Daily Archives: 22 kwietnia 2013

Nie tak, nie tak, nie tak dziewczyno

Mija rok odkąd narzekałem na doroczny spęd bydła, odbywający się zawsze wtedy, kiedy zbliża się czas pierwszej komunii świętej. Kiedy dzieci przychodzą do kościoła tylko dlatego, że właśnie są w drugiej klasie, choć na co dzień się ich w tym kościele nie uświadczy. Nie uświadczy się ich, bo nie przychodzą też ich rodzice, nie zmuszający swoich dzieci do obrządków, których oni sami nie praktykują. Ale w tym jednym przypadku, a mianowicie w obliczu wielkiego przyjęcia, jakim jest Komunia, zarówno rodzice, jak i dzieci pojawią się na mszy, żeby podpisać papierki, poświęcić medaliki i dokonać innych, nie mających znaczenia rytuałów.

W zeszłym roku nie przypuszczałem, że temat będzie dotykał mnie w sposób bezpośredni. Nie w tym rzecz, że sam mam dzieci. Mam, ale są jeszcze za małe, by przejmować się ich pierwszą komunią. Ale mam uczniów. Pracuję w szkole, w której nie każdego roku organizowana jest komunia. Do komunii przystępują więc dzieci w drugiej, trzeciej czy nawet czwartej klasie, wtedy kiedy zbierze się odpowiednia liczba kandydatów. W tym roku pojawił się jednak ciekawy przypadek. Rodzice pewnego dziecka postanowili załatwić sprawę komunii niezależnie od szkoły. Dziecko jest w drugiej klasie, rodzicom wydało się więc czymś naturalnym, że idzie ono do pierwszej komunii. Niezależnie więc od szkoły i katechetów posłali dziecię na kurs komunijny przy parafii, w którym biorą udział uczniowie z innej szkoły. Dowiedziawszy się o terminy imprezy rodzice zamówili też salę na przyjęcie i zaprosili gości. Nikt jednak wcześniej nie zapytał, czy dziecko przypadkiem jest już gotowe na przyjęcie Pana Jezusa do swojego serca.

Mający pewne rozeznanie (lub zwyczajnie usiłujący umyć ręce) proboszcz uznał na szczęście, że w temacie gotowości dziecka do przyjęcia sakramentu szkoła może mieć coś do powiedzenia. Dlatego złożył wniosek o wydanie opinii katechety na temat gotowości ucznia. Katecheta zaś wydał opinię. Opinia była zgodna z prawdą. Dziecko bowiem, mówiąc ogólnie, nie dojrzało do przyjęcia sakramentu Eucharystii. W codziennym przebywaniu z kolegami czy nauczycielami jest krnąbrne, kłótliwe, agresywne i zawistne. Skore do bójek. Jeszcze ciekawiej jest w czasie mszy świętej czy rekolekcji w kościele. Dziecko nie umie bowiem usiedzieć 15 minut we względnym spokoju, nie mówiąc o aktywnym uczestnictwie we mszy świętej. Pyta wielokrotnie „kiedy koniec” jeszcze przed rozpoczęciem mszy. W trakcie rekolekcji musi być upominane, a nawet wyprowadzane z kościoła przez nauczyciela. Na pytanie zaś „co to jest komunia święta” odpowiada „To jest wtedy, jak się dostaje prezenty”. Oczywiście pewnie w całym świecie jest mnóstwo drugoklasistów, którzy w ten sposób myślą czy zachowują się. Ten przypadek traktujmy jako teoretyczny przykład. Jednak każdy przykład i każdy przypadek takiego dziecka oznacza tylko tyle, że takie dziecko jest na przyjęcie Pana Jezusa niegotowe.

Przeciwnicy mojego toku myślenia mówią, że może trzeba dopuścić takie dziecko do komunii i spowiedzi, bo w sakramencie płynie łaska i ona może dotknąć i odmienić. Zgoda, płynie łaska. Ale sakrament to nie jest żadne czary-mary, że jak się przyjmie kawałek opłatka, to cię rozświetli od środka i wewnętrznie przemieni. Sakrament, o czym już pisałem, to łaska, dar, ale i obowiązek. Dlatego dopuszczanie do niego wszystkich jak leci tylko dlatego, że może pomoże, jest błędem graniczącym z grzechem ciężkim. „Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny staje się Ciała i Krwi Pańskiej” (1 Kor 11,27). Zwróćmy też uwagę na to, że jeśli ktoś jest niegodny, niegotowy, to właśnie więcej go nauczy jeśli się go do komunii nie dopuści, niż jakby się machnęło ręką, dobra, niech już idzie. Właśnie wtedy, kiedy człowiek w swojej pysze już wszystko przygotował, tzn. zamówił salę i zaprosił gości, lecz nic nie przygotował wewnętrznie, dużo więcej może dać pokazanie mu, że nie ma racji, niż kiwnięcie ręką, dla świętego spokoju.

Bo sakrament to nie jest przyjęcie i prezenty. To nie jest rytuał koszenia baranków na rzeź prowadzonych. Nieważne, czy ateista, czy satanista, do pierwszej komunii musi iść, a potem też do bierzmowania. Pierwsza komunia i każda kolejna ofiara Eucharystyczna to wybór Jezusa na swojego Pana i Zbawiciela, to przyznanie, że chce się całe życie poświęcić Jemu i z Nim iść, a nawet dla Niego zginąć. To decyzja na całą życiową drogę, a nie tylko na kolor garnituru. I nie ma znaczenia, nie może mieć znaczenia, że już jest sala i zaproszenia wysłane. Prawdę powiedziawszy można było nie zamawiać sali, dopóki nie wiedziało się czy dziecko do komunii się nadaje.

Pracuję jako nauczyciel języka angielskiego. Ale jestem też katechetą. Dlatego jako trzeci katecheta podpisywałem się pod negatywną opinią katechety prowadzącego, potem także pod negatywną opinią wychowawcy. Opinia pisana była trzy albo cztery razy. W grę wchodzi coś, co nazywam casusem Irlandii, tudzież Traktatu Lizbońskiego. W Irlandii przeprowadzono referendum w sprawie akcesji do Traktatu i opinia ludu była negatywna. Przeprowadzono więc kampanię promocyjną, wywołano kryzys i przeprowadzono referendum jeszcze raz. Tym razem wynik okazał się pozytywny. Co powinno się wydarzyć potem? Skoro za pierwszym razem nie uwierzyli ludowi, za drugim też nie powinni wierzyć. Powinni znów przeprowadzić kampanię i za rok przeprowadzić referendum. Ale nie zrobili tego… Podobnie było w przypadku rzeczonego dziecka. Zgłaszano się po opinię kilka razy, ponieważ za każdym razem była negatywna. Czy gdyby okazała się pozytywna, rodzic zgłosiłby się po opinię jeszcze raz? Przecież oczekiwano zmiany decyzji, może należy w związku z tym brać pod uwagę, że decyzja może się zmienić ponownie?

Ostateczne słowo należy do proboszcza, choć nauczyciele podkreślili, że nie są w stanie wydać pozytywnej opinii w kwestii gotowości ucznia do przyjęcia komunii świętej. Co się jednak okaże, czas pokaże. Dziecko jest przekonane, że w maju idzie do komunii. Zobaczymy. Jeśli to się uda, mam nadzieję, że Pan Jezus naprawdę odmieni serce tego dziecka.

„Nie tak, nie tak, nie tak dziewczyno, nie tak nam miało być. Mieliśmy razem iść na wino, bo się nam zachciało pić. I nie tak, nie tak, nie tak dziewczyno, nasze plany wzięły w łeb. Bo kiedy pobiegłem po wino, wtedy mi zamknęli sklep…”

T.Raperzy znad Wisły

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 7 Komentarzy