Nie tak, nie tak, nie tak dziewczyno

Mija rok odkąd narzekałem na doroczny spęd bydła, odbywający się zawsze wtedy, kiedy zbliża się czas pierwszej komunii świętej. Kiedy dzieci przychodzą do kościoła tylko dlatego, że właśnie są w drugiej klasie, choć na co dzień się ich w tym kościele nie uświadczy. Nie uświadczy się ich, bo nie przychodzą też ich rodzice, nie zmuszający swoich dzieci do obrządków, których oni sami nie praktykują. Ale w tym jednym przypadku, a mianowicie w obliczu wielkiego przyjęcia, jakim jest Komunia, zarówno rodzice, jak i dzieci pojawią się na mszy, żeby podpisać papierki, poświęcić medaliki i dokonać innych, nie mających znaczenia rytuałów.

W zeszłym roku nie przypuszczałem, że temat będzie dotykał mnie w sposób bezpośredni. Nie w tym rzecz, że sam mam dzieci. Mam, ale są jeszcze za małe, by przejmować się ich pierwszą komunią. Ale mam uczniów. Pracuję w szkole, w której nie każdego roku organizowana jest komunia. Do komunii przystępują więc dzieci w drugiej, trzeciej czy nawet czwartej klasie, wtedy kiedy zbierze się odpowiednia liczba kandydatów. W tym roku pojawił się jednak ciekawy przypadek. Rodzice pewnego dziecka postanowili załatwić sprawę komunii niezależnie od szkoły. Dziecko jest w drugiej klasie, rodzicom wydało się więc czymś naturalnym, że idzie ono do pierwszej komunii. Niezależnie więc od szkoły i katechetów posłali dziecię na kurs komunijny przy parafii, w którym biorą udział uczniowie z innej szkoły. Dowiedziawszy się o terminy imprezy rodzice zamówili też salę na przyjęcie i zaprosili gości. Nikt jednak wcześniej nie zapytał, czy dziecko przypadkiem jest już gotowe na przyjęcie Pana Jezusa do swojego serca.

Mający pewne rozeznanie (lub zwyczajnie usiłujący umyć ręce) proboszcz uznał na szczęście, że w temacie gotowości dziecka do przyjęcia sakramentu szkoła może mieć coś do powiedzenia. Dlatego złożył wniosek o wydanie opinii katechety na temat gotowości ucznia. Katecheta zaś wydał opinię. Opinia była zgodna z prawdą. Dziecko bowiem, mówiąc ogólnie, nie dojrzało do przyjęcia sakramentu Eucharystii. W codziennym przebywaniu z kolegami czy nauczycielami jest krnąbrne, kłótliwe, agresywne i zawistne. Skore do bójek. Jeszcze ciekawiej jest w czasie mszy świętej czy rekolekcji w kościele. Dziecko nie umie bowiem usiedzieć 15 minut we względnym spokoju, nie mówiąc o aktywnym uczestnictwie we mszy świętej. Pyta wielokrotnie „kiedy koniec” jeszcze przed rozpoczęciem mszy. W trakcie rekolekcji musi być upominane, a nawet wyprowadzane z kościoła przez nauczyciela. Na pytanie zaś „co to jest komunia święta” odpowiada „To jest wtedy, jak się dostaje prezenty”. Oczywiście pewnie w całym świecie jest mnóstwo drugoklasistów, którzy w ten sposób myślą czy zachowują się. Ten przypadek traktujmy jako teoretyczny przykład. Jednak każdy przykład i każdy przypadek takiego dziecka oznacza tylko tyle, że takie dziecko jest na przyjęcie Pana Jezusa niegotowe.

Przeciwnicy mojego toku myślenia mówią, że może trzeba dopuścić takie dziecko do komunii i spowiedzi, bo w sakramencie płynie łaska i ona może dotknąć i odmienić. Zgoda, płynie łaska. Ale sakrament to nie jest żadne czary-mary, że jak się przyjmie kawałek opłatka, to cię rozświetli od środka i wewnętrznie przemieni. Sakrament, o czym już pisałem, to łaska, dar, ale i obowiązek. Dlatego dopuszczanie do niego wszystkich jak leci tylko dlatego, że może pomoże, jest błędem graniczącym z grzechem ciężkim. „Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny staje się Ciała i Krwi Pańskiej” (1 Kor 11,27). Zwróćmy też uwagę na to, że jeśli ktoś jest niegodny, niegotowy, to właśnie więcej go nauczy jeśli się go do komunii nie dopuści, niż jakby się machnęło ręką, dobra, niech już idzie. Właśnie wtedy, kiedy człowiek w swojej pysze już wszystko przygotował, tzn. zamówił salę i zaprosił gości, lecz nic nie przygotował wewnętrznie, dużo więcej może dać pokazanie mu, że nie ma racji, niż kiwnięcie ręką, dla świętego spokoju.

Bo sakrament to nie jest przyjęcie i prezenty. To nie jest rytuał koszenia baranków na rzeź prowadzonych. Nieważne, czy ateista, czy satanista, do pierwszej komunii musi iść, a potem też do bierzmowania. Pierwsza komunia i każda kolejna ofiara Eucharystyczna to wybór Jezusa na swojego Pana i Zbawiciela, to przyznanie, że chce się całe życie poświęcić Jemu i z Nim iść, a nawet dla Niego zginąć. To decyzja na całą życiową drogę, a nie tylko na kolor garnituru. I nie ma znaczenia, nie może mieć znaczenia, że już jest sala i zaproszenia wysłane. Prawdę powiedziawszy można było nie zamawiać sali, dopóki nie wiedziało się czy dziecko do komunii się nadaje.

Pracuję jako nauczyciel języka angielskiego. Ale jestem też katechetą. Dlatego jako trzeci katecheta podpisywałem się pod negatywną opinią katechety prowadzącego, potem także pod negatywną opinią wychowawcy. Opinia pisana była trzy albo cztery razy. W grę wchodzi coś, co nazywam casusem Irlandii, tudzież Traktatu Lizbońskiego. W Irlandii przeprowadzono referendum w sprawie akcesji do Traktatu i opinia ludu była negatywna. Przeprowadzono więc kampanię promocyjną, wywołano kryzys i przeprowadzono referendum jeszcze raz. Tym razem wynik okazał się pozytywny. Co powinno się wydarzyć potem? Skoro za pierwszym razem nie uwierzyli ludowi, za drugim też nie powinni wierzyć. Powinni znów przeprowadzić kampanię i za rok przeprowadzić referendum. Ale nie zrobili tego… Podobnie było w przypadku rzeczonego dziecka. Zgłaszano się po opinię kilka razy, ponieważ za każdym razem była negatywna. Czy gdyby okazała się pozytywna, rodzic zgłosiłby się po opinię jeszcze raz? Przecież oczekiwano zmiany decyzji, może należy w związku z tym brać pod uwagę, że decyzja może się zmienić ponownie?

Ostateczne słowo należy do proboszcza, choć nauczyciele podkreślili, że nie są w stanie wydać pozytywnej opinii w kwestii gotowości ucznia do przyjęcia komunii świętej. Co się jednak okaże, czas pokaże. Dziecko jest przekonane, że w maju idzie do komunii. Zobaczymy. Jeśli to się uda, mam nadzieję, że Pan Jezus naprawdę odmieni serce tego dziecka.

„Nie tak, nie tak, nie tak dziewczyno, nie tak nam miało być. Mieliśmy razem iść na wino, bo się nam zachciało pić. I nie tak, nie tak, nie tak dziewczyno, nasze plany wzięły w łeb. Bo kiedy pobiegłem po wino, wtedy mi zamknęli sklep…”

T.Raperzy znad Wisły

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 7 Komentarzy

Zobacz wpisy

7 thoughts on “Nie tak, nie tak, nie tak dziewczyno

  1. Drogi Maurycy, napisałeś coś z czym zgadzam się w całej rozciągłości. Pierwsza Komunia dziecka traktowana jest jak pusty rytuał. Uważam, że Kościół powinien w kwestii sakramentów być bliżej praktyki pierwotnego Kościoła i dopuszczać ludzi przygotowanych do chrztu i pozostałych. Po cóż chrzcić, gdy nie ma kto wychować w wierze? Po cóż dopuszczać do Komunii, gdy nie ma praktyki chodzenia do kościoła? Nie ilość, ale jakość wierzących decyduje o sile Kościoła. Może warto nad tym się pochylić?

    Pamiętam, gdy sam przystępowałem 43 lata temu do Pierwszej Komunii to było to przede wszystkim przeżycie religijne. Wierzyłem, że oto przyjmuję Ciało Jezusa… nie mogłem z tej myśli się otrząsnąć, bo było to coś mistycznego. Nie było wtedy ferii prezentów, strojenia się itp. To były czasy:-)))

  2. Ja też się bardzo zgadzam i też bardzo przeżywałam swoją Komunię i jeszcze nie byłam dzieckiem lecącym na prezenty, ale debaty publiczne kto ile dostał też już były i poczucie krzywdy też. Przy czym odwlekanie Komunii także nie jest dobre, bo w którymś momencie dziecko wkracza (bardzo często) na drogę buntu na kilka lat. Ja osobiście w późnej podstawówce wysyłana sama do kościoła szłam na spacer zamiast. Chociaż może gdy rodzina działa jak powinna to dziecko nie wkracza.

    Niestety, z bierzmowaniem jest moim zdaniem jeszcze gorzej. Za moich czasów bierzmowanie było tylko kłopotem, nauki na których sprawdzano obecność przysparzały problemów. Na szczęście nasz wychowawco-dyrektor ksiądz wpadł na pomysł by bierzmować nas klasą i większość proboszczów się zgodziła. Nauki klasowe były sympatyczne, wesołe i na luzie (i nic nie wnoszące). Jeden proboszcz się nie zgodził i ta część klasy została bierzmowana u siebie w parafii rok później i mieli dużo nauk, na które narzekali. Nie jestem pewna, czy ktoś się do babci nie przemeldowywał celem uniknięcia tego. O tym, jakie imię sobie wybrałam i dlaczego takie a nie inne, to nawet nie będę się nawet wypowiadać, a jednak uważam, że przeżywałam to mimo wszystko lepiej niż niektórzy. Bierzmowanie w moich czasach było tylko kolejnym sakramentem, który trzeba było pyknąć, żeby mieć z głowy i żeby nie było problemów z byciem chrzestnym czy braniem ślubu. Podziwiam więc mojego Męża, który w czasach swojego bierzmowania odmówił przyjęcia sakramentu gdyż nie czuł się dość dojrzały po temu. Bierzmowanie powinno być po jakimś egzaminie dojrzałości. A ślub kościelny powinien być jakoś zaostrzony i zakazany tam, gdzie ma być tylko tradycją, ale mi Staszo się dobiera do klawiatury, więc mam za małe skupienie, by rozwijać swoje ambitne myśli.

  3. slawo

    Witam
    oh te obrzędy mające niewiele wspólnego z Biblia.
    Pokażcie mi gdzie w Biblii jest praktykowana komunia, bierzmowanie albo chrzest dzieci albo wogóle chrzest poprzez pokropienie głowy (sprawdzcie u źródeł Pismo Święte że warunkami chrztu są: uwierzyć w Pana Chrystusa świadomie włącznie z tym czego On od nas chce i oczekuje i starać się tak postępować, jest to tak zwane narodzenie się na nowo o czym nauczał nasz Pan Bóg – chrzest dzieci jest nie biblijny) no i chrzest to oczywiście zanurzenie w wodzie.Nawróćcie się czytajcie Pismo Święte i nie dajcie się zwodzić bo to jest droga na śmierć.
    niech Was Pan Bóg błogosławi

  4. Dziękuję Wam za miłe komentarze! Caddi, naprawdę zazdroszczę życia w tych zamierzchłych czasach! Ja jestem mocno przyzwyczajony do organizowania uroczystych obiadów z okazji przystąpienia do sakramentów, ponieważ uważam, że taki dzień warto uczcić, by podkreślić wagę wydarzenia. Jestem jednak przeciwny drogim prezentom, a kopertki rodzice powinni zgarniać sami i ewentualnie odłożyć na prezent ślubny. Myślę, że jak moje dzieci będą już przystępować do pierwszej komunii, to zrobię listę anty-prezentów, których nie wolno kupować.

    Cytrynna, to wspaniałe, że Twój Mąż nie poszedł do bierzmowania jak ta owca na rzeź. Nieczęsto się słyszy takie historie. I odnośnie ślubu się z Tobą zgadzam. Jak wiele małżeństw, które zawarto, w rzeczywistości zawarto w sposób ważny?

    Slawo, przykro mi, że nie rozumiesz tego, że Kościół ma 2000 lat i nie wszystko pozostanie na zawsze tak, jak było w pierwotnym Kościele. Zewnętrzny znak sakramentu musi być czytelny, ale nie musi być identyczny z tym, co praktykowano na początku. Polanie (a nie pokropienie) głowy jest wystarczająco czytelnym znakiem, by móc zastąpić zanurzenie nie zmieniają istoty tego, co się dzieje. W Dziejach Apostolskich mamy do tego wspomnienie, że chrzcili się całymi rodzinami. Do rodzin należały też małe dzieci, więc nie jest prawdą, że nie mogły one uczestniczyć w chrzcie.

    Na ten temat napiszę w kolejnym terminie, ponieważ można o tym długo opowiadać. Trzeba tylko pamiętać, że Biblia jest drogowskazem, a nie dokładną ścieżką wytyczoną linijką. Rubrycyzm nie jest w Kościele potrzebny, do tego Kościół, co powiedział sam Chrystus, posiada moc wiązania i rozwiązywania. Niewielkie zmiany więc w samej formie sakramentu nie są zakazane, dopóki nie zmienia to ich treści.

  5. slawo

    Witam
    Masz na myśli Kościół o którym Chrystus mówił że … „w trzy dni go odbuduje” bo to jest prawdziwy Kościół Chrystusa ten który On wypisuje w naszym sercu.
    Pierwotny Kościół to Kościół Pana i nie powinniśmy go zmieniać bo w ten sposób uchylamy zakon i zastepujemy go własną tradycja tak mówi PAN BOG – dlatego Bóg odwrócił się od swojego narodu bo właśnie tak postępowali i dlatego nastepuje coraz wieksze odstępstwo co w szybkim tępie zbliża nas do rychłego przyjścia Chrystusa. W kościołach nie mówi się o nadchodzącym Królestwie Chrystusa, brak w nich bojaźni Boga a czyż nie początkiem poznania jest bojaźń Boga?. Nie ma prawdziwej pokuty ( nie mówie tu o pokucie po spowiedzi która też jest nie biblijna) w sercu, chęci poprawy, prośby do Boga, błagania łez. Za to coraz więcej mamy kościołow że tak powiem z rozrywka – pośpiewajmy , poklaszczmy w dłonie w niedziele przez godzinke i jestesmy „rozgrzeszeni”. O tak Góg jest dobry, miłosierny, łaskawy wszycy tak mówią ale nikt nie mówi że jest sprawiedliwy, gniewny i zazdrosny i Dzień Pana to jest Dzień Sądu wielki dzień gniewu i ciemności. Ani Jan Chrzciciel ani uczniowie Chrystusa nie chrzili dzieci (nie mające wystarczającego poznania Boga i świadomości która pozwala im dokonać wyboru).Bóg mówi ‚przez zanurzenie’ a my mowimy poczekaj Boże mylisz się wystarczy pokropienie czy też polanie.Człowiek w kościele nie ma żadnej mocy tylko Pan Bóg ma moc i my jego Prawa nie możemy zmienić. Chrystus mówi że nie przyszedł zmienić Prawo tylko je wypelnić i że ani jedna kreska ani jedna jota nie przeminie tak więc nie próbujmy być mądrzejsi od Boga bo to zawsze się źle kończy. Bóg jest bardzo cierpliwy ale w końcu Jego cierpliwośc się skończy a wtedy będzie już za późno. Prosze was błagajcie Boga i proście o poznanie i rozróżnienie prawdy od nieprawdy i dobra od zła. Pewnego dnia każdy z nas stanie przed tronem Pana, prosty człowiek i wykształcony, biedak i milioner -możecie to sobie wyobrazić?- wszyscy. Co wtedy powiemy bo ten albo tamten tak mi powiedział i tak robiłem – każdy odpowiada za swoje postepowanie i z tego będzie rozliczony – dlatego trzeba jak najszybciej odwrócić się od swoich grzechów – modlić się, prosić Chrystusa o przebaczenie i przepraszać za swoje liczne grzechy, skruszyć swoje serce i uniżyć się przed Panem póki jeszcze jesteśmy w drodze.
    z Panem Bogiem

  6. Dzieci są różne. To, dlaczego niektóre z nich zachowują się w sposób naganny, ma różne przyczyny. Jednak jakiekolwiek by te przyczyny nie były, to a ja wierzę w Boga, który nie dokonuje wśród nich selekcji i pod swe opiekuńcze skrzydła przyjmie wszystkich, nawet te najbardziej zabłąkane i krnąbrne owieczki, natomiast co zrobi z takimi, którzy uzurpują sobie prawo bycia Bogiem i decydowania : kogo tak, a kogo nie — tego nie wiem, ale mam nadzieję, że w jakiś sposób ześle oświecenie albo poprowadzi drogą , doświadczając, że nie wszystko jest takie proste i klarowne jak się niektórym wydaje!

  7. Atrojko droga! Oczywiście, że różne są przyczyny zachowań dzieci, tak jak i różne są przyczyny zachowań dorosłych. „Ludzie są różni, kwadratowi i podłużni”. To jednak nie oznacza, że sakramentów należy udzielać wszystkim, jak leci, bo może biją kolegów, kradną i kłamią w żywe oczy, ale za to pochodzą ze złego środowiska. My, katecheci, ale i cały Kościół, otrzymaliśmy od Boga rozeznanie, kto jest gotów na przyjęcie łaski sakramentalnej, a kto nie. I na nas ciąży odpowiedzialność za to, czy dopuścimy w tym przypadku do świętokradztwa, czy nie. Dzieci mają trudne dzieciństwo, pochodzą z rodzin patologicznych lub są przez innych nakłaniane do zła. Ale rolą księdza, rolą katechety, rolą rodziców chrzestnych jest ukazać takiemu dziecku ścieżkę, którą powinno podążać. A jeśli nie jest w stanie pozbyć się złych nawyków i nagannych przyzwyczajeń, rolą tychże jest przesunąć termin udzielenia Eucharystii na późniejszy termin, by uniknąć profanacji.

    Komunia święta nie jest konieczna do zbawienia. Ciała Chrystusa nie wolno rozdawać na lewo i prawo, komu popadnie. Bóg przyjmuje wszystkich pod swe opiekuńcze skrzydła, ale Jego opiekuńcze skrzydła to nie (jak chciałoby mnóstwo domorosłych teologów i niby-katolików) dłonie dziadziusia, rozdającego cukierki, lecz silne ręce Ojca, przytulającego i karcącego kiedy potrzeba.

    Nie wszystko jest proste i klarowne. Dlatego odrzućmy wreszcie mrzonki, marzenia i poprawność polityczną i zastanówmy się 10 razy zanim dopuścimy kogokolwiek do jakiegokolwiek sakramentu, bo za to będziemy przed Bogiem rozliczani.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s