Rajski ptak na Marszałkowskiej

Powrót z rekolekcji zawsze nastraja do tworzenia wpisów. Adam – prowadzący ten turnus – podkreślił, żeby zapisywać sobie swoje przemyślenia. Ja wprawdzie nie zapisywałem nic na bieżąco, ale na koniec postanowiłem podzielić się kilkoma myślami z czytelnikami. Pierwsza myśl – zawarta w tytule – to słowa Adama, które postanowiłem sobie zapamiętać. Nie pamiętam nawet kontekstu, w którym zostały wypowiedziane, ale wiem, co miały oznaczać. Coś niezwykle rzadkiego, niespotykanego, wręcz niemożliwego. Ulotnego. Można tak powiedzieć o wielu rzeczach, wspomnieniach, przeżyciach. Warto jednak postarać się, by Duch Święty był takim rajskim ptakiem na Marszałkowskiej, który nie ucieka, lecz trwa.

Wróciliśmy z Oazy Rodzin III stopnia w Nałęczowie. Oznacza to, że podstawową formację Domowego Kościoła mamy właściwie za sobą. Co nie oznacza, że jestem nagle super uformowany i święty za życia. Im dłużej jestem w Domowym Kościele, tym więcej widzę braków w sobie. Oczywiście nie wynika to z tego, że jestem coraz bardziej oświecony i więcej zauważam. Wynika raczej z faktu, że tych braków naprawdę jest coraz więcej. Coraz rzadziej pamiętam w codzienności o tym, kim dla mnie jest Jezus Chrystus i jak wiele dla mnie zrobił. Że umarł, zabierając do grobu moje grzechy, a potem zmartwychwstał, by pokazać że pokonał dla mnie śmierć. I nie, nie są to tylko puste frazesy – a przecież tak często stają się frazesami. Żeby naprawdę to uchwycić, trzeba złapać rajskiego ptaka na Marszałkowskiej…

Spójrzmy na priorytety osoby wierzącej. Bóg na pierwszym miejscu. Jak łatwo to powiedzieć i jak łatwo staje się to pustym hasłem. Często księża przypominają o miejscach w naszych życiach, do których nie wpuszczamy Boga. Tak, Panie Boże, jesteś dla mnie najważniejszy. Ale tu nie wchodź, tu się nie wtrącaj. Tu sobie poradzę. Ja zwróciłem uwagę, że mam nieco inaczej. Owszem, Panie Boże, zapraszam Cię. Możesz wejść, ale siądź sobie cicho z boku i nie przeszkadzaj. Nie mam dziedzin życia, w których nie chcę widzieć Boga. Ale mam takie, w których wolałbym działać sam. A skoro Bóg jest na pierwszym miejscu, to On to wszystko ogarnia. Nie siądzie sobie z boku, bo On jest we wszystkim, a wszystko jest w Nim. I owszem, dał człowiekowi wolną wolę, więc zgadza się na swoją cichą obecność dopóki Go nie zaprosimy. Ale skoro przenika wszystko, to nie da się go zostawić za drzwiami.

„Przychodzisz Panie mimo drzwi zamkniętych. Jezu zmartwychwstały ze śladami męki”. Nie zwróciłbym uwagi na tę piosenkę, gdyby nie jedna ze współuczestniczek rekolekcji. Ona otworzyła mi oczy na jedno z możliwych działań Boga w moim życiu. Już nie tylko „Oto stoję u drzwi i kołaczę”. Już nie tylko stara opowieść o klamce tylko od środka, gdzie Jezus czeka na zewnątrz aż Mu otworzymy. Nie, Jezus wchodzi do naszego życia choć drzwi wieczernika są zamknięte. I zmienia nas, bo przenika wszystko. Warto Mu uwierzyć i oddać się w opiekę.

Na pierwszym miejscu musi być Bóg, na drugim żona – dopiero później dzieci. Co to oznacza? Od dłuższego czasu miałem takie głupie przeświadczenie, że jeśli żonie jestem w stanie poświęcić dwie godziny w ciągu dnia, to Bogu powinienem poświęcić co najmniej trzy. Ale tych trzech godzin nigdy nie miałem. I dopiero teraz, w czasie tych rekolekcji, przypomniałem sobie bardzo dawne czasy, kiedy byłem klerykiem w seminarium (zainteresowanych odsyłam do pierwszych wpisów na blogu). Kiedy dla Boga miałem naprawdę wiele godzin dziennie, ale to sprawiło, że czułem Go zawsze tuż obok. Śmiałem się, bo szedłem korytarzem, a Jezus kroczył obok mnie, a tam przecież była ściana i przepaść na pierwszym piętrze. I teraz zdałem sobie sprawę, że na rozmowę z Bogiem twarzą w twarz przyda się 15 minut, nawet pół godziny. I to wystarczy, pod warunkiem, że zdam sobie sprawę z tego, że On jest zawsze przy mnie. I że nie poświęcam Mu trzech godzin, lecz cały dzień, cały swój czas, całego siebie.

Owszem, nie jest łatwo przełożyć te przemyślenia na czyny. Czuć Pana cały czas obok i śmiać się do Niego ku zdziwieniu gapiów na ulicy. Dlatego kolejny fragment Pisma Świętego rozpościeram przed sobą jako moje życiowe motto. I staram sobie go przypominać w chwilach zwątpienia.

„Stawiam sobie zawsze Pana przed oczy,
nie zachwieję się, bo On jest po mojej prawicy”

(Księga Psalmów 16,8).

____________________________________

We wpisie zastosowano zdjęcie przedstawiające rajskiego ptaka, za: https://pixabay.com/pl/bird-of-paradise-safari-oddzia%C5%82%C3%B3w-2433714/

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s