Posts Tagged With: Emerytura

Alternatywa emerytalna

Stoimy na progu wprowadzenia w Polsce kolejnej reformy emerytalnej. Tym razem stanie przed nami obowiązek pracy do 67 roku życia – zarówno przed mężczyznami, jak i kobietami. Tu przynajmniej mamy równouprawnienie. Dodatkowo niektórzy będą mogli pójść na wcześniejszą emeryturę, jeśli zgodzą się odbierać tylko połowę z tego, co im się będzie należało. Pod warunkiem, że będą mieli x lat przepracowane (chyba trzeba zacząć w wieku 25 lat, więc ja się nie załapię – zacząłem w wieku 26). Żebyśmy się przesadnie nie przejmowali, policjanci też będą mieli gorzej. I podobno księża. Jak wszyscy to wszyscy. I mówić tak czy siak – wielu potwierdza, że to jedyna szansa na to, abyśmy dostawali w ogóle jakąś emeryturę. Rozumiem klucz do tego problemu – ci, którzy przeżyją, dostaną kasę, ale tych nie powinno być przesadnie dużo…

Ilekroć mówią, że nie ma innego wyjścia, ja zastanawiam się, czy rzeczywiście. I nie zdziwi Was zapewne, że w tym momencie myślę o tzw. polityce prorodzinnej. Wprawdzie u Gościa Niedzielnego znalazłem komentarz, że to, czy takowa polityka przyniesie pozytywne efekty jest nieprzewidywalne, ale gotów jestem na to odpowiedzieć: może byśmy chociaż spróbowali?

Najpierw zapytajmy, co mogłaby dać pozytywna, dynamiczna polityka prorodzinna. Otóż gdyby Polacy dzięki pomocy państwa szybciej i częściej decydowali się na dzieci, te dzieci za lat 25 poszłyby do pracy i mogłyby wpłacać składkę emerytalną na naszych rodziców, bo ja w tym czasie jeszcze przez jakiś czas będę sam składkę odprowadzał. Gdyby choć co drugie małżeństwo dzięki pomocy państwa zechciało zdecydować się na jedno dziecko więcej, pięć lat wcześniej, efekty mogłyby być wymierne. Gdyby każde małżeństwo miało trójkę dzieci, za jakiś czas na dwoje emerytów przypadałoby troje płatników. Nie wliczam tu niestety singlów, ale na ich korzyść może zróbmy sobie po czwórkę dzieci? I nie jest prawdą, że Polacy dzieci mieć nie chcą. Znam osobiście ludzi, którzy bardzo pragną, ale twierdzą, że ich nie stać. Jedna znajoma powiedziała mi, że ma bardzo skuteczny środek antykoncepcyjny – kredyt. Gdyby państwo zechciało pomóc, moglibyśmy mieć nadzieję, że coś się ruszy. Trzeba by tylko w to zainwestować. Szkoda, że inwestujemy odwrotnie…

Mam swoją małą prywatną listę zmian, które w polityce prorodzinnej zaszły między urodzeniem mojego pierwszego i drugiego dziecka. Po pierwsze urlop tacierzyński przedłużył się z tygodnia na dwa tygodnie. To wspaniała wieść, choć nadal krótko. Reszta informacji już mniej pozytywna. Vat na ubranka dziecięce wzrósł z 8 na 23%, przez co jednocześnie wzrosła cena ubranek. Vat na książki z 0 na 5%, a więc wzrasta cena zarówno książeczek dla dzieci jak i podręczników szkolnych. Becikowe dostają teraz tylko te dzieci, których matka była pod opieką lekarza co najmniej od 10 tygodnia ciąży. Czyli odpada becikowe dla osób o niższym statusie społecznym, które do lekarzy nie chodzą, albo dla kobiet, które o ciąży nie wiedziały. Uwierzcie – znam osobiście dziewczynę, która dość długo nie zwróciła uwagi na to, że nosi pod sercem dziecko. Ma 18 lat, pochodzi z bardzo biednej rodziny i jak nikt potrzebuje tego zastrzyku gotówki. Ale nie dostanie go, bo lekarz nie ma podstaw do wystawienia jej zaświadczenia… Co więcej – od przyszłego roku becikowe ma zostać ograniczone i otrzymać je mają tylko te rodziny, które zarabiają najmniej. Oczywiście, że bogatym taki tysiąc złotych niewiele pomoże, ale liczy się sam fakt zmniejszana i tak lichej pomocy rodzinie. No – jeszcze – kończy się program „Rodzina na swoim” pomagający kupić mieszkanie młodemu małżeństwu. Ograniczenia są takie, że podobno nijak już z pomocą tego programu mieszkania w Warszawie nie kupisz…

Polityka w naszym kraju nie jest więc ani odrobinę prorodzinna. Jest raczej antyrodzinna. Dzieci rodzi się coraz mniej, bo i coraz mniej ludzi na nie stać. Państwo, zamiast pomagać, rzuca kłody pod nogi. W telewizji promuje się wolne związki, rodziny o jednym potomku, może maksymalnie parce. A przecież można by spróbować skądś te pieniądze zdobyć. Szwedzi, których polityka komunistyczna mnie nie zachwyca, dają rodzinie na każde dziecko równowartość 600 złotych miesięcznie. U nas to jest 1000 na całe życie… Można płacić matkom za to, że są matkami, że siedzą w domu jeśli nie chcą iść do pracy, bo właśnie wychowują przyszłych płatników składek. Nie każdemu uśmiecha się oddawać dzieci w 3 miesiącu życia do żłobka. A i można promować bardziej rodzinny styl życia. Taki, w którym dziecko jest chciane, kochane i najlepiej kolejne. Media mogłyby wykonać kawał dobrej roboty. I za 25 lat zobaczylibyśmy efekty – mam nadzieję, że jednak pozytywne.

Szkoda, że jedynym wyjściem, jakie widzi nasz rząd jest to, żebym się zaharował na śmierć.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 2 Komentarze