Monthly Archives: Listopad 2017

Nie warto się spieszyć z pierwszą komunią

Przy okazji poprzedniego wpisu na blogu, dotyczącego przygotowania do pierwszej komunii świętej, pojawiły się komentarze sugerujące, że ze względu na lepsze przeżycie tego wydarzenia w życiu dziecka warto podjąć decyzję o tzw. wcześniejszej pierwszej komunii. To znaczy – zdaniem niektórych – powinno się przygotować dzieci do całkowitego spotkania z Panem Jezusem wcześniej, niż kiedy przyjęło się to robić (obecnie w 3 klasie szkoły podstawowej). Ja jednak, jako katolik, teolog, mąż i ojciec trójki dzieci (w tym jednego, które właśnie szykuje się do spotkania z Panem Jezusem w komunii) szczerze odradzam ten tok myślenia. I postaram się wykazać, dlaczego.

Kiedy próbowałem dowiedzieć się czegoś na temat wczesnej komunii, natrafiłem na kilka ciekawych argumentów. Po pierwsze podobno wielu świętych przystępowało do komunii wcześniej, niż ich rówieśnicy. Joanna Beretta Molla czy Łucja z Fatimy przystąpiły do wcześniejszej komunii. Nie można jednak dowodzić, że ten właśnie fakt sprawił, że później zostały one świętymi. Ich świętość wynikała z całości życia, z życia wiarą w ich rodzinach. To – oczywiście – pociągało za sobą również fakt, że rodzice zdecydowali o ich wcześniejszym przystąpieniu do komunii. I nie mam wątpliwości, że podobne podejście kieruje postępowaniem większości współczesnych rodziców decydujących się na wczesną komunię. Żyją oni wiarą, budują tę wiarę w swoich dzieciach i chcą pozwolić im na budowanie silnych więzi z Chrystusem. Traktują przy tym Ciało i Krew Chrystusa jako lekarstwo – zgodnie z zaleceniem nauki Kościoła – które pozwala gładzić grzechy powszednie i napełnia łaską. Warto jednak uniknąć przy tym podejścia, które traktowałoby komunię niczym amulet, mający chronić nasze dzieci przed złem tego świata (oraz tym, które rodzi się w nich samych). Sakramenty, także prawdziwe Ciało i prawdziwa Krew Chrystusa, są źródłem prawdziwej, żywej łaski, ale nie są substancjami, które w „magiczny” sposób przemienią nasze dzieci w ludzi świętych. O ile zatem logiczne jest, że chrzest święty zmywa grzech pierworodny z każdego, nawet najmłodszego człowieka, o tyle przystąpienie do Eucharystii zakłada już używanie rozumu. I na tym przede wszystkim powinni skupić się rodzice, których dzieci mają przygotowywać się do pierwszej komunii.

Papież Pius X, który 7 sierpnia 1910 roku zatwierdził dekret „Quam singulari Christus amore”, czyli dekret o wczesnym dopuszczeniu dzieci do komunii świętej, bardzo gorliwie walczył o zdjęcie z dzieci obowiązku przekroczenia obowiązującego wówczas wieku 12, a w niektórych miejscach nawet 14 lat przed przystąpieniem do komunii świętej. Zdecydował więc, że komunia święta – no właśnie – powinna być „wczesna” i dotyczyć dzieci, które potrafią już używać rozumu nie w stopniu doskonałym, lecz zaledwie w pewnym. W dekrecie wyraźnie zapisano, że powinny znać podstawowe zasady i umieć odróżnić Ciało Pańskie od zwykłego chleba. Zapisano tam wyraźnie, że „Wiekiem rozeznania tak co do spowiedzi jak i co do Komunii jest wiek, w którym dziecko zaczyna rozumować, czyli mniej więcej rok siódmy, niekiedy nieco później, niekiedy nawet wcześniej. Od tego czasu zaczyna obowiązywać dziecko przykazanie dotyczące spowiedzi i Komunii świętej”. I owszem, Joanna Beretta Molla przystąpiła do komunii jako pięciolatka – a potem codziennie uczestniczyła we mszy świętej ze swoją matką. Ale tego typu sytuacje należy zaliczyć do wyjątków. Jeśli ktoś pragnie, by jego dziecko było jak Joanna Beretta Molla, niech zapyta najpierw samego siebie, czy życie jego rodziny naprawdę jest takie, jak życie rodziny tej świętej kobiety.

Problemem jednak nie jest kwestia wieku. Przecież w Polsce już tych siedem lat uważane jest za wiek wczesny, a siedmiolatek, którego rodzice postanowili przygotować do pierwszej komunii, idzie do komunii „wczesnej”. Jest to spowodowane tym, że polski episkopat ustalił granicę używania rozumu na 9 lat – co sprawia, że do komunii tradycyjnie idą dzieci będące teraz w trzeciej klasie (a więc dziesięcio- i dziewięcioletnie). Mimo tego rodzic, który uznaje, że jego dziecko w wieku siedmiu lat jest już gotowe na przyjęcie Chrystusa, powinien mieć swobodę przygotowania go do pierwszej komunii – która, według dokumentów Kościoła, wcale nie jest już „wczesna”. Problem, moim zdaniem, wynika z czegoś innego, niż ze zbyt młodego wieku. Tym problemem jest widoczna wśród zaangażowanych katolickich rodzin moda na „antysystemowość”.

Pisząc o „antysystemowości” nie mam na myśli kwestii politycznych – choć, jak teraz o tym myślę, muszę przyznać, że wśród wielu moich katolickich znajomych dało się zauważyć fascynację Pawłem Kukizem czy Januszem Korwin-Mikkem w okresie wyborczym 2015. Mam na myśli bunt przeciw normom narzucanym w pewnym sensie przez państwo, ale i przez system kościelny w Polsce. Dotyka to głównie trzech aspektów, które najczęściej w mniejszym czy większym stopniu łączą się ze sobą. Chodzi o bunt przeciw medycynie, systemowi edukacji i normom kościelnym właśnie. A – żeby być precyzyjnym – konkretnie o szczepienia, szkolnictwo sensu stricte oraz właśnie „masowe” przystępowanie do pierwszej komunii. I zauważa się pewne tendencje, że rodzice zafascynowani unikaniem szczepienia swoich dzieci również często postanawiają uczyć je w domu, oraz posyłają do wcześniejszej komunii świętej. Nie jest to związane często ani z ogromną wiarą panującą w rodzinie, ani z wielkim zaufaniem Bogu. Często dotyka to raczej sfery własnego „ja”, a dokładniej – „ja wiem lepiej”. Tzn. ja wiem lepiej, co jest dobre dla mojego dziecka. I tu, oczywiście, nie mogę zabronić nikomu myśleć w ten sposób. Sam z premedytacją zapisałem dzieci do szkoły innej, niż masowa (ale o tradycyjnym profilu edukacyjnym) i przygotowuję je do komunii inaczej, niż poprzez uczenie się wierszyków i równego stania w kościele. Więc wyraźnie sam mam podejście, że wiem lepiej co jest dobre. Ale nie walczę z „systemem”, by zrobić dobrze moim dzieciom. Nie idę za modą nieszczepienia, nieszkonictwa i wczesnej komunii. I sugeruję jednak zastanowienie się nad tym, by podejmować decyzję logicznie i mądrze, z Bożym rozeznaniem, a nie wchodzić w nowy modny system antysystemowości.

Mój syn pójdzie do pierwszej komunii w wieku 9 lat (poszedł do szkoły jako sześciolatek). Wówczas jego siostra będzie miała skończone 6 lat. Przygotowuje się do pierwszej komunii razem z bratem, uczestnicząc we mszy, chodząc z nami do ołtarza kiedy przyjmujemy Ciało Pana Jezusa. I widzimy jej pewne zainteresowanie tą kwestią. Wiemy jednak, że czasami dużo lepszym rozwiązaniem jest nauka cierpliwości. Jest to nauka dla dziecka, ale i dla nas samych. Dla rodziców, którzy wszystko chcieliby jak najszybciej i najlepiej. A przecież nasze dziecko do wszystkiego samo musi dojrzeć. Samo musi dorosnąć i podjąć decyzję, że chce zjednoczyć się z Bogiem. Musi zrozumieć czym naprawdę jest ten biały Chlebek. Nie wystarczy, że ono chce Go zjeść. I owszem, z całą pewnością są siedmio- czy sześciolatkowie, którzy są gotowi, by przystąpić do Ołtarza Pańskiego. Ale dużo większą wartością jest osiągnięcie dojrzałości, by zrobić to z pełną świadomością. Nie wolno nam oczywiście wracać do czasów, kiedy komunii po raz pierwszy udzielano nastolatkom – zapadającym się już w nałogi ciężkich grzechów. Ale pozwólmy naszym dzieciom dorosnąć do wieku, w którym przyjęcie Chrystusa będzie dla nich nie tylko przeżyciem emocjonalnym, ale przede wszystkim duchowym.

____________________________________

We wpisie wykorzystano zdjęcie pochodzące ze strony Pixabay, za: https://pixabay.com/pl/komunia-gospodarz-chrystusa-jezus-2110404/

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 2 Komentarze