Monthly Archives: Styczeń 2018

Wiara, modlitwa i łaska Boża to nie są żadne magiczne sztuczki

Mój poprzedni artykuł wywołał pewne poruszenie, ponieważ skrytykowałem w nim modlitwę pacierzową, jako odmawianie serii pozbawionych znaczenia regułek i przeciwieństwo modlitwy. Warto w związku z powyższym wytłumaczyć, że nie krytykuję pacierza jako takiego – samego w sobie. Moja krytyka dotyka tylko bezmyślnego odklepywania wyuczonych wierszyków, bo ktoś pomógł nam tak bardzo uwierzyć w konieczność tego procederu, że – nawet pozbawieni wiary – nie moglibyśmy zasnąć bez odmówienia pacierza.

Sama „modlitwa pacierzowa” ma swoje mocne zakorzenienie w Piśmie Świętym i w nauczaniu Chrystusa. „Ojcze nasz” to modlitwa, której swoich uczniów nauczył sam Jezus. Jej wartość jest nieoceniona. „Zdrowaś Mario” to w połowie słowa, którymi archanioł Gabriel powitał Marię z Nazaretu, gdy przybył, aby poinformować ją o tym, że będzie matką Boga. Każda z tych modlitw, podobnie jak „Aniele Boży”, czy „Wierzę w Boga” posiada nieocenioną wartość i – dobrze zrozumiana – przybliża prawdy wiary i wyjaśnia nasze umiejscowienie w świecie. Dlatego nigdy i nikogo nie chcę odwodzić od uczenia dzieci modlitw pacierzowych, od tłumaczenia im ich, wyjaśniania zawartych w nich słów. Argument, że dzieci przygotowujące się do pierwszej komunii, które są w domu nauczone modlitw, mają łatwiej z zaliczaniem ich – jest jak najbardziej zasadny. Kiedyś sam byłem w pewnym sensie przeciwnikiem obowiązku zaliczania wszystkich modlitw przed komunią – stawiałem na osobistą, prawdziwą wiarę danego dziecka bardziej, niż na wyuczenie się regułek. Dziś wiem, że te regułki – tylko kiedy są dobrze wyjaśnione – stanowią podstawy wiary tychże dzieci. Ale – znowu – tylko wtedy, kiedy zaliczanie ich nie opiera się na starym mechanizmie 3xZ (zakuć, zdać, zapomnieć), lecz wprowadza dzieci w prawdy wiary o Chrystusie.

Pacierz jest formą modlitwy, nie gorszą od modlitwy spontanicznej. Choć nie wyobrażam sobie – jako członek Domowego Kościoła – powiedzieć na dzieleniu się zobowiązaniami, że wprawdzie nie robiłem namiotu spotkania (osobista rozmowa z Bogiem na wzór Mojżesza), ale za to odmawiałem codzienne różaniec albo koronkę do miłosierdzia, a w czasie namiotu spotkania odmawiałem pacierz. Różaniec jest dla mnie cenną modlitwą, ale zdaję sobie sprawę, jak trudno jest odmówić go w skupieniu. Kilka razy odprawiałem nowennę pompejańską – ale traktowanie jej jako magicznej formuły, która sprawi, że na 100% spełni się intencja w której się modliłem, jest mieszaniem wiary z czarodziejskim podejściem do niej.

Wiele osób, które argumentują za odmawianiem pacierza, za nowenną pompejańską, za wczesną komunią świętą, wydaje się mieć niesamowicie magiczne podejście do łaski Bożej. Odmawianie pacierza traktuje jako element zaczepienia z Panem Bogiem, nawet gdy wszystkie inne elementy wiary już zniknęły. Tymczasem dla wielu jest to element przyzwyczajenia, który – być może – wywoła w pewnym momencie refleksję nad własną wiarą, ale jako seria odklepywanych po wielokroć modlitw nie sprawi, że będziemy bliżej Boga. Podobnie ma się sprawa z pierwszą komunią, zwłaszcza na wczesnym etapie życia. Nie jestem przeciwnikiem wczesnej komunii. Jest ona dla mnie wspaniałą możliwością, jeśli dziecko przeżywa ogromną tęsknotę za Bogiem, popartą prawdziwą wiarą. Czy taka wiara może dotyczyć dziecka pięcioletniego? Sądzę, że może. Ale niech to będzie właśnie wiara, a nie podejście rodziców do Ciała Chrystusa jako do magicznego amuletu, który ochroni ich dziecko przed wszelkimi nieszczęściami, a już na pewno przed grzechem ciężkim. Nie, tak nie będzie. Również dziecko, które przyjęło komunię na wczesnym etapie, będzie grzeszyć. Ważne, by jego osobista świadomość pozwalała mu na szybki powrót do Boga.

Znajoma przypomniała mi ostatnio znakomity cytat z filmu „Evan Wszechmogący”. Są to słowa postaci Boga z tegoż filmu: „Jeśli ktoś modli się o cierpliwość, czy Bóg mu ją daje, czy raczej daje szansę na bycie cierpliwym? Jeśli ktoś modli się o odwagę, Bóg daje mu odwagę, czy szansę na to, by był odważny? A jeśli ktoś modli się o to, by rodzina się ze sobą zbliżyła, czy Bóg daje ciepłe uczucia, czy szansę by się pokochali?”. Cytat ten znakomicie oddaje to, co próbuję przekazać w niniejszym artykule. Że łaska Boża to nie jest magiczna moc, która w cudowny sposób uzdalnia nas do wielkich czynów. Jest to raczej stawianie nam na drodze wielu sposobności, byśmy mogli tych czynów dokonywać. Bóg daje nam talenty – owszem. Ale to od nas zależy jak i do czego te talenty wykorzystamy. Owszem, jeśli nasza wiara byłaby choćby wielkości ziarna gorczycy, moglibyśmy góry przenosić. Ale to nie oznacza, że otoczymy cudowną opieką nasze dzieci przez to, że poniekąd zmusimy je do wcześniejszej komunii, wyślemy na serię pierwszych piątków miesiąca i wyuczymy je serii modlitw pacierzowych, których im nie wyjaśnimy.

Wiara to podstawa naszego zbawienia. Co do tego mamy pewność. Nasza wiara nie daje w magiczny sposób pewności zbawienia naszym dzieciom. Ich zbawienie zależy od ich osobistej wiary. Dlatego „Ojcze nasz” odmawiane z wiarą i komunia święta przyjmowana z wiarą obdarzają łaskami, których nie jesteśmy w stanie ocenić. Bez wiary jednak to wszystko jest perłami rzucanymi przed wieprze. I żadna magia tego nie zmieni.

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | Dodaj komentarz