Posts Tagged With: Jakub Płusa

Walczyć igłą

Pojechałem na pogrzeb – w zeszłą środę, tydzień temu. To był dzień, który zapamiętam na długo. Spotkałem się z kolegami w sutannach, z ojcem duchownym. W ogóle msza pogrzebowa trwała chyba ze dwie godziny, koncelebrowana przez 20-30 kapłanów. Klerycy z mojego roku obstawiali czytania, psalmy i pomoc przy ołtarzu. Nawet chór seminaryjny śpiewał.

Na koniec, przy podziękowaniach i kondolencjach, wystąpił na przód dziekan naszego roku (gdzie indziej zwaliby go starostą) Paweł i powiedział ile Kuba dla nas znaczył. Potem wyjął jeden z ostatnich listów, które Kuba wysłał do nich do seminarium i zacytował. I ten cytat poruszył mnie najbardziej.

Jeśli utną mi jedną rękę, przestanę walczyć dzidą i przerzucę się na miecz. Jeśli zostaną mi dwa palce, będę walczył igłą. To zadanie stoi nie tylko przede mną, ale również przed Wami.

Nie muszę chyba tłumaczyć znaczenia tych słów. Walczyć igłą… Koniec notki.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

And that’s the way the cookie crumbles

Był niski, chudy i miał włosy tak trochę w stylu afro. Może bardziej w stylu Chopin po koncercie? Często uśmiechnięty, za to nigdy się nie złościł. Spokój. Ojciec Maciek stwierdził, że ciężko określić jego charakter, bo wykazuje niespotykany zanik uczuć. Wykazywał do tego znaczący geniusz. Miał same piątki. Prawie same.

Kiedyś już o nim pisałem. Dwa razy. Bo to był jeden z najlepszych kleryków na naszym roku. Kiedy pytali go czemu poszedł do seminarium, odpowiedział po prostu, że chciał służyć Bogu i ludziom. Ale to był jeden z tych przypadków, który wyglądał wiarygodnie.

Oprócz tego lubił fantasy. I Pokemony. I Japonię. Bratnia dusza.

Mama zapytała go kiedyś na jakie pójdzie studia. Odparł, że do seminarium. Zdenerwowała się i powiedziała, że ma sobie wybrać coś innego. „W takim razie japonistyka”. „Japonistyka? A co ty po tym będziesz robił?” „Pójdę do seminarium”.

Na studniówkę nie poszedł. Nie lubił takich imprez. Śmiał się, gdy szedł do kościoła na siódmą, a jego kumple w tym czasie mijali go, na kacu.

Miałem w nim ogromne wsparcie. Gdy chłopaki o coś się na mnie gniewali, zawsze wzruszał ramionami i mówił, że przecież nie ma o co. Raz, jak dostałem karty do Magica, rozegraliśmy partyjkę. Sam zbierał jednak raczej karty z Pokemonami. Wymienialiśmy się nowościami ze świata Johto. Gdy przegapiłem parę odcinków, dał mi kasetę ze swoimi. Ja zbierałem, on nagrywał, oglądał i kasował. Tę kasetę mam do dziś. „Pokemony dla Jamesa”.

Miał na imię Kuba. Na księdza nadawał się jak nikt. Jak nikt. Żył tym, to było widać. I był kochany. Bo taki cichy i spokojny. Uczył się dużo. Choć, jak twierdził, wcale tego nie lubił. „To dlaczego nie nauczysz się na trójkę żeby mieć spokój?” – spytałem kiedyś. „A skąd mogę wiedzieć, że już umiem na trójkę?”

W pokoju miał pustkę. Puste półki, czyste biurko. Pościelone łóżko. Jakby wcale się tam nie wprowadził. I tylko kalendarz z Pokemonami na ścianie.

Spotkałem go w wakacje. Ucieszyliśmy się jak dzieci. Przyszedł do Skarżyska, do Ostrej Bramy, na „pieszą pielgrzymkę” ze Starachowic, bo była ładna pogoda. Ja szedłem akurat po Monikę do szkoły. Roześmiał się. „A tak sobie myślałem, czy spotkam Mateusza…” Później już się nie spotkaliśmy.

W okolicy Bożego Narodzenia dostałem wiadomość od Anity, naszej wspólnej przyjaciółki, że Kuba przerwał formację. Ma raka płuc i bierze chemię. Nie przypuszczałbym… Nigdy nie palił papierosów. A jednak nie byłem w szoku. „Jeśli ktoś” – pomyślałem – „to właśnie Kuba”. Człowiek, który mógłby dać idealne świadectwo pięknego umierania. Świadectwo bycia wybranym, by odejść wcześniej. Czułem, że nie przeżyje. I wiedziałem, że Bóg wybrał dobrze.

Miałem go odwiedzić w ferie.

Nie znalazłem czasu.

Nie wiem kiedy pogrzeb. Ale chociaż tam postaram się być. Spotkam Anitę. I kolegów – już w sutannach.

Dziś przeżyłem mszę w sposób cudowny. Wiem, że Kuba też tam był. Bo teraz jest jeszcze szczęśliwszy niż był w seminarium.

„A sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek. Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości – życie nieskalane. Ponieważ spodobał się Bogu, znalazł Jego miłość, i żyjąc wśród grzeszników, został przeniesiony. Zabrany został, by złość nie odmieniła jego myśli albo ułuda nie uwiodła duszy: bo urok marności przesłania dobro, a burza namiętności mąci prawy umysł. Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości. A ludzie patrzyli i nie pojmowali, ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i nad świętymi Jego opatrzność. Sprawiedliwy umarły potępia żyjących bezbożnych, i dopełniona wcześnie młodość – leciwą starość nieprawego. Zobaczą bowiem kres roztropnego, a nie pojmą, co o nim Pan postanowił i w jakim celu zachował go bezpiecznym. Patrzą i żywią pogardę, ale Pan ich wyśmieje.” (Mdr 4, 7-18)

I każdy z nas odejdzie. I tak się właśnie kruszy ciacho…

[*]

Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 10 Komentarzy

Mamy czas…?

„Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest…” To prawda. Jednakże…

Jezus chodził po świecie i mówił do ludzi. Podszedł jednego dnia do celnika zwanego Mateuszem i powiedział mu: Zostaw swój majątek i pójdź za mną. Ten natychmiast porzucił wszystko i zrobił to, co Pan mu nakazał.

Jak wygląda nasza wiara? Czy jesteśmy tacy jak celnik Mateusz, który porzucił wszystko i na zawsze, w całości oddał się woli Pana? Jak wygląda nasze życie? Nasze dążenie do świętości? Czy już zostaliśmy wiernymi sługami Jezusa? A może mówimy sobie: „Jeszcze nic nie wiem. Jeszcze jestem młody/młoda. Jeszcze nie zdążyłam/em dorosnąć do tego, by swe życie poświęcić Bogu. Mam czas, mam czas, mam czas…”

Były sobie panny. W zasadzie było ich 10 – połowa była mądra, a połowa głupia. Wszystkie czekały na Oblubieńca, aby przyjąć Go i ugościć. Aby dostać się na Jego ucztę weselną. Z tym, że te głupie stwierdziły, że mają czas, wszak jeszcze wczesna godzina, komu by się spieszyło, można przespać parę chwil. Tylko się zdrzemnąć. Pozostałe w tym czasie udały się do sklepu, po oliwę do lampy, by cały czas być gotowe.

W zasadzie żadna z nich nie spodziewała się, że Oblubieniec przyjdzie JUŻ. Ale przyszedł. Wstały głupie panny i powiedziały: „Matko, ojcze i wszyscy inni! Toż my jeszcze nie gotowe! Wszak tyle czasu mamy!” Ale czasu już nie było. Wszedł Oblubieniec, zaprosił mądre panny na wesele. Głupie w tym czasie pobiegły szukać oliwy. Ale już było za późno.

Mamy czas. Mamy czas. Mamy czas…?

„I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia? Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.” (Łk 13, 6-9). Bóg mówi nam w tej przypowieści, że ma cierpliwość nad swymi sługami. My jesteśmy drzewkiem. Drzewkiem, które od lat myśli, że ma czas. Że jeszcze nie pora. Że Bóg poczeka, wszak jest cierpliwy. Wszak jest dla Niego ważne to, żebyśmy byli zbawieni, więc nie stanie mi się krzywda gdy jestem pod wpływem grzechu. Poczekam, nie pójdę do spowiedzi. Jestem pod wpływem grzechu, ale nie myślę nad tym, by go zdjąć. Dziś, jutro, za rok. Mam czas, mam czas, mam czas…

„A jeśli nie, w przyszłości możejsz je wyciąć.” Bóg jest łaskawy i miłosierny. Ale dla Niego czas nie istnieje. Wobec Niego każda chwila jest wiecznością. Każda stracona chwila jest straconą wiecznością. Nie jesteś gotowy/gotowa? Jutro może być o jedno jutro za późno, by stać się gotowym. Jutro sklep z oliwą może być zamknięty. Może jednak wydamy wreszcie ten owoc, jeśli tak uparcie obkładają nas nawozem. Choć już trzy lata nie ma z nas pożytku.

Jeden z moich wspaniałych kolegów z Seminarium, bardzo wierzący i zdolny do nauki, ostatnio wyszedł na chwilę. Ma raka płuc. Nigdy nie palił papierosów. Nie wiem co przeżywa, jak to dla niego wygląda. Ale jak go znam, nie oskarża Boga. Przecież nigdy nie wiemy, kiedy Pan Bóg przyjdzie.

Masz czas? Ja go nie mam. Każda chwila w oddaleniu od Boga jest wystawianiem Go na próbę. „No, przecież nie zrobisz mi nic. Przecież mnie kochasz!” Nie pamiętacie: „Lecz Jezus mu odparł: Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego.” (Łk 4, 12) To od Boga, nie od nas zależy, kiedy zachorujemy, wpadniemy pod samochód, spadniemy z konia, kiedy umrzemy. I nie mamy prawa mieć do Niego pretensji o to, że przecież nie jesteśmy jeszcze gotowi. Czas nagli. Tylko od nas zależy czy odpowiemy na Jego sygnały.

Mamy czas. Mamy czas. Mamy czas…?

Nie. Nie mamy.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 18 Komentarzy