Stan umysłu

Za kilka dni wybory do Europarlamentu. Będziemy decydować o tym, jaką reprezentację będziemy mieć w miejscu, które kontroluje, lub stara się przynajmniej kontrolować politykę, gospodarkę i życie społeczne w większości krajów kontynentu Europejskiego. Prognozuje się, że mogą to być pierwsze od dawna wybory wygrane przez Prawo i Sprawiedliwość (jedną z głównych porażek PiS miałoby być to, że przegrało 6 wyborów z rzędu – a przecież nie przegrało, tylko zajęło drugie miejsce, a pierwsze od lat zajmuje jej największy konkurent, nie wchodźmy w to czy prowadzący politykę w sposób uczciwy; tak czy inaczej – nie ma o co kopii kruszyć), pierwsza od dawna porażka Platformy Obywatelskiej.

A jednak, dość niespodziewanie, pierwsze miejsce w debacie medialnej – dziś już nie tylko tej internetowej – zajmuje kto inny, niż wreszcie dążący do triumfu Jarosław Kaczyński. Wiadomości o Kaczyńskim giną pod naporem tych dotyczących Janusza Korwina-Mikke (proszę zwolenników poprawności deklinacyjnej o wyrozumiałość, sprawdzałem w internetach i dozwolono używanie różnych form, a mnie ta najbardziej pasuje), szefa Nowej Prawicy. Jest to spowodowane nagłym wzrostem poparcia dla partii Janusza Korwina-Mikke, która w sondażach po raz pierwszy przekracza próg wyborczy, osiągając nawet 7% poparcia. Wszystkie media – od lewicy po prawicę – zastanawiają się, skąd nagły fenomen Korwina-Mikke, który przecież w polityce jest od dawna i właściwie swoich poglądów dotyczących różnych spraw nie zmienia. Pojawia się na ten temat kilka odpowiedzi, w każdej jest cząstka prawdy, może poza twierdzeniami samych zwolenników Korwina, którzy twierdzą, jakoby Nowa Prawica miała być jedyną szansą dla Polski. I tak Tomasz Lis w Newsweeku pisze, że Korwin-Mikke jest w tych wyborach przedstawicielem elektoratu buntu, który pojawia się za każdym razem, bo część ludzi zawsze ma dość aktualnego stanu polityki i pragnie zmian. W poprzednich wyborach takim objawem buntu było poparcie dla Ruchu Palikota. Z kolei we „wSieci” Łukasz Warzecha zaznacza, że partia Janusza Korwina-Mikke działa jak sekta, przyciągając najróżniejszych zwolenników, zwłaszcza żądnych zmian młodych, mamiąc ich nierealnymi, abstrakcyjnymi obietnicami. I w obu tych teoriach jest prawda.

Wizja polityczna Korwina-Mikke

Nie chcę tutaj się dziś zagłębiać w programy jakiejkolwiek partii. Chcę raczej zilustrować jak wygląda podejście pana Janusza Korwina-Mikke do polityki. Otóż pierwszym podstawowym założeniem, którym zachwyca swoich wyborców, jest u Korwina to, że obecny porządek rzeczy jest zły. Zła jest demokracja, złe są starcia polityczne na szczycie, zła jest konkurencja PO-PiS i zła jest Unia Europejska. Znaleźliśmy się, zdaniem Korwina-Mikke, w matni, z której pozornie nie ma wyjścia. Oczywiście tego typu stwierdzenia działają na wielu ludzi, którzy czują się niepewnie w istniejącym systemie rzeczy i pragną odmiany, pragną czegoś nowego. A skoro już wzbudzono zainteresowanie części elektoratu poszukującej całkowitej przemiany tego, co istnieje, należy jeszcze tylko wskazać rozwiązanie. To rozwiązanie jest jedno: Janusz Korwin-Mikke. Jeśli PiS dojdzie do władzy, nic się nie zmieni. Jeśli wybory do Unii wygrają reformatorzy pragnący naprawiać to, co istnieje, nic się nie zmieni. Zmieni się wszystko tylko wtedy, kiedy do władzy dojdzie Janusz Korwin-Mikke i zrobi rewolucję. Zatem nie ma możliwości zmiany na lepsze, jeśli wszystkiego nie rozjedzie się buldożerem i nie zbuduje od początku. To są hasła, które – rzecz jasna – przyciągną zawsze jakąś część elektoratu. Dotychczas ta część, wierząca w podobne ciekawostki, była zbyt mała, by wygrać jakiekolwiek wybory, ale teraz to się zmieniło. Grupa buntu chcąca budować porządek od nowa, na nowych fundamentach, wzrosła.

Zatem zadaniem Korwina, jego partii i wyborców jest zlikwidować demokrację (którą z jakichś powodów się wygwiazdkowuje). Na miejsce demokracji należy wprowadzić monarchię i, być może, rządy mniejszości (przykładowo: najinteligentniejszych). Należy odebrać prawo głosu wszystkim, którzy nie znają się na polityce, którzy posiadają zbyt mały iloraz inteligencji itp. Przy okazji wychodzimy z założenia, że kobiety mają z natury mniejszy iloraz inteligencji niż mężczyźni, więc należy wrócić do czasów, kiedy one nie mogły wybierać władzy. W ogóle wypadałoby wrócić do czasów, kiedy rządził król, ludzie mu podlegali, niektórzy co mądrzejsi doradzali, a kobiety zajmowały się domem nie mając zbyt wiele do powiedzenia. Przy tym wszystkim wypowiedzi Janusza Korwina-Mikke są tak logicznie skonstruowane, że ciężko z nimi de facto polemizować. Tak się przynajmniej wydaje na początku, ale wbrew pozorom nie jest tak źle. Otóż, jak słusznie zauważył Warzecha, logika Korwina wygląda nieco jak reguły gry w szachy lub w brydża. Sam Korwin jest zapalonym brydżystą i okazuje się być takim również w życiu politycznym. Otóż według niego nawet jeśli do wygrania danej partii prowadzi więcej niż jedna droga, to tak czy inaczej cel jest jeden i jeden zwycięzca. Na szachownicy są białe i czarne, w rzeczywistym świecie również. I tak oto jeśli, przykładowo, stwierdzi się, że kobiety szukają sobie mężczyzn bardziej inteligentnych od siebie, to jedynym kontrargumentem może być – śmieszne przecież – twierdzenie, że kobiety wolą jednak mniej inteligentnych mężczyzn. W żadnym wypadku nie przyjdzie p. Korwinowi do głowy, że być może partnerzy/współmałżonkowie starają się dogadywać ze sobą na tej samej płaszczyźnie, że szukają sobie kogoś, kto będzie im dorównywał w inteligencji, żeby mieć z kim pogadać. To rozwiązanie wydaje się być najbardziej naturalne, zwłaszcza w czasach gdy sami dobieramy sobie współmałżonków, a nie robią tego za nas rodzice czy swaci.

Rozwiązanie problemów politycznych Polski jest zdaniem Janusza Korwina-Mikke tylko jedno: całkowite zwycięstwo jego partii w wyborach. Nie może to być przekroczenie progu wyborczego, nie może to być piętnaście procent. Inne ugrupowania potrafią działać wygrywając wybory i szukając sobie partnerów do koalicji, żeby wprowadzać forsowane przez nie przepisy. Ideał taki, jaki osiągnięto na Węgrzech, gdzie Orban działa właściwie samodzielnie, jest bardzo mało prawdopodobny. Jednak Janusz Korwin-Mikke ma świadomość, że nic się nie zmieni, dopóki nie osiągnie w sejmie większości głosów tak, by mógł rządzić samodzielnie. Wtedy i tylko wtedy mógłby zlikwidować „koryta”, obalić parlament i ogłosić królestwo – a jak jest potrzeba, zawsze się znajdzie ktoś odpowiedni na króla. Zatem wybory trzeba wygrać większością. Jednym ze sposobów forsowanych przez jego zwolenników jest namówienie 50% społeczeństwa, które nie chodzi na wybory, aby poszło na wybory i zagłosowało na Korwina. Są zapewne też inne sposoby, a dopóki to się nie uda, Korwin zamierza wchodzić do parlamentu (czy to europejskiego, czy krajowego), by niszczyć wszystko od środka. Już ma w krajowym parlamencie swojego człowieka (Przemysław Wipler), który na przykład jako jedyny zagłosował przeciw podwyższeniu stawki zapomogi dla rodziców opiekujących się niepełnosprawnymi dziećmi. Zadaniem zatem ugrupowania pana Janusza nie jest wchodzenie w koalicje i dogadywanie się z ludźmi, lecz albo przejęcie władzy, albo podminowanie wszystkiego i zniszczenie fundamentów.

Oderwanie od rzeczywistości

MikkeNiestety problemem w tym wszystkim jest to, że choćby było to najbardziej logiczne na świecie, to jest kompletnie nierealne. Myślenie Janusza Korwina-Mikke nie ma zupełnie nic wspólnego z rzeczywistością. Po pierwsze szanse na jednowładztwo w naszym kraju ma może PiS, może PO, bo to są ugrupowania, które w tej chwili się na scenie politycznej liczą. Pozostałe to blotki, pionki i Janusz Korwin-Mikke nie jest tu wyjątkiem. Tak, jak trudno jest wygrać partię szachową mając tylko jeden pion, tak i ciężko jest zdobyć w wyborach większość głosów mając poglądy kompletnie oderwane od realności aktualnej polityki krajowej czy światowej. Mówi się, że na szczycie polityki jest beton, że ciągła walka Platformy z PiSem, i że tylko Kongres Nowej Prawicy może cokolwiek zmienić, że tylko on jest alternatywą. Z tym, że to wcale nie jest żaden beton, tam na górze. To są realia współczesnej polityki. Jedna licząca się partia centrolewicowa, druga centroprawicowa, mające nieco inne podejście, ale odnajdujące się w zastanym systemie, budowanym w całym współczesnym świecie od kilkudziesięciu lat. Żadna z tych partii nie twierdzi, że będzie mogła rządzić skutecznie pod warunkiem, że zniszczy obecny system rzeczy i postawi w jego miejsce coś nowego/coś starego. Nie mówi tak również lewicowe SLD, chłopskie PSL czy inne, mniej liczące się partie. Jedynie Janusz Korwin-Mikke twierdzi, że tę partię da się wygrać, jeśli pozdejmuje się figury z planszy i ustawi się je na nowo. To oczywiście przyciąga, to oczywiście działa. I działa na ludzi rzeczywiście jak sekta. Bo to właśnie sekty działają, promując jakąś oderwaną od świata nowość, jakieś oczyszczenie, całkowite wyzwolenie i mamią swoich wiernych tymi nowościami. Większość sekt nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Mormoni wymyślają, że Jezus był w Ameryce, Świadkowie Jehowy dopisują do Biblii swojego Jehowę tam, gdzie go nie ma. Janusz Korwin-Mikke opowiada o królestwie i o zabieraniu pieniędzy ubogim, o rozwalaniu Unii od środka itp. To wszystko bardzo fajne, tylko nadal nie mające nic wspólnego z zastaną rzeczywistością. Co ciekawe – w podobny sposób opowiadali Izraelici przed nadejściem Chrystusa. Oczekiwali oni na Mesjasza, który zbije Rzymian, odbije Jerozolimę i zasiądzie na tronie Dawida. Nic takiego nie nastąpiło, bo nie miało szansy nastąpić. Tego rodzaju marzenia były niezgodne z zastaną rzeczywistością. Prawdziwy Mesjasz też mówił o królestwie – ale Jego królestwo nie było z tego świata. Powielanie błędnego myślenia starożytnych jest, być może, ciekawostką przyrodniczą, ale nikogo nigdzie nie zaprowadzi.

Janusz Korwin-Mikke patrzy na politykę jak na mecz szachowy i wydaje mu się, że jeśli nie wygra, to przegra. Prawdopodobieństwo zatem, że osiągnie politycznie jakikolwiek potencjał który sprawi, że będzie się liczył jako figura, nie jako pionek, jest znikome. Być może to dlatego, że jest zbyt inteligentny, by większość pospołu mogła go zrozumieć?

Myślenie jednobiegunowe

Bardzo ważną rolę w myśleniu Janusza Korwina-Mikke stanowi statystyka. Liczy się ona między innymi wtedy, gdy chodzi o kobiety. Bywa on ogłaszany szowinistą roku, ale jego zwolennicy twierdzą, że jest wręcz przeciwnie – że właśnie bardzo szanuje on kobiety, uważa że ich praca jest lepsza od pracy mężczyzn, trudniejsza itp. Pytanie: dlaczego w takim razie jest ogłaszany szowinistą? Odpowiedź na to jest prosta. Ponieważ jego szacunek do kobiet kompletnie odbiega od tego, co współcześnie definiuje się jako szacunek do kobiet. To tak, jakby ktoś mówił jedno, a robił drugie. Janusz Korwin-Mikke nie mówi jednego i nie robi czegoś przeciwnego, on zwyczajnie nie rozumie co to znaczy „szacunek do kobiet”. I nie mówię tu o tym, że pozwala kobietom uczestniczyć w polityce, że pozwala im pracować „nawet i na pięciu etatach”. Mówię o tym, że stara się je zmieścić w sztywnych ramach, jakby one nie odpowiadały za swoje życie, za swoje decyzje. Jakby rzeczywiście szukały sobie inteligentniejszych mężczyzn, jakby rzeczywiście były wystarczająco mało inteligentne, by siedzieć ponad godzinę z dzieckiem (podobno inteligentny mężczyzna by tego nie wytrzymał, ale widocznie ja jestem nieinteligentnym mężczyzną). Oczywiście przy tym wszystkim podkreśla się, że „nieinteligentne” nie znaczy „głupie”. To tak, jakbym powiedział, że „diament” to nie znaczy „węgiel”. Można sobie mówić, a oczywistym jest, że jeśli powie się komuś, że jest nieinteligentny, to odczyta to jako „głupi”, chyba, że jest skażony korwinowskim myśleniem.

FrederickTymczasem, jak już wspomniałem, statystyka nie ma wiele wspólnego z tym, co dzieje się naprawdę. Mnóstwo kobiet (nie wiem czy statystycznie większość) wcale nie szuka sobie inteligentniejszego męża, lecz takiego, który byłby na podobnym poziomie intelektualnym. Takiego, z którym dałoby się porozmawiać, z którym można twórczo działać i interesować się tymi samymi rzeczami. Nie jest tak jednobiegunowo, że kobiety są mniej inteligentne. Tak samo jak nie jest tak, że – co wynikło w ostatniej debacie Janusza Korwina-Mikke z Pawłem Kowalem – „zawsze się troszeczkę gwałci”, bo „kobiety zawsze udają, że pewien opór stawiają”. Takie myślenie nie jest szowinistyczne? Można powiedzieć oczywiście, że to jest prawda. Ale to nie jest prawda. Współżycie, zwłaszcza w dobranym, mądrym i Bożym małżeństwie, następuje za obopólną decyzją i zgodą małżonków. Mądry mężczyzna nie dąży do stosunku, gdy kobieta stawia opór. Czy to jest statystyka? Nie wiem. Wiem, że gwałt to przemoc, a miłość małżeńska zakłada wzajemną zgodę na akt małżeński. Gwałcenie jest złe, nawet jeśli nie następuje zawsze, tylko czasami.

Jeszcze jedna ważna sprawa warta zauważenia, czyli kwestia poglądów kobiety, która nawet jeśli mało inteligentna, jest bardzo szanowana przez Janusza Korwina-Mikke. Cytat: „Kobieta przesiąka poglądami człowieka, z którym sypia. Ostatecznie (Natura czy Bóg – nie będziemy się spierać) nie po to tak skonstruował mężczyzn, by setki tysięcy plemników się marnowały; wnikają one w ciało kobiety i przerabiają ją na obraz i podobieństwo mężczyzny, do którego ona należy”. Skąd wzięła się teoria, że w męskich plemnikach zawarty jest materiał światopoglądowy, tego ja nie wiem. Załóżmy, że to przenośnia, że chodzi raczej o mentalną manipulację. Jest to jednak tylko i wyłącznie manipulacja wyssanymi z palca teoriami Korwina. Być może element projekcji, przekazania tego, jak wyglądają kwestie poglądów w jego rodzinie? Ja związałem się z moją Żoną, bo miała takie jak ja poglądy, zarówno na wiarę i Boga, jak i na politykę. Teraz wzajemnie się uzupełniamy, czytamy tę samą prasę, podsyłamy sobie wzajemnie artykuły i czasem się sprzeczamy, a częściej się zgadzamy. Kiedy polemizuję z kimś np. w intenecie i piszę jakąś myśl, a potem mówię Żonie, co mi napisano, Ona komentuje to tymi samymi słowami, których ja użyłem. Nie jest tak, że ja mojej Żonie wkładam poglądy do głowy (lub w inne części ciała). Zwyczajnie zgadzamy się ze sobą – i dlatego jesteśmy razem szczęśliwi.

Co jednak, jeśli szczęśliwe małżeństwo nie zgadza się ze sobą w kwestiach politycznych? Znam jednego człowieka, który jest całym sobą w Gazecie Wyborczej. Jego żona zaś dała się wciągnąć w Łysiaka i często się ze sobą kłócą. Idąc do wyborów wrzucają głos na kogo innego. Czyżby ona była niesubordynowana? Powinna podporządkować się mężowi? To jest szacunek do kobiety? Nie, każdy człowiek bowiem może mieć własne poglądy. I mogą one być nawet sprzeczne z poglądami współmałżonka. Bez względu na to, czy jest się mężczyzną, czy kobietą. Ale jednobiegunowe myślenie Janusza Korwina-Mikke nie dopuszcza takiej możliwości. Żona ma być podporządkowana mężowi, a na dobrą sprawę – jeśli tak – to on mógłby mieć jej głos i wrzucać dwa. Oczywiście na Korwina.

Słowo na wybory

To koniec wpisu, choć niemożliwym jest, bym wszystkie myśli przekazał. Zawarłem własne przemyślenia skrótowo i oczekuję krytyki. Na koniec namawiam do głosowania w niedzielę (i w całym życiu) zgodnie z własnym sumieniem i własnymi poglądami – niekoniecznie w zgodzie z poglądami męża. Zachęcam do oddawania głosu na tego, kogo uważacie za najlepszą alternatywę. Czy to będzie Korwin? To już jest Wasz wybór. Czy ma on realne szanse na wprowadzenie realnych zmian w realnej polityce? Mam nadzieję, że nie ma.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Janusz Korwin-Mikke, pobrane ze strony http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,12451909,Korwin_Mikke_pozywa_za_rysunek_z_niepelnosprawnym.html
2. The Long Journey – Frederick Cayley Robinson, z dodanym komentarzem, za https://www.facebook.com/RozgadaneObrazy/photos/a.123193057844570.27132.123137091183500/302959083201299/?type=1&theater

Categories: Świat i Kościół | Tags: , , , , | 5 komentarzy

Zobacz wpisy

5 thoughts on “Stan umysłu

  1. Maurycy, nie warto się przejmować najbliższymi wyborami, które tak naprawdę są realnym sondażem przed tym najważniejszymi w przyszłym roku. A Korwin? Cóż sympatyczny pan, z którym miałem okazję w 1988 roku wypić butelkę dobrego czerwonego wina. Z nim w parlamencie będzie przynajmniej weselej, bo dobrze w Polsce, to już było:-)

  2. Meg B.

    Wydaje mi się, że JKM używa słowa „dupokracja”, dlatego wykropkowuje. Ale mogę się mylić.

  3. Michał

    Witaj Mateo, mam kolegę, absolwenta medycyny, obecnie lekarza, który jest zafascynowany Korwinem. Sam nie rozumiem tej jego fascynacji. Słuchałem wypowiedzi JKM w tv w rożnych debatach, nie raz jego wypowiedzi wprawiały mnie w osłupienie, gdy w pewnym momencie debaty/rozmowy zaczynał wygłaszać swe dziwne „monarchistyczne” albo oderwane od rzeczywistości poglądy, takie jak chociażby np. likwidacja NFZ i wprowadzenie jedynie prywatnej służby zdrowia, albo odpowiedź na pytanie redaktora, co miałby zrobić osoby np. chore na serce, których nie stać na kosztowna operacja rzędu dziesiątek tysięcy złotych, Korwin powołał się na statystykę ż takich osób jest statystycznie mało (w domyśle, jest mało to niech umierają, prawo silniejszego = dobór naturalny = nawet bym rzekł faszystowskie podejście). Możliwe że i rozumiem częściowo sposób jego myślenia. Chce on bowiem dokonywać zmian, tak aby nikt mu nie przeszkadzał, gdzie nikt = całe społeczeństwo. Jeśli te zmiany miały by iść na lepsze, to owszem czemu nie, ale kto mi da taką gwarancje?
    To już zakrawa na namiastkę NWO tylko w lokalnym krajowym wydaniu. Globaliści maja podobne argumenty, chcąc forsować swoje pomysły globalnego rządu, plastikowego pieniądza, czy niedługo już chipowania ludzi.
    Według mnie powinno funkcjonować w polityce coś takiego jak główne i realne postulaty wyborcze do spełnienia przed wyborami, z których po wygranych wyborach dana partia na koniec kadencji byłaby rozliczana. Jeśli wywiązała by się z nich, to ok niech dalej startuje w wyborach, w przeciwnym razie, miałaby zakaz startowania w wyborach. Proste, przejrzyste, ale żadna partia się na to nie zgodzi, bo wolą mydlić ludziom oczy, niż dawać realne postulaty, które są w stanie zrealizować. Dopóki w polityce królować będzie OBŁUDA, a nie PRAWDA, dopóty nic się w polityce realnie na lepsze nie zmieni i nie dokona tego żadna partia.

  4. Olga

    Chcę podzielić się z Wami filmem, który jest rzekomo przesłaniem od pozaziemskiej cywilizacji na temat tego, czy chcemy żeby się ujawnili:

    Życzę Wam wszystkim otwartych umysłów! :D

  5. Ala

    Nie lubię polityki- brrr. Ale Pana Janusza znam osobiście i nigdy bym nie powiedziała, że jest szowinistą. Tylko nie słucham tego co wycinają w mediach, ale patrzę na Jego Żonę i całą rodzinę. I muszę przyznać kawał dobrej roboty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s