Monthly Archives: Luty 2015

Dlaczego Franciszek znów powiedział coś, czego wcale nie powiedział?

Kolejna wypowiedź papieża Franciszka, kolejne słowa które zaraz jedni przez drugich muszą tłumaczyć najróżniejsi rzecznicy Watykanu, biskupi, Frondy i Deony. Sto tysięcy interpretacji podkreślających, że papież wcale nie powiedział tego, co powiedział, albo wręcz odwrotnie – że jednak właśnie to powiedział, bo to miał na myśli i właśnie tak ma być. Jeszcze inni twierdzą zaś, że to wszystko to tylko „czepianie się słówek”, łapanie papieża za słowa, zamiast słuchania tego, co ma do powiedzenia o Ewangelii, zamiast szukania w jego słowach dobra.

Czego tak naprawdę nie powiedział Franciszek, choć właśnie to powiedział?

Tym razem rozeszło się o dyscyplinowanie dzieci. Dokładniej: o oddzielenie „bicia” od „klapsów”. O naruszanie lub nienaruszanie godności dziecka. Tym razem Terlikowski Tomasz, który zazwyczaj obrywa po słowach wypowiedzianych przez papieża (patrz: kwestia królika), zatriumfował, bo Franciszek powiedział coś po jego myśli. Oczywiście też mu się oberwało, bo papież tym akurat razem – zdaniem lewactwa – powiedział niemądrze i tak się nie godzi, a zatem jak ktoś popiera to jest zły (Terlikowski dodatkowo właściwie zawsze jest zły). Ale nie jestem Terlikowskim. I nie popieram. Oczywiście za to też mi się „dostało”.

franciszekCo dokładnie powiedział Franciszek? Oto jego słowa: „Podczas spotkania z pewnym małżeństwem usłyszałem od ojca, że czasem musi uderzyć swoje dzieci, ale nigdy nie bije w twarz żeby ich nie poniżać. Jak pięknie. On rozumie poczucie godności. Musi ukarać dzieci, ale robi to w sposób sprawiedliwy i idzie do przodu”. Tłumaczenie z włoskiego nie musi oddawać wszystkiego, tam gdzie mowa choćby o uderzaniu może chodzić na przykład o klapsy. Ze słów Franciszka wynika więc, że ojciec dziecka rozumie poczucie jego godności, ponieważ nigdy nie bije w twarz, co byłoby upokarzające. Ta wypowiedź bardzo mnie zdenerwowała, ponieważ wychodzi na to, że zdaniem papieża uderzenie w inną część ciała (choćby i w pośladki) upokarzające nie jest. Zadawanie bólu w inną niż twarz część ciała ma nie odbierać godności człowiekowi.

Pozwólcie, że po raz kolejny się nie zgodzę. Otóż każde uderzenie, każdy zadany ból jest dla człowieka (nie tylko dla dziecka, ale dla niego szczególnie) upokarzający. Najczęściej nie ma znaczenia, czy bije się w twarz, czy w pośladki, w stopy czy „po łapach”. Okazuje się, że dla dziecka upokorzeniem będzie również choćby delikatne pociągnięcie go za ucho, choćby miało zostać to zrobione dla rozładowania napięcia, w żartach. Tak, niestety, ból upokarza. Jeśli zachowanie człowieka po zadaniu mu bólu zmieni się, to nie dlatego, że człowiek boi się tego bólu, lecz dlatego, że boi się wynikającego z niego upokorzenia. Ból psychiczny po dostaniu „w skórę” jest większy od niewinnego klapsa. I ojciec, o którym wspominał Franciszek, wcale nie rozumie poczucia godności swojego dziecka. Jemu się zapewne wydaje, że je rozumie, ale tak naprawdę próbuje sam siebie oszukiwać twierdząc, że upokorzenie w przypadku klapsa czy lania „na goły tyłek” nie występuje.

Dwa powody dla których dajemy lanie

Tyle właśnie jest powodów, konkretnie dwa, dla których wykorzystujemy kary cielesne, by zdyscyplinować dzieci. Oba te powody świadczą źle o nas – rodzicach – a nie o naszych dzieciach. Które, co oczywiste, bywają tak denerwujące, tak niesłuchane, że aż nie wiadomo co zrobić. Nie wypełniają poleceń, powtarzają po kilka razy czynności, które zostały już zakazane, tłuką naszą rodową porcelanę lub mimo głośnego okrzyku „STOP!” biegną wprost pod nadjeżdżający samochód. I tu następuje akcja-reakcja. Dziecko popełnia niewybaczalny (często rzeczywiście jest on nie do odpuszczenia) błąd, rodzic w nerwach reaguje klapsem (lub innym rodzajem uderzenia). Dlaczego uderzył? Bo się zdenerwował. Nie wytrzymał własnego napięcia w starciu z wielokrotnie mniejszym od niego, bardziej bezbronnym człowiekiem. O czym świadczy jego zachowanie? O braku panowania nad sobą i braku pomysłów na inne wyciągnięcie konsekwencji. Uderzenie jest w tej sytuacji de facto dowodem niedojrzałości, może tylko w tym konkretnym przypadku.

Drugi powód jest to coś, co nazywam egzekucją lub szerzej – wyrachowaniem. Rodzic z góry zakłada, że może uderzyć dziecko celem zdyscyplinowania go. Ostrzega więc nawet przed podobną konsekwencją, a jeśli dziecko nie słucha ostrzeżeń, to dostaje w tyłek. Jest to zimny, opanowany klaps wymierzony z premedytacją. Co więcej, zdarzają się też rzeczywiste egzekucje będące sposobem wymierzenia sprawiedliwości jako wyrok. Dziecko dostaje karę odroczoną w czasie (nie musi być to długi czas), nastawia swój tył i otrzymuje odliczoną liczbę uderzeń, na chłodno, bez większych emocji. Ten rodzaj wymierzania kary też świadczy źle o rodzicu. Ojciec czy matka wymierzający sprawiedliwość stają się w tym momencie oprawcami, katami, pokazującymi dziecku kto rządzi. Czy rządzi rodzic? Moim zdaniem tak. Rodzice mają władzę wynikającą z natury. Dzieci są pozbawione większości praw publicznych i dopiero muszą do nich dorosnąć. Czy jednak wykonując na dziecku egzekucję rodzic wykaże się swoją władzą? Nie. Pokaże tylko jak bardzo wyrachowany z niego drań.

Dlaczego klapsy są dobre, a bicie po twarzy nie?

Na to pytanie jest tylko jedna dobra odpowiedź: ponieważ mam takie poczucie. Ja, wykonujący tę czynność, wyprowadzający ten cios. Wydaje mi się, że godność człowieka nie jest mu odbierana przy klapsie – i papież powie „Jak pięknie”. Wydaje mi się, że godność jest mu odbierana przy uderzeniu w policzek, więc tego nie zrobię. Ale nie, moi drodzy. To czy dziecko dostanie w pośladki, czy w twarz, wynika nie z poczucia, lecz z kręgu kulturowego w którym się wychowywał. Polak który pojedzie do Włoch da dziecku w tyłek, bo tak go nauczyli. Ale jego sąsiad Włoch, człowiek o podwyższonym temperamencie, zdzieli dzieciaka w twarz. To samo zrobi Francuz. Arab na bliskim wschodzie unieruchomi swoje dziecko tak, by miał dostęp do jego stóp i zleje trzciną po nagich podeszwach. A kto inny weźmie linijkę i przyłoży nią po dłoniach – z wierzchu czy od wewnątrz. Oburzające? Odbiera godność? Dlaczego? Taki sam klaps, jak każdy, tylko wyuczony w innym kręgu kulturowym. My nie zjemy koniny, a Włosi uwielbiają. Nie zjem psa, a na Tajwanie zjedzą. Nie uderzę dziecka w twarz, ale Francuz to zrobi. I nie będzie się bawił w godność-niegodność. Dla niego to norma, jak dla nas cios w pośladek. Zatem – jeśli nie wszystkie „klapsy” są bezpieczne dla dziecięcej godności, to żaden nie jest.

Brak kar cielesnych a bezstresowe wychowanie

Falaka_punishment_in_Azerbaijani_school_in_BakuNie widzę większego sensu żeby do tego wracać, ale argument pojawia się za każdym razem. Jak nie będziesz dzieci bił, to one cię będą biły na starość. Z braku bicia wynika rozwydrzenie dzisiejszej młodzieży. Bzdura! Jeśli jestem całkowicie przeciwny biciu, to nie znaczy, że jestem przeciwny karaniu czy wyciąganiu konsekwencji. Brak bicia to nie jest bezstresowe wychowanie! Nie, nadal – jako rodzic – jestem szefem w domu, a moje dziecko mi podlega, ponieważ jeszcze jest za młode, by samo o sobie decydować. Dlatego ma wykonywać moje polecenia i respektować wydane przeze mnie zakazy. To się nie zmienia, nie jestem „bezstresowcem” w stylu „róbta, co chceta”. W przypadku niewypełniania poleceń lub innego niewłaściwego zachowania dziecko musi ponieść konsekwencje. Nie widzę tylko powodu, by miało być to bicie. Doraźnie – moim zdaniem sprawdza się podniesienie głosu (nie chcę nazywać tego krzykiem, staram się nie krzyczeć), w podbramkowych sytuacjach nadal sprawdza się karne krzesło (czy „karny jeżyk”), owszem, jako kara. Bez względu na to jak bardzo Super Niania odeszła od swojej pierwotnej koncepcji, tego typu behawiorystyczne sposoby odnoszą skutek. Karą jest też odebranie nagrody. Różnie to bywa. Nie chcę teraz się rozwodzić. Wiem jednak, że żeby ukarać człowieka, który ci w pewnym stopniu podlega, nie musisz używać rozwiązań siłowych.

Co dalej z papieżem Franciszkiem?

Papież ma prawo sobie myśleć, na co ma ochotę. Nie ma oficjalnej nauki Kościoła odnośnie stosowania kar cielesnych. Są księża odrzucający podobne propozycje i tacy, którzy tęsknią za dyscyplinką. Czy jednak – niestety powtórzę to znowu – papież powinien rzucać słowa, rozdmuchiwać je, bez wcześniejszego przemyślenia. Ma prawo do własnej opinii, jasne. Czy jednak nie jest tak, że – co wynika właśnie z urzędu, który pełni – to, co powie papież, jest uważane za autorytatywne? Czy to, że „katolicy nie muszą być jak króliki”, czy to, że papież nie będzie osądzał homoseksualistów, czy to, że klaps nie odbiera dziecku godności jest oficjalnym nauczaniem Kościoła? Nie jest. Czy zatem papież powinien wyrażać swoje własne, prywatne opinie w kwestiach jak najbardziej moralnych mając świadomość, że zostaną one przyjęte przez ludzi jako nauka „z mocą”? W ten sposób papież może mówić o piłce nożnej. O stawie z rybkami. O kremówkach. Ale nie o kwestiach moralności, nad którymi autorytet papieża ma panowanie. Jego wypowiedź zostaje bowiem zawsze przez wielu odebrana jako oficjalna wykładnia. A wydaje mi się, że Franciszek wielokrotnie nawet nie planuje wcale tego, co za chwilę wyjdzie z jego ust.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje i filmy:
1. Papież Franciszek, za: http://przedsoborowy.blogspot.com/2013/05/problem-papieza-franciszka-problem.html
2. Film ze społecznej kampanii przeprowadzonej we Francji, znaleziony dzięki Annie Golus: https://historiabiciadzieci.wordpress.com/2013/01/21/miedzypokoleniowa-sztafeta-przemocy/
3. Karanie falaką w Azerbejdżanie, za: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Falaka_punishment_in_Azerbaijani_school_in_Baku.jpg

Reklamy
Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 14 Komentarzy