O czasie

abouttimeZgodnie ze wszystkimi informacjami podawanymi w gazetach i telewizji, dziś, a więc 20 września 2013 roku odbyć się ma premiera filmu „About Time”, na polski przetłumaczonego jako „Czas na miłość”. Intrygującą rzeczą związaną z tym faktem jest to, że w minioną sobotę, świętując z Żoną piątą rocznicę naszego ślubu, byliśmy w kinie na tym właśnie filmie. Przyszło mi zatem do głowy, że skoro to jest film o czasie, a konkretnie o podróżach w czasie, to efekt konfliktu czasoprzestrzennego widza, który zobaczył film przed premierą, mógł być zamierzony. Tak czy inaczej film widziałem i ze względu na to, że większość z Was może zobaczyć go dopiero po premierze, zamierzam Was do tego zachęcić.

Krótki zarys fabuły, bez wchodzenia w szczegóły: Ciekawy rudzielec, w swoje 21 urodziny uzyskuje od ojca informację, że mężczyźni w ich rodzinie mają zdolność przenoszenia się w czasie. Początkowo rozumie to jako żart, ale szybko orientuje się, że może naprawdę cofnąć się do dowolnie wybranego momentu swojego życia i jeszcze raz przeżyć dowolnie wybraną chwilę, oczywiście wszystko zmieniając. Pewnego dnia poznaje niespodziewanie wspaniałą kobietę, ale ponieważ w tym samym dniu odbywa się premiera przedstawienia reżyserowanego przez człowieka, u którego wynajmuje pokój, musi przenieść się w czasie, by premiera mogła się udać. Przez to nie spotyka miłości swojego życia i musi znaleźć sposobność, by jednak ją spotkać. Sposobność znajduje i wiąże się z dziewczyną węzłem wielkiej miłości, ale jednocześnie pragnie zmieniać i naprawiać życie innych osób, swoich bliskich. Zakłada rodzinę, ma dzieci, szuka najlepszej drogi w życiu, mając do dyspozycji właściwie nieskończenie dużo czasu i szans na zmianę.

Prosta opowiastka o miłości z wyraźnie zarysowanym elementem podróży w czasie ma jednak drugie dno. Dla mnie to był film nie tylko o miłości romantycznej, ale przede wszystkim o ojcostwie. Po pierwsze o miłości ojca do dorosłego już syna – to jedno pokolenie. Po drugie zaś o miłości tegoż dorosłego syna do swoich małych dzieci – pokolenie drugie. Film w genialny sposób pokazuje, jak młody chłopak z mlekiem pod wąsem dorośleje, jak dorasta do ojcostwa. Jak przejmuje się losem swoich pociech, choć sam jeszcze jest trochę dużym dzieckiem. Jak miłość dwójki ludzi, młodych małżonków, może przenieść się, może promieniować na ich dzieci. Film był też – w dużej mierze – o otwartości na życie. Ponieważ podróże w czasie zmieniają bieg życia, chłopak musi decydować o niespodziewanych pożegnaniach z bliskimi z przeszłości, kiedy bowiem wraca, jego ukochana córka okazać się może nieznanym synem… Każde nowe urodzone dziecko to kolejny etap życia, poza który nie można się cofnąć. Mimo tego bohater poświęca to, co było, by dbać o rozwój rodziny. Do tego miłość małżeńska zarówno w przypadku rodziców bohatera, jak i jego własnym, ukazana jest w sposób tak zwyczajny i normalny, że właśnie niezwykle romantyczny i zachęcający. Ten film to doskonały sposób na początek odbudowywania relacji małżeńskich.

Twórcą filmu jest Richard Curtis, znany z takich filmów jak „Notting Hill” czy „To właśnie miłość” („Love Actually”). „Notting Hill” określam jako ciekawy, choć niepowalający. „Love Actually” należy jednak do plejady moich ulubionych filmów i wiedza o tym, że „About Time” jest kolejną romantyczną komedią tego twórcy zachęciła mnie do obejrzenia jej. W „To właśnie miłość” mieliśmy do czynienia z kilkoma przeplatającymi się historiami miłosnymi, tu mamy właściwie jedną, ale przeplatającą się samą ze sobą w czasie. Gra aktorska w obu przypadkach zachwyca – wydaje mi się wręcz, że w „About Time” postaci są wykreowane, zarysowane w sposób doskonalszy. Zachwyca, to co w każdym filmie Curtisa, świeży oddech tradycyjnej brytyjskiej kultury, tak innej od amerykańskiego snu. Rewelacyjny Bill Nighy, znany jako ekscentryczny podstarzały muzyk z „Love Actually”, tu jako stateczny ojciec sprawdza się doskonale. Pewnie właśnie dlatego, że nie jest stateczny, skacze w czasie nie wiadomo od jak dawna, wszystkie książki przeczytał wielokrotnie, dowcipkuje rubasznie, a gdy informuje syna o darze, którego ten może doświadczać, żałuje, że nie może cofać się poza obszar swojego życia, żeby „bzyknąć” Helenę Trojańską… Wszystko to czyni „Czas na miłość” filmem rewelacyjnym, moim zdaniem niemal genialnym.

Są oczywiście pewne mankamenty, które świadczą tylko o tym, że twórcy nie są ortodoksyjnymi katolikami. Seks na pierwszej randce (która dla głównego bohatera jest tak naprawdę trzecią, pierwszą tylko dla jego dziewczyny) zawsze mnie mierzi. Dziecko przed ślubem – typowy, ale smutny element. Te sprawy nie przeszkadzają jednak w ogólnym odbiorze filmu, choć przy odbiorze innych filmów bardzo mi przeszkadzały (choćby z „Niani w Nowym Jorku” zapamiętałem tylko ten nieszczęsny seks na pierwszej randce). Tak naprawdę są tylko małymi, szarymi plamkami na tęczowym arcydziele. Dlatego polecam wszystkim małżonkom i rodzicom mniejszych lub większych dzieci, by pozostawili te dzieci z kimś kompetentnym i koniecznie wybrali się na randkę na „Czas na miłość”. Osobom, które nie mają jeszcze współmałżonków także serdecznie polecam!

Categories: Pozostałe | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

Zobacz wpisy

2 thoughts on “O czasie

  1. H

    Przeczytałam zamierzam obejrzeć, acz „tęczowe arcydzieło” może być zrozumiane dwojako… :P Ja przeczytałam ten fragment raz, a potem drugi, żeby sie upewnić, że nie o „taką” tęczę CI chodziło :) :) :)

  2. No widzisz, o tym bym nie pomyślał ;). Dla mnie, jak już tłumaczyłem, tęcza zawsze pozostaje symbolem przymierza Boga z człowiekiem, choć nie mogę zaprzeczyć, że niektórym postaciom żyjącym w mojej głowie wydaje się trochę zbyt „elficka” :). W kwestii kolorów można powiedzieć, że coś nie jest białe, ani czarne, tylko ma różne odcienie szarości. A ja właśnie uważam, że różne odcienie szarości to takie ni przypiął, ni wypiął. Świat jest taki kolorowy, po co się ograniczać do szarzyzn?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s