Monthly Archives: Listopad 2015

Kochaj i rządź

rękaJesteśmy po wyborach, w których Prawo i Sprawiedliwość uzyskało parlamentarną większość, po wybraniu i zaprzysiężeniu rządu. Wszystko to odbyło się w wyjątkowo szybkim czasie, wyjątkowo szybko i intensywnie zaczęło się też rządzenie. To wszystko wywołuje w wielu publicystach i komentatorach dysonans poznawczy. I nie mówię tu o proplatformianych mediach głównego nurtu, których reakcja była i będzie oczywista, dopóki stopa życiowa nie opadnie im tak, że będą musiały przestać istnieć – co zresztą może się zdarzyć już wkrótce, bo oto właśnie odcięto je od finansowania ze środków publicznych (patrz: reklamy spółek skarbu państwa). Te przed wyborami walczyły jak lwy o to, by PiS nie wygrał, by nie miał większości z Kukizem i Korwinem, wreszcie by nie miał większości samodzielnie. Po wyborach rzucały gromami, że rządu jeszcze nie ma. Teraz rzucają gromami, że rząd już jest i że zaczął rządzić. Reakcja przewidywalna.

Inną sprawą jest jednak reakcja części publicystów prawicowych. Tych, którzy dotychczas bardzo krytykowali rządy Platformy Obywatelskiej i PSLu, którzy poszli na medialne barykady, by doprowadzić do zmiany, którzy wreszcie pomogli PiSowi osiągnąć to, co osiągnął. PiS wyznaczył ministrów, na których oni sami głosowali (przynajmniej niektórzy), a potem – czasem jeszcze przed zaprzysiężeniem – ci ministrowie zaczęli się wypowiadać. Zresztą już sam dobór ministrów, czy innych osób na ważnych stanowiskach, zaczął stanowić kontrowersję. Bo okej, wybraliśmy tych konkretnych ludzi i głosowaliśmy na panią profesor Krystynę Pawłowicz. Ale żeby zaraz powoływać ją do Krajowej Rady Sądownictwa? Albo Macierewicz – wygrał wprawdzie wybory w Piotrkowie Trybunalskim (gdyby Kukiz wywalczył JOWy, Macierewicz byłby w sejmie), ale dlaczego ma być ministrem obrony narodowej? I jeszcze dobierać sobie doradców w ramach własnego uznania (patrz: przypadek dwudziestoletniego Edmunda Jannigera). A już wypowiedzi Witolda Waszczykowskiego czy Konrada Szymańskiego na temat odwoływania ustaleń kwot uchodźców z Niemcami – to już kompletnie niedopuszczalne. A gdzie dyplomacja? A gdzie liczenie się z procedurami i mezaliansami? A gdzie tak ważny PR? I jest hałas, bo to koniec dobrej polityki, koniec „dobrej zmiany”, a przecież miało być tak pięknie.

Skomentowałem to oburzenie w dwóch twittach, z czego pierwszy jest chyba dobitniejszy: „Ludzie myśleli, że Kaczyński wygra i będzie jak Jezus, przemówi ewangelicznie, przytuli złodzieja i prostytutkę, potem na krzyż” i „Ale Jezus mówił wyraźnie: Królestwo moje nie jest z tego świata. A Kaczyński ma trochę na odwrót. Nie obcyndala się, to dobrze”. Kaczyński w opozycji był „męczennikiem” mediów publicznych i siły rządzącej. PiS w opozycji był obśmiewany, wytykany palcami i niszczony, mieszany z błotem. Zresztą czy nie podobnie było wówczas, gdy również wygrał podwójne wybory w 2005 roku? Nie mógł znaleźć koalicjanta, bo nikt nie chciał z nim współpracować. Kiedy związał się z Lepperem i Giertychem, była to toksyczna koalicja, nie pozwalająca osiągnąć tego, co osiągnąć chciano. I te ciągłe podśmiewki, że prezydent to kartofel, że nie sięga do klamki, że premier zamiast żony ma kota, a może nawet czuje inaczej, kto wie? Rząd Prawa i Sprawiedliwości, chcący zaprowadzić porządek w Polsce, upadł, to było naturalne. PiS, chcąc osiągnąć to, co chciał osiągnąć, musiał mieć swobodę rządzenia. Nieblokowaną przez koalicjantów, których trzeba kupić, przez uzależnionych od opozycji sędziów, przez senat i grupy nacisku. Dlatego wówczas się nie udało. I dlatego środowiska sprzyjające PO walczyły w 2015 o brak samodzielnych rządów PiS, a PiS walczył o samodzielne rządy. I dlatego właśnie, to oczywiste, na nich głosowaliśmy!

Jeden ze znajomych napisał, że w Prawie i Sprawiedliwości ścierają się dwa fronty. Jeden to front ekonomiczny (500 złotych na dziecko, kwestia frankowiczów), drugi to porządkujący (Smoleńsk, rozliczanie rządów od PRL do dziś). Pierwszy chce rządzić spokojnie i załapać się na drugą kadencję, drugi pragnie dojścia do prawdy i do sprawiedliwości, bez względu na własną dalszą władzę. Znajomy zastanawiał się, która opcja wygra. Zgodziłem się z nim tylko w tym, że obie te kwestie są ważne. Nie zgodziłem się natomiast jeśli chodzi o ścieranie się frontów. Osobiście uważałem bowiem, że PiS jest w stanie, w ramach niezależnych rządów, znakomicie pogodzić te dwie opcje. Póki co nie czuję się zawiedziony – dobór ministrów z jednej i drugiej strony daje silne nadzieje na wypełnienie wszystkiego, co jest ważne do wypełnienia. I oczywiście, że pierwsza grupa – mająca zwiększyć dobrobyt Polaków i podnieść ich poziom życia – będzie działała ciszej i wolniej, ale w sposób odczuwalny dla zwykłych obywateli. Druga grupa musi natomiast zadziałać natychmiast, wyprowadzając ciosy bez oglądania się na trzymających ich za ramiona speców od PRu. Przeprowadzenie od podstaw śledztwa smoleńskiego – zaczynając od odzyskania wraku Tupolewa i czarnych skrzynek – zablokowanie przejęcia przez Platformę Trybunału Konstytucyjnego, zatrzymanie napływu „uchodźców” wmuszanego nam przez Niemcy i okolicę, to wszystko musi być zrobione tu i teraz. Aby dokonała się zapowiadana dobra zmiana, musi ona odbyć się tu, na miejscu, w tej chwili. To co najważniejsze, najtrudniejsze – w pierwszych tygodniach. A potem można spokojnie, powoli pracować, poprawiając jakość istnienia przez cztery, osiem, może nawet dwanaście lat? I to musi się odbyć poprzez forsowanie swoich opcji, niezależnie od wychodzenia Platformy z sali sejmowej, od krzyków Lisa i Michnika, a także od zdziwienia prawicowych publicystów, którzy mieli nadzieję na to, że Kaczyński pocałuje panią Kopacz w oba policzki, uściśnie rękę Królowi Europy i odstąpi opozycji wszystko to, co ona by chciała. Że nie odwoła żadnego dyplomaty, żadnego szefa żadnej ze służb specjalnych, żadnego z niekonstytucyjnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, który ma w mocy odwołać prezydenta Andrzeja Dudę i zdelegalizować każdą partię polityczną.

szydłodudaSzanowni koledzy i koleżanki dziennikarze! Głosowaliśmy na Prawo i Sprawiedliwość, ponieważ chcieliśmy gruntownych zmian, chcieliśmy przebudowy polskiej polityki. I oczywiście nie da się naprawić komputera ani samochodu waląc w niego łomem (co napisał Łukasz Warzecha po tym, jak wybrano prof. Pawłowicz do Krajowej Rady Sądownictwa). Owszem, tak się nie robi. Ale naprawiać trzeba Polskę. Aby to zrobić, część zepsutych rzeczy trzeba najpierw wyrzucić. To, co stoi i się wali, trzeba wyburzyć. Głosowaliśmy na PiS ponieważ wiedzieliśmy, że rządy Platformy i PSLu to rządy kłamców, podejrzewaliśmy ich o kradzieże ogromnych kwot pieniężnych (np. 19 miliardów złotych, które zniknęło przy przenoszeniu emerytur z OFE do ZUSu) i denerwowały nas współpracujące z nimi media publiczne i prywatne. Zagłosowaliśmy na PiS po to, by miało większość parlamentarną w sejmie i senacie, a wcześniej – by miało prezydenta. Teraz ma prezydenta, sejm i senat. I rządzi mocną, silną ręką, bo my chcieliśmy, żeby tak rządzili. Dlatego na nich zagłosowaliśmy. Czas otrząsnąć się z dotychczasowego skażonego mediami myślenia, że dobrze jak będzie cicho, spokojnie i bez wielkich kroków. Że jeśli rządzi PiS, to powinno to robić spokojnie, żeby nikomu nie przeszkadzać – a już zwłaszcza żeby „nie kopać leżących”, czyli nie męczyć przegranych. Pora przyznać, że głosowaliśmy na PiS po to, żeby rządziło, żeby ich ministrowie mówili i robili to, co trzeba, a nie to, co wypada. I to właśnie robią.

Nigdy na dobre nie wyszliśmy z PRLu dzięki polityce grubej kreski. Czas już skończyć z tą ułudą wolności. Pora pozbyć się grubej kreski. Mamy na to cztery lata, ale musi się to dokonać w pierwszych miesiącach.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące zdjęcia:
1. Rząd silnej ręki, zdjęcie za: http://www.portalfk.pl/nowosci/oecd-bedzie-walczyc-z-optymalizacja-podatkowa-1294034
2. Beata Szydło i Andrzej Duda, za: http://fakty.interia.pl/polska/news-ujawniono-liste-najblizszych-wspolpracownikow-andrzeja-dudy,nId,1832188

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 4 komentarze