Monthly Archives: Marzec 2018

Nauczanie to powołanie

Jestem nauczycielem od siedmiu lat. Na początku wspomagałem kilka szkół językowych, nauczając w Warszawie i okolicach. Potem przez 5 lat uczyłem angielskiego – i trochę religii – w szkole specjalnej w Wołominie. Po kilku perturbacjach zrezygnowałem i poszedłem w prywatę – ale i wówczas trafił się kawałek etatu w szkole podstawowej.

Co jakiś czas nieśmiało myślę o zmianie kariery. Nawet przez chwilę próbowałem – znajdując dość niespodziewanie zatrudnienie w portalu wPolityce.pl. Jednak trzy fascynujące miesiące pracy w dziennikarstwie nie wystarczyły, bym na dobre opuścił szkołę. Myślałem już później, że to ostatni rok. Potem może pójdę w politykę? Muszę jednak przyznać, że kiedy już naprawdę myślę o rezygnacji, Pan Bóg podpowiada mi, że to może nie być najlepszy pomysł.

W tym roku pracowałem tylko w prywatnej firmie, dzięki czemu zaczynałem zajęcia od południa i mogłem rano się wyspać, pisać książkę (najbardziej marzę o byciu pisarzem) czy iść na siłownię. Jednak okazało się, że liczne okoliczne szkoły poszukują nauczycieli języka angielskiego na etat. I ostatecznie wyhaczyła mnie dyrekcja jednej ze szkół, w których miałem zajęcia pozalekcyjne. Przyjąłem pracę od stycznia – w klasach 1-3, kilku czwartych i w zerówce. I tak oto ja, który pragnąłem już powoli wycofywać się z nauczania, stałem się ponownie „ulubionym” nauczycielem.

Liczba informacji zwrotnych – głównie pozytywnych – jakie otrzymałem od początku nauczania, wywołuje u mnie poczucie dumy. To, co robię, ma sens. Uwielbiam pierwszoklasistów, którzy przybiegają do mnie, żeby się przytulić, rysują mi serduszka, obrazki i mówią mi, jak bardzo tęsknią za mną, kiedy nie ma angielskiego. Kocham zawsze chętnych do pracy zerówkowiczów, którzy – na początku bardzo rozbrykani – szybko wdrożyli się w regularną pracę. Zawsze cieszę się z pracy z ambitnymi czwartoklasistami, którzy z rozmarzeniem patrzą na mnie, wspominając poprzednią nauczycielkę, która „siedziała z nogami na biurku i czekała, aż się uspokoją”. I tych kilka czwartoklasistek, które – choć ciche i wyraźnie introwertyczne – otworzyły się na pracę w grupie pod wpływem moich zachęt.

Wzruszyła mnie jedna z sytuacji w ostatnim czasie. Dwie dziewczynki z trzeciej klasy, które generalnie nie radzą sobie najlepiej. Poprosiłem, by podeszły do tablicy, by zrobić zadanie. Zachowywały się, jakby przyrosły do krzeseł. Tak się zestresowały, że w końcu im odpuściłem. Byłem przekonany, że następnego dnia z nerwów nie przyjdą do szkoły. A one przyszły, zrobiły bezbłędnie dość trudne zadanie i z niewielkim tylko wahaniem podeszły do tablicy, by powtórzyć to przed klasą. „Uczyłyśmy się cały wieczór” – powiedziała jedna z nich, kiedy wracały na swoje miejsca. A ja pękałem z dumy!

Rodzice dzieci też przychodzą do mnie. Większość z nich dziękuje za moją obecność i pyta, czy zostanę z nimi na dłużej. I zastanawiam się – czy zmieniać jednak karierę, czy zostać i pomóc tym istotom, których dotychczasowa nauczycielka właściwie nic z nimi nie robiła. I to potwierdza, że nauczanie to rzeczywiście jest powołanie. Dobry nauczyciel musi to czuć, musi kochać dzieci i chcieć z nimi pracować. Od stycznia znów przychodzę do pracy z radością i chcę robić to, co robię. Mimo godzin nocnych spędzanych na sprawdzaniu klasówek i projektów.

Jest niestety jeden, ale znaczący problem. Nauczyciel pracujący w szkole, w której uczy się dużo dzieci, nie jest wystarczająco dobrze wynagradzany. Ja pracuję na dwa etaty (jeden publiczny, drugi prywatny), przez co kończę pracę czasem o 19, czasem o 20. Mimo tego mało jest takich miesięcy, w których zarabiam z nadwyżką. Mam na utrzymaniu rodzinę i chciałbym, by moja praca pozwalała nam dobrze spędzać życie. Tymczasem nauczyciel nie zarabia dość dużo, by swobodnie sobie radzić. To był i nadal jest mankament. A przecież nauczyciele są naprawdę potrzebni. Dlatego muszę jeszcze raz przyznać, że nauczanie jest formą powołania, zwłaszcza kiedy zauważy się, że nie przynosi ono wystarczających korzyści finansowych. I wiem, że niektórzy chcieliby, żeby funkcje publiczne pełnić za darmo, w ramach wolontariatu. To miałoby doprowadzić do tego, że nauczaliby sami pasjonaci. To jednak nieprawda. Pasjonaci są w szkołach potrzebni. Ale i oni powinni mieć za co żyć.

Tego życzę sobie i innym nauczycielom z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego.

____________________________________

We wpisie wykorzystano zdjęcie pochodzące ze strony Pixabay, za: https://pixabay.com/pl/student-profesor-uni-ksi%C4%85%C5%BCki-2052868/

Reklamy
Categories: O mnie | Tagi: , , , , | Dodaj komentarz