Latanie szkodzi, czyli o kontroli urodzin

Franciszek znowu wypalił. Poleciał w przestrzeń powietrzną, zabrał na pokład samolotu reporterów i naopowiadał rzeczy, przez które Terlikowskiego zaraz zjedzą trolle. To już nie pierwszy raz i nie pierwsza kontrowersja po wywiadzie, którego papież udzielił w czasie przelotu stąd dotąd. Oczywiście – zawsze się wyciągnie z kontekstu. Oczywiście, za każdym razem się znadinterpretuje. Ale grunt, że jakby grunt nie był żyzny, to by chwasty nie rosły…

Przypomina mi się przy tym tylko Benedykt XVI. Przypominają mi się jego wypowiedzi, które miały pogrążać Kościół w odmętach średniowiecza. Przypomina mi się jego wykład na uniwersytecie w Ratyzbonie, po którym to jechali po Benedykcie jak po łysej kobyle, ponieważ powiedział że islam jest właściwie niepotrzebny, a jeszcze właściwiej jest cofaniem się do religii prawa, od której chrześcijaństwo odeszło. Przypomina mi się tutaj teraz, bo wokół tego co mówił, co robił Benedykt XVI było mnóstwo kontrowersji. I ja, dzięki tym kontrowersjom czułem, że Kościół do którego należę jest stabilny. Jest twardy, silny i nieugięty. Wiedziałem, że z takim papieżem jak Benedykt XVI świat może się skończyć, ale Kościół nie ulegnie. I Franciszek wywołuje swoimi wypowiedziami kontrowersje. Niestety, kontrowersje Franciszka idą w drugą stronę.

papieżwpłaszczuMinęło parę godzin od lotu z Filipin do Rzymu i pojawiają się coraz to nowe informacje. Jeszcze kilka godzin temu oburzałem się, że Franciszek mówiąc o odpowiedzialnym rodzicielstwie, nie wspominał o otwartości na życie. Teraz, odkrywając kolejny i kolejny artykuł w tym temacie, już wiem że nie było się czym oburzać – od otwartości na życie się zaczęło. Papież bowiem, zapytany o wielodzietnych na Filipinach powiedział: „Otwartość na życie jest podstawowym warunkiem sakramentu małżeństwa. Mężczyzna nie może być uczestnikiem tego sakramentu wobec kobiety, a kobieta wobec mężczyzny, jeśli nie jest spełniony warunek otwartości na życie. Jeśli można udowodnić, że on lub ona ożenili się bez intencji bycia Katolikami w tym względzie, małżeństwa nie ma. To podstawa nieważności małżeństwa, nie?”. Zatem i Franciszek podkreślił, że aby zaistniało małżeństwo, musi ono chcieć przyjmować potomstwo, którym Bóg je obdarzy, a bez tego warunku nie ma małżeństwa (do tego dochodzi deklaracja wychowania po katolicku – czy w razie gadki-szmatki również małżeństwo nie jest ważne?). Co zatem wywołało kontrowersje które niosą się dalej niż zapach zmienianej w restauracji pieluch rocznego dziecka?

Kontrowersję wywołało wyrywanie słów z kontekstu. Zgadza się. Ale gdyby te słowa nie padły – w kontekście czy bez – nie byłoby czego wyrywać. I nie ma co się usprawiedliwiać, że wszystko można wyrwać z kontekstu. Że na podstawie wyrwanych z Biblii słów można udowodnić, że „nie ma Boga” – niezależnie od tego czy „Głupi mówi w sercu swoim…”, czy też nie. Nie jest to usprawiedliwienie, bo nikt nie wyrywał dwóch czy trzech słów. Wyrywano całą wypowiedź. Odpowiedź na całe pytanie. Papież Franciszek odpowiedział na pytanie w sposób, który można było wyrwać z kontekstu i starać się uargumentować niemal wszystko: od potrzeby ograniczenia liczby dzieci, do stosowania w tym celu środków antykoncepcyjnych.

041Jasne, zgoda. Papież wcale tego nie powiedział. Nie powiedział też że trzeba ograniczać swoją płodność celem nie posiadania potomstwa. Mimo wszystko jednak – i mimo tego, że jestem zwolennikiem odpowiedzialnego rodzicielstwa i naturalnego planowania rodziny – widzę w wyjaśnieniach Franciszka sporą kontrowersję. Kiedy wspomina on o kobiecie, która zachodzi w ósmą ciążę po siedmiu cesarskich cięciach, mówi: „To jest nieodpowiedzialne. Kobieta może powiedzieć, że ufa Bogu, ale Bóg daje ci pewne metody, aby być odpowiedzialnym. Niektórzy myślą, wybaczcie mi, że użyję takich słów, że aby być dobrym Katolikiem trzeba być jak króliki. Bez odpowiedzialnego rodzicielstwa”. Bóg daje metody – owszem. Tak, tu Franciszek zdecydowanie opowiada się po stronie tych, którzy są zwolennikami NPR – naturalnego planowania rodziny, a więc obserwacji cyklu kobiety i uzależniania odeń współżycia – choć po prawdzie mógłby to nieco doprecyzować. Dlaczego jednak w tak bezpośredni sposób łączy „odpowiedzialne rodzicielstwo” z „pewnymi metodami które daje Bóg”, a przeciwstawiając je „byciu jak króliki”? O nie, Ojcze Święty! Odpowiedzialne rodzicielstwo to – jak już kiedyś pisałem – podejmowanie mądrej decyzji przy właściwym wyrobieniu sobie osądu dotyczącego chwili obecnej. A więc podejmujemy mądrą decyzję odnośnie tego, czy większym dobrem jest mieć dziecko w tym momencie, czy lepszym jest go teraz nie mieć. Czy zatem starać się, czy odłożyć. Jest to decyzja obojga małżonków, za każdym razem. Przy pierwszym dziecku, przy trzecim i przy dziesiątym! I jeśli rodzice jedenastki dzieci uznają, że dobrym będzie począć i wychować na Bożego sługę dziecko dwunaste, to dokonując właściwego osądu podejmują odpowiedzialną decyzję! Są odpowiedzialnymi rodzicami nawet jeśli – zgodnie z tłumaczeniem słów papieża – są „jak króliki”.

rodzinawielCzy ja uważam, że dobry katolik powinien być „jak królik”, mnożyć się bez opamiętania? Że powinien rodzić nowe dziecko jak tylko wróci płodność po urodzeniu poprzedniego? Nie! Ja też jestem zwolennikiem odkładania poczęć, jeśli obiektywne przyczyny wskazują, że dobrze jeśli się to robi. Ale jestem też zwolennikiem otwartości na życie! I to papież podkreślił na początku, i o tym potem zapomniał. Bo odpowiedzialne rodzicielstwo to roztropne podejmowanie decyzji o pojawieniu się na świecie kolejnego dziecka tak długo, jak to jest tylko możliwe, w myśl otwartości na życie! Dopóki małżeństwo pozostaje płodne, dopóty ma obowiązek za każdym razem podejmować decyzję o poczęciu lub odłożeniu poczęcia. Odpowiedzialne rodzicielstwo to ani nie „mnożenie się jak króliki”, ani „pewne metody” zamiast… To ciągłe zastanawianie się nad poczęciem kolejnego dziecka, nawet jeśli siódemkę urodziło się przez cesarskie cięcie. Jeśli udało się siedmioro, to może Bóg ma wobec nas wyjątkowe plany?

Nie, nie sądzę by Franciszek miał złe intencje. Nie sądzę by próbował na nowo rozpętać dyskusję o kalendarzyku czy antykoncepcji w Kościele. Nie przypuszczam, by pragnął pognębić wielodzietnych i zwolenników wielodzietności (zresztą jakim znowu Terlikowski jest wielodzietnym? Przecież ma dopiero pięcioro dzieci!), a wywyższyć tych, którzy mają trójkę (i nie więcej) potomstwa. Sądzę, że zwyczajnie niefortunnie odpowiedział na pytanie, które zostało mu zadane. Chciał dobrze, a wyszło jak zawsze. W jakiś sposób zapomniał połączyć pojęć „odpowiedzialne rodzicielstwo” z „otwartością na życie”. Ale mainstream i zwolennicy reform znów mają pożywkę. I czekają na kolejny synod, który tym razem, z pewnością, przyniesie zmiany…

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Papież Franciszek podczas wyjazdu na Filipiny, za blogiem Simply Extraordinary: http://gretchenho.com/?p=539
2. Królik Pasztet, archiwum rodzinne.
3. Rodzina Gil i Kelly Bates, mają już osiemnaścioro dzieci, za: http://www.papilot.pl/ludzie/14503/Maja-osiemnascioro-dzieci-i-modla-sie-o-kolejne-Oto-najbardziej-PLODNE-malzenstwo.html

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

Zobacz wpisy

2 thoughts on “Latanie szkodzi, czyli o kontroli urodzin

  1. Ciamajda

    Witaj Maurycy. Widzę żeś znowu nie w humorze, już sam wybór zdjęcia papieskiego wszystko mówi, nawet nie trzeba było czytać wpisu, chociaż oczywiście przeczytałem :-) No cóż, trochę szkoda że tak to wszystko odbierasz, ale masz prawo. Rzeczywiście schemat z Papieżem się powtarza: najpierw pojawia się spontaniczna, niezbyt klarowna i fragmentaryczna wypowiedź, z reguły w formie odpowiedzi na czyjeś pytanie, następnie słychać „tańce i hulanki” bezrozumnie rozradowanych redaktorów Deonu, TP i innych takich, a na końcu są żale opuszczonych, zdradzonych i rzekomo skarconych przez Franciszka „konserwatywnych” katolików. Zastanawiam się tylko co bardziej denerwuje tych ostatnich: wypowiedzi Papieża, czy reakcje deonowców? Można też zapytać kogo słuchają: Franciszka, czy czyjejś hermeneutyki?

    Pamiętam pewną scenę z książki o Puchatku: „I im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było”. Myślę że to zdanie dobrze oddaje sytuację nie tylko wszystkich deonów, ale i w ogóle całego naszego społeczeństwa i innych społeczeństw. Im bardziej zaglądają one do środka obecnego pontyfikatu w oczekiwaniu na jakieś „prezenty” od Franciszka, tym większą mają szansę oglądać swoją naiwność i prostactwo. Inna rzecz, że z tej szansy nie korzystają. Podobnie można przytoczyć słowa Pana Jezusa: „Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza.”

    Mówiąc krótko, naprawdę nie ma się czym przejmować, Franciszek nie wypowiedział żadnej herezji. Ma inną osobowość, inny temperament i inny styl wypowiadania się, niż Benedykt XVI. Inny, więc ani lepszy, ani gorszy. Ale tak jak nie grzały mnie ataki na Benedykta, tak nie grzeją mnie umizgi wobec Franciszka, nawet ich nie słucham. I właśnie to bym zalecał Tobie, Maurycy :-)

  2. dobrze napisane, obaj panowie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s