Posts Tagged With: Alkohol

Stać nas na bezkompromisowość

Sierpień to w polskim Kościele od wielu lat tzw. miesiąc trzeźwości. Biskupi rok w rok apelują o to, by w obliczu narodowego uzależnienia od alkoholu w tym jednym miesiącu przejść na ascetyczny tryb życia i wyrzec się picia napojów alkoholowych. Staram się wierzyć w Boga z całych moich sił, ale – w pewnych szczególnych aspektach – wiara w ludzi słabo mi wychodzi. To znaczy nie wątpię w ich dobrą wolę, szlachetne zamiary i jeśli mam komuś zaufać – ufam w większości przypadków. Ale apele tego typu kwituję uśmiechem, ponieważ sierpień to miesiąc wczasów, wakacji i urlopów – i niejednokrotnie w najbliższym otoczeniu spotkałem się z ludźmi, dla których list przeczytany w kościele był niewiele znaczącym świstkiem, bo w lodówce już wcześniej chłodziło się piwo przygotowane na wieczorną grę w karty.

Tym bardziej zadziwił mnie tegoroczny apel biskupów, którzy zawołali nie o miesiąc, lecz o 100 dni pozostawania w trzeźwości – aby uczcić stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Ja, osoba niepijąca alkoholu od 16 lat, uśmiechnąłem się do pomysłu nakłonienia mniej lub bardziej katolickich katolików do odrzucenia alkoholu na ponad trzy miesiące. Pomyślałem jednak jednocześnie: a może ktoś się na to zdecyduje? Ktoś poczuje potrzebę wyrzeczenia się czegoś, co jest dla niego ważne, nawet na dłużej niż miesiąc. W głębi moich wątpliwości zawsze mieści się odrobina wiary. Dziś jednak trafiłem na Twitterze na wpis Rafała A. Ziemkiewicza, w którym zadeklarował się podjęcia wyzwania – pod dwoma zasadniczymi warunkami.

Dołączę się do tej akcji jeśli pod tym tłitem to samo zadeklaruje jeszcze 99 osób. Drobna wariacja – zaczynam 1.08 żeby po drodze zrobić 2 krótkie przerwy bo wypadają mi i imieniny, i urodziny. W każdym razie deklaruję pełną stówę. Jeśli staniecie na wysokości zadania.

Zatem pierwszy warunek postawiony przez Ziemkiewicza jest taki, że nie będzie pił tylko wtedy, kiedy kolejnych 99 osób jemu osobiście zadeklaruje to samo. Drugi warunek jest jednak o wiele ciekawszy. Nie będzie pił przez 100 dni, ale z przerwą na urodziny i imieniny.

Proszę mi powiedzieć w takim razie: jaki jest sens podobnego wyrzeczenia? Niepicie przez 100 dni ma być swego rodzaju świadectwem, ma pokazać ludziom wokół nas, że da się bez alkoholu. Da się bawić bez alkoholu, wypoczywać i świętować bez niego. Przez sto dni da się przyzwyczaić nawet do tego, że alkohol nie jest nam potrzebny do życia i możemy go odrzucić jeśli nie na zawsze, to na pewno na dłużej. Ale robienie sobie w ciągu tych stu dni dwóch przerw na urodziny i imieniny nie tylko nagina całą sprawę, ale tak naprawdę burzy ją przy fundamencie. Bo cóż to jest tak naprawdę za wyrzeczenie, gdy nie pije się we wszystkie dni, kiedy i tak można byłoby nie pić, ale kolegów których zaprasza się na swoje święto trzeba poczęstować – nie ma wyjścia. Proszę mi powiedzieć, jakie to jest świadectwo, kiedy nie piję tylko wtedy, kiedy nikt mnie nie widzi, ale jak jest okazja, to „ze mną się nie napijesz”?

Przedstawiłem swoje wątpliwości na profilu pana Ziemkiewicza i dostałem za to od pewnej pani, która – jak ja – jest w Krucjacie Wyzwolenia Człowieka, ale wspiera redaktora w jego staraniach. „Jeżeli da Pan radę w inny sposób, to proszę tak zadeklarować i się podjąć, a nie po faryzejsku pouczać kogoś, kto chce się podjąć pewnego wyrzeczenia na swoją miarę, że nie jest od razu bardziej wyćwiczony w ascezie… To właśnie Pana słowa są małodusznym krytykanctwem” – napisała do mnie. To nie pierwszy raz zresztą, gdy – krytykując czyjąś postawę – jestem porównywany do faryzeusza. Ale przecież Jezus, krytykując faryzeuszy, nie miał na myśli ludzi, którzy wskazują innym drogę i ganią ich za ich błędy. On krytykował tych, którzy, pouczając innych w drobnych rzeczach, sami wykazywali negatywne zachowania. Nie zabraniał jednak nauczać i ukazywać drogę – wręcz nakazywał to. Nie mówił „Niech każdy zmienia się według własnej miary” i nie chwalił nikogo za czyny połowicznie dobre, za akcje udane w 90%. Wybaczał błędy, odpuszczał grzechy, ale jednocześnie ukazywał, że trzeba być w całości zadeklarowanym, a nie z przerwą na imieniny i urodziny.

Co Jezus powiedział do jawnogrzesznicy, gdy uratował ją z ręki faryzeuszy? „I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8,11). Jak powinniśmy Jego zdaniem postępować i jak mówić? „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5,37). W jaki sposób miał się zachowywać jeden z Kościołów, do których kierowane są listy w Apokalipsie? „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3,15-16). A święty Paweł pisał w swoich listach: „Gdyby komuś przydarzył się jakiś upadek, wy, którzy pozostajecie pod działaniem Ducha, w duchu łagodności sprowadźcie takiego na właściwą drogę” (Ga 6,1). Kiedy zaś bogaty młodzieniec chciał stać się świętym i zapytał Jezusa o radę, ten odpowiedział mu: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!” (Mk 10,21). Każdy z tych fragmentów zachęca do zrobienia jednej z dwóch rzeczy: do całkowitego oddania się Chrystusowi, bezkompromisowego rzucenia wszystkiego na jedną szalę, oraz do pomagania bliźnim w robieniu tego samego. Nigdzie zaś Chrystus i Jego ludzie nie przekonywali, by zachęcać do robienia tego po kawałku, na raty, w 90 procentach. Można być albo zimnym, albo gorącym.

Chcesz oddać 100 dni Panu Bogu, odrzucając alkohol (lub inną rzecz, której trudno Ci się pozbyć) na ten czas? Zrób to. Ale „obyś był zimny albo gorący”. Chcesz – zrób to na 100 dni, wliczając w to urodziny, imieniny, przyjemności plażowania i wesele siostry. Albo nie rób tego wcale. Potrzebujesz, jak Rafał Ziemkiewicz, dwóch krótkich przerw? W ogóle w to nie wchodź. Bóg stworzył nas bowiem tak, że stać nas na bezkompromisowość. Na nieugiętość. I w ten sposób tylko damy świadectwo o Nim – i o sobie samych. Poprzez oddanie wszystkiego, bez krótkich przerw. A osoby, które są w krucjacie, podobnie jak ja, niech zamiast krytykować upominających, pomogą chętnym zrobić ten ostatni, najtrudniejszy krok, zamiast chwalić za podjęcie się wyzwania, ale nie całkiem.

____________________________________

We wpisie wykorzystano zdjęcie pochodzące ze strony Foter: Photo by Karrierebibel.de on Trend hype / CC BY-ND

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 1 komentarz

Poświęcać to, co dobre, na rzecz tego, co lepsze

Dlaczego nie pijesz alkoholu? Weź, napij się. Chociaż łyczka, chociaż kieliszek, chociaż na smaczek. Jak to? Przecież to nie grzech. Nic w tym nie ma złego. Przecież Jezus się objawił przemieniając wodę w wino. Przecież Jezus wino w Krew przemienił. Przecież Benedykt XVI popija piwko. Przecież we Francji od dziecka piją wino do obiadu. Przecież dziś Sylwester, urodziny, twoje wesele. No ze mną się nie napijesz?

Nie. Dziękuję, nie piję. Nie piję, choć muszę przyznać – kiedyś piłem. Dwa lata próbowałem alkohol. Mogę nawet podać dokładne momenty w życiu. Zacząłem na obozie harcerskim, jak miałem 15 lat. Ostatni raz piłem w wakacje, po pierwszym rozstaniu z Gośką. Potem postanowiłem, że pić nie będę. I nie piję. Mam 21 lat, a to oznacza, że dokładnie 4 lata temu spożyłem swe ostatnie piwo. I nie, nigdy nie spowiadałem się z tego, że piję. Jako dziecko pierwszokomunijne nie składałem żadnej przysięgi, a nawet jeśli byłoby to faktem, to z tego rodzaju przysiąg sobie kpię. Nie że nie lubię obiecywać Bogu. Tyle tylko, że człowiek „dzieckiem w kolebce, kto łeb urwał hydrze” jest kompletnie nieświadom tego, że za trzy do pięciu lat zacznie zupełnie inaczej na alkohol patrzeć. Więc nie, nie spowiadałem się nigdy z picia alkoholu i nigdy tego nie żałowałem. No, może raz albo dwa, gdy naprawdę nie do końca chwytałem kontakt z rzeczywistością, ale to była rzadkość. I owszem, alkohol mi smakował. Piwo i wino, ale i wódka dobrze mi wchodziła. Nie o to chodzi, że to jest złe, niesmaczne i moralnie makabryczne, więc przestałem pić. Alkohol, a mamy na to dowody w samym Piśmie, jest ze swej natury czymś dobrym.

Dlaczego więc nie piję? Zerknijmy do Ewangelii wg. św. Mateusza. Do fragmentu, w którym Jezus mówi o dobrowolnej bezżenności (czy, by nie było wątpliwości – celibacie): „Bo są niezdatni do małżeństwa , którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są także bezżenni, którzy ze względu na królestwo niebieskie sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!” (Mt 19, 12). Jezus, który sam zatwierdził małżeństwo jako świętość, który wspierał młode pary i zabronił rozwodów, On sam nagle wspomina osoby, które ze względu na Królestwo rezygnują ze stałego, ziemskiego związku. Jeśli zajrzymy do listów Pawłowych, również dopatrzymy się wyraźnej zachęty do dziewictwa, mimo, że małżeństwo samo w sobie jest dobre. Ale nie grzebmy teraz w całym Piśmie. Spójrzmy co na to powie św. Jan Chryzostom, jeden z Ojców Kościoła: „Kto potępia małżeństwo, pozbawia także dziewictwo jego chwały; kto natomiast je chwali, czyni dziewictwo bardziej godnym podziwu i chwalebnym. Bowiem to, co wydaje się dobrem tylko w porównaniu ze złem, nie może być wielkim dobrem; ale to, co jest lepsze od tego, co wszyscy uważają za dobro, jest z pewnością dobrem w stopniu najwyższym” (z dzieła De virginitate). To oznacza, że małżeństwo jest, musi być czymś dobrym. I tylko w porównaniu z tym dobrem dziewictwo dla Chrystusa jest dobrem jeszcze wyższym.

Ja nie dążę do dziewictwa dla Boga. Już nie. Raz próbowałem, nie powiodło się, widocznie nie tego ode mnie oczekiwał Pan. Dziś znów jestem z kimś wspaniałym i znów myślę o małżeństwie. Te fragmenty Pisma i dzieł Ojców Kościoła przytoczyłem by porównać sytuację ożenku i bezżeństwa z piciem i abstynencją. Nie przestałem pić dlatego, że picie alkoholu same w sobie jest czymś złym. Przestałem pić ze względu na to, że alkohol przynosi wiele problemów, gdy się go nadużywa. Że setki alkoholików niszczy codzień życie sobie i swoim najbliższym. Że sprawia mi przykrość, gdy mój tata wraca do domu napity i choć nie jest niemiły, ani nikogo nie rani, aż nieprzyjemnie przebywać z nim w jednym pomieszczeniu. Przestałem pić by moje przyszłe dzieci nie musiały nigdy na mnie patrzeć gdy pojawię się w tym stanie i by moja żona nie uciekała przed powitalnym pocałunkiem. I choć w alkoholizm nie popadłem, i raczej bym nie popadł, postanowiłem nie pić, by pokazać ludziom, że bez czegoś dobrego można żyć, bawić się, kochać jeszcze lepiej niż z tym czymś. Że dla Boga, w intencji alkoholików, oraz ze względu na przyszłość mojej potencjalnej rodziny warto porzucić coś, co samo w sobie nie jest złe.

Jezus każe nam zostawiać swą ziemię, naszych rodziców, naszą rodzinę, pieniądze i iść za Nim. Rodzina czy pieniądze (w niewielkich ilościach) same w sobie są bardzo dobre. A jednak porzucenie ich na chwałę Boga jest czymś o wiele lepszym. Właśnie dlatego, że one są dobre. I tu zbliżam się do podsumowania. Rezygnując z dobrego alkoholu zrozumiałem, że abstynencja jest czymś o wiele lepszym. Nie popełniłbym grzechu, gdybym pozostał na poziomie tego co dobre, nie dotykając tego, co lepsze. A jednak wyruszyłem wyżej. Bo cóż mam za zasługę w tym, że porzucam zło na rzecz małego dobra. Cała nasza nadzieja w tym, by umieć pozbyć się tego, co dobre, na rzecz Królestwa Niebieskiego, do którego nic nie może się równać.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 5 Komentarzy