Właściwy osąd

W ramach promocji i dyskusji nad książką „Wszystko, co chcecie wiedzieć o seksie bez antykoncepcji, ale boicie się zapytać” Marty Brzezińskiej-Waleszczyk, w której stworzeniu wziąłem udział, biorę ostatnio, obok mojej Żony i kilkorga innych bohaterów, udział w najróżniejszych audycjach radiowych i programach telewizyjnych. Poniekąd jest to promocja, poniekąd ostra dyskusja, z jednej strony ze zwolennikami antykoncepcji, z drugiej jednak – dla mnie to największy wstrząs – z przeciwnikami antykoncepcji i naturalnego planowania rodziny.

Przez wzgląd na moje poglądy – poparcie dla metod planowania opartych na cyklu natury – odwołuję się w kilku ostatnich programach do fragmentu dokumentu soborowego Gaudium et Spes. Ponieważ jednak nie sposób wyjaśnić moje dokładne rozumowanie w czasie jakiejkolwiek audycji, postanowiłem tu, dla Was, opisać konkretnie o co mi chodzi.

Małżeństwo i miłość małżeńska z natury ukierunkowane są na płodność i wychowanie potomstwa

wielodzietniTak zaczyna się 50 punkt Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et Spes”. Odnośnie tego faktu żaden wierzący katolik nie powinien mieć wątpliwości. Co do tego, że celem małżeństwa jest płodzenie i wychowanie potomstwa, nie mamy wątpliwości także my, zwolennicy NPR – „skażeni” NPRem. Wiemy również jednak z wcześniejszych fragmentów tego samego dokumentu, że celem małżeństwa jest też zjednoczenie, czysta nierozerwalna miłość, wspólnota małżonków. Uznajmy zatem, że oba te cele są równoważne, acz najpierw wymagana jest miłość dwójki ludzi i jedność osób w związku, a dopiero potem mnożenie tej miłości: z natury rzeczy chęć rozdawania tej miłości innym, przede wszystkim swoim własnym dzieciom.

Już sam ten fragment, to krótkie zdanie potwierdza to, co mówię. Najpierw jest małżeństwo i miłość małżeńska, a dopiero potem kieruje się ono – w naturalny sposób – ku potomstwu. Nie śmiałbym jednak zaprzeczyć, że celem małżeństwa jest pojawienie się potomstwa i dobre jego wychowanie. Staram się spierać z mojego myślenia każdy przejaw mentalności antykoncepcyjnej – bo ja zwyczajnie staram się kochać dzieci tak, jak Pan nakazał mi je kochać.

Aby małżonkowie byli skłonni do mężnego współdziałania z miłością Stwórcy i Zbawcy

Na ten fragment zwracają szczególną uwagę przeciwnicy NPR. Ale ja też nie mogę ominąć tego fragmentu. Wiemy bowiem, że pierwszym przykazaniem danym człowiekowi od Boga były słowa „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” i, jak podkreśliłem wcześniej, jednym z celów małżeństwa jest płodność, otwieranie się na życie. My, małżonkowie, mamy obowiązek współpracować mężnie z Bogiem Stwórcą, który zaprasza nas do uczestnictwa w swoim dziele stworzenia. Co jednak ważne w środku tego cytatu pojawiają się słowa „Aby małżonkowie, nie zaniedbując pozostałych celów małżeństwa, byli skłonni do mężnego współdziałania”. A więc mamy być skłonni do działania ramię w ramię z Panem Bogiem, ale bez pędzenia na złamanie karku, bo „Bóg tak chce”, bez odrzucania wszystkiego tego, co jest w małżeństwie poza rozrodczością – a wręcz z naciskiem na inne cele małżeństwa, które w danym momencie mogą okazać się być ważniejsze od rozrodczości! Zatem – otwarcie na współdziałanie, otwarcie na życie, ale bez zaniedbywania męża, żony, innych obowiązków.

Małżonkowie wiedzą, iż są współpracownikami miłości Boga Stwórcy i jak gdyby jej interpretatorami w zakresie obowiązku przekazywania życia i wychowania, które powinny być uważane za ich właściwe zadanie

Ponownie podkreśla się właściwe zadanie (cel) i obowiązek przekazywania życia i wychowania. Ponownie podkreśla się także współpracę z miłością Boga Stwórcy. Ale w tym zdaniu pojawia się nowa jakość, mianowicie potrzeba „jak gdyby” interpretacji miłości (czy woli) Boga. Małżonkowie współpracują w wypełnianiu swych zadań i obowiązków – zgoda, ale także odczytują Bożą wolę w swoim życiu. Mają rozum, znają swoją aktualną sytuację i w związku z tym zastanawiają się, czy w danym momencie Bóg chce od nich, by dokonali swojego zadania, czy pragnie, by z jakichś powodów odłożyli je w czasie. Może się niektórym wydawać dziwne moje wspominanie o odkładaniu w czasie – tu tego nie ma przecież. Ale jest kawałek dalej. Tu jest potrzeba interpretacji miłości Bożej w dziedzinie przekazywania życia. Interpretacja, a nie pójście na żywioł.

Niech wspólnym zamysłem i wysiłkiem wyrabiają sobie właściwy osąd

Ten fragment wyrwałem z kontekstu, ale umieszczę go ponownie, by nie zarzucano mi, że piszę jak mi wygodnie. „Dlatego niech wypełniają swoje zadanie w poczuciu ludzkiej i chrześcijańskiej odpowiedzialności i z należnym Bogu szacunkiem, niech wspólnym zamysłem i wysiłkiem wyrabiają sobie właściwy osąd” – napisano w Gaudium et Spes. Mamy zatem wypełniać wyżej wymienione zadanie z odpowiedzialnością i szacunkiem Bogu. Odpowiedzialność – to nie jest „pójście na żywioł”! Odpowiedzialność to mądrość, to szukanie dobra, to myślenie przed działaniem. Nie działanie pochopne, ale też nie działanie w strachu czy przez naciski zewnętrzne z czyjejkolwiek strony. Do tego dochodzi element, który podkreśliłem: wyrabianie właściwego osądu. To jest ten konkretny fragment Gaudium et Spes, który rozumiem jako nakłanianie do zastanawiania się nad swoją dzietnością. Wyrabianie sobie właściwego osądu – w każdym momencie swojego życia – to zastanawianie się, czy w danym momencie czymś dobrym jest mieć następne dziecko, czy może raczej dobrym byłoby, gdyby go nie było. A może tak się zdarzyć, że dla większego dobra, z obiektywnych przyczyn, należy odłożyć poczęcie w czasie! Wspólny zamysł i wysiłek przy tym oznacza zawsze jedną decyzję obojga małżonków – nigdy nacisk jednego na drugie, z którejkolwiek strony. Ani to z małżonków, które chce nowego dziecka nie może wywierać nacisków na drugie, ani to, które chce odłożyć poczęcie, nie może naciskać na to pierwsze. Muszą podjąć jedną decyzję za pomocą wspólnego zamysłu – dla większego dobra.

Dążąc zarówno do swojego własnego dobra, jak i dobra dzieci

„…czy to już narodzonych, czy też oczekiwanych w przyszłości, uwzględniając warunki czasowe i okoliczności życiowe, tak materialne, jak i duchowe, a wreszcie niech mają na uwadze dobro wspólnoty rodzinnej, społeczeństwa doczesnego i samego Kościoła”.

Ileż to rzeczy musimy wziąć pod uwagę przy rozsądzaniu swojej decyzji dotyczącej rozrodczości! Po pierwsze musimy dbać o swoje dobro: dobro małżeństwa i każdego z małżonków. Jeśli zatem widzimy, że nowe dziecko przyniesie korzyść naszemu małżeństwu (czasem jak ktoś mi bliski ma kryzys małżeński, mówię mu: zróbcie sobie dziecko), pragniemy je przygarnąć, nie wahamy się przed poczęciem. Jeśli zaś widzimy, że kryzys naszego małżeństwa jest pogłębiony, bo nie dosypiamy, bo w dzień zajmujemy się gromadką dzieciaczków, a wieczorem padamy jak muchy i nawet nie mamy kiedy porozmawiać, musimy pomyśleć, czy aby nie lepszym od poczęcia kolejnego rozwrzeszczanego Bożego daru rozwiązaniem jest handel dziećmi (np. sprzedanie ich do dziadków) i małżeński wyjazd sam na sam, bez żadnych małych potworków (to było ironiczne).

Po drugie trzeba zastanowić się nad dobrem dzieci. Wiemy, że dziecku doskonale robi rodzeństwo. Najlepiej co najmniej dwójka. Wówczas nie wychowamy jedynaka, dorosłego egoisty (nie zawsze, ale trudno jest wychować jedynaka tak, żeby nie był egoistą), tylko człowieka, który umie żyć z innymi, dzielić się i rozwiązywać konflikty. Wiemy też jednak, że jeśli nie mam co nałożyć na talerz swojej czwórce dzieci (mówię tu dosłownie – o nakładaniu na talerz, a nie o „pewnym standardzie” czy „jakości” życia, „zapewnieniu przyszłości”, które tak często stają się egoistyczną wymówką), nielogiczne i ze względu na tę czwórkę, i na piąte oczekiwane, byłoby robienie sobie tego piątego. Do tego dochodzi też narażanie kolejnych dzieci na choroby genetyczne – jeśli mamy już dwójkę czy trójkę chorych, możemy mieć wątpliwości, czy pragniemy podobny los gotować kolejnemu. To jest jednak argument do rozważenia we własnym sumieniu – chore dzieci też są szczęśliwe, a rodzice takich dzieci mogą widzieć sens w sprowadzaniu ich na świat.

Po trzecie musimy uwzględnić warunki czasowe i okoliczności życiowe. W danym zatem momencie życia możemy mieć przekonanie, że nie powinniśmy mieć więcej dzieci, bo nasze warunki finansowe są opłakane, albo np. straciliśmy pracę i zostaliśmy wyrzuceni na ulicę. W takich warunkach płodzenie nowych dzieci może wydawać się nielogiczne (acz – znowu – wszystko zależy od osobistego myślenia danego małżeństwa). Warunki czasowe i życiowe mogą jednak się zmienić i zmieniają się – z cyklu na cykl. Dlatego każdy kolejny miesiąc, każdy kolejny cykl organizmu kobiety to dla każdego małżeństwa nowa decyzja. Małżonkowie odkładają poczęcie w jednym cyklu, ale w następnym podejmują nową, wspólną decyzję – odłożyć czy się starać? Nie ma jednorazowej decyzji („nie chcę” czy „nie mogę” mieć więcej dzieci), lecz jest decyzja podejmowana każdego dnia na nowo. Wczoraj nie mogłem (choroba), ale dziś już mogę (leczenie). Mówienie o chciejstwie jest w ogóle żadnym argumentem. Nie mamy zastanawiać się nad tym, czego chcemy my – tylko czego chce Bóg. Ale mamy rozsądzać to w czasie i okolicznościach.

Po czwarte wreszcie musimy brać pod uwagę dobro rodziny, społeczeństwa i Kościoła. Oczywiście, ultrakatolikom może wydawać się, że dobrem rodziny, społeczeństwa i Kościoła jest mnożenie się na potęgę, bo tym samym dajemy świadectwo naszego życia, naszej miłości. To wszystko prawda! Ale nie zawsze. Świadectwo wielodzietoności jest czymś wspaniałym, ale po pierwsze bierzmy to na logikę, a po drugie nie rzucajmy się w wir płodności tylko po to, by komuś coś pokazać. Dobrem społeczności w której żyjemy nie musi być tylko nieustająca rozrodczość. Czasem – znów zależnie od osobistego rozeznania – może się okazać, że dla większego dobra należy na jakiś czas odłożyć dalsze rozmnażanie się. Wszystko zawsze zależy od okoliczności.

Osąd taki małżonkowie winni wyrobić sobie sami, w obliczu Boga

Znów – małżonkowie jako jedność wyrabiają w danym momencie swój osąd. Swój własny. Niezależny od nacisków rodziców, społeczeństwa, księdza proboszcza – choć mogą oczywiście sugerować się tymi sygnałami w swoich przemyśleniach. Jeśli ktoś wykazuje małżonkom, że są zamknięci na życie, że mają mentalność antykoncepcyjną, mogą oni przemyśleć i odrzucić te słowa, ale mogą też zastanowić się, czy ktoś, kto im to mówi, nie ma racji. Bardzo ważne przy tym są słowa „w obliczu Boga”, ponieważ małżonkowie nie mogą brać pod uwagę tylko swoich egoistycznych pomysłów, swoich lęków i obaw, swoich przyjemności i nieprzyjemności, lecz przede wszystkim wolę Boga. A Bożą wolę rozpoznaje się nie poprzez współżycie kiedykolwiek i „otwieranie” się na Jego decyzje (trochę takie kazmikaze), ale poprzez pytanie samych siebie, znając Pismo Święte i nauczanie Kościoła, o to, co Bóg chciałby w tym momencie ode mnie. Na podstawie tych przemyśleń każdy katolik w każdym momencie swojego życia, we wspólnocie ze współmałżonkiem, podejmuje decyzję o dalszym dawaniu życia.

Małżonkowie chrześcijańscy niech będą świadomi tego, że nie mogą działać jedynie według własnego uznania

„…lecz zawsze powinni się kierować sumieniem zgodnym z prawem Boskim, posłuszni Nauczycielskiemu Urzędowi Kościoła, który interpretuje je autentycznie w świetle Ewangelii”.

Fragment ten rozwija to, co napisano w poprzednim zdaniu. Kładzie tu jednak większy nacisk na rolę Kościoła, prawdziwego sumienia, Ewangelii i Bożego prawa w kształtowaniu naszych decyzji o płodności. O ile w poprzednim zdaniu znaczenie miała osobista decyzja, osobisty osąd małżonków (bez podlegania czyimkolwiek naciskom) o tyle to zdanie zwraca uwagę na zewnętrzne głosy prawidłowo kształtujące myślenie małżonków. Trzeba podkreślić, że nie wyklucza się to, a wręcz współdziała ze sobą – ponieważ niezależni od innych, połączeni osobistym sakramentem małżonkowie kształtują swoje sumienie i myślenie trwając w Kościele świętym. A więc w każdej dziedzinie swego życia, także w dziedzinie rozrodczości, mają obowiązek podejmowania decyzji w oparciu o to, co mówi Kościół, w którym trwają.

Ufając Bożej opatrzności i wyrabiając w sobie ducha ofiary, sławią Stwórcę

„…i dążą do doskonałości w Chrystusie wówczas, gdy zadanie zrodzenia dzieci spełniają ze szlachetną ludzką i chrześcijańską odpowiedzialnością”.

I kolejny fragment przytaczany przez przeciwników NPR. Jednak nie sądzę, by można było na jego podstawie odrzucić metody rozpoznawania płodności czy nawet metody planowania rodziny. Możemy tylko powiedzieć, że małżonkowie, którzy łączą się w Kościele, mają codziennie rozpoznawać Bożą wolę i każdego dnia ufać Mu, Jego opatrzności, by coraz pełniej otwierać się na nowe życie. Musimy podkreślić też jednak, że takie otwieranie się musi być mądre i logiczne, a zadanie zrodzenia dzieci musi być spełniane z odpowiedzialnością (a zatem nie na chybcika, nie na odwal się, tylko dlatego że ktoś nam kiedyś powiedział, że Pan Bóg chce, byśmy mieli jak najwięcej dzieci).

Należy szczególnie wspomnieć tych, którzy podejmują się odpowiedniego wychowania, nawet liczniejszego potomstwa

Znów, pozornie, punkt dla przeciwników NPR, ostatnio w środowisku nazywanych „wielodzietnymi” (ze względu na ich portal internetowy wielodzietni.org.pl), ale pozornie tylko. Po pierwsze bowiem ci, którzy stosują NPR, też wielokrotnie są wielodzietni (i ja z założenia jestem wielodzietny, choć póki co mam tylko dwójkę). To, że logicznie planujemy nasze poczęcia na odpowiedni moment nie oznacza, że nastawiamy się przeciwko dzieciom, że myślimy antykoncepcyjnie. Po drugie zaś to znów jest tylko fragment cytatu, a całość brzmi: „Pośród małżonków w ten sposób czyniących zadość zadaniu powierzonemu im przez Boga, należy szczególnie wspomnieć tych, którzy przez wspólną i roztropną refleksję wielkodusznie podejmują się odpowiedniego wychowania, nawet liczniejszego potomstwa”. A więc szczególny nacisk, szczególny szacunek mamy do tych, którzy nie ograniczają w sposób niepotrzebny liczby swoich dzieci, zatem wielodzietnych właśnie. Pamiętajmy jednak, że owi wielodzietni mają się podejmować wielkodusznie odpowiedniego wychowania, a nie tylko zrodzenia i przepędzenia przez życie. Kładziemy nacisk na wychowanie, a nie tylko na zrodzenie – abyśmy nie musieli potem bronić się przed zarzutem patologii, co często się dzieje. Do tego zaś, ponownie, dochodzi aspekt wspólnej i roztropnej refleksji, zatem wewnątrzmałżeńskiego rozeznania woli Bożej. Najpierw myślenie, najpierw zastanawianie się i zrozumienie, a dopiero potem działanie ku wielodzietności.

Małżeństwo nie zostało jednak ustanowione jedynie w celu zrodzenia dzieci

„…bowiem nierozerwalny charakter przymierza pomiędzy osobami i dobro potomstwa wymagają, aby również wzajemna miłość małżonków, okazywana we właściwym porządku, rozwijała się i dojrzewała. Dlatego, choćby brakowało tak często upragnionego potomstwa, małżeństwo trwa jako związek i wspólnota całego życia, zachowując znaczenie i nierozerwalność”.

I tutaj wracamy do punktu wyjścia. Pomimo tego, że jednym z celów małżeństwa jest zrodzenie i wychowanie potomstwa, jeśli nie ma dzieci, nie traci ono ważności. Pierwszym celem w kolejności, a równorzędnym w znaczeniu, jest dopełnianie i rozwój wzajemnej miłości małżonków. To musi dokonywać się obok miłości do dzieci, pomimo dzieci, pomimo ich braku, czasem również wbrew dzieciom. Mąż dla żony, zaraz po Bogu, stanowi zawsze priorytet, a żona dla męża. Nigdy dzieci nie mogą stać się ważniejsze (chyba tylko w przypadku dbania o powierzone nam dobro, czyli np. kiedy musimy chronić ich życie) od współmałżonka i nigdy ciąg ku zrodzeniu nie może stać się przeważający nad miłością do współmałżonka. Najlepiej, gdy te dwie kwestie się dopełniają. Ale miłość do dzieci nie zawsze stanie się pociągająca w stronę miłości do małżonka. Musi być na odwrót.

Moje podsumowanie

Kościół, rozumiejąc wolę Boga kładącą nacisk na rozmnażanie i zaludnienie ziemi (to przykazanie czy błogosławieństwo nie przestaje być ważne i dzisiaj) namawia nas do wielkoduszności i otwartości – całkowitej otwartości – na życie, ale przy jednoczesnym myśleniu i wspólnym decydowaniu. Namawia nas do współpracy z wolą Boga i z Jego aktem stwórczym, ale przy jednoczesnym niezaniedbywaniu innych potrzeb i celów małżeństwa. Mamy zatem, jako katolicy, być całkowicie otwarci na życie, zamknięci na swój własny egoizm i własne „chciejstwo”, zamykający się na własne strachy i obawy, ale przy jednoczesnym braniu pod uwagę dobra naszego, naszych dzieci i społeczeństwa.

Nie mogę w tym wszystkim odebrać czci „wielodzietnym”, którzy zdecydowali, że chcą całkowicie oddać się woli Bożej i dlatego „idą na żywioł”, współżyją kiedy ich najdzie, płodzą i rodzą dzieci bez planowania. To jest ich rozeznanie, ich decyzja na podstawie rozumienia Bożej miłości, Bożej woli. Nie jest tak, że oni żyją w pełnej otwartości bardziej, niż my, że żyją poza schematem. Choćby dlatego, że każda kobieta, która choć pobieżnie zna swoje cykle, jest w stanie powiedzieć, kiedy ma okres płodny, a więc kiedy współżyjąc z dużym prawdopodobieństwem zajdzie w ciążę. Jeśli zatem takie małżeństwo współżyje kiedy wiatr zawieje, automatycznie decyduje się, że w danym momencie chce mieć dziecko, chce uczestniczyć w stwórczym dziele Boga. To nigdy nie jest tak, że oni idą do końca na żywioł. To raczej jest tak, że w danym momencie nie widzą poważnych przeciwwskazań do rodzenia dzieci, a więc decydują się rodzić, nie planując (ich planem jest nieplanowanie, a zarazem planują – tylko nie na konkretny termin, lecz w ogóle). Nie widzę powodu, by pewnego dnia nie nadszedł taki moment, abym i ja z moją Żoną podjął decyzję, że nie ma żadnych obiektywnych przeciwwskazań do posiadania dajmy na to czwórki kolejnych dzieci i abyśmy zwyczajnie poszli na żywioł.

nprNie widzę też jednak powodu, by zaniechać obserwacji organizmu kobiety, która to obserwacja przynieść może wiele pozytywnych skutków, nie tylko zaś może pomóc zaplanować potomstwo (o tych skutkach innym razem). Nie widzę powodu, by obserwujących płodność oskarżać o walkę z wolą Bożą, o strach czy mentalność antykoncepcyjną (zamiennie – o zgrozo – mentalność NPR). My, używający NPR, nie walczymy z wolą Boga, ponieważ Kościół nakazał nam rozeznawać wolę Bożą wobec nas – każde małżeństwo we własnym imieniu i we własnym zakresie. Przytoczę tu zatem słowa, które zamieściłem kiedyś na Facebooku: NPR nie jest dozwolonym sposobem na odchodzenie od woli Bożej. Jest narzędziem wspomagającym rozeznanie i wypełnianie woli Bożej w naszym życiu. Trzeba to podkreślić stanowczo…

A zatem: jeśli w danym momencie nie widzimy żadnych przeszkód ku temu, by się rozmnażać i chcemy mieć więcej dzieci, planujemy poczęcie i – można użyć tych słów! – idziemy na żywioł. Tak było kiedy planowaliśmy poczęcie naszej Córki. Planowaliśmy poczęcie, poszliśmy na żywioł i Pan Bóg… kazał nam czekać pół roku. Czy Córka jest zaplanowana? Jest! Przez nas? Tak. Przez Pana Boga też – bo to była Jego wola, że to dziecko będzie później. Jeśli jednak w danym momencie widzimy obiektywne przeszkody w kwestii poczęcia, korzystamy z narzędzi wyprodukowanych przez Pana Boga, którymi są cykle organizmu kobiety, po to, by odłożyć poczęcie w czasie. Nie uciekamy przed wolą Boga – Jego wolę widzimy w tym, że teraz nie jest dobry czas na rozrodczość. Na przykład w tym momencie odkładamy. Po poronieniu zaleca się bowiem odczekać trzy cykle zanim rozpocznie się starania o kolejne dziecko – ze względu na bezpieczeństwo tego właśnie kolejnego dziecka. Organizm kobiety powinien zdążyć się zregenerować. Nasz Trzeci nas opuścił przedwcześnie i wypada, by na Czwartego poczekać trochę dłużej. Dlatego obserwujemy się i podejmujemy wstrzemięźliwość, dla dobra mojej Żony i naszych kolejnych dzieci.

Sobór Watykański II mówi nam jak należy żyć, by jednocześnie trwać w otwartości na życie, lecz jednocześnie w odpowiednich momentach odkładać poczęcie. „Odkładać poczęcie” ma wydźwięk opcjonalny – podstawowym zadaniem jest rodzenie i wychowywanie, odkładać należy tylko w określonych, obiektywnych sytuacjach. Co nie znaczy, że złym jest wszelkie planowanie, wszelkie odkładanie, tak jak złym nie jest „pójście na żywioł”. Każda z tych dróg jest dobra, dopóki jest rozeznana w sumieniu małżonków, zgodnie z wolą Boga.

______________________________________________________________

Cytaty pochodzą z Gaudium et Spes, 50;
Sobór Watykański II, Konstytucje, Dekrety, Deklaracje, tekst łacińsko-polski, Poznań 2008

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Zobacz wpisy

4 thoughts on “Właściwy osąd

  1. Maurycy, Ty lepiej nie planuj, tylko działaj. W końcu ktoś musi pracować na nasze emerytury.
    Tyle żartów, choć podejrzewam, że podczas dyskusji spotykasz się z agresją tych, którzy nie maja argumentów lub wyznają inny pogląd na miejsce i rolę człowieka w świecie. Myśląc o swoim podejściu do tych spraw dochodzę do wniosku, że sytuuje się gdzieś po środku. Ważna w tym wszystkim jest podmiotowość kobiety i mężczyzny, a reszta jest tylko wynikiem tego rozumowania.

  2. Maurycy wymiata :)

  3. Caddi, dziękuję Ci za Twój komentarz, przypuszczam, że masz rację mówiąc o ludziach widzących inaczej miejsce człowieka w świecie. Ja jestem jak najbardziej otwarty na dzieci i mam pewną nadzieję – choć nie po to są mi one – że w przyszłości zechcą zająć się staruszkami na emeryturze. Co do braku argumentów – zwolennicy „pójścia na żywioł” mają swoje argumenty, przeszkadza mi tylko ich nacisk na „skreślenie” zwolenników NPR jako przeciwników otwartości i działania w zgodzie z Bogiem.

    Marku, odczytuję Twój komentarz jako komplement :). Zastanawia mnie tylko co dokładnie masz na myśli. Zechcesz rozwinąć temat? :P

  4. mamelka

    Szkoda tylko,że u Nas w Polsce rodziny wielodzietne nie moga liczyć na Szacunek.Jeśli rodzina staje sie troche biedniejsza od razu przypina się plakietkę Patologia.A tak naprawdę nie jedna z takich rodzin może nas nauczyć,przede wszystkim Miłości.Miło i ze łzami w oczach patrzę na rodziny ,na dzieci które dzielą sie miedzy soba wszystkim co mają.Te dzieci sa takie kochane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s