kolacji, bo wieczornych mszy nie było. Mimo tego z pewnością i tak czuł głód, co miało pomóc mu zatęsknić za Panem. To oczywiście wiązało się też z bardzo cielesnym i dotykalnym poczuciem sacrum – Jezus nie powinien kłócić się o miejsce w żołądku z szynką czy chlebem powszednim. Dziś widzimy to dużo bardziej łagodnie i dlatego post również został załagodzony. Tak jak wspomniałem, ma on bardziej symboliczne znaczenie. Można jak widać tak czy inaczej pić czystą wodę – bo komuś może być z oczywistych względów sucho w gardle – i zażywać lekarstwa.

Znajoma zadająca pytania drąży temat dalej – i słusznie. Zadaje pytania, na które w tej kwestii postaram się odpowiedzieć. Warto bowiem uściślić wszystkie sprawy, żeby nie nastąpiła obawa grzechu. Pierwsze pytanie brzmi: „Co w skrajnych przypadkach, jak na przykład cukrzyca? Dla cukrzyka lekiem jest cukier. Albo dla takiego (…), który wykrył u siebie wrzody i je co godzinę, to nawet bigos jest lekiem„. Na to pytanie odpowiedź, na całe szczęście, przynosi nam ten sam kanon w Kodeksie Prawa Kanonicznego, paragraf trzeci: „§ 3. Osoby w podeszłym wieku lub złożone jakąś chorobą, jak również ci, którzy się nimi opiekują, mogą przyjąć Najświętszą Eucharystię, chociażby coś spożyli w ciągu godziny poprzedzającej„. Rozumiemy więc, że osób starszych i chorych, a nawet ich opiekunów, post eucharystyczny nie musi obowiązywać. Oczywiście pytaniem, na które ja odpowiedzieć nie potrafię, pozostaje co to znaczy być „złożonym chorobą”? Czy chodzi o osoby, które leżą w łóżku i nie mogą się podnieść? Czy wystarczy mieć cukrzycę albo wrzody i musieć spożywać posiłki częściej niż regularnie? Czy w tej sytuacji żona owrzodzonego, która jest poniekąd jego opiekunką w chorobie, też może coś spożyć przed przyjęciem Komunii? I czy pojawiający się w związku z niespożyciem posiłku stan lękowy jest już powodem dla zaniechania postu? Sądzę, że takie dylematy powinien dla każdego indywidualnie rozsądzać spowiednik i do niego należy się z tymi pytaniami zgłosić.

Pytanie kolejne: „Czy chodzi o pełną godzinę, czy np. 58 minut jest ok?” Tak, raczej chodzi o pełną godzinę, a więc 60 minut. Oczywiście ja nie zalecam skrupulanctwa i zerkania co minutę na zegarek, celowania w końcówkę kolejki do Komunii, żeby się zmieścić w czasie. Podobne pytanie następuje później: „Gdy idę na Msze zakładając że Eucharystia nastąpi po 45 minutach, a ksiądz nie powie kazania i skróci, to co mam robić?” Przede wszystkim sądzę, że należy zawczasu lepiej się przygotować. Kodeks Prawa Kanonicznego nie mówi przecież, że powinniśmy się powstrzymać od pokarmów „dokładnie na godzinę przed przyjęciem Komunii”, lecz „przynajmniej na godzinę przed przyjęciem Komunii”. To oznacza, że półtorej godziny też jest dobrze, a nawet lepiej. Co to oznacza w praktyce? Np. idziemy do kościoła na 11.30, więc zjedzmy śniadanie o 9.00. Skończymy o 9.30, mamy dwie godziny. Właściwie posiłek powinien wypadać co trzy („Racjonalne żywienie, pięć posiłków dziennie”), więc w większości przypadków nie powinno być problemu. Nie licząc oczywiście sytuacji, że zjadło się śniadanie, a przed mszą się jest oj tak strasznie głodnym, bo ma się świadomość postu. Wtedy należałoby się raczej wstrzymać i pokonać pokusę. Oczywiście byłbym bezdusznym ruralistą, gdybym powiedział, że nie można robić wyjątków. Przyjmowanie Komunii bez zachowania postu nie podchodzi pod grzech ciężki. W przypadkach zaniedbania z pewnością można mówić o lekkim grzechu, ale, w moim przekonaniu, z przyjmowania Chrystusa rezygnować nie należy, jeśli wzbudzamy w sobie żal i właściwą intencję (np. postu „duchowego”, czyli dobrego wewnętrznego przygotowania mimo braków zewnętrznych). Nie należy więc zakładać, że Komunia, także w niedzielę, będzie 45 po, ale jeśli się wcześniej nie wyrobimy ze zjedzeniem, to może należałoby przymknąć na to oko. Podobnie się ma sprawa w kwestii kilku innych pytań: „Inny skrajny przykład – obiad w stołówce na wakacjach podają o 13:20, a na 14 jest jedyna Msza w okolicy. Inny skrajny przykład – ksiądz w szpitalu przychodzi znienacka, akurat po śniadaniu (…). Albo gdy ktoś się zapomni i łyknie herbaty, a pójście na inną Mszę byłoby niemożliwe lub bardzo utrudnione…” W każdym z tych przypadków potraktowałbym sytuację jako niezawinioną (grzech jest wtedy, kiedy jest wina, tu nie ma jej), jak w przypadku z księdzem w szpitalu albo z obiadem na wakacjach, albo lekko zawinioną (grzech zaniedbania) w przypadku herbaty i nie rezygnowałbym z przyjęcia Komunii. Pada też pytanie o pana powożącego bryczką: „Albo gdy jedzie ktoś bryczką z daleka i powozi, to nie może zjeść, a dojechawszy już zjeść musi a może i chlapnąć na rozgrzewkę, bo zmarzł„. Wchodzimy w coraz bardziej szczegółowe historie, jednak i w tym przypadku niezachowanie postu eucharystycznego byłoby uzasadnione, pod warunkiem, że pan w bryczce chlapnie sobie herbatkę na rozgrzanie, a nie coś mocniejszego. W przypadku „popijania” alkoholu przed mszą odpuściłbym sobie w ogóle wędrówkę do kościoła, bo to niestety podchodzi już pod lekceważenie Chrystusa i Eucharystii.

Post eucharystyczny rzecz jasna nie dotyczy też osób, które o nim nie wiedziały. Ja sam miałem braki w wiedzy w tych kwestiach przez długi czas, a miałem kolegę, który dowiedział się dopiero będąc w seminarium. Aby był grzech, musi być świadomość. Bez świadomości nie ma grzechu, nie obowiązuje też post. Dalej zaś znajoma pisze, nie ustępując: „Gdzieś pokątnie słyszeliśmy tez o poście poeucharystycznym o długości 15 minut. Nigdzie nie znaleźliśmy potwierdzenia tego. Z jednej strony kwadrans to wychodzi naturalnie, bo zanim Msza się skończy i pójdzie się gdzieś… Ale z drugiej to kapucyni oferują kawę od razu po Mszy, a chyba wiedzą co robią?” Nie ma żadnego oficjalnego postu poeucharystycznego. Koniec odpowiedzi na to pytanie. Można sobie wypić kawkę zaraz po Mszy, bo na Mszy to jednak nie wypada… Co zaś dotyczy wymiotów związanych np. z ciążą lub migreną – a takie pytanie też padło – albo i z jakimś zatruciem pokarmowym, to – na ile się orientuję – nie stanowi to problemu natury etycznej. Ciało Chrystusa raz spożyte pozostaje spożytym. Nie możemy patrzeć na Nie czysto materialnie, jak się trawi, jak długo, jak schodzi do jelit i stamtąd jest dystrybuowane po całym organizmie. Jak wreszcie Jego część zostaje wydalona w ramach resztek przemiany materii… To co piszę jest ohydne, ale obrazuje, że choć Ciało Chrystusa oparte jest na materii, to owa materia nie jest Jego istotą. Jeśli zwymiotujemy po spożyciu, możemy raczej zakładać, że sam Chrystus „się wchłonął”, choć materia – ten kawałek chlebka – z nas uszedł. Mam nadzieję, że moje rozumowanie jest zrozumiałe.

Na ostatnie wreszcie pytanie odpowiedź znajduje się w środkowym paragrafie wspomnianego już kanonu Kodeksu Prawa Kanonicznego. Pytanie brzmi: „Albo taki ksiądz na wsi, co odprawia trzy Msze pod rząd a na każdej sam spożywa Komunię, a chyba nie ma interwału w jedzeniu przez pół dnia?” Paragraf drugi kanonu 919 brzmi zaś: „§ 2. Kapłan, który tego samego dnia sprawuje dwa lub trzy razy Najświętszą Eucharystię, może przed drugim lub trzecim sprawowaniem coś spożyć, chociażby nie zachodziła przerwa jednej godziny„. Można więc wyraźnie zauważyć, że ksiądz ma obowiązek dochować postu tylko przed pierwszą mszą w ciągu dnia. Podkreślić też należy, że choć kapłan może przystąpić do Komunii więcej razy, my, zwykli śmiertelnicy mamy do tego prawo tylko dwa razy w ciągu dnia, pod warunkiem, że za drugim razem odbędzie się to podczas pełnej Mszy świętej.

Oto i cała odpowiedź o post eucharystyczny. Grzech przy złamaniu go nie należy do wielkich, chyba że robimy to specjalnie albo ze względu na nasze obżarstwo nie potrafimy się powstrzymać przez godzinę. Kwestie sporne (np. obłożną chorobę) powinien rozstrzygać spowiednik, dla każdego przypadku indywidualnie. Na koniec zaś przypomnę jeszcze, że najdawniejsza tradycja chrześcijańska nie zakładała jakiegokolwiek postu eucharystycznego, choć czczono Ciało Chrystusa od początku. Pierwsi chrześcijanie bowiem, na wzór samego Chrystusa, spotykali się na ucztach, na których również łamano Chleb – czyli Jego Ciało. Chrystus zaś dokonał przeistoczenia podczas wieczerzy paschalnej, tradycyjnej żydowskiej kolacji, podczas której jadło się i piło do rozpuku. Jezus akurat nie odpuścił tej chlubnej tradycji tylko po to, by podkreślić szacunek do własnego Ciała. Ono i tak było szanowane. Wtedy tylko ten szacunek inaczej wyrażano. Czczono Jezusa w Chlebie, w czasie uczty, bez postu eucharystycznego, Komunię przyjmowano do ręki i pito Wino jako Krew z jednego kielicha.

O tempora, o mores!

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Zobacz wpisy

3 thoughts on “Mały post

  1. Dobre! Ale ja myślę, że żona owrzodzonego to jeść nie musi razem z nim. Ona chyba w ogóle nie jest taka skrupulatna. Ona to nawet sobie kropnie z dziecięcej butelki żeby sprawdzić temperaturę picia i dopiero potem sobie uświadamia, że nie powinna była.
    Skąd Ty wiedziałeś o tym celowaniu w koniec kolejki? :>

  2. Z końcem kolejki to dość częsty proceder i jeśli chce się wyrobić w godzinę, to się samo na myśl nasuwa :). Myślę, że łyczek z butelki dziecka to też nie grzech – ja bym tego pod grzech nie podciągał. Mam nadzieję, że udało się przynajmniej część niepewności notką rozwiać!

  3. Marek

    Jednak w ogóle nie można przystępować do Komunii po naruszeniu postu. Na stronie parafii w Stróżach przeczytałem: Nie wolno przystąpić do Komunii św. niezależnie od tego, czy ktoś naruszył post eucharystyczny świadomie i dobrowolnie, czy nieś­wiadomie i niedobrowolnie. Nawet niewielka ilość pokarmu czy napoju narusza post eucha­rystyczny. http://www.stroze.parafia.info.pl/?p=main&what=117

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s