Dzień, w którym odpoczywał

Czasem blog żyje jakby życiem naturalnym, tętni krew w jego słownych żyłach, bije jego treściowe serce. A czasami spoczywa sobie, czekając na lepsze czasy, zapadając w sen zimowy. Jest tyle do napisania, tyle deklaracji, tak ważnych tematów, obiecanych sobie i innym. Jak choćby ten nieszczęsny synod. Ale nie ma czasu i natchnienia, żeby wskrzeszać blog. Notkę o synodzie obiecałem i obietnicy dotrzymam. Ale jeszcze nie dzisiaj. Dziś pobudzę blog do życia „gotowcem”, czymś, co już napisałem dawno temu. Swoistą autopromocją.

2Jestem teologiem. Jestem też fanem fantasy. I, łącząc ze sobą te dwa fakty, wyznaję teorię o której wspomniałem już w poprzednim wpisie: Każdy świat który istnieje lub mógłby potencjalnie istnieć, choćby tylko w ludzkiej wyobraźni, został stworzony przez tego samego Boga. Zatem: nie może istnieć świat, w którym realnie nie istnieje Bóg – Ten Bóg. Rozumowanie jest może pokrętne, ale wydaje mi się logiczne. Oto bowiem Bóg jest. Może nie być niczego, żadnego świata, ale jest Bóg – zawsze. Jeśli zatem powstaje jakiś świat, nie może on powstać bez Boga, albo mimo Boga. Dlatego Tolkien nie mógł stworzyć Śródziemia bez Iluvatara. Dlatego Lewis nie mógł dać nam Narnii bez Aslana. A tych dwóch panów uważa się za klasyków fantasy, którzy popchnęli ten wózek niedający się zatrzymać. I dlatego też ja, tworząc swój świat Jasmine, nie potrafię wyobrazić sobie odrzucenia Boga w tym świecie.

Jasmine – Niekończąca się Historia Fantasy to projekt, który polega na współtworzeniu jednej historii przez pomysłodawcę (to ja) i czytelników historii. W efekcie z pierwszego krótkiego opowiadania rozwija się bogaty, niezależny świat, który ma początek, ale nie będzie mieć końca. Odcinki czy niezależne opowiadania powstają w ramach zabawy połączonej często z konkursami, w których można wygrać atrakcyjne nagrody. I dziś właśnie jeden z takich konkursów trwa, a ja – publikując na blogu odcinek przedstawiający głównych bohaterów i ich stosunek do Jedynego – pragnę namówić Was do przyłączenia się do tego konkursu. Zapraszam do napisania opowiadań konkursowych i do dzielenia się tym pomysłem z innymi swoimi znajomymi! Teraz już zapraszam do lektury.

Jasmine
Odcinek szesnasty
Dzień, w którym odpoczywał

lobifinalcolorWprawdzie od Polany dzieliło ich najwyżej pół dnia marszu, Jasmine szła jednak w zaparte i twierdziła, że dziś się nie ruszy. Odkąd Levis po wypadkach poprzedniego dnia odebrał jej medalion Feil, wróciła jej zupełnie przytomność umysłu, ale przez to pies musiał znów używać Gavsona jako komunikatora.
– Powiedz jej, do diaska, że straciliśmy już masę cennego czasu i jak dojdziemy na Polanę to sobie znajdzie jakąś świątynię.
– Levis twierdzi… – Gavson rozpoczął przekazywanie psich myśli, ale Jasmine nie pozwoliła mu dokończyć.
– Wiem co twierdzi Levis, choć go nie słyszę. Możesz mu powiedzieć… Właściwie sama mogę mu powiedzieć, że dziś jest dziewiąty dzień tygodnia, a ponieważ nasza – na „nasza” położyła mocny akcent, spoglądając na Gavsona – religia nakazuje by dziewiątego dnia odprawić kult, musimy odprawić kult. Prawda Gavson?
– W sumie to tak… To znaczy – tak, oczywiście, Gwiazdo Poranka!
Levis nie do końca wiedział czemu chłopak przytaknął koleżance. Czy rzeczywiście był takim samym ortodoksem jak i ona, czy przestraszył się gromów rażących w niego z jej strony, czy może po prostu jego zbolałe stopy jęczały o wytchnienie. Tak czy inaczej przytaknął, a i Stuknięty wykazywał żywe zainteresowanie wydarzeniem, którego miał zostać świadkiem, więc Levis musiał ulec. Zdenerwowany wskoczył do rzeki, by pływając trochę ochłonąć.
Tymczasem Jasmine i Gavson usypali z ziemi niewielki, spłaszczony u góry kopiec i z pomocą dzięcioloida zaczęli kłaść na nim suche drewno. Levis wypłynął na drugi brzeg i z odległości przyglądał się całemu przedstawieniu.
Choć trudne, pełne niebezpieczeństw i bogate w doświadczenia życie nie sprawiło, że przestał wierzyć w Początek, zdążył nabrać dużego sceptycyzmu w stosunku do wszelkich przejawów kultu. A jednak kilka lat wcześniej zatrzymał się w Herbertown, oazie spokoju, ponieważ panowała tam czysta, niezmącona niczym wiara w Jedynego. Na całym świecie nie istniało drugie takie miejsce. Levis nie musiał wierzyć w bogów. Wiedział, że istnieją. Wielu z nich spotkał osobiście, kilku traktował prawie jak przyjaciół. No, co najmniej jak dobrych znajomych. To byli nie tylko ludzcy bogowie. Spotykał i bogów krasnoludzkich, i gnomich, a nawet kenderską Wielką Złodziejkę czy elfickiego transwestytę.
– Hmhhh… – Zamknął oczy i roześmiał się pod nosem, przypominając sobie to spotkanie. Tak, bogowie istnieli naprawdę. Mieli wielkie moce i całkowitą nieśmiertelność. Istnieli w niebiańskim wymiarze i tylko czasami schodzili na ziemię by siać postrach lub rozdawać dobro. Levis oglądał na własne oczy jak palili miasta, wskrzeszali rzesze nieumarłych bądź uwodzili piękne ziemskie dziewczęta. Raz nawet widział jak pewien młody (to jest taki, który posiada młodo-wyglądającą postać) bóg tworzy nową rasę. Zinnowie, nazwani od jego imienia – Zinnus, byli smukli, weseli, niscy i posiadali motyle skrzydła. I, oczywiście, Zinnus stał się głównym bogiem ich panteonu.
Levis znał bogów osobiście, a to sprawiało, że przejawy kultu bardzo go bawiły. Jak można czcić kogoś takiego – i tu padały tysiące epitetów dotyczących jego znajomków, jak choćby alkoholizm, nieopanowany pociąg do kobiet czy skłonność do bójek. Wielu bogów korzystało sobie na tym kulcie. Pożerali tony ofiar mięsnych czy płynnych lub zaspokajali swe chuci płodząc dziesiątki ziemskich bękartów – półbogów. A ludzie, elfy, krasnoludy i inne stworzenia stojące od nich niżej w procesie ewolucji jeszcze się z tego cieszyły.
Był też inny powód dla którego Levis śmiał się z kultu bogów. Wyniknął z bezpośrednich z nimi rozmów. To, skąd się wzięli. Jednych powoływali poprzedni bogowie. Dawali im testy, które musieli zdać by wejść do panteonu. Inni po prostu rodzili się z bosko-boskich lub bosko-nieboskich związków. Kolejnych bogowie tworzyli osobiście. A pierwszy z nich? Levis słyszał różne odpowiedzi, ale wszystkie sprowadzały się do jednego – również został stworzony. Może przybył z innej planety? Albo wywołała go jeszcze potężniejsza siła? Istniały legendy o starożytnych rasach z innych wymiarów. Tak czy inaczej nie trwał od zawsze. Kiedyś się pojawił. Skąd? Nie było jasnej odpowiedzi. Ale nawet jeśli to było coś jeszcze bardziej inteligentnego, też prawdopodobnie skądś się wzięło. Levis nie wierzył w nieskończone następstwo przyczyn i skutków. Tymczasem gdy coś znał, znajdywał również tego przyczynę. Gdy próbował dojrzeć skąd wzięło się wszystko, ale wszystko zupełnie, trafiał na blokadę. Tak, wiedział, że wszystko nie mogło DZIAĆ SIĘ od zawsze. Coś musiało BYĆ na początku. Nazwał to Początkiem. Jego życie nie polegało bynajmniej na próbie odnalezienia owego Początku. Czasem tylko myślał nad tym problemem. Nie czcił go jak inni czczą bogów, ale czuł się komfortowo w towarzystwie osób, które, tak jak on, w Początek wierzyły, nazywając go Jedynym. Stąd wziął się pomysł by osiąść i odpocząć w Herbertown. Przynajmniej na chwilę.
Skąd wziął się kult Jedynego, tego Levis nie wiedział. Zdarzało mu się rozmawiać z osobami, które go wyznają, ale nie otrzymał żadnej konkretnej odpowiedzi. Istniała legenda, że gdzieś na wyspie otoczonej kipiącą rzeką i ścianą wiatru mieszka rasa zwana giurami, która została obdarzona objawieniem i osobiście zna sługów Jedynego, zwanych aniołami. Levis był kiedyś w tamtym miejscu, nie wierzył jednak, że za rzeczywiście znajdującą się tam nieprzebytą kipielą może być jakiś ląd. Podobno legendę przekazał jako pierwszy Mubur – jeden z trzynastu bogów, którzy jako jedyni przeprawiali się na drugą stronę (lub raczej do wnętrza) Nieprzebytej Kipieli. Levis nigdy jednak nie spotkał akurat tego boga.
A jednak i na stałym lądzie żyły istoty wierzące w Jedynego. Najbardziej znaną osobą trwającą w tym kulcie był Artdico Gnorofex – bliski znajomy Levisa. To właśnie on wskazał psu Herbertown jako oazę spokoju i wyjątkowe, jeśli chodzi o kult, miejsce. Czy wiedział o przepowiedni wiszącej nad Jasmine, Garvsonem i nad nim jako telepatą? To możliwe – zważywszy, że to właśnie na spotkanie z Artdico wyruszył w podróż do Dervergu. Ten sam cel przyświecał Stukniętemu. Levis wolał się nad tym nie zastanawiać.
Zerknął na drugi brzeg. Dzieci podskakiwały i dawały mu znaki rękami. Stos z gałązek był już ułożony, a na nim spoczywały cztery dorodne rybki ułowione przez Stukniętego. Levis westchnął. Kult Jedynego nakazywał by dziewiątego dnia tygodnia nie pracować, nie podróżować, nie uczyć się, a jedynie odpoczywać i składać Bogu ofiary. Tego bowiem dnia, mówią stare pisma, Jedyny miał odpocząć po ciężkiej pracy tworzenia świata, gwiazd, bogów i innych istot. To śmieszne – myślał Levis – przecież Początek był Początkiem. Wszystko zrodziło się z niego, więc raczej się nie męczył. A już z pewnością nie po ośmiu dniach roboty. Ale przymknął na to oko. Artdico zaczeka na nich jeszcze dzień dłużej. Musiał to zresztą przewidzieć.
Levis zerknął na stos drewna, a ten zapłonął żywym ogniem. Dzieci pomachały rękami, a potem uklękły przed smażącą się ofiarą. Obok nich, co wyglądało komicznie, uczynił to samo Stuknięty. Levis wskoczył do wody. Jedyny był dobry i kochał żywe stworzenia ponad miarę. Dzielił się więc ofiarami ze swymi dziećmi. A to oznaczało, że za chwilę zacznie się wyżerka. Ten element kultu bardzo się Levisowi podobał.

***

Beloc chodził po swoim pokoiku w kółko, cicho klnąc pod nosem. Już ją miał! Leżała w tym dole, czekała na niego. Dwie minuty! Dwie minuty dłużej i porwałby ją na zawsze. To mogłoby uratować wszystko. Naprawić całą sytuację! Medalion musiał ich połączyć. Takie jego przeznaczenie – łączy kontrolowanego i kontrolującego nierozerwalnym węzłem. Małżeństwo? Coś więcej niż to. O tym naiwniaczka Feil nie powiedziała Jasmine. Może miała nadzieję, że Beloc będzie na wszystko spokojnie patrzył i nie upomni się o swoje? Albo wierzyła, że Jasmine nie zechce zapanować nad mocą medalionu? Hmmm… A może malutka działa po jego stronie? Jednak teraz ten parszywy telepata wszystko zepsuł! Zabrał dziewczynie medalion. Ma go ten młodziak. W kieszeni. Ale Beloc stracił kontrolę nad właścicielką. Miał prawo w tej sytuacji omówić sprawę medalionu ze swoim duszkiem. Dając moc medalionowi Feil włożył w to trochę z siebie. Tak jakby Feil była matką, a Beloc ojcem. Beloc musiał wiedzieć czemu właśnie Jasmine. I czy ma tu coś do rzeczy ten pies. Wymówił w myślach imię duszka trzy razy. Za chwilę powinna tu być…

By Artdico

Ten odcinek przypomina mi czasy, kiedy poszczególne opowiadania były naprawdę krótkie. Ten jest nawet treściwy, ale jeśli spojrzymy na historię 10 odcinków wcześniej, spotkamy się z jeszcze krótszymi opowiadankami. Nie ma w tym nic dziwnego. Właśnie na tym polega rozwój historii: na pojawianiu się wątków i bohaterów, którzy sprawiają, że nie da się już pisać króciutkich historyjek. Ja teraz tworzę odcinek 22. A Was zapraszam do lektury poprzednich i napisania dwóch odcinków pobocznych, związanych z przeszłością i przyszłością bohaterów historii. Aby wejść na Jasmine, należy kliknąć TUTAJ (uwaga: jakiś błąd w html sprawia, że strona źle otwiera się w Chrome. Najlepiej użyć Firefoxa lub Internet Explorera). Życzę satysfakcji! Do usłyszenia!

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Logo strony Jasmine – Niekończąca się Historia fantasy, autorstwa Anny Lisieckiej
2. Jasmine i Levis, rysunek autorstwa Aleksandry Józefowicz (Lobi), barwiony przez Bartosza Piętkę.
Obie ilustracje znajdują się w galerii na stronie http://www.jasmine.artdico.com

Categories: Pozostałe | Tags: , , , , | 3 komentarzy

Zobacz wpisy

3 thoughts on “Dzień, w którym odpoczywał

  1. Maślany Mąż

    Miły ten obrazek „Jasmine i Levis”.
    A propos istnienia Boga w każdym wyobrażonym świecie. Hartshorne przedstawił dowód, że z założeń:
    1) jeśli byt najdoskonalszy istnieje, to istnienie tego bytu jest konieczne (aksjomat Anzelma)
    2) możliwe, że byt najdoskonalszy istnieje (aksjomat możliwości)
    wynika, że byt najdoskonalszy istnieje (podaję to wg. K. Świrydowicz, „Podstawy logiki modalnej”).
    A w kwestii tego, co można w niedzielę, to św. Tomasz w „Wykładzie Przykazań Bożych” pisze że w dzień święty „praca umysłowa nie jest zabroniona” (p. 100) oraz przytacza św. Augustyna, który twierdził, że „mniejszym złem jest w dniu świątecznym orać niż się bawić” (p. 96). Bawić, czyli chyba robić to, co „ściąga człowieka w dół”.
    A przy okazji zwracam Ci honor w sprawie Twojego wyjścia do kina dnia 26 grudnia 2013, przynajmniej częściowo! Z ubolewaniem przyznaję Ci rację, że wspomnienie św. Szczepana ma duże znaczenie tylko w tradycji narodowej.
    Pozdrawiam,
    Piotr

  2. Matka karmiąca Cytrynna

    Dobrze mówi. Polejcie mu!

  3. Ale czego polać? Mleka mogę…

    Dziękuję Wam za te komentarze! Maślany (to była moja ksywa z początku mojego związku z Lolinką!), chciałbym poprosić Cię jednak o szersze wyjaśnienie aksjomatu możliwości. Dlaczego z możliwości ma wynikać konieczność? Nie do końca to rozumiem (po latach od zakończenia studiów teologicznych).

    Co do Augustyna, to on jako zabawę mógł rozumieć rzeczywiście zabawę. Dlaczego? Bo starożytnym zdawało się czasem, że bawienie się w dzień święty może obrażać Boga. Kiedyś twierdzono też na przykład, że aktorstwo jest zawodem niegodnym chrześcijanina. Czasy się zmieniają.

    Dziękuję za zwrot honoru odnośnie 26 grudnia :). Nie pamiętam jednak, szczerze mówiąc, czy byłem w tym kinie 26, czy 25 grudnia. Ale skoro Ty pamiętasz, to zaufam Twojej pamięci!

    Odnośnie Jasmine i Levisa – owszem, całkiem sympatyczna ilustracja. Ale teraz jest już także inny dostępny wizerunek Jasmine. Miałeś okazję oglądać?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s