Monthly Archives: Kwiecień 2015

Lecz mój grzech

Trwa liturgiczny okres Wielkanocy, okres wielkiej radości ze zbawienia, które dokonało się w zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. I my dziś, ciesząc się z tego dokonanego zbawienia, wspominamy słowa świętego Pawła, który stwierdził, że „jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15,14). Bez zmartwychwstania bowiem działanie Jezusa – Boga wcielonego – kończyłoby się w chwili śmierci. A śmierć jako koniec to nigdy nie jest dobre rozwiązanie. My jednak wiemy, że zmartwychwstanie Jezusa jest faktem. I ten fakt jest podstawą naszej wiary w wieczne życie u Jego boku.

wielki-post2-300x226Bez śmierci nie ma zmartwychwstania

Pamiętać jednak należy także o tym, że nie byłoby zmartwychwstania, gdyby nie wcześniejsza śmierć. Gdyby nie to, że Jezus – mimo błagań kierowanych ku Ojcu – wspiął się na Golgotę i tam oddał ducha na dłonie Ojca Niebieskiego. Nie byłoby zmartwychwstania, gdyby nie przytłaczający smutek i niepewność soboty, kiedy to uczniowie Jezusa pozostawali w rozproszeniu, bo przecież „nie tak to miało wyglądać”. Cofając się dalej w czasie zwrócimy uwagę na fakt, że Syn Boży – od zawsze istniejący w Postaci Bożej – nie musiałby w ogóle stawać się człowiekiem, gdyby nie to, że człowiek zgrzeszył, rezygnując ze słuchania Boga. Nie należy mieć wątpliwości, że Bóg – cokolwiek kiedykolwiek by nie powiedział – troszczy się o człowieka, jak ten Dobry Pasterz o swoje owce. Owszem, owce podążając za pasterzem rezygnują z części swej wolności (zwłaszcza tej rozumianej jako pełna swoboda), ale czynią to, ponieważ bez tej rezygnacji nie mogłyby przeżyć. To pasterz osłania je przed wilkami, on swoim ciałem broni ich, a gdy idą na zatracenie, czasem brutalnie je napomina. Jeśli jedna ze stada stu owiec odejdzie i zagubi się, pasterz wyrusza by ją odnaleźć i dołączyć do stada. Może się wydawać, że to ograniczenie wolności owcy, z tym że żadna owca nie stanie się super-owcą, która poradzi sobie w trudnej sytuacji bez pomocy pasterza. Tak też miała się sprawa z pierwszymi ludźmi, którzy, dając się skusić perspektywą nieograniczonej wolności, zbuntowali się przeciw Bogu i sami siebie skazali na tułaczkę w cierpieniu, a ostatecznie śmierć. Gdyby więc człowiek nie zgrzeszył i nie umarł, Syn Boży nie umarłby także, a w ostateczności nie musiałby zmartwychwstawać.

Zaprzyj się razem z Piotrem

„To nie byłem ja!” – starają się krzyczeć ostatnio liczni członkowie Kościoła, zwłaszcza ci, którym naopowiadano o Bożym miłosierdziu, o radości płynącej z wiary i o Dobrej Nowinie, ale przy jednoczesnej negacji smutnych konsekwencji grzechu. Jakże to? Ja miałem być tym, który przybił Chrystusa do krzyża? Nigdy w życiu! Podobny tekst, zaprzeczający ludzkiemu udziałowi w męce i śmierci Jezusa, został mi polecony na moim niedawno założonym profilu facebookowym (wpis można znaleźć TUTAJ). Autor notki blogowej wyraża swoje, od dawna mu towarzyszące, oburzenie wynikające z tego, że księża z ambony usiłują mu zaimplikować poczucie winy za śmierć Jezusa. Przeszkadza mu wmawiane od dawna, przekazywane za pomocą znanej pieśni młodzieżowej przesłanie: „To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech”. Autor tekstu, tak jak wielu podobnych jemu, jest przekonany, że skoro Bóg nas kocha, jest dla nas miłosierny, zbawia i daje radość, a w efekcie perspektywę wiecznego, szczęśliwego życia, to nie może jednocześnie obarczać nas poczuciem winy za własną śmierć. Bóg miłosierny i kochający nie może jednocześnie być mściwy i gniewny. Prawdopodobnie autor wpisu ma rację, ale nie zauważa istotnej różnicy między mściwym, złośliwym pseudo-bóstwem, a naszym własnym poczuciem winy. Tym, co w człowieku naturalne – spowodowanym grzechem wyrzutem sumienia. Człowiek słusznie próbuje negować przypuszczenia, że Bóg pragnie go wyniszczyć poczuciem winy. Przypuszczenia te jednak wynikają z próby zrzucenia winy za nasze samopoczucie na Boga (a Bóg tak nie robi, więc wszystko jest okej), gdy tymczasem wina leży po naszej stronie.

Ja zgrzeszyłem, ale Bóg mnie kochamojgrzech

W tym samym rozdziale, w którym święty Paweł pisze o wpływie zmartwychwstania na naszą wiarę, zaznacza on także, że bez grzechu nie byłoby śmierci, nie byłoby też zmartwychwstania. „Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (1 Kor 15,21-22) – podkreśla Apostoł, by pokazać, że przez Adama i jego grzech na świat przyszła śmierć. W innym liście jeszcze bardziej wytłuszcza wpływ grzechu na konieczność zbawienia: „Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli…” (Rz 5,12), tak przez jednego człowieka Jezusa Chrystusa przychodzi zbawienie. Mój grzech, grzech każdego człowieka, każdy z naszych grzechów to śmierć. Moja śmierć, śmierć drugiego człowieka, śmierć każdego z nas. W ostateczności wszystkie te grzechy prowadzą nas w jedno miejsce – pod krzyż Jezusa Chrystusa na Golgocie. Tam, gdzie On wziął na siebie wszystkie nasze grzechy i oddając je Ojcu zmarł. Tak, można powiedzieć, że Chrystusa zabił mój grzech. Gdybym nie zgrzeszył tak, jak w Adamie wszyscy grzeszymy, Syn Boży nie musiałby miażdżyć głowy wężowi – jak zapowiedział to Bóg w początkach dziejów grzechu. Moje grzechy, każdy z osobna, są gwoździami wbijanymi w ręce i stopy Zbawiciela. Nie mam co do tego wątpliwości, bo właśnie po to On umarł, żeby razem z Nim umarły nasze grzechy. Te, które już popełniliśmy, które popełniamy w tej chwili i te, które jeszcze przed nami. Nie chodzi tu jednak o Bożą próbę wskazania nas jako winowajców. Nie chodzi o wpędzenie nas w problemy psychiczne związane z przerostem wyrzutów sumienia. Bóg nie jest kłującym nas w bok mścicielem, nie jest ościeniem w naszym sercu. Ościeniem są nasze nałogi, nasze złe przyzwyczajenia, nasze grzechy. Bóg zaś widząc, że zgrzeszyliśmy, wiedział też, że potrzebujemy wybawienia z tego grzechu. Dlatego dał swojego Syna, który z miłości do nas wziął na siebie nasze grzechy i z nimi umarł. A potem zmartwychwstał, pokonując grzech, śmierć i szatana. Bóg nas kocha. I miłosiernie wybacza każdy nasz grzech. A sumienie zaszczepił w nas, żebyśmy sami wiedzieli, co możemy robić, a czego robić nie powinniśmy. I to nie On stara się na nas zwalić winę. Nie Kościół próbuje nas w poczucie winy wpędzić, i nie robią tego księża z ambony. To my sami widzimy zło, które czynimy zamiast pożądanego dobra. To nasz grzech i nasze sumienie. I nasze poczucie winy.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:

1. Śmierć Jezusa, za: http://www.odnowa.org/?p=928

2. To nie gwoździe Cię przybiły, za: http://demotywatory.pl/4324196/To-nie-gwozdzie-Cie-przybily-lecz-moj-grzech

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 3 komentarze

Wszyscy jesteśmy jajkami, czyli czy żegnać się na święceniu pokarmów

święconkaJuż po Wielkim Czwartku, wchodzimy w Wielki Piątek. Przeżyjemy wspólnie liturgię Męki Pańskiej, przeniesiemy Ciało Chrystusa z ciemnicy do grobu, a rano, bardzo wcześnie, wstaniemy żeby z koszyczkiem pobiec do kościoła na poświęcenie pokarmów. Niektórzy śmieją się, że „Poza święconką nie ma zbawienia”, ponieważ tradycja święcenia pokarmów na Wielkanoc jest pewnie tak samo silna, jak wielkanocne śniadanie, ale z pewnością już silniejsza, niż Wigilia Paschalna. Nie będę jednak dziś narzekał na fakt, że więcej ludzi pójdzie poświęcić jajka, niż w Wielkanoc na mszę świętą, bo sam też koszyk przybiorę i z dziećmi do kościoła z radością powędruję. Dziś odpowiem na pytanie, które wielu spędza przed Wielką Sobotą sen z powiek: Czy żegnamy się na święceniu jajek?

1. Chleb

Kapłan rozpoczyna święcenie pokarmów wypowiadając słowa: „Chlebie żywy który zstąpiłeś z nieba i w Komunii św. dajesz życie światu, pobłogosław ten chleb i wszelkie świąteczne pieczywo na pamiątkę chleba, którym nakarmiłeś lud słuchający Ciebie wytrwale na pustkowiu, i który po swym zmartwychwstaniu przygotowałeś nad jeziorem dla swoich uczniów”. Wykonuje przy tym znak krzyża, a wielu wiernych żegna się także. Jest to błąd. Kapłan błogosławi chleb – symbol Eucharystii i pamiątkę manny z nieba, oraz rozmnożenia chleba (i ryb) nad jeziorem. My nie jesteśmy chlebem. I nie żegnamy się na chleb.

2. Mięso

Po pobłogosławieniu chleba przychodzi czas na mięso, wędliny i inne produkty: „Baranku Boży, który zwyciężyłeś zło i obmyłeś świat z grzechów, pobłogosław to mięso, wędliny i wszelkie pokarmy, które będziemy jedli na pamiątkę Baranka paschalnego i świątecznych potraw, które Ty spożyłeś z Apostołami na Ostatniej Wieczerzy”. To piękny zwyczaj, a przy okazji przypomina nam o Wielkim Czwartku, podczas świętowania którego możemy jeść najróżniejsze potrawy, tak, jak Chrystus spożywał je ze swoimi uczniami (a więc np. jagnięcinę, pieczywo z ziołami, a nawet wino – choć to w naszej kulturze raczej nieczęsty zwyczaj). Ale, choć składamy się z pewnością z mięsa, to my nie jesteśmy mięsem. I nie żegnamy się na mięso.

3. Sól

W koszyczku obok chleba i mięsa stawiamy przyprawy. Najczęściej jest to pieprz i sól, ale kapłan błogosławi przede wszystkim tę drugą. Mówi: „Pobłogosław także naszą sól, aby chroniła nas od zepsucia”. Sól w Ewangelii jest symbolem głoszenia dobrej nowiny słowem i przykładem: „Wy jesteście solą ziemi, lecz jeśli sól straci swój smak, czymże ją posolić?” – pyta Jezus. Oczywiście w nas samych mnóstwo jest wszelkich soli mineralnych, ale my nie jesteśmy solą. I nie żegnamy się na sól.

4. Jajka

Wreszcie przychodzi czas na jajka, symbol rodzącego się życia, ten produkt spożywczy, którym dzielimy się na Wielkanoc podobnie, jak opłatkiem na Boże Narodzenie. Kapłan wypowiada słowa: „Chryste, życie i zmartwychwstanie nasze, pobłogosław te jajka, znak nowego życia, abyśmy dzieląc się nimi w gronie rodziny, bliskich i gości, mogli się także dzielić wzajemnie radością z tego, że jesteś z nami”. Jajka są – zdawać by się mogło – najważniejszym elementem wielkanocnego żywienia. Ja sam kiedyś śmiałem się, że skoro jestem mężczyzną, to przecież święcenie jajek mnie także dotyczy. Niestety, to świński dowcip. I nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, bo my nie jesteśmy jajkami. I nie żegnamy się na jajka.

5. Poświęcenie

Na sam koniec ksiądz błogosławi wszystkim, mówiąc: „Daj nam wszystkim dojść do wiecznej uczty Twojej, tam, gdzie Ty żyjesz i królujesz na wieki wieków”. Wierni odpowiadają: „Amen”. Ksiądz bierze kropidło, woda święcona pada na święconkę i na ludzkie głowy i pozostaje pytanie: Czy wówczas się żegnamy? Cóż… Zdania w tej kwestii są podzielone. Niektórzy twierdzą, że przy poświęceniu wodą święconą żegnamy się tylko podczas aspersji (tj. specjalnej wersji aktu pokuty w czasie mszy świętej), więc podczas święcenia pokarmów nie. Z drugiej strony – jeśli ksiądz specjalnie kropi nas już po poświęceniu pokarmów, to może powinniśmy się jednak przeżegnać? Myślę, że jeśli wykonamy znak krzyża wtedy, kiedy to my jesteśmy „poświęcani”, to nie będzie w tym nic zdrożnego. Wszak my jesteśmy sobą. I możemy się przeżegnać.

Wszystkim życzę błogosławionych Świąt Wielkiej Nocy i smacznej święconki!

____________________________________

We wpisie wykorzystano zdjęcie święconki, za: http://chojnice24.pl/galeria/481/wielkanocna-swieconka/

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 2 komentarze