Jak wygląda Kana?

Od dawna chciałem napisać notkę o Kanie Galilejskiej i ostatecznie wziąłem się za to po uprzedniej niewielkiej prowokacji. Tytuł notki też prowokacyjny, kojarzący Kanę z kanią – takim grzybem, który zwykło się zrywać i porzucać z obawy. Prowokacja tytułem związana z prowokacją tematem: ta sama osoba prowokowała, która o kaniach pisała. Rzeczywisty tytuł powinien jednak brzmieć „Co się wydarzyło w Kanie Galilejskiej?”. A więc:

Co się wydarzyło w Kanie Galilejskiej?

Temat z jednej strony bardzo oczywisty, z drugiej skomplikowany. Opiera się na znanym wszystkim prawie fragmencie Ewangelii świętego Jana, opowiadającym o weselu w Kanie Galilejskiej, w którym udział brał sam Jezus. Aby wdrożyć się lepiej w opowieść, przytoczę rzeczony fragment w całości.

„Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: Nie mają wina. Jezus Jej odpowiedział: [Czyż] to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług: Napełnijcie stągwie wodą. I napełnili je aż po brzegi. Potem powiedział do nich: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu. Ci więc zanieśli. Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” (J 2,1-11).

Teraz możemy wejść po kolei na kilka płaszczyzn interpretacji tekstu biblijnego. Pierwsza płaszczyzna to oczywiście dosłowne rozumienie tego, co zostało napisane. I w ten sposób zazwyczaj się wyjaśnia fragment o Kanie Galilejskiej. Jezus przyszedł na wesele, na którym bawił się z innymi biesiadnikami. Jednak w pewnym momencie zabrakło wina. Dlatego też został poproszony o uratowanie sytuacji, choć z początku oponował, wreszcie postanowił pomóc. Przemienił wodę w wino, które okazało się być najlepszym winem na tym weselu. Starosta weselny woła i chwali pana młodego, uczniowie zaczynają wierzyć w Jezusa, a On od tego znaku (zgodnie z narracją Jana) rozpoczyna swoją działalność ewangelizacyjną.

Tyle jeśli chodzi o dosłowną interpretację, jak najbardziej prawidłową. Nie ma się co dziwić, że wielu młodych pragnie odczytywania tego fragmentu na swoim ślubie. Nie ma się co dziwić, że fragment o Kanie Galilejskiej bywa brany pod uwagę przy argumentowaniu przeciw abstynencji. Interpretacja dosłowna to jednak tylko pierwsza płaszczyzna. Aby zrozumieć więcej, należy zagłębić się w symbole. To też zrobił niegdyś mój wykładowca od Pism Janowych, to też za nim zrobię dzisiaj ja.

Spróbujmy zbadać najpierw osoby dramatu. Mamy tu Matkę Jezusa, mamy Jego uczniów i Jezusa samego. Jest też starosta weselny, pan młody i słudzy, którzy czerpali wodę. Należy zatem zastanowić się, kogo brakuje. Ciekawostką okaże się, że w historii o Kanie Galilejskiej nie występuje panna młoda… Można powiedzieć: została pominięta, bo nie miała znaczenia w narracji, ale z pewnością tam była. I ja przypuszczam, że przy dosłownej interpretacji należałoby zakładać tę wersję wydarzeń. Jeśli jednak wejdziemy głębiej, brak panny młodej zaczyna nas dziwić. Druga rzecz to fakt, że Jezusa i Jego uczniów zaproszono na wesele. Ale Jego Matka już tam była… Co robiła tam wcześniej? Co oznacza jej uprzednia obecność? Pomaga w przygotowaniu? Kim była dla młodych?

Kolejna często interpretowana rzecz to dialog między Matką a Jezusem. Kiedy ona prosi Go o pomoc, On zdaje się odmawiać. Pyta, czy jest to ich sprawa, czy nadeszła/nie nadeszła Jego godzina. Mimo tego Matka zwraca się do sług, by zrobili wszystko, co On im każe, a On każe. Scena ta wyraźnie wskazuje na pośrednictwo Matki między ludźmi a Jezusem. Jest to argument za stawianiem Matki Chrystusa w roli pośredniczki między Panem a Kościołem, także w modlitwach.

Wejdźmy jeszcze dalej. Stągwie kamienne do oczyszczeń, pojemność 2 lub 3 miary. Może się wydawać, że to tak sobie, ale talent to też nie była monetka, tylko góra złota. Miara zaś to 40 litrów. Stągwie miały zatem pojemność od 80 do 120 litrów każda, zatem ilość wina w całości wynosiła od 480 do nawet 720 litrów! To ogromne morze wina! Ale co więcej – woda, a potem wino, znalazły się w stągwiach przeznaczonych do oczyszczeń żydowskich. Woda, która miała zmywać grzech, usprawiedliwiać Żydów wobec Boga, zmieniła się w doskonałe wino. To prawie jak ofiara dotychczasowa zmieniająca się w idealną ofiarę Baranka Bożego. Jezus czyni znak zmieniając stare (wodę do oczyszczeń) w nowe (wspaniałe wino). Ale to jeszcze nie wszystko. Stągwi było bowiem 6. A 6 jest liczbą według symboliki żydowskiej najgorszą. Jest to liczba oznaczająca brak pełni, pełnia zaś to liczba 7. Jezus bierze więc coś, co określić można jako brak pełni i to wypełnia. Symbol Kany Galilejskiej przybliża nas do zrozumienia, że w całości swego nauczania Jezus bierze to, co dotychczas było niepełne i wypełnia to sobą. To Jezus jest „siódmą stągwią”, tym, w którym wszystko się wypełni. Czy jednak wyłącznie siódmą stągwią?

Panny młodej nie ma w tej historii w ogóle. Pojawia się natomiast pan młody, którego starosta weselny woła i mówi mu: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”. Starosta nie wiedział, skąd wzięło się wino, pogratulował więc panu młodemu. Czy pan młody był rzeczywiście odpowiedzialny za najlepsze wino na koniec? Jeśli zagłębimy się w symbolikę, to oczywiście, że tak! Jeśli przejrzymy choćby pobieżnie Pisma Janowe stwierdzimy, że często używa on pojęcia „Mąż”, „Oblubieniec” odnośnie Jezusa, lub pisze o Nim w podobnym kontekście, jak choćby w tym cytacie z Apokalipsy: „Weselmy się i radujmy, i oddajmy Mu chwałę, bo nadeszły Gody Baranka, a Jego Małżonka się przystroiła, i dano jej przyoblec bisior lśniący i czysty – bisior bowiem oznacza czyny sprawiedliwe świętych” (Ap 19,7-8). Jeśli zaś dla Jana Jezus, po weselu w Kanie, był tożsamy z Oblubieńcem, którego Małżonką miałby być Kościół świętych, to początkiem tych znaków pozostaje Kana Galilejska. Z ogromnym prawdopodobieństwem można więc przypuszczać, że Jezus i pan młody to w opowiadaniu o Kanie jedna i ta sama osoba! To właśnie do Mesjasza starosta weselny mówi: „Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”. Przeminęło Stare Przymierze, przeminęły czasy żydowskich oczyszczeń, nadszedł pan młody, który najlepsze przyniósł na koniec. Przyszedł pan młody, ten, który jest siódmą stągwią, który dopełnia i wszystko wypełnił!

W opowiadaniu o Kanie Galilejskiej nie ma zatem panny młodej, bo panną młodą jesteśmy my wszyscy, jest nią Kościół Boży. Jezus przybył by porwać swoją oblubienicę, by wypełnić jej życie radością. By osiągnęła wieczną radość. To, co było przed Nim było dobre. Ale dopiero On przyniósł to, co najlepsze.

Spojrzenie na symbole i zagłębienie się w dalszą interpretację nie wyklucza oczywiście dosłownego rozumienia cudu w Kanie i początku znaków. Otwiera jednak oczy i serca na głębsze rozumienie Ewangelii. Jedna i druga interpretacja jest prawidłowa, należy jednak pamiętać, że nie warto poprzestawać przy lekturze Pisma Świętego na tym, co tylko powierzchowne.

A co zdarzyło się potem?

Nad ranem w Kanie Galilejskiej panuje cisza. Wszyscy goście śpią, upojeni najlepszym winem. W pewnym momencie głowę podnosi starosta weselny. „Wody! Wyślijcie kogoś po wodę!” – woła. Na te słowa budzi się jeden z gości: „Błagam, tylko nie Jezusa!”.

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Zobacz wpisy

4 thoughts on “Jak wygląda Kana?

  1. Ciamajda

    Nic dodać, nic ująć. Jan jak zwykle opisując coś, myślami jest zupełnie przy czym innym, nie zawsze łatwo jest to dostrzec. A sam upiłem się jeden raz, dawno temu, może gdybym nie miał ujemnego IQ nie dałbym się namówić, no ale stało się. Było to o tyle dziwne, że jeśli już piłem alkohol to tylko piwo, dosłownie kilka razy w całym życiu i zawsze bez przekonania, ostatnio nie pamiętam już kiedy. Jednocześnie również od dawna uznałem, że picie alkoholu pod jakąkolwiek postacią i nawet w symbolicznej ilości jest złem. Ta ortodoksja i nieprzejednanie staje się od czasu do czasu powodem napięć między mną a innymi, gdy ktoś użył właśnie cudu w Kanie jako argumentu przeciwko abstynencji, a ja nie wiedziałem jak mu odpowiedzieć, pomyślałem sobie że czasem lepiej być niewierzącym, choć oczywiście nie wiara jest tutaj winna, tylko moje nieobycie w Piśmie Św. W każdym razie na przyszłość będę już wiedział co w takiej sytuacji powiedzieć :-)

  2. Końcówka tekstu to tak naprawdę tylko głupi dowcip z dolnej półki, nic z Pismem Świętym wspólnego nie mający! Mam nadzieję, że nie wziąłeś go na serio jako argumentu przeciwko piciu :). To tylko taka odbiegająca od tematu niby-puenta.

    Ja piłem alkohol w wieku 15-17 lat, skończyłem zanim jeszcze mogłem się legalnie napić ;). Teraz mam krucjatę i nie piję w ogóle, tak jak i moja Żona. Nawet wesele mieliśmy bezalkoholowe. Jakby się zastanowić, w ciągu pamiętnych dwóch lat mojego upojstwa najbardziej pijany był sam środek… Nic fajnego. Mimo tego muszę zaprzeczyć, jakobym uważał alkohol za coś z gruntu złego. Na podstawie Pisma Świętego też się tego udowodnić nie da. Są argumenty przeciw pijaństwu, przeciw upijaniu się na umór, ale należy pamiętać, że wino było zupełnie zwyczajnym napojem za czasów Jezusa, że nie tylko zmienił wodę w wino w Kanie Galilejskiej, ale przede wszystkim to właśnie wino uczynił swoją Krwią. Sam alkohol nie jest więc zły. Można się go jednak wyrzekać dla jakiegoś większego dobra. Zwłaszcza, że naprawdę trudno jest znaleźć umiar kiedy już się zacznie pić.

    Dziękuję za komentarz! W mojej odpowiedzi zamieszczam dwa linki do moich dawnych tekstów w temacie picia alkoholu.

  3. Ciamajda

    Wiem, wiem, na końcu jest żart, zresztą nie pierwszy na blogu, bo kiedyś napisałeś inny, o zakonnicy i chyba konduktorze, nie pamiętam dokładnie, ale jeśli ten wyżej jest z dolnej półki, to tamten musiał być spod podłogi! Bleeee :-)

    Pod Twoim drugim podlinkowanym wpisem znalazł się komentarz pewnego zxcv, napisał m. in. „A poza tym alkohol to dobry nie jest. Może nie jest bardzo zły, ale na pewno dobry tez nie”. Oczywiście nie zgadzam się z nim, bo pozostaję przy swoim zdaniu, że alkohol jest zawsze zły, a nawet bardzo zły, ale ten ktoś tak fajnie napisał te dwa zdania, że aż mnie to rozbawiło :-) Pozdrawiam!

  4. Rzeczywiście, komentarz był o zakonnicy i konduktorze, ale akurat dla mnie to jest zawsze dowcip o don juanie :). Opowiadam go częstokroć, to mój numer popisowy. Ale oczywiście nie musi wszystkich śmieszyć…

    Czytanie mojego bloga wiele, wiele lat wstecz niesie ze sobą masę ciekawych odczuć. Począwszy od śmiechu, wesołości związanych z moim stylem pisania czy komentarzami, poprzez „zgorszenie” czy zawstydzenie różnymi rzeczami, z którymi się ujawniałem, aż po złość, gniew wywołane często burzliwymi, niepotrzebnymi dyskusjami. Ale nie uciekam od tego, co było kiedyś, nie próbuję odciąć się od swojego życia sprzed lat. Jest to kawałek mnie – i te śmieszne komentarze też :).

    Dziękuję za komentarze!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s