Posts Tagged With: Gazeta Wyborcza

Jaki powinien być prawdziwy Papież

Gazety Wyborczej właściwie nie czytam. Właściwie, bo wszędzie wokół jest mnóstwo Gazety Wyborczej i to za darmo. Tak więc można powiedzieć, że Gazety Wyborczej nie czytam za pieniądze, ale czytam za darmo. Właściwie w dwóch źródłach: w metrze i w Metrze. Tak swoją drogą skoro sąd zasądził że „W Sieci” musi zmienić nazwę, bo jest zbyt podobne do nazwy portalu „W sieci opinii” to dlaczego nie oskarżą dziennika Metro że ma nazwę zbieżną z innym źródłem przekazującym podobne treści, jakim jest metro?

Tak czy inaczej czytam Gazetę z dwóch źródeł: z ekranów przekazujących informację w warszawskim metrze (czasami też w autobusie) – tam przeczytałem na przykład, że w Rzeczpospolitej pisali o odkryciu w Tupolewie trotylu (nie przeczytałem już jednak, że prokuratura potwierdziła, że trotyl był, choć zdążono zwolnić z tego tytułu pół redakcji Rzeczpospolitej i drugie pół Uważam Rze; i pewnie już nie przeczytam) i z bezpłatnego dziennika Metro. Czytam i się wkurzam, skąd społeczeństwo czerpie swoją wiedzę i poglądy. Gazeta Wyborcza, a z nią Metro i metro, należą do podstawowych źródeł tak zwanego mainstreamu, obok telewizji TVN i tygodników w stylu lisowskiego Newsweeka. I choć mogę dostać setki wiadomości, by nie przejmować się przekazem medialnym, to muszę się przejmować, bo przekaz medialny kształtuje ludzkie rozumowanie.

I tak oto w numerze Metra na weekend 22-24 lutego natrafiłem na felieton naczelnego teologa Gazety Wyborczej Jana Turnaua. Sposób przekazywania wiedzy teologicznej przez tego pana już wielokrotnie doprowadzał mnie do białej gorączki (np. gdy podkreślał, że ktoś był „wielkim katolikiem; więcej – wielkim chrześcijaninem”. A więc więcej jest być chrześcijaninem niż katolikiem? To takie poprawne politycznie…) ale tym razem już zwyczajnie przegiął.

Turnau zastanawiał się nad tym, jaki powinien być następny po Benedykcie XVI Papież. Wszyscy już wiedzieli, że B-XVI abdykuje, wszyscy też musieli o tym pisać. I Turnau nie miał wyjścia, i musiał głos zabrać. Najpierw napisał, za co cenił dwóch poprzednich papieży – a cenił ich bardzo. Nie cenił ich bynajmniej za to, że byli wybitnymi teologami bo papież, jego zdaniem, powinien być ponad teologami, lecz „za gesty wyrażające to, co w chrześcijaństwie najważniejsze”. Jana Pawła II cenił za „przeogromny przełom ekumeniczny”, a Benedykta XVI za… „abdykację, czyli potężny akt najgłębiej chrześcijańskiej pokory”. A więc cenimy Jana Pawła II za to, że walczył o jedność chrześcijan (pamiętajmy, że to temat bardzo kontrowersyjny, bo choć walczymy o to, „aby byli jedno” to jednak musimy wypracowywać zasady, które nie są kompromisem), ale już nie np. za jego bardzo wielki wkład w nauki o rodzinie, o małżeństwie i rodzicielstwie. Oczywiście każdy może cenić JP-II za co innego, ale cenienie go za ekumenizm to cenienie za coś ładnego, prostego (w przekonaniu tłumu), zbliżającego. Weźmy się za ręce i zaśpiewajmy Barkę, odprawiając mszę ekumeniczną… A nie za to, co trudne, bolesne, nie do końca się podobające. Np. za naukę o antykoncepcji, tak trudną dla wielu, a przez Jana Pawła II poruszaną. Cenienie jednak Benedykta XVI za abdykację to szczyt szczytów. Bardzo cenię Papieża, bo zrezygnował. Wykazując tym głębię pokory chrześcijańskiej – w jakim znaczeniu? W takim, że był już stary i chory i należało ustąpić? Czy w takim że się nijak nie nadawał do roli Papieża i dobrze, że wreszcie sobie poszedł? Ja tę wypowiedź zrozumiałem w drugi sposób i obawiam się, że podobnie jest w przypadku większości czytających. Dlaczego Turnau nie ceni Benedykta XVI za naukę o miłości, o nadziei czy za przekazanie długiej, wielotomowej biografii Jezusa z Nazaretu? Oczywiście, można cenić za co się chce, ale dlaczego akurat za to, że (nareszcie) sobie poszedł?

Moim zdaniem Jan Paweł II był fascynującym Papieżem i nauczał pięknych rzeczy – o aborcji, antykoncepcji, rodzinie. Za to go cenię najbardziej. Mnóstwo ludzi najbardziej ceni go, jak Turnau, za ekumenizm, za kremówki, pielgrzymki i Barkę (która jest hiszpańska). Powołują się na „Papież mówił”, ale nie kiedy mówił niezgodnie z tym, co oni chcą usłyszeć. Benedykta XVI cenię za wykład dotyczący muzułmanów (zwłaszcza zdanie, że Islam jest niepotrzebny, bo cofa się z religii zbawienia ponownie do religii prawa), za kontrowersyjne i trudne dokumenty o zakazie wyświęcania homoseksualistów, o nieużywaniu imienia Jahwe w liturgii i o antykoncepcji w Afryce. Ale także za encykliki, które poruszają, są napisane łatwiej niż te Jana Pawła II i inspirują do teologicznych przemyśleń (patrz „Czyściec po benedyktyńsku”). Można oczywiście, podkreślam kolejny raz, cenić go za to, że odszedł (bo np. zdaniem niektórych już dość nabruździł w kwestii homoseksualistów wśród księży, przyjaźni z muzułmanami i antykoncepcji w Afryce), szkoda tylko, że właśnie to łyknie społeczeństwo jako właściwą wykładnię.

Na tym jednak niestety wywód Turnaua się nie kończy. Pan Jan chciałby, żeby kolejny Papież był podobny do Jana XXIII (sam zatytułował swój felieton „Czego oczekuję od Jana XXIV?”), który był wielkim reformatorem i zwołał Sobór Watykański II. Nie wspomniał w ogóle o Pawle VI, który był twardziakiem, wprowadził obostrzenia i zakazał antykoncepcji. Ale dlaczego? Dlatego, że dzisiaj w Kościele (nazwanym przez Turnaua „moim”; jeśli jego, to chyba nie moim, ale w tym przypadku każdy powinien jednak założyć swój własny Kościół) jest wiele poglądów rozmaitych i sprzecznych. Wśród nich Jan Turnau wymienia następujące: „celibat obowiązkowy, antykoncepcja, aborcja, homoseksualizm, kapłaństwo kobiet”. I co powinien zrobić nowy papież? „Marzę – pisze Turnau dalej – o papieżu, który podda je pod szeroką debatę. Pod debatę teologów, ale też zwyczajnych świeckich, którzy w sprawie antykoncepcji mają wiele do powiedzenia”. Sugeruje wręcz zwołanie Soboru Watykańskiego III. I dodaje na końcu, że przecież „vox populi, vox Dei” – głos ludu Bożego jest głosem Boga!

Jan Turnau nie chce kolejnego Pawła VI. Nie chce kolejnego Jana Pawła II ani Benedykta XVI. Tych trzech Papieży nie chce też „lud Boży”, kierowany opinią, czy raczej wypaczaniem opinii mainstreamowych mediów. Kierowany, w kwestiach teologii czy zwyczajnie wiary przez takie autorytety jak Jan Turnau, ks. Adam Boniecki, Stanisław Obirek czy Tomasz Polak (właściwie Tomasz Węcławski). Oni chcą kolejnego Jana XXIII, a właściwie tego, co sobie z Jana XXIII wybrali, a z niego akurat można było wybrać więcej. Chcą ekumenizmu i dyskusji. Nie zapomnijmy zaś, że dyskusja pozostanie aktualna dopóki my nie przystaniemy na to, co mówią oni. Dyskusja ma jeden cel – przekonać nas, że oni mają rację. Jeśli Sobór Watykański III odbędzie się i nie wyniknie z niego zgoda na antykoncepcję, będzie to oznaczało konieczność zmiany papieża i dalszej dyskusji. Debata musi trwać, bo świeccy mają w sprawie antykoncepcji (pewnie również aborcji) wiele do powiedzenia. I będzie trwała dopóki świeccy tej antykoncepcji nie przeforsują.

Jan Turnau wpaja tłumowi to, co forsuje w swojej linii lewicowy, antykatolicki i antyteistyczny mainstream. Że Jan XXIII był cool, bo dopuścił do dyskusji i zliberalizował Kościół. Że Benedykt XVI był niecool, więc dobrze, że już sobie poszedł. Że Jan Paweł II był cool, bo był Polakiem, ekumenistą i lubił kremówki. A o Pawle VI w ogóle nie warto wspominać, bo będzie hałas. Kościół zaś powinien zmienić się ze scentralizowanego, z jedną głową Kościoła, w demokratyczny. I aborcja, eutanazja, antykoncepcja, kapłaństwo kobiet itp. itd. powinny być poddane pod dyskusję. I głosowanie. A jeśli wynik będzie niepomyślny, to weźmiemy gejów, niech trochę pokrzyczą, a potem zagłosujemy jeszcze raz.

Tako rzecze teolog. Który mówi „mój Kościół”. Może i Pański, Panie Turnau. Ale zdecydowanie ja się z tym Pańskim Kościołem nie utożsamiam…

I mam nadzieję, że kogokolwiek by nie wybrano na Papieża, a modlę się o mądry wybór, będzie na tyle inteligentny, by nie utożsamiać hałasu rozkrzyczanej gawiedzi prowadzonej przez domorosłych (mediorosłych) teologów z głosem ludu Bożego.

______________________
Cytaty za „Metro”, nr 2503, str. 2.

Reklamy
Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , , | 16 Komentarzy

Wuje muje dzikie węże

Tyle właśnie myślę o tym, co dzieje się w mediach w ostatnich dniach. Może nieco bardziej wulgarnie, ale już kiedyś zaznaczyłem, że nie używam wulgaryzmów w tytułach notek. Ale do rzeczy.

Rzeczpospolita sprzedała we wtorek newsa, że polscy biegli odkryli we wraku Tupolewa, na pokładzie którego zginął między innymi prezydent Lech Kaczyński, ślady trotylu i nitrogliceryny. Świat zawrzał, Jarosław Kaczyński oficjalnie ogłosił, że śmierć 96 osób była zbrodnią, w której udział brał również polski rząd. Natychmiast w temacie wypowiedziała się także Gazeta Wyborcza, zamieszczając np. w warszawskiej kolejce podziemnej vel. metro komunikat, że odkryto ładunki wybuchowe, które mogły pochodzić z (uwaga!) II Wojny Światowej, jako że w okolicy Smoleńska trwały bitwy i znajduje się tam wiele pozostałości. Jak widać pozostałości lubią wskakiwać na fotele rozbijających się właśnie samolotów. Mniejsza z tym jednak, ponieważ już wkrótce wydano komunikat, że informacja z Rzeczpospolitej jest niepotwierdzona, że badania nie zostały zakończone i tym podobne. Dopiero wówczas premier Donald Tusk wypowiedział się, że Jarosław Kaczyński oskarżając ich o współudział w domniemanej zbrodni działa na niekorzyść państwa polskiego (prawie jak terroryści w Ameryce). Kaczyński zaś zastanawiał się, czy Tusk zamierza go zamordować, czy zadowoli się banicją. Trochę przepychanek, a tymczasem Rzepa poinformowała, że się pomylili, bo substancja może być trotylem, ale nie musi. Później zaś wycofali się z przeprosin, co oczywiście Gazeta podchwyciła i do następnego dnia rozpamiętywała namiętnie. Przy okazji wypowiedział się wreszcie człowiek, który wydał oficjalny komunikat o tym, że rzeczywiście wielce profesjonalny sprzęt wysyłał sygnały, że coś tam jest, ale oprócz ładunków wybuchowych mogły to być kosmetyki, rozpuszczalniki albo okna z PCV. Mógł to być też namiot w którym w tym czasie przebywali, ponieważ namiot ten wydawał podobne dźwięki. Tak czy inaczej nie stwierdzono w miejscu zdarzenia śladów ładunków wybuchowych.

Oczywiście dla mediów takich jak TVN24 komunikat „nie stwierdzono” jest jednoznaczny z „nie było”, czyli już za chwilę dowiedzieliśmy się, że na pokładzie TU ileśtam ileś ładunków wybuchowych nie było wcale, zresztą przed odlotem potwierdziły to psy pasterskie. Rzeczpospolita zaś jest nierzetelną gazetą czerpiącą z niepewnych źródeł, a pan który napisał artykuł już od dawna nie jest wiarygodny, bo kiedyś ogłosił stenogramy, które nie były prawdziwe. I już dziś w „Metrze” (nie mylić z kolejką podziemną), również sygnowanym przez GazWyb można było przeczytać wielki prześmiewczy artykuł o tym, jaką popisówkę walnęła sobie Rzepa i jak bardzo negatywnie wpłynie to na wizerunek – jedynego przecież właściwego – rządu.

Wiem, że nie wiemy prawie nic. Ale wiemy też, że wiele osób powiązanych z katastrofą smoleńską i mających coś do powiedzenia ginie z jakichś powodów, najczęściej popełniając samobójstwo. Czy uginają się pod presją? Wiemy, że Tusk potrafi tak zaszantażować swoich ludzi, że w ciągu godzin zmieniają poglądy i bilans sumienia. Może i redakcję Rzeczpospolitej tak zaszantażował? Nie wiem, to tylko moje domysły. Ciekaw jestem przy tym, kto redaktorowi Rzet sprzedał informację o trotylu i jak długo jeszcze pożyje.

Czy udowodnią obecność ładunków wybuchowych? Nie wiem. Czy ktoś za to odpowie? Nie wiem. Czy za zgaszone papierosy w zbezczeszczonych, wymieszanych zwłokach zmarłych w katastrofie ktoś odpowie? Nie wiem. Raczej nie Rosjanie, którzy nie zamierzają odpuścić Kaczyńskiemu i Polsce oskarżania ich o istnienie we wraku ładunków, których istnieniu póki co nie da się zaprzeczyć. Cała sprawa Tupolewa ma za dużo realnych luk, żeby dało się na nie machnąć ręką. Ale Gazeta Wyborcza w towarzystwie TVN zawsze będą stały na straży, żeby pokazać która wersja jest prawdziwsza i dlaczego ich przeciwnicy są śmieszni w tak infantylny sposób.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 7 Komentarzy

Aaa chrzestnego tanio

W odpowiedzi na propozycję znajomej tworzę kolejny wpis dotyczący chrztu i chrzestnych. Tym razem związane jest to z opublikowanym przez Gazetę Wyborczą tekstem dotyczącym poszukiwania chrzestnych… w internecie. Tekst można znaleźć TUTAJ. Tekst jak tekst Wyborczej. Przedstawia spojrzenie na zlaicyzowane polskie społeczeństwo, które chrzci dzieci, bo tak wypada, bo taka jest tradycja itp. Niedawno na ten temat pisałem, pytając czy w ogóle chrzcić, czy nie chrzcić. Opowiedziałem się za chrzczeniem i nadal się za nim opowiadam. Ale za chrzczeniem ze świadomością.

Tekst ukazuje, że niektórzy myślą. Np. nie posyłają dzieci do chrztu, albo są niewierzący. Widzą hipokryzję w całej fecie i otoczce przystępowania do sakramentów. Brakuje mi ludzi, którzy myślą, tj. prawdziwie wierzą i przynoszą dziecko do chrztu, bo im zależy na jego zbawieniu, którzy nie muszą się bawić w poszukiwania chrzestnych nie wiadomo gdzie itp.Tych świadomych, mądrych katolików, którzy mogliby innym coś wytłumaczyć. Wyborcza pokazuje obraz nędzy i rozpaczy, przez który sam chętnie wyrwałbym sobie włosy z głowy. Bo oto rodzice przez x lat szukają kogoś, kto nada się na chrzestnego dla ich dziecka. Nie mogą znaleźć nikogo, bo a to mieszka ze swoją konkubyną, a to zbyt mało znany, a to w ogóle ateista. I dziecko nieochrzczone, bo nie ma chrzestnych. Część z tych rodziców wreszcie wrzuca ogłoszenie w internet, że poszukuje kogoś, kto przyjdzie, podpisze papierki i zniknie z ich życia. Bo chrzestny musi być – choćby na papierze. Tekst pokazuje patologię, której oczywiście jest wiele, ale nie ogół. Typowy obraz kreowany przez media: byle co, byle źle. Dobrych niusów nikt nie czyta.

Rodzice mają problem ze znalezieniem chrzestnych, bo sami są daleko od Kościoła. Przysięgam na wszystkie świętości, że jeśli jest się blisko tej Bosko-ludzkiej instytucji, to nie ma się większego problemu ze znalezieniem takich chrzestnych, którzy dadzą swoim życiem prawdziwie chrześcijańskie świadectwo chrześniakowi. Niestety, tekst z Dużego Formatu nie bierze pod uwagę ludzi będących blisko Kościoła, choć wbrew pozorom nie ma ich wcale tak mało. Państwo mają problem (choć pewnie nie powinni go mieć), ale jakby omija się fakt, że to jest problem spowodowany osobistym oddaleniem od Kościoła. Wiemy, że są oddaleni – ale to nie jest argumentem w sprawie. Chrzestnych po prostu trudno znaleźć.

Bzdura! Obracamy się z żoną w środowisku, w którym można przebierać w chrzestnych jak w ulęgałkach. Każdy ma inny charyzmat, każdy inaczej grzeszy i inaczej przeżywa nawrócenie, ale wszyscy wierzą i wiarą żyją. Mamy spokojnie kandydatów na chrzestnych dla szóstki naszych dzieci, tak aby każdy miał kogo innego zarówno na chrzestną, jak i na chrzestnego. I to dobrych kandydatów. A czy wejście w środowisko jest trudne? Nie, jest banalnie łatwe! Znajomi kiedyś napisali nam, że zazdroszczą nam wspólnoty, do której należymy, ale oni nie mają czasu. Znowu bzdura! Ja w tej chwili pracuję prawie na 2 etaty w szkole specjalnej, a weekendami robię kursy doszkalające. Mimo tego znajduję czas, by raz w miesiącu uczestniczyć w spotkaniu wspólnoty. Kochani, kto ma Boga w sercu, ten naprawdę otacza się ludźmi, którzy mają Boga w sercu! Gdyby każdy miał taką świadomość, nie trzeba by było pisać podobnych artykułów w gazetach lub czasopismach. Nie trzeba by było patrzeć na chrzciny jak na imprezkę, tylko jak na uroczystość, w czasie której radujemy się z przyjęcia sakramentu i włączenia do grona dzieci Bożych naszego dziecka.

Ale wypowiem się kontrowersyjnie. Nie widzę nic złego w poszukiwaniu chrzestnych przez internet! Można tam znaleźć męża lub żonę (http://www.przeznaczeni.pl/), a znam kilka par, które dzięki temu zostały małżeństwami, to można znaleźć i chrzestnych dla dzieci! Ogłoszenie nie powinno jednak wyglądać, jakbyśmy chcieli kogoś, kto podpisze papiery i zniknie. Nie! Jeśli potrzebujemy chrzestnego, a nie znamy nikogo odpowiedniego, napiszmy, że potrzebujemy chrzestnego katolika, wierzącego i praktykującego, który ukarze naszemu dziecku przykład chrześcijańskiego życia. Pieniądze nie grają roli, nie oczekujmy nie wiadomo jakich prezentów! Nauczmy dziecko, że prezenty są super, ale najlepszym prezentem jest zbawienie od Najwyższego! Myślę, że są w Kościele ludzie, którzy chętnie podejmą się bycia chrzestnym kogoś, kto bardzo tego potrzebuje.

Dziś o 11 w kościele oo. Kapucynów na ul. Miodowej 13 w Warszawie nasza córeczka przyjmie sakrament chrztu świętego, który obmyje ją z grzechu pierworodnego i włączy do grona dzieci Bożych. Będzie miała wspaniałych chrzestnych, którzy, mam nadzieję, wraz z rodzicami przyczynią się do wychowania jej w prawdziwej wierze. A piękny krzyż jako prezent na komunię w zupełności wystarczy. Komputerów chyba w ogóle nie będziemy przyjmować.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 5 Komentarzy

Tupot płaskich stóp

Z żoną połączyło mnie kilka kwestii. Z pewnością przede wszystkim Bóg. A więc bardzo poważne podejście do naszej wiary z jednej strony, z drugiej zaś nieustająca łaska Stwórcy. Z pewnością również miłość. Ktoś mógłby powiedzieć, że wymieniając Boga, wymieniłem też miłość. Ale to nie do końca jest tak. Bo Bóg jest miłością, ale miłość nie jest Bogiem. Tak, jak kwadrat jest prostokątem, lecz nie każdy prostokąt jest kwadratem. Czyli miłość – jako obustronna, może trochę wariacka, decyzja podjęta na całe życie. Połączyły nas wspólne zainteresowania, pasje, marzenia. Połączyło nas też zamiłowanie do wyłapywania, wyszukiwania w świecie fałszu, kłamstwa, zła i obłudy, ukrywających się pod powłoczką poprawności politycznej, demokracji i równouprawnienia.

W zasadzie nie jestem do końca przekonany, czy we mnie to pierwotnie nie tkwiło mocniej. Ale ja wtedy, gdy żonę poznałem, sam przeżywałem kryzys. Więc może nie było tak, że to ja to w niej zaszczepiłem, może było to w nas i wybudziliśmy to w sobie dzięki sobie nawzajem? Tak czy inaczej hobbystycznie oglądamy TVN (oraz TVN Style), czytujemy Gazetę Wyborczą (zwłaszcza Wysokie Obcasy), zaglądamy na nasz ulubiony Pardon, wertujemy książki („Bóg nie jest wielki”, „Kod Leonarda da Vinci”), by trochę się powkurzać, po czym sięgnąć do kontr-źródeł i odeprzeć atak. Częstokroć media głoszą tak ewidentne głupoty, że bez zastanowienia wpadamy na argumenty przeciw nim. Nie osiadamy jednak na laurach i z dnia na dzień wzbogacamy swą bibliotekę o nowe książki (lub czasopisma) mogące umocnić nasze stanowisko, pomóc nam odnaleźć drogę między przeszkodami (polecam szczególnie książki Josha McDowella, ale są też inne znakomite pozycje, jak „Oszustwo Kodu Leonarda da Vinci” Carla E. Olsona i Sandry Miesel). Staramy się oczywiście przy okazji nie zaniedbywać modlitwy, by w chwilach intensywnych poszukiwań nie zapominać o Tym, który sam nas do prawdy poprowadzi. I od początku próbujemy dać przykład własnej wiary malutkiemu synkowi, by i on w przyszłości potrafił bez problemu wybrać właściwą drogę.

Ona nosiła się z zamiarem założenia tego bloga od dość dawna. Wreszcie wspólnie zdecydowaliśmy, że będzie to już dobry moment na rozpoczęcie pisania. I tak oto moja żona postanowiła założyć blog, który ma na celu rozpoczęcie polemiki ze wszelkimi bardzo liberalnymi i postępowymi mediami, z którymi się nie zgadzamy. Adres bloga „Tupot płaskich stóp” powstał na zasadzie przeciwieństwa do nazwy „Wysokie Obcasy”. Najbardziej radykalnego przeciwieństwa, jakie udało nam się wymyślić. Tytuł „…punkt widzenia kury domowej” ma zaś podkreślać fakt, że moja żona ma podejście absolutnie antyfeministyczne (w nowoczesnym tego słowa znaczeniu). Niniejszym kończę wreszcie ten nieciekawy wywód i najserdeczniej zapraszam do odwiedzenia strony z twórczością Inki. Link znajdziecie również gdzieś tam, po prawej stronie. Życzę jak najprzyjemniejszej lektury!

Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

Sprawozdanie z sympozjum

Chciałbym się skupić na przebiegu sympozjum pt. „Homoseksualizm z naukowego i religijnego punktu widzenia” w którym wraz z żoną braliśmy udział. Jak wiemy, wrzawa medialna wokół niego rozpoczęła się na dzień przed sympozjum, trwała w jego trakcie, jak również trwa do chwili obecnej i nie wiemy, jak długo jeszcze będzie trwała.

Chciałbym się skupić na treściach przekazywanych przez prelegentów i pewnie to zrobię, ale trudno byłoby oddać się temu procederowi w pełni. Mógłbym to zrobić (i być może bym to zrobił) gdyby nie cała ta medialna akcja i wielkie zainteresowanie. Bo wybieraliśmy się na sympozjum już wcześniej, zanim prorektor UKSW je odwołał, a koło naukowe musiało szukać nowego miejsca by mogło się odbyć. W tej sytuacji jednak należy podkreślić, że to, co na sympozjum zostało powiedziane, nie miało wcale aż tak wielkiego znaczenia.

Po artykule Gazety jakieś siły sprawiły, że prorektor musiał odwołać sympozjum. Przeniesiono je więc do budynku znajdującego się przy uczelni (ale nie podlegającego pod uczelnię), czyli do domu rekolekcyjnego. Przybyliśmy przed 11 i sala była jeszcze dość pusta, ale wkrótce zaczęła się zapełniać dziennikarzami (rozpoczynano bowiem od konferencji prasowej). Wraz z nimi wbiła się na salę spora grupa (lub kilka grup) ludzi, których nazwałem bojówkarzami gejowskimi. Ludzie, którzy wnoszą na konferencję naukową flagi (mniejsze i większe) koloru kolorowego nie mogą chyba zwać się inaczej. Niefortunnie ktoś (podobno organizatorzy w czarnych kurtkach i dresach – jak jeszcze w czasie trwania konferencji głosiły ekrany w metrze) postanowił nie wpuścić dziennikarzy Gazety Wyborczej, jak również przedstawicieli Kampanii Przeciw Homofobii. W końcu chyba udało się im wejść… Jednak kiedy tylko rozpoczęła się konferencja prasowa i przedstawiciel GW postanowił zadać pytanie, zdecydowano się nie udzielić mu głosu. Jak powiedziała przedstawicielka Studenckiego Komitetu Wolności Słowa (zawiązanego naprędce dnia poprzedniego) Katarzyna Stępkowska, ponieważ Gazeta chciała zamknąć im usta, to teraz oni zamkną usta Gazecie. Ciekawy pomysł i interesująca polityka – choć osobiście nie popieram. Po pierwsze sądzę, że skoro walczymy o wolność słowa, to może najpierw sami dawajmy przykład? A po drugie sądzę również, że Gazecie i tak ust się nie zamknie (muszę pognać do kiosku i skazić swą nieskalaną naturę kupując dzisiejszy numer). Redaktor portalu Multikulti i tak zabrała głos w tej samej sprawie, w której starał się zabrać głos pan z GW, a mianowicie: dlaczego próbowano nie wpuścić niektórych gości na salę (sam tego nie rozumiem). Ale mniejsza o to.

Wyszedł pan doktor Paul Cameron. Tak, ten, o którego rozegrała się cała chryja. Przedstawił kilka przeprowadzonych nie tylko przezeń, ale również przez rząd amerykański oraz badaczy homoseksualnych statystyk, z których wynikało, że ok. 1/3 przypadków pedofilii jest spowodowana przez homoseksualistów. Nie byłoby w tym nic dziwnego (przecież w tej sytuacji aż 2/3 to sprawka heteryków), gdyby nie to, że homoseksualiści to jakieś 1-5% społeczeństwa. Więc ukazuje to, że więcej pedofilii jest wśród osób homo- niż heteroseksualnych. Wyniki tych badań doktor przedstawił spokojnie, beznamiętnie, zaznaczając, że większość przypadków pedofilii nie wynikała z gwałtów czy wymuszeń, lecz z woli „partnerów”. I że mało kto nazwałby osoby te pedofilami, bo wśród wielu ich partnerów tylko mniej (często o wiele mniej) niż połowę stanowili nieletni chłopcy. Statystyka potwierdziła się wśród nauczycieli i uczniów, wśród dzieci z rodzin zastępczych, a także wśród prywatnych dzieci osób homoseksualnych. Przy tym wszystkim doktor Cameron obalał także mit o istnieniu jakoby trzeciej orientacji seksualnej – tj. pedofilskiej (co twierdził choćby prof. Lew-Starowicz, próbując obalić tezę Camerona: „Nie znam Camerona ani wiarygodnych badań mówiących o tym, że sprawcami jednej trzeciej przypadków molestowania dzieci są homoseksualiści. Sprawcami są pedofile – podkreśla prof. Zbigniew Lew-Starowicz, krajowy konsultant w dziedzinie seksuologii.”). Zaznaczał bowiem, że naprawdę niewiele jest takich osób, które uprawiają seks wyłącznie z dziećmi, a osoby uprawiające seks z dziećmi danej płci uprawiają również seks z dorosłymi tej samej płci. Nie spodobało się to pani Multikulti, która stwierdziła, że zgodnie z badaniami, które ona zna, pedofilom jest wszystko jedno, czy uprawiają oni seks z małymi chłopcami, czy z dziewczynkami. Cameron odpowiedział, że ktoś taki, jak czysty pedofil to fikcja, więc badania na kimś takim nie są możliwe – a badania, na których on się opiera, przeprowadza się na próbce homoseksualistów i heteroseksualistów – i sprawdza się ich skłonność do pedofilii.

Po zakończonej prelekcji i serii pytań i odpowiedzi pan Cameron musiał opuścić aulę Domu Rekolekcyjnego. Jedna z siedzących przed nami pań przynależnych do jakiegoś wolnościowego ugrupowania z oburzeniem podsumowała wykład doktora: „To bez sensu. Przecież on nie wyraził żadnych poglądów! Tylko przedstawił statystyki!” Ale, cóż w tym oburzającego? Przecież o to właśnie chodziło! Przecież to właśnie jest konferencja naukowa! Pan Cameron spisał się świetnie – naprawdę nie było się do czego przyczepić.

Innego zdania była pani Multikulti. Udzielając wywiadu przy wyjściu z sali stwierdziła, że „pan Cameron twierdzi, że homoseksualizm jest szkodliwy społecznie i nawołuje do likwidowania homoseksualistów”. Problem jedynie w tym – jak napisałby pan Terlikowski – że Cameron słowem nie odezwał się na temat likwidowania kogokolwiek – przynajmniej nie w czasie tego wykładu. Powiedziawszy to przy wyjściu pani Multikulti wyszła z sali, a wraz z nią podążyli dziennikarze (także Gazety Wyborczej) oraz niemal wszyscy zgromadzeni skamingałtowani homoseksualiści. Kolejne wykłady (jeden na temat homoseksualizmu w starożytnej Grecji, trzy na temat terapii homoseksualistów) odbyły się w spokoju, przy sali wypełnionej w 1/3 przez fanatycznych katoli z Uniwersytetu (i ja też tam byłem, coca-colę piłem, a co tam widziałem, tutaj opisałem).

Panie prelegentki mogły się wysilać – nikt im już nie zadał złośliwego pytania. Ksiądz wykładający jako ostatni mógł się wywnętrzać na Gazetę Wyborczą – Gazeta w dalszym ciągu pozostawała nieobecna. Niezwykle rzeczowe, mądre wykłady wchłonięte z rozkoszą przez nas, studentów, ominęły uszy tych, którzy powinni ich wysłuchać najbardziej. Ale przecież oni nie chcieli. Nie po to tu przyszli. Oni przyszli zrobić pikietę. Przyszli zaprotestować. Pod koniec konferencji miałem ochotę zadać pytanie: „Gdzie jest Gazeta Wyborcza? Gdzie są bojówkarze gejowscy? Gdzie jest pani Multikulti?” Ale byłoby to pytanie retoryczne. Oni przyszli tylko protestować przeciw wykładom bardzo złego, antygejowskiego doktora, którego Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne wykreśliło z listy (niewielu zaznacza, że na jego własną prośbę), i który nie powinien wykładać w takim miejscu jak uczelnia państwowa. Ba! Nie powinien wykładać w ogóle!

Myślę, że wyszli także dlatego, że poczuli lekki zawód. Wszak Cameron przedstawił tylko statystyki…

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Podstęp po szwedzku

Do niedawna sądziłem, że najgorszy przykład współczesnego życia płynie z Holandii. Wszak właśnie tam zaczęła się legalizacja związków homoseksualnych i włączono program wykańczania osób starszych (tj. legalizacji eutanazji). Ewentualnie z Wielkiej Brytanii – ilość ciąż wśród nastolatek wynikająca (to jest dość prawdopodobna teoria) z nacisku na wychowanie seksualne (i idący za tym wszystkim odsetek aborcji). Skandynawia jawiła mi się jako wspaniały świat, gdzie nie ma przestępców, a wyjeżdżając na wczasy możesz zostawić otwarte drzwi bez obawy, że ktokolwiek Cię okradnie. Sam się dziwię jak można się było tak bardzo pomylić…

Kiedy w czasie seminarium z fundamentalnej ksiądz doktorant wyświetlił film przygotowany przez Frondę, nie byłem w stanie wyjść z zadziwienia. Nie, nie będę się rozwodził na ten temat. Zwyczajnie zamieszczę film tak, byście mogli sami go sobie obejrzeć:

Link do filmu

Najbardziej przeraża mnie młoda dziewczyna z komunistycznej partii, posiadająca niezliczone ilości rodzeństwa z najróżniejszych małżeństw swoich rodziców oraz ich pozostałych małżonków. I dwójka duchownych (pan i pani), którzy radują się z powodu możliwości błogosławienia ich homoseksualnych związków przez ich własny Kościół.

A mniej-więcej w tym czasie, w którym odbyła się projekcja przytaczanego przeze mnie filmu trafiłem na artykuł na moim „ulubionym” portalu Pardon.pl. Ten artykuł przeraził mnie jeszcze bardziej.

W skrócie: Norweżki mają termin dokonywania aborcji do 12 tygodnia i do tego czasu nie mogą dowiadywać się jakiej płci jest ich dziecko. Przeszkadza to mieszkającym w Norwegii Arabkom, które nie chcą mieć córek. Po 12 tygodniu sprawdzają więc płeć i gdy dowiedzą się, że to dziewczynka, jadą do Szwecji, gdzie można przerywać ciążę dłużej. Szwedzi mają więc problem – bo to, co się usuwa z łona wyzwolonych kobiet, jest z całą pewnością płci żeńskiej, a więc jest również kobietą. I tu pada pytanie: której kobiety praw należy bronić?

Pytanie jest tak samo zasadne jak to zadane przez panią Magdę Hartman (której jeden z nowszych artykułów być może postaram się zrecenzować w najbliższym czasie) na końcu wywodu: „Kiepsko sprawdza się zarówno polski religijny zakaz, jak i szwedzki ultraliberalizm. Dlaczego w żaden sposób nie udaje się uzyskać czegoś pośredniego, co wyeliminowałoby przynajmniej większość patologii?” Jest tak samo zasadne, bo nikt nie zastanawia się dlaczego niby polski „religijny” zakaz kiepsko się sprawdza. I co to znaczy „kiepsko”?

Tytuł ukazanego filmu celowo dostosowałem do potrzeb notki. Bo ten „postęp” jawi mi się jako „podstęp”. Podstęp pewnych środowisk, liberalnych i wyzwolonych, podstęp zbuntowanych mas. Podstęp wolnościowych tolerancyjnych ludzi, którzy tolerują wszystko, byleby było zgodne z ich myślą.

Podstęp po szwedzku, po brytyjsku, po holendersku, ostatnio i w Kościele niemieckim po niemiecku…

Polska nie jest i nie będzie nigdy ostoją. Nie wiem, czy kiedykolwiek była. To, co stało się z dzieckiem Agaty rok temu i to, co stało się z konferencją dotyczącą homoseksualizmu (która na szczęście jednak się odbędzie, bo zamierzałem się na nią wybrać), pod wpływem jednego, jedynego potężnego polskiego medium znakomicie o tym świadczy. Więc przestańmy czuć się wreszcie ostoją katolicyzmu, jeśli nadal się nią czujemy, i zacznijmy coś robić! Odpowiedzmy na ten dziwny postęp-podstęp. Zróbmy to już dzisiaj!

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 2 Komentarze