Gdzie są dziś ludzie z oazy?

zdjecieJakiś czas temu artykuł o podobnym tytule, zamieszczony w jednym z katolickich tygodników, przykuł moją uwagę. Ponieważ od dłuższego czasu zastanawiałem się nad tematyką dalszych losów byłych oazowiczów, postanowiłem zakupić ten numer i przeczytać tekst. Bardzo się zawiodłem, ponieważ okazało się, że nie był to reportaż o pokręconych losach dawnych uczestników oazowej formacji, lecz zbiór celebrytów, którym się w życiu udało (osiągnąć sukces), a którzy kiedyś należeli do ruchu Światło-Życie. Do dziś pamiętam tylko twarz pana Zubilewicza, który teraz – może właśnie dzięki oazie – przekazuje informacje o pogodzie na kanałach TVNu.

A tekst na temat tego, co stało się z ludźmi oazy, mógłby wyglądać z gruntu inaczej. Piszę to, bo zarówno ja, jak i moja żona, mamy wielu znajomych wywodzących się z tego środowiska – lub środowisk jemu pokrewnych. I widzimy, jak bardzo komplikują się losy tych ludzi. Można swobodnie powiedzieć, że silną wiarę i zaangażowanie w życie Kościoła katolickiego zachowuje nie więcej, niż 10% byłych oazowiczów.

Oczywiście wśród nastolatków jeżdżących na wakacyjne rekolekcje można wyróżnić i tych naprawdę zapatrzonych (często bardzo emocjonalnie) w Boga, i tych szukających przygód, przyjaciół czy sympatii. Nie jest jednak regułą, że tylko ci drudzy odchodzą od Kościoła. Im bliżej byli Boga w młodości, tym większym zaskoczeniem okazuje się ich całkowity zwrot, ale nie oznacza to, że stanowią wyjątek.

Ciekawostką jest, jak bardzo ekstremalną zmianę poglądów reprezentują ci, którzy wydawali się najbardziej sympatyczni, dający słabszym nadzieję i świadectwo wiary. Część z nich – obrażona na dawne środowisko – zostaje walczącymi antyklerykałami, krytykującymi domniemaną hipokryzję księży i osób wierzących. Pojawiają się przypadki osób szukających emocji i spełnienia poza Kościołem – w innych grupach wyznaniowych, często również sektach. A są i tacy, którzy jako nastolatkowie nie rozumieli tych nielogicznych dla dzieciaków dojrzewających w rozerotyzowanym świecie zasad, jak choćby wstrzemięźliwość przedmałżeńska czy odrzucenie antykoncepcji. We wczesnej dorosłości zaczynają się gubić, zachodzą w ciążę (lub doprowadzają do ciąży – w przypadku mężczyzn) i angażują się w nie do końca świadomie założony związek, albo zostają samotnymi matkami. A w efekcie zaplątania się we własne grzechy, odchodzą od kościoła i zapominają o Bogu. Potrafię również wskazać tych, którzy zwyczajnie ochłonęli, zobaczyli że Kościół nie jest jednak taki „cool” jak się wydawało, i zlaicyzowali swoje życie – chociaż ślub katolicki wezmą, a może i do kościoła pójdą co niedzielę.

Skąd taki przykry rozwój wypadków? Nazwałbym to efektem wyczerpania emocji. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że młodzież oazowa to właściwie wyłącznie nabuzowane hormonalnie nastolatki. Okres dojrzewania to czas pierwszych „erotycznych” miłości, czas huśtawek emocjonalnych i wielkich euforii. Dlatego oazowe nauczanie pada na podatny grunt – dzieciaki jak gąbka chłoną wszystko, co jest „dżezi”, „trendi” i „cool”, czyli ogólnie mówiąc: fajne. A Jezus Chrystus może być fajny, jeśli zgasi się światło, zagra na gitarze i zaśpiewa kilka oazowych hitów. Przyznaję – sam uwielbiam emocjonalny klimat oazowych wieczorków, dźwięk gitary i smętne, wyciskające łzy z oczu melodie. Sam wspominam grającą na gitarze w ciemnym kościele koleżankę, w której – właśnie tam i wtedy – się zakochałem. Bo miałem naście lat i wszystko tak na mnie działało. Zakochanie nie było trwałe, ale rozumiem dlaczego dziewczyny zakochują się i łączą w związki z chłopakami na wakacyjnych rekolekcjach. W całym tym klimacie zatopione jest nauczanie o Chrystusie i przyjmowanie Go jako swojego Pana i Zbawiciela. I znowu – część osób podejmie tę decyzję w gigantycznej euforii, a część nie zrobi tego, bo akurat przeżywa dół i czuje się niegodna. To właśnie jest nastoletnia huśtawka hormonalna.

Przypomina mi się scena z rekolekcji oazowych I stopnia. Przeżywałem je już z żoną, jako członkowie Domowego Kościoła. Omawialiśmy wyższość woli i rozumu nad uczuciami, które są piękne i ubogacające, ale nie są związane z nami, tylko przychodzą do nas z zewnątrz. I mówiliśmy o tym, że wiara wynika z rozumu i woli, a nie z uczuć. Zwróciliśmy wówczas uwagę na to, że I stopień oazy przechodzą też nastolatki. I że przechodzą również przez ten etap – etap ustalania, że wiara to decyzja, a nie emocja. I popadają w emocjonalny zachwyt nad tą rzeczywistością – i przyjmują ją wszystkimi swoimi uczuciami. Czyli tak naprawdę nie osiągają momentu decyzji, a tylko ekscytują się możliwością decydowania.

A potem trzeba zacząć dorosłe życie. Burza hormonów się kończy i pora na serio decydować, co się będzie w życiu robiło i w co się będzie wierzyło. I nagle okazuje się, że trzeba by zaakceptować zakaz seksu przedmałżeńskiego, antykoncepcji, nakaz dawania świadectwa czy najbardziej pierwotne przykazanie Boga: rozmnażanie się i zaludnianie ziemi. Na początku jeszcze uczucia się bronią – w zderzeniu z trudną rzeczywistością byli oazowicze przypominają sobie, jak fajnie jest na rekolekcjach czy na pielgrzymkach do Częstochowy. Próbują przywołać te myśli, żeby nie odejść od Kościoła, bo Kościół musi być „cool”. Potem jednak ostatnie uczucia się rozmywają i – jeśli decyzja o przyjęciu Jezusa Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela nie była trwała – pozostaje szare życie, w którym Bóg nie jest już rzeczywistością. Sekty czy ruchy antyklerykalne potrafią zagospodarować to uzależnienie młodych od emocjonalnych zrywów, których nie osiąga się już w Kościele katolickim w dorosłym życiu. I tak oto pojawiają się setki, a nawet tysiące osób, które nie rozumieją, czemu Kościół, który był tak fajny kiedy mieli 15 lat, przestaje być fajny kiedy mają 25. To są właśnie byli oazowicze, zupełnie inni niż ci sympatyczni chłopcy i radosne dziewczynki sprzed lat.

Oczywiście nadal pozostaje to 10% oazowiczów, którzy rozumieją, co znaczy, że wiara jest decyzją i nie wynika z uczuć. Oni przechodzą w prozę życia z nastawieniem, że już nie będzie tak łatwo, jak było, ale z Bogiem musi być dobrze. Oni pozostają wierni Kościołowi i chętnie dają świadectwo swej wiary. I wcale nie ma znaczenia, czy są prezenterami sczytującymi chmurki z telewizyjnej mapy pogody.

____________________________________

Zdjęcie we wpisie pochodzi z archiwów Jacka Słabego. Znajdują się na nim przedstawiciele franciszkańskiej młodzieży oazowej oraz ich opiekunowie w czasie pieszej pielgrzymki do Częstochowy w 2003 roku. Ten w niebieskiej koszulce z Jezusem to ja.

Reklamy
Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Zobacz wpisy

4 thoughts on “Gdzie są dziś ludzie z oazy?

  1. Bardzo trafny – i chyba ważny tekst. Oczywiście temat jest raczej na pracę doktorską niż wpis na blogu, ale trafny.
    Na ile uważasz że jest to „naturalny bieg rzeczy” a na ile błąd w samych założeniach Oazy?

  2. Sabina

    „Omawialiśmy wyższość woli i rozumu nad uczuciami, które są piękne i ubogacające, ale nie są związane z nami, tylko przychodzą do nas z zewnątrz”. Uczucia są jak najbardziej nasze, ludzkie, wewnętrzne. Nie są czymś z zewnątrz. Bardzo dziwna ta teoria. I błędna. Uczucia są genialnym źródłem informacji o nas samych. Pomijanie, spychanie ich to utrata części siebie (i droga do chorób).
    Jako była oazowiczka (oaza młodzieżowa, potem dorosłych) mogę powiedzieć, że większość moich obecnych znajomych jest z tego kręgu i znam tylko jedną osobę, która odrzuciła wiarą. Reszta jest mniej lub bardziej zaangażowana w życie wiary. Moje proporcje byłyby więc zupełnie inne, zatem trudno mi się zgodzić z podanymi wnioskami.

  3. K

    Nie powiedziałabym, że to błąd w samych założeniach oazy – prędzej w tym, jak była prowadzona. Nie wszyscy przechodzą pełną formację w Ruchu, ile osób (z różnych przyczyn – niekoniecznie to coś złego) „wysypało się” z oazy wcześniej. Nieraz wspólnoty te potrafią naprawdę słabo wyglądać, wiem o tym z doświadczenia, a w oazie jestem od lat, ale z drugiej strony wcale nie we wszystkich tak jest. Założenia oazy są genialne, ale można je wypaczyć i może m.in. tu jest problem. Ważne, by diakonia w danej wspólnocie – księża, animatorzy – wiedzieli, o co chodzi, żyli tym i mieli zapał do przekazywania własnej wiary i piękna tego Ruchu. Sytuację może komplikować to, że ludzie, którzy przychodzą na jej spotkania są z różnych rodzin, też potrzaskanych i może nie od razu samego Boga będą szukać. Pewnie potrzeba mądrości wtedy, by takie osoby odpowiednio poprowadzić i im pomóc. Ale negowanie samego charyzmatu oazy to już chyba nadużycie.

  4. Oaza była fenomenem w latach 70. ub. wieku. Przeciągnęło się to jeszcze na lata 80., później już było tylko gorzej. Miejsce tej formy organizowania młodzieży wypełnij pajac w żółtek=j koszuli ze swoim „Róbta co chceta”… Niestety.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s