Monthly Archives: Wrzesień 2015

Jestem za, a nawet przeciw

Wpis miał powstać przed pierwszym września, czyli przed uroczystym wymarszem sześciolatków do szkół. Było to spowodowane zarówno tym pierwszym faktem, jak i wnioskiem, który złożył prezydent Andrzej Duda, by zorganizować referendum w sprawie szkół i sześciolatków. W międzyczasie uczniowie do szkół wyruszyli, a senat kontrolowany przez partię rządzącą odrzucił wniosek złego prezydenta, bo może akceptować tylko te składane przez dobrego. Mimo wszystko moje zdanie w temacie się nie zmieniło. Nie zmieniło się od 1 września, ale zmieniło się już wcześniej.

sześciolatekWcześniej bowiem byłem gorącym przeciwnikiem posyłania do szkół sześcioletnich dzieci. Miałem takie mniemanie, że siedem lat to jest wiek w porządku na rozpoczynanie edukacji, bo większość z nas tak rozpoczynała i wyrośliśmy na ludzi. Że ten czas do siódmego roku życia to czas na zabawę i beztroskę, tak jak czas do trzeciego roku życia to czas na opiekowanie przez mamę. Bardzo zatem wkurzała mnie pani Kluzik-Rostkowska, która usilnie lansowała reformę edukacji zaproponowaną przez władzę wyższą i bardzo mocno wpierałem państwa Elbanowskich, którzy próbowali wszelkimi sposobami zapobiec wprowadzeniu tej reformy. I tak naprawdę nie przestałem się denerwować na pierwszą zdrajczynię ideałów, panią minister edukacji (teraz chyba przebił ją dopiero pan Ludwik Dorn), ani nie przestałem wspierać dzielnych, wielodzietnych rodziców, państwa Elbanowskich. Ale moje zrozumienie sprawy trochę się przesunęło.

Nauka nie jest i nigdy nie była niczym złym. Jeśli dziecko do 3 roku życia powinno, zgodnie z wszelkimi normami rozwojowymi, trwać przy mamie, ponieważ jest mu wtedy najbliższą i najpotrzebniejszą osobą, to nie znaczy, że jednocześnie nie powinno się niczego uczyć. Dziecko do 3 roku życia uczy się jeść, pić, chodzić, mówić i wyczuwać swoje potrzeby fizjologiczne, by później wydalać do nocnika, a nie w majtki. Uczy się rozpoznawać kształty, często już cyfry i litery, śpiewać, tańczyć i rysować. I oczywistym jest, że lepiej się tego nauczy w domu z motywującą i nadzorującą mamą niż w wielodzieciowym żłobku, w którym nikt nie poświęci mu indywidualnej uwagi, gdy mama wróci do pracy. Ale to nie znaczy, że nie uczy się w ogóle. Zwyczajnie nie uczy się instytucjonalnie, tylko domowo.

Trochę inaczej wygląda już edukacja dziecka od trzeciego roku wzwyż. Takie dziecko zaczyna odczuwać potrzebę przebywania z rówieśnikami, wspólnych zabaw i często rywalizacji. Dlatego też przedszkole zaczyna się w wieku trzech lat, a nie czterech czy pięciu, choć oczywiście obowiązek przedszkolny obejmuje dopiero dzieci od piątego roku życia. Ale i my – stanąwszy w obliczu przeprowadzki, która komplikowała nam dokonywanie wyborów przedszkolnych – mieliśmy zamiar zostawić naszą trzylatkę w domu przez jeszcze jeden rok. I pewnie tak by się stało, gdyby ona sama z jakichś powodów nie zaczęła opowiadać wszystkim wokół, że idzie do przedszkola, bo już ma trzy lata. I nie dało się jej przegadać, że prawdopodobnie jeszcze nie. Zatem zmuszeni zostaliśmy do szybkiego znalezienia placówki dla niej, i od pierwszego września została przedszkolakiem. A tam okazało się, że będziemy musieli kupić jej podręcznik, ponieważ dzieci pracują z książką. Nieco nas to zdziwiło, ale i ucieszyło zarazem. Nasza mała dziewczynka będzie odtąd bowiem nie tylko bawić się, ale też zdobywać regularną wiedzę, oczywiście na poziomie trzylatki.

Co się jednak dzieje z dzieciaczkami, które kończą zerówkę w wieku 6 lat i wówczas trafiają do szkół? Niektórzy mówią, że sobie nie radzą. Pewnie mają rację. Niektórzy mają jakieś myślenie o magicznej granicy czwartej klasy, która jest do przeżycia, gdy przekroczy ją dziesięciolatek, ale jest wielką porażką, gdy musi przekroczyć ją dziewięciolatek. Ta granica jednak wcale nie jest magiczna. To, że dzieci idące do klasy czwartej muszą przestawić się z trybu „jest jedna pani, pani jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”, na tryb „są trzy osoby”, a często i więcej, nie oznacza, że to jest przepaść nie do przekroczenia dla dziewięcioletniego brzdąca. Taki brzdąc bowiem już w sumie brzdącem nie jest i, odpowiednio przygotowany, powinien dać sobie radę. Jeśli będzie miał problemy, stresy, nieprzyjemności, to ma od tego rodziców, by wciąż przy nim byli i go wspierali. Dla mnie legenda o granicy czwartej klasy pozostaje jeszcze zagadką z innego powodu. Z takiego mianowicie, że zawsze byli rodzice, którzy swoje dzieci posyłali do szkoły rok wcześniej. A mam w rodzinie osobę – własną babcię – która stała się dorosła wyjątkowo wcześnie, bo jak poszła do szkoły, to miała zasób wiedzy tak duży, że przesunęli ją od razu do 3 klasy. I jakoś dała sobie radę przechodząc potem do czwartej. Tak, jak większość dzieci wysłanych do szkoły wcześniej dawała sobie radę. Nie twierdzę, że badania potwierdzające, że dzieci wysłane do szkoły w wieku sześciu lat gorzej znoszą próg czwartej klasy są nieprawdziwe. Nie oznacza to jednak, że powinno się nakazać wysyłanie dzieci do szkoły dopiero od siedmiu skończonych lat. Oznacza, że należy wspomóc młodsze dzieci w przechodzeniu przez ten trudniejszy etap. Tak, jak wspomaga się dzieci dopiero zaczynające szkołę albo kończące podstawówkę czy gimnazjum – i stające przed wyborem dalszej ścieżki edukacyjnej.

Nie wiem jeszcze, co nas czeka w przyszłości w związku z naszymi dziećmi. Nasz najstarszy syn zaczął edukację w wieku 6 lat, nie stawialiśmy oporu ani przez chwilę, a ze względu na inteligencję i rozwój zapisaliśmy go do klasy z siedmiolatkami. Mija miesiąc i chłopak sobie radzi bardzo dobrze. Oczywiście nie wiadomo, co będzie później, w czwartej klasie czy kiedy bądź. Wiem natomiast, że mnie też próbowano pchnąć do szkoły jako sześciolatka, ale miałem nieodpowiednią datę urodzenia. Dziś żałuję, że mój rozwój był w jakiś sposób zablokowany przez rok. Umiałem już wszystko, czego się w przedszkolu mogłem nauczyć, a mimo to musiałem czekać. Widząc, jak radzi sobie z liczeniem czy czytaniem, czy z graniem w szachy mój sześcioletni syn, nie chcę zmuszać go do oczekiwania przez kolejny rok – zwłaszcza, że on naprawdę lubi się uczyć. Wiem też jeszcze jedno. Że dzieci, które są odraczane przez rodziców i posyłane do pierwszej klasy jednak jako siedmiolatki, mogą mieć poczucie bycia tym gorszym, głupszym itp. Obawy rodziców odraczających dzieci – czasem nawet mimo wyraźnego wskazania, że dziecko jest rozwojowo gotowe na szkołę – mogą wynikać z jak najlepszych pobudek, ale w rzeczywistości zazwyczaj sprowadzają się do stwierdzenia „Moje dziecko nie da sobie rady”. Jest za słabe, za delikatne, zbyt niedojrzałe emocjonalnie. Nie dziwi mnie wcale to, że takie odroczone dziecko może się czuć właśnie takie. Choć w rzeczywistości mogłoby być silniejsze, mogłoby dawać sobie radę. Dostaje jednak wyraźny komunikat, że sobie nie poradzi. I wie już, że sobie nie poradzi.

pupilekTo wszystko nie znaczy jednak, że jestem zwolennikiem edukacji szkolnej sześciolatków! Nawet jeśli, to nie obowiązku, i nie wszystkich. Jestem zwolennikiem edukacji szkolnej sześciolatków, jeśli w swojej wiedzy i inteligencji osiągnęły poziom, który pozwoli im na lepszy rozwój w pierwszej klasie, niż działoby się to w zerówce. Co więcej – jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, pod warunkiem, że sytuacja w szkołach w Polsce byłaby sprzyjająca nauczaniu tych dzieci. I nie mam dziś na myśli tego, że powinna być podłoga do zabawy i sekcja z ławkami. Osobiście sądzę, że jeśli dziecko jest dość inteligentne, by w wieku sześciu lat rozwijać się w szkole, to jest ono w stanie wysiedzieć 30-45 minut w ławce i rozwiązywać zadania. Mam na myśli to, co dziś powszechne w szkołach w Polsce, a więc – ze względu na brak miejsc w szkołach – system zmianowy. Niektóre klasy pierwsze zaczynają zatem lekcje rano, a niektóre popołudniu. Z tego względu osoby zaczynające popołudniu są przywożone do szkoły na ósmą (bo rodzice muszą iść do pracy albo tak działa szkolny transport) i przez wiele godzin nic nie robią w szkolnej świetlicy. A potem kończą lekcje wieczorem i jedyne, co im pozostaje, to odrobić pracę domową. O 19, może o 20. Bez zbyt wielu minut pozostałych na zabawę czy kontakt z rodzicami. Z tego względu muszę po raz kolejny podkreślić, że pani Kluzik-Rostkowska się myli. Polskie szkoły nie są przygotowane na przyjęcie sześciolatków. A już na pewno nie te, które pracują na dwie zmiany.

Dziś po raz kolejny moje serce skradła pani Beata Szydło. I nie chcę wprawdzie agitować politycznie, ale powiedziała w swoim spocie dotyczącym sześciolatków to, co ja sam zamierzałem napisać. „Oczywiście wielu sześciolatków świetnie radzi sobie w szkole. Tak było zawsze. To rodzice najlepiej znają swoje dzieci i to oni wiedzą, czy sześcioletnie dziecko nadaje się do tego, żeby pójść do szkoły. To jest prawo i obowiązek rodziców decydować, co jest najlepsze dla ich dzieci”. To właśnie chciałem napisać wtedy, kiedy początkowo miał powstać ten wpis. Dlatego, że prezydent Andrzej Duda chciał zapytać Polaków w referendum o to, czy są za przywróceniem powszechnego obowiązku edukacji do wieku 7 lat. A ja, gdyby to referendum miało się rzeczywiście odbyć, nie wiedziałbym, co odpowiedzieć. Bo z jednej strony tak, ale z drugiej strony dobrze jest, kiedy sześciolatek może jednak zacząć szkołę wcześniej. Ja nie dostałem tej szansy i mogę tylko żałować.

Ale właśnie dziś dowiedziałem się, że istnieje szansa wprowadzenia prawa wyboru. Prawa do tego, by to rodzice decydowali, bez żadnych upokarzających dziecko odroczeń, bez konieczności zdobywania zaświadczeń o geniuszu, czy ich dziecko pójdzie do szkoły w wieku sześciu czy siedmiu lat. Wtedy żadne z dzieci nie byłoby gorsze, bo odroczone, ani lepsze, bo mądrzejsze. Jestem za wyborem. I wiem, że gdybym mógł wybrać, wysłałbym swojego syna do szkoły w wieku sześciu lat. Ale chcę wybierać, bo jeszcze nie wiem, co będzie z moją córką. I z drugim synem też.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Sześciolatek w szkole, zdjęcie za: http://natablicy.pl/slaskie-14-3-proc-szesciolatkow-w-szkole-od-wrzesnia,artykul.html?material_id=51fa1b6116f1da4738bb3565
2. Pupilek, zdjęcie za: http://egaga.pl/zle-stopnie-w-szkole-sa-potrzebne/

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 3 komentarze