Nie ma wakacji od Boga

Kiedyś między mną, a dobrą znajomą, koleżanką ze wspólnoty, tuż przed wakacjami (i rozejściem się naszych dróg) nastąpiła wymiana zdań prowadzona przez komunikator internetowy. Ja zapytałem: „Czy wakacje są od Boga?”. Pytanie rzecz jasna skonstruowane nieprawidłowo, co mogło wywołać odpowiedź inną od zakładanej, przy jednoczesnym podobnym myśleniu. Koleżanka odpowiedziała „Tak, wakacje są od Boga”, na co ja odparłem, że „Nie ma wakacji od Boga”. Ja źle zapytałem, koleżanka źle zrozumiała, ale myślenie było jedno. Wakacje są od Boga, ale nie ma wakacji od Boga. Wakacje są bowiem od tego, żeby wierzyć w Boga. Od tego nie ma odpoczynku.

To może się wydawać gadaniem głupiego na pustyni – przecież każdy logicznie myślący człowiek wie, że Pan Bóg nie przestaje istnieć w momencie ostatniego dzwonka. Wakacje to sygnał laby od szkoły, ale przecież nie od Boga. Każdy człowiek powinien to rozumieć, jednak przecież moja rozmowa z koleżanką nie odbywała się bez sensu. Rozmawiałem z nią na ten temat, ponieważ miała myślenie podobne do tego, jakie ma spora część młodzieży, a do tego także spora część rodziców tej młodzieży. A także część osób, które nie są niczyimi rodzicami, a w wakacje odpoczywają w szczególny sposób. Wielu ludziom, zwłaszcza młodzieży zdejmującej krawat w ostatni piątek czerwca wydaje się, że należy im się odpoczynek nie tylko od szkoły czy pracy, ale też od kościoła. Jak wolne, to wolne – bez wyjątków.

To jest myślenie na zasadzie schematów, na zasadzie konia w kieracie. Konik jedzie sobie w poniedziałek do szkoły, we wtorek do szkoły, w środę, czwartek, piątek do szkoły, w sobotę ma przerwę, w niedziele do kościoła, w poniedziałek znowu do szkoły. Czasem pójdzie na wagary w poniedziałek, czasem w środę, czasem w niedzielę. Bez różnicy. A jak się wyrwie z kieratu, to ma wolne cały tydzień. Niedziela się już nie różni ani od poniedziałku, ani od soboty. Sobota trwa dwa miesiące. Tymczasem to nie jest myślenie katolika, to nie jest myślenie osoby wierzącej. Kościół w niedzielę to nie jest bowiem odpowiednik szkoły w tygodniu. Kościół to miejsce, w którym spotykamy się z naszym przyjacielem, którym jest Bóg. Są osoby, które powiedzą, że wolą iść do lasu porozmawiać z Bogiem. Odpowiemy, że po pierwsze najczęściej wcale nie wolą, tylko zwyczajnie im się nie chce. A po drugie – w lesie nie ma Boga dotykalnego w sakramentach. Zwłaszcza w sakramencie Eucharystii. Niedzielna msza święta, czasem nudna, czasem interesująca, jest naszym cotygodniowym łącznikiem z Panem Bogiem i łącznikiem na cały tydzień. Jest momentem odświeżenia naszej wiary, przypomnienia i przebaczenia naszych grzechów, zrozumienia Bożych słów. To nie jest coś, co sobie można odwalić w roku szkolnym, a potem zrobić przerwę, bo nikt nie sprawdza. W szkole dzwonków nie ma, ale dzwonek w kościele jest. Pan Bóg nie chce, żebyśmy sobie jechali i nie zabierali Go ze sobą.

Sytuacje są różne. Nie zawsze jest tak, że ktoś sobie odpuszcza niedzielną mszę świętą, bo są wakacje. Czasem normalnie chodzi do kościoła, niedziela to niedziela, ale oto wyrusza w podróż. Na przykład jest za granicą. Albo jedzie skądś dokądś i po drodze nie ma się za bardzo jak zatrzymywać. I oto w ten sposób, zamiast rozejrzeć się za miejscowym kościołem i za miejscową mszą świętą, daje sobie spokój, bo przecież nie będzie poświęcał całych swoich planów i czasu wakacyjnego na szukanie kościoła. Pamiętam doskonale jakiego miałem kaca moralnego, kiedy w tym samym roku, w którym szedłem do seminarium, wyjechałem z rodziną za granicę. W niedzielę akurat znaleźliśmy się w obcej miejscowości, w której były baseny i na te baseny się wybieraliśmy. Rzuciłem wówczas hasło, że wszak jest niedziela i należy poszukać kościoła. Padła odpowiedź, że tu w pobliżu nie ma kościoła. Rzekłem, że trzeba pojechać do najbliższej miejscowości i tam go odnaleźć. Zostałem jednak przegłosowany, a że nie miałem możliwości działać na własną rękę, zmuszony do rezygnacji z uczestnictwa w mszy świętej niedzielnej. Zaintrygowało mnie, jak łatwo można sobie odpuścić, kiedy się chce…

Pamiętam również doskonale moment, kiedy dotarliśmy pierwszy raz do Szkocji. Ja z moją wówczas jeszcze nie Małżonką mieliśmy priorytet: znaleźć lokalną parafię i dowiedzieć się, kiedy są msze. Daga kręciła nosem, pytając, czy nie możemy sobie tutaj odpuścić. Dla nas było rzeczą naturalną: skoro kochamy Pana Boga i chcemy z Nim wiązać życie, to nie możemy sobie zrobić wakacji od Niego. Niektórym z jakichś przyczyn nie mieści się w głowie podobne rozwiązanie. Kościoła szukaliśmy długo, spacerując w piątek (27 lipca) po Paisley, wreszcie znaleźliśmy go, chyba było już po zmroku. To była katedra św. Mirina, a więc najważniejszy kościół w diecezji Paisley. Ciekawe, ponieważ działał zupełnie inaczej, niż nasze polskie katedry. Uczestniczyliśmy tam w pięknych, radosnych mszach, choć w innym języku. Mimo, że dla niektórych taka determinacja była niezrozumiała.

Jutro pierwsza niedziela wakacji. Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły i pytanie, czy wybiegną też z kościołów. Czy tym razem także kościoły, nie tylko na Chomiczówce, będą puste, bo wakacje, wyjazd do babci, działki. Bo w wakacje są inne rzeczy do roboty, niż chodzenie do kościoła. Przypomina mi się też mój syn, który wie, mając 4 lata, że w niedzielę chodzi się do kościoła – i nawet to lubi. Wie też, że jak jest z dziadkami, tj. rodzicami swojej Żony, może kombinować i mówić, że mu się nie chce do kościoła. I ja wiem, że teraz, kiedy na początku wakacji wyjechał z nimi na wczasy, prawdopodobnie w jutrzejszą niedzielę w kościele go nie będzie.

Ja będę. Spotkamy się?

Categories: Duchowość i moralność | Tags: , , , , | 9 komentarzy

Zobacz wpisy

9 thoughts on “Nie ma wakacji od Boga

  1. W związku z powyższym wpisem dziś mała „prywata” (cudzysłów nieprzypadkowy).
    Otóż od wielu lat prowadzę – ze zmiennym szczęściem – stronę na której można sprawdzić gdzie, będąc w kraju niekatolickim (np. Turcja, Tunezja itd) ,można znaleźć Mszę Świętą.
    Prywata polega na dwu prośbach:
    – na prośbie o weryfikację i uzupełnienie danych na mojej stronie
    – na prośbie o pomoc w propagowaniu tych informacji
    Strona ma adres: http://analizy.biz/mszenawakacjach/

  2. Owca

    Czemu niedzielna msza święta jest takim wymogiem? Nie wystarczy to, że każdy odmawia modlitwę dla samego siebie, czy to w domu po cichu, czy w lesie, czy też w kościele? Czemu w ogóle niedziela jest uznana za dzień święty, kiedy to 7go dnia tygodnia Bóg miał odpoczywać?

  3. Odnośnie Mszy Świętej – bo Msza Święta to nie jakaś modlitwa – to udział w liturgii odprawianej przez Jezusa w Wieczerniku i jednocześnie w Niebie – Ofiary, od której zawisło zbawienie świata.
    A czemy niedziela? To dłuższy temat. Opisałem go dość dokładnie tu http://www.analizy.biz/marek1962/niedziela.pdf

  4. Owca

    No tak, tylko nawet rzymianie na początku używali kalendarza, w którym tydzień miał osiem dni. Mówiąc też pół żartem – co jeżeli Bóg zaczął tworzyć świat i człowieka we środę?;) Wszystko jak dla mnie to są po prostu umowne kwestie i kultura powstała na przełomie wieków.

  5. Rzymianie tak, Żydzi nie.

  6. Dziękuję za zainteresowanie tematem! Marku, pomysł z utworzeniem podobnej strony uważam za doskonały. Wielu ludzi szuka w kraju, w którym się znalazł, możliwości skorzystania z Eucharystii, a dzięki takim stronom może je znaleźć z łatwością. Sądzę, że należy zamieścić tam również informacje o krajach, w których znalezienie kościoła jest utrudnione ze względu na barierę językową, a niekoniecznie na niekatolickość państwa. Teraz muszę jedynie zaznaczyć, że strona ma bardzo męczący wygląd. Kolor niestety nie nadaje się do dłuższego patrzenia, a okienko jest nieco zbyt małe. Dobrze byłoby troszkę to zmienić.

    Owco, Twój komentarz przedstawia typowe podejście człowieka, któremu się do kościoła nie chce… Oczywiście nie znaczy to, że Tobie się nie chce – może myślisz inaczej. W sposób podstawowy odpowiedziałem już na Twoje pytanie w notce – w lesie czy w domu nie ma Chrystusa w sakramencie Eucharystii, możemy Go spotkać w tej postaci tylko podczas mszy świętej. Kwestia świętowania niedzieli zasługuje na osobną notkę i chętnie poświęcę się jej w najbliższym czasie. Sądzę jednak, że Marek dał nam obu dobrą lekcję z pomocą swojego artykułu. Należy brać tu pod uwagę umowne kwestie i kulturę, ale czyż nie w to wpisał się Chrystus ze swoim wcieleniem? Gdyby dobrym było inne rozwiązanie, Pan przyszedłby na świat w Rzymie, w ośmiodniowym tygodniu. Wybrał jednak od wieków naród żydowski. I stąd „umowa” odnośnie siódmego czy też pierwszego z siedmiu dnia tygodnia.

  7. Uwagi co do wyglądu przyjmuję z pokorą – jestem antytalentem plastycznym (koledzy z firmy twierdzą że odróżniamn tylko kolory podstawowe :)

  8. Wiem, że to może sprawiać przykrość, pamiętam jak zamieściłem na blogu prezentację przygotowaną przez moją wówczas jeszcze nie Małżonkę i koleżanka napisała, iż prezentacja całkiem niezła, tylko te kolory… Pewnie miała rację, ale było przykro, w stylu „ale się czepia” ;). Chodzi mi o to, że po pięciominutowym przeglądaniu Twojej strony moje oczy były bardzo zmęczone i z ulgą przyjęły zmianę środowiska…

    Co do kolorów czytałem kiedyś wypowiedź mężczyzn do kobiet: „Rozróżniamy tylko 5 kolorów. Brzoskwiniowy to smak. Łososiowy to też smak. Nie wiem, co to jest amarant” ;). Pozdrawiam!

  9. Nie obawiaj się, nie jestem księżniczką, zresztą akurat nie mam ambicji plastycznych :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s