Dupek w pozytywnym tego słowa znaczeniu

Dawno nie pisałem notki, a jeszcze dłużej nie pisałem notki w kategorii „O mnie”. Blog, który przez długie lata był blogiem prywatno-teologicznym, teraz wreszcie stał się czysto tematyczny. Mimo tego raz na jakiś czas coś sprowokuje mnie do prywatnych wynurzeń. Tym razem była to moja Małżonka, która zamieściła komentarz na blogu Cytrynny oraz sama Cytrynna, która ten komentarz zedytowała. Komentarz sam głosił, że koleżanki z pracy uważają mnie za „dupka w pozytywnym znaczeniu” jednak ze względów cenzuralnych słowo „dupka” przeinaczono na „tyłka”. Dowcip spalono, ale nie wiedziano o co chodzi, więc uznałem, że warto historię szerzej opisać, troszkę poddając się tak lubianemu przeze mnie kiedyś emocjonalnemu ekshibicjonizmowi.

Historia zaczęła się na późniejszych studiach, czyli już w Łodzi, już po usunięciu z Seminarium. Choć oczywiście towarzyszyła mi od zawsze, jako nienazwana. Nazwała ją znajoma, dziwna ogólnie istota, na owe czasy uczennica liceum. Poznałem ją na dyskotece, bo czasami jako były seminarzysta – buntownik wybierałem się w takie miejsca grzechu i rozpusty. Znajoma była zahukaną, smutną dziewczyną, która usiłowała znaleźć swoje miejsce. Wymieniliśmy się numerami telefonów i zaczęliśmy się spotykać. Nie wyszło z tego nigdy nic, co można by nazwać związkiem. Zwyczajnie przyjacielskie wypady na pizzę, czasem jakieś przytulenie, ale raczej pocieszające, a nie romantyczne. Znajoma zwierzyła mi się z wielu trudnych rzeczy i nie wiedziałem, czy jej wierzyć, choć na część z nich miała dokumentację medyczną. I oto pewnego dnia powiedziała mi, że nigdy wcześniej nikomu o tym wszystkim nie mówiła. Mnie jednak potrafiła zaufać i się zwierzyć. „Wiesz dlaczego?” zapytała. Nie wiedziałem. „Bo jesteś dupkiem”. Nie była to dla mnie pomyślna informacja. „Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu” dodała, na wszelki wypadek.

Kontakt z tą znajomą urwał się chyba na dobre. Ale hasło „dupek w pozytywnym znaczeniu” przylgnęło do mnie w jakiś sposób na dłużej. Z uśmiechem używa go moja Małżonka, czasem też Albin – mój najlepszy przyjaciel. Przy okazji muszę przypomnieć, że matka owej znajomej pewnego dnia nazwała mnie „chuj, a nie facet”, co miało podobne znaczenie, z tym że mniej pozytywne. Ale jaka właściwie jest definicja dupka w pozytywnym znaczeniu? Sam się nad tym długo zastanawiałem. Dziś już jednak rozumiem i choć nie brzmi to zbyt pięknie, dobrze określa moje podejście do życia. Czy do kobiet.

Kiedy wyrzucili mnie z Seminarium, wiele dziewczyn, które dotychczas traktowały mnie jak kolegę i trzymały kciuki za moje powołanie, nagle zaczęło na mnie patrzeć jak na potencjalnego męża. Nazwałem to zjawisko napisem na czole. Napis, złotymi literami, głosił: „Byłem klerykiem. Nic Ci nie grozi”. W gruncie rzeczy nie chodziło jednak o bycie klerykiem, tylko o mój charakter w ogóle. To JAKIM byłem klerykiem. Otóż ja się z dziewczynami przyjaźniłem. Owszem, podobały mi się, ale bardziej jeszcze je lubiłem. Traktowałem je podmiotowo do tego stopnia, że czasem je to wkurzało. Niektórym dziewczynom, które starały się do mnie zbliżyć, przeszkadzało wręcz, że nie rzucam się na nie jak na kawałek mięsa, ale ja nie wiedziałem czemu miałbym to robić. One myślały, że mi się nie podobają, a więc pewnie są brzydkie. Ja widziałem w nich piękno cielesne, ale i wewnętrzne. Nie przekraczałem granic i trzymałem rączki przy sobie (dlatego mogłem sobie, moim zdaniem, pozwolić na mieszkanie z dziewczyną przed ślubem). Przytulałem dziewczyny, gdy tego chciały – bliższe i dalsze. I nigdy nie było to przytulanie erotyczne. W Seminarium wzbudzałem kontrowersje, bo kolegowałem się ze studentkami, które z nami studiowały teologię (część tych przyjaźni przetrwało do dzisiaj). Nie rozumiałem czemu to kogokolwiek oburza, przecież żadnej nie próbowałem poderwać. Podobnie było po Seminarium – dziewczyny chciały być ze mną bynajmniej nie dlatego, że byłem przystojny i mężny, lecz dlatego, że mogłem przytulić, pocieszyć i, potencjalnie, dobrze wychować dzieci. Nawet moja Żona zwróciła na mnie uwagę, gdy obserwowała moje umazane atramentem z pióra dłonie i stwierdziła, że te dłonie będą nosić jej dzieci. Noszą…

Oczywiście, to wszystko pozytywne. To, że wzbudzam zaufanie. To, że się zaprzyjaźniam, że czasem wysłucham, że przytulę i pocieszę. To jest faktycznie pozytywne. Znaczenie. Słowa „dupek”. Ja mogę wysłać koleżankom w szkole Walentynkę. Koleżanki się wzruszą, pocieszą, podziękują, odwdzięczą. Żadnej z nich nie przyjdzie do głowy, że próbuję je poderwać. Nawet, gdybym robił to właśnie w tym celu. Koleżankom na studiach prawiłem komplementy takie, że się czerwieniły. Przyjaźniliśmy się, ale żadnej z nich nie przyszło do głowy, że próbuję je poderwać. Więcej – podziwiały mnie jako męża i ojca. Czasem mówiły, że zazdroszczą mojej żonie tego, że ma takiego męża. Ale nigdy nie wydawały się odbierać mojego istnienia i zachowania jako próby podrywu. Ot, bardzo sympatyczny, przyjacielski facet. Czasem zabawny rubasznik – moje grube dowcipy są częścią mnie. Mogłem zrobić wiele rzeczy, mogłem powiedzieć wiele słów. I NIC! Ani krztyny podejrzliwości, ani krztyny oburzenia. Tylko szeroki uśmiech na twarzy.

O co chodzi? Nie jestem w stanie tego wyjaśnić. Gdzie jest ten element mojego charakteru, który sprawia, że to, co u innych byłoby odebrane jako próba podrywu, u mnie jest interpretowane jako miły komplement? Nie mam pojęcia. Jednak definicja, którą podała moja znajoma, oddaje to doskonale do tego stopnia, że moja Żona posługuje się nią w komentarzach. Moja Żona nie boi się, że poderwę koleżankę ze studiów czy z pracy, choćbym prawił im komplementy i wysyłał Walentynki. I ma rację. Tylko że sam nie rozumiem dlaczego.

Oto i cały dowcip. Teraz mam to z głowy.

Przepraszam Cytrynnę, że musiała przebrnąć przez cały ten stek wulgarnych wyrażeń ;).

Reklamy
Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 6 Komentarzy

Zobacz wpisy

6 thoughts on “Dupek w pozytywnym tego słowa znaczeniu

  1. Maurycy, toż jesteś szczęściarzem, a setki i tysiące facetów zazdrość zżera. Oni mają problem, bo bardzo chcieliby być na Twoim miejscu, ale na pewno nie chcieliby zachowywać się tak, jak Ty. I może dlatego mają problem.
    Serdeczności dla Ciebie i Wielece Szanownej Koleżanki Małżónki:-)

  2. Jak okrutnie zakpiono z Cytrynny! Przysłano jej pingbacka, żeby od razu wiedziała, że ma przybiec, a gdy przybiegła, to jeszcze pokuszono ją informacją, że będą wynurzenia, które przecież Cytrynna tak uwielbia. I czytała te wynurzenia Stasiowi do snu, a wiadomo, że tam raz po raz słowa, jakich maluszek powinien unikać, po to tylko by pod koniec napisać, że żona Maurycego [w przeciwieństwie do Cytrynny] nie musi się martwić, że jej Mąż coś poderwie. A potem (a właściwie przedtem) jeszcze zapodano link do tego kontrowersyjnego wpisu, dzięki któremu się Cytrynna dowiedziała, że ma czytelników tam, gdzie się ich wcale nie spodziewała.

    Dziękuję bardzo za rozsławianie mojego bloga. Przykro mi z powodu spalenia dowcipu, ale jako księżniczka muszę się twardo trzymać etykiety.
    I chciałam jeszcze dodać, że bycie takim [tu pada to słowo] to fajna sprawa o ile już ma się tę jedyną Kobietę. My się zadajemy z takimi, co nie mają i nic im po tym, że się przyjaźnią.

  3. Dziękuję Caddi za przemiłe pozdrowienia :). Muszę tylko przyznać, i przyznać też Cytrynnie, że rzeczywiście bycie owym nie do końca mi pasowało w czasach kawalerskich, kiedy kupowałem dziewczynie prezent, a ona odbierała to jako „o jakie słodkie”. Dziś mi już to nie przeszkadza, ale żonę nie tak łatwo było z tym charakterem znaleźć :P.

    Cytrynno, nie do końca zrozumiałem o co chodzi z tym, że masz czytelników tam, gdzie się nie spodziewasz… A w kwestii wulgaryzmów, to mnie od słowa „dupek” bardziej razi słowo „piździ”. Widocznie mamy inną wrażliwość :P. Ciekawe jak przeczytałaś moją notkę mężowi…

    A na koniec dodam jeszcze, że sprawdziłem i ostatnia notka w kategorii „O mnie” pojawiła się ponad rok temu i był to wpis wynurzeniowy, kiedy wyszedłem z blogiem do ogółu. Proszę Państwa, to straszne, ale to już naprawdę ponad rok…!

  4. Ach, okazało się, że „pół katedry zna bloga i często zagląda”. Wpis, w którym pierwotnie było o katedrze, był najczęściej wyświetlanym wpisem swojego tygodnia, a teraz znów będzie rozsławiany. Mnie też określenie tego, co się dzieje na Uralu razi, ale niestety jest to związek frazeologiczny. Jeśli przeszkadza Ci to w czytaniu mojego bloga, to oczywiście mając na uwadze poczucie estetyki moich czytelników spróbuję zastąpić znany związek jakimś eufemizmem.

  5. Nie przejmuj się tym, naprawdę :). Mnie wulgaryzmy aż tak nie rażą. Jak poczytasz komentarze sprzed lat, to zobaczysz takie rzeczy, że Ci oczy zbieleją. Nie będę cytował, nie ma potrzeb, ale mój blog zawsze był dobrym miejscem dokarmiania trolli i moich znajomych, z trollami zaprzyjaźnionych :P.

  6. Pingback: Chwila dla siebie | Świat Cytrynny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s