Monthly Archives: Grudzień 2013

Józef

Kilka lat temu napisałem bożonarodzeniową notkę o Maryi. Nazwałem ją „Marysia” i przedstawiłem hipotetyczną sytuację, w której nastolatka zamiast przyjąć zwiastowane jej, z Boga poczęte dziecię, decyduje się pozbyć go, by nie mieć z jego tytułu kłopotów. Nie pomyślałem chyba wówczas nawet o tym, co podkreślał wielokrotnie mój długoletni czytelnik i komentator Zgredzik, że w prawie żydowskim normą była „aborcja płodu wraz z matką”, czyli kamienowanie kobiety będącej w ciąży za sprawą kogokolwiek innego niż tylko własnego męża. A dziś chciałbym skupić się na roli męża w całej tej historii.

Święty Józef, mąż Maryi, matki Jezusa, był postacią przez wiele wieków traktowaną bardzo pobocznie. Występuje wszak do pewnego momentu życia Jezusa, w czasie Jego dzieciństwa, a potem znika. Na łamach Pisma Świętego nie wypowiada ani jednego słowa. Postać pozornie mało znacząca. Niedawno jednak Józef stał się osobą często omawianą, często przywoływaną. Mnóstwo kazań czy rekolekcji skupia się na postaci Józefa gdy trzeba powiedzieć o ojcostwie czy małżeństwie, o wierności żonie. Dla mnie osobiście, chociaż milczący, Józef również stanowi wzór prawdziwego męża i ojca.

W starożytnym Izraelu i jeszcze wiele, wiele wieków później, praktycznie do czasów nam współczesnych, młode kobiety nie miały wiele do powiedzenia jeśli chodzi o ich uczucia czy dar miłości. Ich rodzice, mając nad nimi realną władzę, wydawali je za mężczyzn, za których wydać się je opłacało. Wielokrotnie za mężczyzn znacznie starszych niż one same, wymagających bezwzględnego posłuszeństwa i oddania, także cielesnego. Podobnie było prawdopodobnie i z Maryją. W kolędzie śpiewamy o Józefie, że był stary – i prawdopodobnie rzeczywiście był od swojej żony starszy o kilkanaście, może kilkadziesiąt lat. Zanim Maryja za sprawą Ducha Świętego zaszła w ciążę, Józef już był jej mężem, choć nie przeprowadzono jej jeszcze do niego – zaślubiny w Izraelu odbywały się w dwóch etapach: najpierw ślub, potem przeprowadzka – a zatem do współżycia nie doszło (stąd to sławetne „nie znam męża”, chociaż przecież już go znała). Kiedy Józef dowiedział się o tym, że jego znacznie młodsza małżonka jest w ciąży, chciał ją oddalić. Nie było to równoznaczne z przysługującym mu prawem wydania na ukamienowanie, ale nawet jeśli Maryja przeżyłaby tę sytuację, do końca życia byłaby wytykana palcami jako matka bękarta, oddalona przez męża, wydana na pośmiewisko.

St Joseph taking care of JesusDo Józefa przyszedł jednak anioł, by powiedzieć mu jak cała sytuacja wyglądała. Oczywiście nie wiemy, czy gdyby nie zwiastun z niebios, Józef postąpiłby podobnie przemyślawszy sprawę, ale wiemy o tym, że wkrótce Józef wziął ją do siebie – zatem przyjął Maryję jako swoją prawowitą małżonkę. Potem oboje wybrali się na spis ludności do rodzinnego miasta Józefa – Betlejem. Niektórzy mówią (dziś słyszałem, jak w ten sposób mówił Robert Friedrich w głoszonych wraz z Adamem Szustakiem OP rekolekcjach adwentowych), że Józefa i Maryi nie przyjęto w gospodzie, bo wiedziano o nim, iż wziął sobie kobietę w ciąży, co było uważane za zniewagę i nie chciano mieć z nim nic wspólnego. Osobiście myślę inaczej. Myślę, że Józef „wziął ją do siebie” na tyle szybko, że nikt wcale nie musiał wiedzieć, iż Maryja była w ciąży już uprzednio. Owszem, po tym jak życie Jezusa się wydarzyło, wiele osób dowiedziało się, jaka była prawda. Na początku jednak sam Józef rozegrał wszystko tak, by wyglądało jakby Maryja stała się brzemienną za jego sprawą, a nie za sprawą Ducha Świętego. Prawnie zatem to Józef był ojcem Jezusa, o czym świadczy choćby rozmowa Maryi z dwunastoletnim Jezusem w świątyni w Jerozolimie: „Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” (Łk 2,48).

Józef, choć był starszym od Maryi mężczyzną, który miał – owszem – opiekować się nią i troszczyć, ale również miał do niej prawo i mógł nią zarządzać jak własnym dobrem, przyjął nie tylko ją pod swoje pełne miłości ramiona. On również wziął jej dziecko, przyjął je jako swoje i tak też, prawdopodobnie, mówił innym. Moim zdaniem to świadczy o tym, że nie tylko Maryja sama została uprzednio wybrana przez Boga na matkę Zbawiciela. Również i Józef, w rzeczywistości opiekun, według prawa ojciec Jezusa był wcześniej przez Boga do tej roli przygotowany.

Józef staje się dla nas wzorem męża idealnego. Jest w stanie kochać swoją żonę tak, że kocha, wychowuje i kształci jej dziecko, przyjmując je z pełną odpowiedzialnością jako swoje. Jezus stał się prawdziwie synem Józefa, bo Józef postanowił przyjąć Go jako swojego syna. Czego uczy mnie postawa Józefa? Tego, że – jeśli kocham swoją żoną naprawdę – jestem gotów przyjąć każde jej dziecko jako swoje, nawet jeśli nie będzie ono w rzeczywistości moje.

Gdybyśmy dopiero szukali dla siebie żony i pokochalibyśmy kobietę, która jest w ciąży, nie za naszą sprawą, albo która ma już dziecko czy dzieci, czy potrafilibyśmy – tak jak Józef – zaufać Bogu i przyjąć jej dzieci jako swoje?

Tak często słyszy się o mężach, którzy opuszczają swoje żony – tak, dzieje się to do dzisiejszych czasów! – kiedy te zostają zgwałcone, tak jakby stawały się nieczyste, winne swojego nieszczęścia. Nie mówiąc już o przyjmowaniu dziecka pochodzącego z tego gwałtu jako swojego. Czy my, gdyby nasza żona została zgwałcona i w wyniku tego gwałtu zaszła w ciążę, próbowalibyśmy wymóc na niej aborcję, czy też zaufalibyśmy – tak jak Józef – Bogu i przyjęlibyśmy to dziecko jako nasze?

Jeśliby wreszcie nasza żona zdradziła nas i w wyniku zdrady zaszła w ciążę. Potem przyszłaby do nas i w żalu wyznała nam to wszystko. Albo chciałaby odejść, by samotnie lub z nowym partnerem zająć się dzieckiem. Czy odtrącilibyśmy ją, czy może – tak jak Józef – zaufalibyśmy Bogu i zabiegalibyśmy o dobro, o miłość naszej małżonki, przyjmując jej dziecko, pochodzące ze zdrady, jako swoje?

Mam wielką nadzieję i wierzę w to mocno, że – mimo może rozgoryczenia, złości, smutku, żalu i wielu innych uczuć mogących towarzyszyć każdej z powyższych sytuacji – odpowiedź w moim przypadku zawsze brzmiałaby „tak”. Tak, bo moim wzorem jest Józef, mąż Maryi, który – choć miał wiele praw – nie skorzystał ze swoich przywilejów, lecz wziął Maryję i jej dziecko do siebie, stając się Jego prawdziwym ojcem.

I wreszcie, na koniec, pytanie: czy, będąc ojcami naszych dzieci i dzieci naszej żony, mamy dla tych dzieci czas? Czy jesteśmy dla nich naprawdę, oddani w całości, czy może znikamy rano, gdy jeszcze śpią, wracamy z pracy wieczorem, gdy już śpią, a nawet jeśli jesteśmy obok nich, to rzeczywiście jest to obok, a nie z nimi? Ja czasem wychodzę bardzo rano i wracam bardzo wieczorem. Mogę przez cały dzień nie zobaczyć swoich dzieci. Nie znoszę takich dni i dlatego walczę o możliwość przeprowadzki na wieś, skąd do pracy będę miał 10 minut jazdy, a nie dwie godziny. Bo pragnę, tak jak Józef, być prawdziwym, oddanym ojcem swoich dzieci.

Niech w te święta Bożego Narodzenia postać Józefa prowadzi nas do poznania prawdy o naszym małżeństwie i rodzicielstwie.

Reklamy
Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

Pożegnanie dziecka nienarodzonego

Minęły już dwa miesiące odkąd dowiedzieliśmy się o tym, że nasze trzecie Maleństwo nie żyje. Sądzę, że póki sprawa jest jeszcze dość świeża, ale już nie tak bolesna, warto napisać kilka słów o sytuacji ojca w radzeniu sobie z tak przykrym zdarzeniem.

Jestem mężczyzną, ojcem, a co za tym idzie – nie ulega to wątpliwości – dziecko w łonie matki jest dla mnie większą abstrakcją, niż to poza jej łonem, jak i większą abstrakcją niż dla matki tego dziecka. To kobieta nosi w swoim łonie maleństwo, czuje je, jak wpływa na jej organizm, na jej codzienność, wreszcie czuje jego ruchy. Ale nie jest prawdą, że świadomy i kochający mężczyzna nie ufa swemu ojcostwu do momentu porodu. I ja od samego początku kochałem każde z moich dzieci, i ja troszczyłem się i rozmawiałem z tymi, których nie widziałem. Podobnie było z Trzecim, które towarzyszyło nam od momentu poczęcia – nie tylko mojej Żonie, ale nam, razem, a także naszym pozostałym dzieciom. I Synek modlił się za Maleństwo przy codziennej modlitwie, i całował brzuch mamy na dobranoc. Podobnie troszczył się kiedy w brzuchu była Córka i dlatego nie było dla niego niespodzianką, kiedy wreszcie się urodziła. Ja o naszym Trzecim wspomniałem tu, na blogu, kiedy jechaliśmy z Żoną do Paryża. To było nasze jedyne dziecko, które nam w tej podróży towarzyszyło.

Kilka miesięcy później dowiedzieliśmy się, że zmarło. Trzeba było wszystkim powiedzieć; wszystkim tym, którzy już wiedzieli o jego istnieniu. Trzeba było załatwić sprawy medyczne. Trzeba było zagospodarować dzieci na ten czas (tu dziękuję szczególnie mojej dalszej rodzinie, w tym mojemu Bratu i jego Żonie). Trzeba było oczywiście również zająć się sprawami pogrzebu. To zadanie spłynęło więc na mnie.

żałobaRodzice dziecka poronionego mają prawo do normalnego pogrzebu. Aby go jednak dokonać, należy załatwić rejestrację narodzin i zgonu w urzędzie. W tym przypadku sytuacja jest bardzo skomplikowana, ponieważ urząd nie zadowala się nazwą „płód” w swoich zapiskach. Potrzebuje mieć płeć i imiona dziecka. Jeśli płci nie da się określić, urząd w Warszawie (nie wiem jak jest w innych miejscach) życzy sobie określenia płci na drodze badań genetycznych. Na szczęście szpital idzie rodzicom na rękę i nie każe płacić za drogie badania, lecz pozostawia ciało dziecka u siebie przez czas, jaki byłby potrzebny na przeprowadzenie badań, a następnie wpisuje płeć domniemaną przez rodziców. Jest to ciekawy sposób walki z biurokracją (o którym wiedzą nawet pracownicy urzędu), który niestety znacząco opóźnia sprawy pogrzebowe. Kiedy płeć jest już zadeklarowana, w urzędzie trzeba zapisać imiona dziecka. Byłem tam, załatwiałem sprawy i imienia nadawać nie chciałem. Stwierdziłem bowiem, że Maleństwo jest nieochrzczone, a w tradycji chrześcijańskiej imię nadaje się w momencie chrztu. Wiedzieliśmy wprawdzie jak chcieliśmy, żeby Maluszek miał na imię, ale oficjalnie nie używaliśmy tego imienia i stwierdziłem, że jego imię zna Bóg. W urzędzie nie miałem jednak wyjścia, musiałem imię nadać, albo zdecydować, by zostało nadane losowo przez urząd. Zapisałem więc imiona, które nasze Trzecie dzieciątko miałoby, gdyby się urodziło i gdyby było tej płci, którą zadeklarowaliśmy. Zorientowaliśmy się jednak ostatnio, że mimo imion w dokumentach my nadal mówimy o naszym dzieciątku Maleństwo lub Maluszek. Mimo że w kwestii nadawania imion mieliśmy odmienne zdania.

Pozostaje jeszcze kwestia pogrzebu. Na początku byliśmy pewni, że chcemy pochować naszego Maluszka sami. Kiedy jednak dowiedziałem się jak mają się sprawy w stolicy, zwątpiłem. Wykup jednego miejsca na cmentarzu to około 3000 złotych. Oczywiście, nie chciałbym być skąpcem jeśli chodzi o sprawy moich dzieci, ale na taki wydatek nie byłem przygotowany. Pojawił się pomysł pogrzebu we wspólnej mogile na terenie dziadków, ale nie widzieliśmy siebie jeżdżących tam po to, by odwiedzić grób naszego Maluszka. Jest jeszcze opcja zostawienia ciała w szpitalu, gdzie zostanie pochowane wraz z innymi utraconymi dziećmi we wspólnej mogile. Rozważaliśmy także tę opcję, choć było nam trudno pogodzić się z takim bezosobowym traktowaniem naszego dziecka. Ale potem pomyśleliśmy, że w sumie zamierzamy się wkrótce przeprowadzić na wieś. Rozpoczynanie zaś życia na wsi poprzez stawianie tam grobu nie jest zaś może zbyt konwencjonalne, ale dobre jak każde inne. Widzę w tym interwencję Bożą, ponieważ pojawiły się wokół nas osoby, które poświęciły swój czas i wysiłek, by pomóc nam rozwiązać nasz problem. Mój znajomy z pracy, zamieszkujący właśnie w tamtej parafii na wsi, postanowił porozmawiać z księdzem na nasz temat. Okazało się, że proboszcz na wsi może udostępnić miejsce na cmentarzu zupełnie za darmo – oczywiście zwróciwszy uwagę na nasz trudny stan. Grabarz pracował po kosztach, zakład pogrzebowy też wziął mniejszą stawkę i tak udało nam się zamknąć w naprawdę niewielkiej sumie. Dziękuję w tym miejscu wszystkim osobom, które zaangażowały się w pomoc nam. Należy również oddać chwałę Bogu, który, jestem o tym przekonany, w zdecydowany sposób tu interweniował.

A do pogrzebu przysługuje rodzicom zmarłych dzieci zasiłek pogrzebowy; ja jeszcze go nie odebrałem, ale myślę, że warto o nim przypomnieć wszystkim rodzicom borykającym się ze śmiercią dziecka. Oznacza to, że jeśli pomyśli się odpowiednio, zwróci do odpowiednich ludzi i do Bożej opatrzności, nie trzeba się martwić kosztami pochówku swojego zmarłego dziecka. Nie w tym rzecz, by pieniądze były jakimś ogromnym problemem. Ale dużo łatwiej – każdemu, jak sądzę – jest przeżywać śmierć kogoś bliskiego, a zwłaszcza własnego dziecka, gdy nie trzeba przy okazji martwić się finansami.

Pogrzeb odbył się z opóźnieniem, spowodowanym właśnie kwestiami urzędowymi. Pojechaliśmy na wieś wraz z naszymi dziećmi, które przeżyły śmierć braciszka albo siostrzyczki na swój sposób. Mogliśmy zakończyć nasze sprawy, przeżyć naszą żałobę. Dziś mam nadzieję, że Pan Bóg lituje się nad dziećmi nienarodzonymi, które nie miały chrztu. Że nie karze dzieci za grzech pierworodny, na którego zaistnienie i trwanie w nich nie miały wpływu. I mam nadzieję, że wkrótce spotkamy się w niebie z naszym Maluszkiem. I wtedy poznamy jak naprawdę ma na imię.

Przy okazji pomyślałem sobie, że wszyscy w jakiś sposób możemy nazywać się dziećmi śmierci. Ja istnieję, bo ktoś przede mną umarł, torując tym samym drogę do mojego zaistnienia. Każdy z nas ma za sobą przynajmniej jedną taką śmierć, a prawdopodobnie znacznie więcej. Teraz czas nam myśleć o następnym dzieciaczku. I zdajemy sobie sprawę, że żadne z naszych kolejnych dzieci nie byłoby tym, kim będzie, gdyby jedno z ich rodzeństwa wcześniej nie umarło.

Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 8 Komentarzy

Intencja co dwa miesiące

Wspomniałem już w kilku notkach na temat nowenny pompejańskiej. Obiecałem też, że rozwinę jej temat i w sumie podejmując się odmawiania jej mam również za zadanie propagować ją dalej. Ponieważ nie wszyscy wiedzą, czym nowenna pompejańska w ogóle jest – ja też miałem o niej do niedawna liche pojęcie – postaram się Wam ją pokrótce wytłumaczyć.

Pewnego dnia nieuleczalnie chora dwudziestojednoletnia dziewczyna Fortunatyna Agrelli ujrzała w objawieniu Matkę Bożą. Maryja powiedziała jej, że otrzyma każdą łaskę, o którą będzie ją błagać, odmawiając trzy nowenny błagalne i trzy nowenny dziękczynne w danej intencji. Nowenna każdego dnia zaś miała składać się z całego różańca (na owe czasy były to trzy części: Tajemnice Radosne, Bolesne i Chwalebne). W efekcie, ponieważ jedna nowenna trwa 9 dni, należało odmawiać część błagalną przez 27 dni, a część dzięczynną przez kolejnych 27 dni. W sumie cała nowenna trwała 54 dni. Po odmówieniu jej w intencji wyzdrowienia Fortunatyna odzyskała zdrowie i był to początek ciągu wydarzeń związanych z nowenną pompejańską.

obraz_pompDziś, za przykładem pierwszej uzdrowionej Fortunatyny wiele osób decyduje się na podjęcie trudu modlenia się za pomocą nowenny pompejańskiej, którą nazywa się też „nowenną nie do odparcia”. Prawdopodobnie chodzi o to, że nie sposób spełnienia prośby osoby, która przez 54 dni z rzędu nieustannie błaga, odrzucić. Mówi się też, że jest „nie do odparcia”, ponieważ sam diabeł nie ma mocy by przebić się przez tak potężny mur modlitewny. Tak czy inaczej wiele osób codziennie przez niemal dwa miesiące odmawia nie jedną dziesiątkę (z czym mają kłopoty osoby, które podjęły się duchowej adopcji dziecka poczętego), nie jeden różaniec, lecz trzy różańce. I może wydawać się to jeszcze trudniejsze, gdy przypomnimy sobie, że często odmawiając różaniec do każdej dziesiątki dołączamy jakąś intencję, lub szereg intencji. A w tym przypadku każdy z trzech różańców, każdego z 54 dni, opatrzony jest jedną, konkretną, niezmienną intencją.

Różaniec można dzielić oczywiście na „kawałki”, odmawiając osobno poszczególne jego części, albo nawet poszczególne tajemnice. Trochę rano, trochę popołudniu, trochę wieczorem… Ja osobiście odmawiam go podczas podróży do pracy i z pracy. Wygodnie mi jest rano odmówić tajemnice radosne, a w drodze powrotnej tajemnice bolesne i chwalebne. Zauważam jednak, że mam duży problem ze znalezieniem czasu w te dni, w które do pracy czy na uczelnię nie idę. Wczoraj na przykład, a była to pierwsza od dawna wolna niedziela, w czasie której mogłem spędzić czas z rodziną, przypomniałem sobie o nowennie usypiając wieczorem Córkę. Nie pozostało mi zatem nic innego jak wykorzystać ten moment na odmówienie trzech różańców – na raz. Rozumiem zatem, że dla osób pracujących w domu nowenna pompejańska byłaby dużą trudnością. Mimo tego polecam.

różaniecJakie efekty przynosi odmawianie codziennie trzech różańców? Nawet jeśli w pewnym momencie wejdzie się w rutynę, nadal wykorzystuje się na modlitwę czas, który można było wykorzystać inaczej, gorzej. Nowenna pompejańska uczy pokory, dobrego gospodarowania czasem (jakoś tę godzinę-półtorej trzeba wydzielić z dnia), uspokaja i rozwija duchowo. Mogę to powiedzieć po sobie, gdyż dzięki tej nowennie stałem się spokojniejszy, lepiej patrzę na ludzi i czuję się bliżej Boga. Co zaś z główną intencją? Moja pierwsza intencja była bardzo trudna. Oczywiście nie ma rzeczy trudnych dla Boga, jednak nie wiem – i pewnie nigdy się do końca nie dowiem – jaka jest Jego wola w tym temacie. Ale dla mnie akurat, o ile na początku ta intencja była najważniejsza, głównym celem nowenny pompejańskiej stała się zmiana punktu widzenia priorytetów. Dziś już wiem, że nawet jeśli nie jest wolą Bożą spełnienie mojej prośby, to codzienne odmawianie nowenny przynosi wiele innych, z pozoru mniejszych, ale często ważniejszych skutków.

Kiedy skończyłem pierwszą nowennę chciałem zrobić sobie przerwę, tak żeby zacząć kolejną równo pierwszego grudnia. Pomyślałem jednak, że prawdopodobnie wytrącę się z rytmu i postanowiłem natychmiast następnego dnia przejść do nowego dzieła. Intencję już miałem zaplanowaną – postanowiłem pomodlić się w intencji papieża Franciszka, by kierował Kościołem w zgodzie z natchnieniem Ducha Świętego. Oczywiście nie oznacza to, że spełnienie prośby będzie równoważne z moją wolą (a więc z tym jak ja wyobrażam sobie natchnienie Ducha Świętego), lecz z wolą Boga. Co więcej – jest to też modlitwa we własnej intencji – bym potrafił otworzyć się na działanie Prawdy w Kościele i zaufać obecnej głowie Kościoła. Modlę się zatem i chyba tak już pozostanie. Co dwa miesiące nowa intencja – ile dobrych rzeczy można w ten sposób wymodlić!

W celu bliższego zapoznania się z zasadami, sposobem odmawiania i pozystywnymi skutkami nowenny pompejańskiej zapraszam na stronę źródłową: http://pompejanska.rosemaria.pl/.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 3 Komentarze