Posts Tagged With: Josh McDowell

Pusty grób

To właśnie dziś rano, kiedy część z nas, podobnie jak Maria Magdalena, wybierze się do grobu Pańskiego, odkryje, że jest on pusty. Oczywiście, ci którzy byli na mszy Wigilii Paschalnej już to wiedzą, ci którzy wstaną rano na Rezurekcje dopiero zauważą.

Pusty grób to bardzo poważny problem teologiczny. Położono do grobu martwe ciało, postawiono straże, zapieczętowano wejście, ustawiono ciężką skałę. Mimo tego kamień jest odwalony, pieczęć zerwana, straże jakby zabite. Co może być tego powodem? Josh McDowell twierdzi, że grób jest znakomitym dowodem Zmartwychwstania. Mój promotor Józef Kulisz sądzi jednak inaczej. Dla niego pusty grób jest tylko nieznaczącym argumentem, na podstawie którego wiele rzeczy można by udowodnić. „Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu». Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego” (Mt 28, 11-15). Dla ówczesnych Żydów pusty grób oznaczał, że uczniowie wykradli ciało Chrystusa, już to z wielkiej do Niego miłości, już w celu rozgrywania swoich zmartwychwstańczych gierek. „Do dnia dzisiejszego” oznacza – do dnia pisania Ewangelii. Ale nie tylko! Biblia jest aktualna we wszystkich miejscach i czasach – i dziś również istnieje szereg teorii, które próbują ukazać, że Jezus prawdziwie nie zmartwychwstał. Że to jest wielkie oszustwo.

Temat zmartwychwstania, wszystkie teorie pustego grobu, śmierci pozornej itp. do rozważenia szerzej, kiedy indziej. Dowody i dowodziki – do rozpatrzenia, potwierdzenia czy obalenia. Dziś tylko chciałem przypomnieć, jak wielu uczniów widziało Jezusa już po Zmartwychwstaniu. Jak wielu z Nim rozmawiało, rozpoznawało Go, oddawało Mu cześć. Ilu widziało Go wstępującego do nieba. Ilu wyznaczył rolę w powstającym Kościele. Wreszcie – ilu ludzi współcześnie ma z Nim kontakt. Rozmawia z Nim w modlitwie, adoruje w kościele, przyjmuje Jego Ciało i Krew w Eucharystii.

Chrystus zmartwychwstał prawdziwie! Alleluja!

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

God or Not

Tak jakby podsumowując pracę bloga postanowiłem powrócić do jego istoty, a mianowicie sięgnąć po coś stricte teologicznego. W notce niniejszej chciałbym odnieść się do własnej pracy magisterskiej, a więc również zająć się tematem, na którym powinienem znać się najlepiej. Dodatkowo pragnę przywrócić (tymczasowo) honor wydawnictwu Vocatio, w którego pogrążaniu ostatnio współuczestniczyłem, ponieważ bez pomocy udziału owego moja praca w tej postaci nigdy by nie powstała. Wreszcie na koniec chciałbym odpowiedzieć znajomej Świadkowej Jehowy na mail, którego dawno temu mi napisała.

Z góry zaznaczam, że będę się tu powoływał na moją pracę magisterską zatytułowaną Apologia Jezusa w „Przewodniku apologetycznym” Josha McDowella, którą obroniłem w zeszłym roku w czerwcu. Będę zamieszczał cytaty albo z samej pracy, albo z „Przewodnika apologetycznego”, który był głównym źródłem, z którego korzystałem. Sam „Przewodnik…” został nota bene wydany właśnie przez wydawnictwo Vocatio.

Od dawna toczę zażartą dyskusję z kilkorgiem Świadków Jehowy, którzy rzecz jasna nie są ze mną się w stanie zgodzić w najważniejszych kwestiach (a ja z nimi). Jedną z tych kwestii jest Bóstwo Jezusa – dla nas znaczące, dla nich wykluczone. Na ten temat właśnie maila otrzymałem już dość dawno temu. W mailu tym pojawiają się argumenty za tym, że Jezus jest pierwszym stworzeniem Bożym, że nie uważał się za Boga ani za Bogu równego, że również po Jego wniebowstąpieniu uczniowie uważali go za mniejszego od Boga. Ja jednak pisałem pracę magisterską stawiając tezę wręcz odwrotną i szukając argumentów na nią. Postarajmy się więc zestawić te dwa punkty widzenia. Znajoma pisze:

Jezus został oskarżony o bluźnierstwo w następstwie swej wypowiedzi: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (Jn 10:30). Nie twierdził bynajmniej, że jest Ojcem ani że jest Bogiem, a wynika to z dalszych jego słów (…). Kontekst tej wypowiedzi wyraźnie wskazuje, o jaką jedność mu chodziło. Jezus mówił o swych dziełach i o trosce, jaką otaczał podążające za nim „owce”. Zarówno jego dzieła, jak i słowa dowodziły, że między nim a Ojcem panuje całkowita jednomyślność, wykluczająca jakikolwiek rozdźwięk — i właśnie to podkreślił w swojej odpowiedzi (…). Obaj w jedności ze sobą chronili symboliczne „owce” i prowadzili je do życia wiecznego (Jn 10:27-29; por. Eze 34:23, 24). Jedność między Jezusem a jego Ojcem nie polega na tym, iż są tą samą osobą, lecz na tym, iż mają te same cele i zmierzają do nich jednakowymi drogami — co potwierdza modlitwa Chrystusa o jedność wszystkich jego ówczesnych i przyszłych uczniów. Prosił w niej, żeby jego uczniowie „wszyscy byli jedno”, tak samo jak on i jego Ojciec (Jn 17:20-23).

Pierwszą rzeczą, którą muszę podkreślić, jest uparte twierdzenie Świadków Jehowy, że my, katolicy, uważamy, iż Jezus był tą samą osobą, co Ojciec. Nie dociera do nich, że odróżniamy osoby (Ojciec jest osobny od Syna) i istotę (jedność w Bóstwie, w byciu tym samym Bogiem). W dalszej kolejności należy zaznaczyć, że tę wypowiedzianą przez Jezusa jedność da się również interpretować inaczej (wręcz powinno się interpretować ją inaczej). McDowell w „Przewodniku…” przytacza omawiany fragment jako jeden z najbardziej znaczących argumentów za Bóstwem Jezusa, umieszczając go w szerszym kontekście: „Rzekł do nich Jezus: […] Ja i Ojciec jedno jesteśmy. I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować. Odpowiedział im Jezus: »Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie mnie ukamienować?« Odpowiedzieli Mu Żydzi: »Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga«” (J 10,25-33). Zauważyłem, że Jezus ani tu, ani nigdzie indziej nie nazwał siebie Bogiem, lecz tylko jednym z Bogiem, więc Świadkowie mogą to spokojnie interpretować po swojemu. Przytoczyłem (i tu przytoczę) cytat z jednego z blogowych artykułów Zwiastuna, na który już kiedyś dawałem u siebie odpór: „w wersecie tym po hen musielibyśmy wprowadzić rzeczownik rodzaju nijakiego, np. taki jak pneuma (usposobienie), (…)»Mój Ojciec i ja jesteśmy jednym« (hen) usposobieniem. Nie może to być theos (Bóg) ani ousia (istota), ponieważ wymagałyby one kolejno męskiego heis i żeńskiego mia. Zgadzamy się, że Ojciec, Syn i Duch Święty są jednym w usposobieniu, jednym w sercu, umyśle i woli, lecz nie są jednym Bogiem” (http://zwiastun.wordpress.com/2009/08/12/7-biblijnych-testow-trojcy/, data: 6 maja 2011). McDowell wydaje się jednak nie mieć problemu z takim argumentowaniem. Przytacza u siebie w „Przewodniku…” słowa J. Carla Laneya, który stwierdza: „Jedno (hen) jest rodzaju nijakiego i mówi o jednej istocie, a nie jednej osobie. […] Ojciec i syn są uczestnikami jedności Boskiej istoty, pozostając jednak dwiema odrębnymi osobami Bóstwa” (Laney J.C., John, w: Moody Gospel Commentary, Chicago 1992, s. 195-196, za: McDowell J., Przewodnik apologetyczny, s. 133). Kilku znawców, kilka interpretacji słowa „hen”. Co więcej, sam zauważyłem, że „greka zawiera również wiele innych słów rodzaju nijakiego, mogących paść w tym zdaniu, ale żadne w ogóle w nim nie pada. „Jedno jesteśmy” nie musi oznaczać „Jesteśmy jedno usposobienie”, ani „Jesteśmy jednomyślni”. Nie musi w ogóle nic oznaczać poza tym, co zostało napisane, a więc tym, że Ojciec i Syn są jednym, jednością” („Apologia…”, s. 72). McDowell zauważa także, że „Ci, którzy usłyszeli to twierdzenie, nie mieli więc wątpliwości co do tego, iż Jezus podaje się za Boga. (…) Próba ukamienowania Jezusa za bluźnierstwo wskazuje, że przeciwnicy dobrze zrozumieli Jego nauczanie. Pokazuje też, że nie chcieli się nawet zastanawiać, czy Jego twierdzenie o swej Boskości nie jest prawdziwe!” (McDowell J., Przewodnik apologetyczny, s. 133). Jezus zaś nie zaprzecza tym oskarżeniom, nie mówi „Wcale nie powiedziałem – jestem Bogiem”, lecz wkrótce potem dopowiada: „Wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu” (J 10,38), ponownie utożsamiając siebie z Ojcem.

W kwestii jedynego i wyłącznego Synostwa Bożego znajoma napisała tak:

Żeby dyskutować o tym dogmacie, powinniśmy się jeszcze raz zastanowić nad pojęciem „jednorodzony”. Pamiętam, że w tej sprawie nie byliśmy zgodni, bo wg Biblii ja rozumiem, że jako jednorodzony Syn Boży, jest jedynym Synem stworzonym bezpośrednio przez samego Jehowę Boga (jako początek stworzenia). Jest on pierworodnym wśród wszystkich stworzeń. Za jego pośrednictwem zostało stworzone wszystko inne w niebie i na ziemi. Jest drugą z największych osobistości we wszechświecie. I tu Państwo nie zgadzaliście się ze mną. Pamiętam, że porównał Pan określenia „jednorodzony” i „stworzony” z wydaniem na świat [G.M. – mojego syna, zamieniono z imienia, przyp. Maurycy] (jednorodzony) i wyrobem (stworzeniem) – o ile miałby Pan takie zdolności – kubka lub czegokolwiek . Oczywiste jest, że [G.M.] dziedziczy po Panu geny, określone cechy charakteru lub wyglądu zewnętrznego, co nie znaczy, że jesteście tą samą osobą, choć może być między Wami jedność pod wieloma względami, co uwidoczni się dopiero wtedy, kiedy [G.M.] dorośnie. Ale często się zdarza, że syn idzie swoją drogą, mając swoje własne poglądy niezależnie od ojca/rodziców. I wtedy w żadnym wypadku nie można mówić o takiej jedności z ojcem, o jakiej Jezus wspominał wielokrotnie , która łączyła go z jego Ojcem.

Oczywiście, zrodzenie syna ludzkiego i Syna Bożego to zupełnie inne zrodzenie. A jednak twierdzenie, że Bóg stworzył Jezusa, o czym mają świadczyć słowa „pierworodny” są bardzo daleko idącą nadinterpretacją. Ja w mojej pracy magisterskiej ująłem to tymi słowami: „Jeśli Jezus był prawdziwym i jedynym w swoim rodzaju Synem Bożym, oznaczało to, że musiał być Bogiem z natury, jako wychodzący czy zrodzony z Boga. Przeciwnicy tego argumentu stwierdzają wprawdzie, że Jezus jest Synem Bożym jako pierwsze stworzenie, jednak żaden cytat z Pisma Świętego nie wydaje się tego potwierdzać. Świadkowie Jehowy piszą np. tak: „Chrystus pierwszym stworzeniem Bożym” , podając na to dowody z Pisma, które w rzeczywistości przemawiają za zrodzeniem, nie zaś stworzeniem Słowa: „On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia” (Kol 1,15), czy za tym, że był On początkiem, a więc źródłem czy zasadą, stworzenia: „Aniołowi Kościoła w Laodycei napisz: To mówi Amen, Świadek wierny i prawdomówny, Początek stworzenia Bożego” (Ap 3,14). Nigdzie zatem w Piśmie Świętym nie da się znaleźć argumentu za tym, że Syn został stworzony, można odnaleźć natomiast wiele za Jego zrodzeniem. To zaś daje prawo sądzić, że skoro Bóg Go zrodził, to zrodził Boga.” („Apologia…”, s. 73-74). Z cytatów Pisma Świętego wyraźnie można odczytać, że Jezus został zrodzony (a wręcz „jest” zrodzony, jest od początku), a nie stworzony przez Boga. O nikim innym nie ma w Piśmie mowy, że Bóg go zrodził, jest więc ogromnym nadużyciem twierdzenie, że zrodzić to tak, jakby stworzyć jako pierwszego…

Bardzo ważne są, nie przytaczane przez moją Panią Dyskutant, cytaty, w których Jezus stwierdza „Ja Jestem” – gr. „Ego eimi”. Wielokrotnie Jezus tak o sobie mówi, najbardziej dobitnie zaś tu: „Rzekł do nich Jezus: »Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Zanim Abraham stał się, JA JESTEM«” (J 8,58). Jezus trafia tu w dwa czułe punkty jednocześnie. Po pierwsze posługuje się słowami, które w Starym Testamencie oznaczały Boga – Jestem: „Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was” (Wj 3, 14). Żydzi gniewają się o to, że Jezus mówi o sobie Jestem, choć tylko Bóg miał tak prawo o sobie mówić. Po drugie zaś Jezus podkreśla tu swoją przedwieczność. Jezus nie BYŁ przed Abrahamem. On JEST zawsze, przed Abrahamem. Następstwo czasu przeszłego i teraźniejszego byłoby zupełnie niegramatyczne, gdyby nie przyznać, że Jezus nie mówi o jakimkolwiek swoim początku. O momencie stworzenia. On po prostu jest…

Wiele innych słów Jezusa potwierdzających Jego utożsamienie z Bogiem przytacza McDowell. Nie będę się teraz na ich temat jednak rozpisywał, bo czas nagli, a są przecież jeszcze argumenty płynące od uczniów Jezusa, którzy nie mieli wątpliwości, że był On Bogiem. Choć sam Jezus nigdy siebie bezpośrednio Bogiem nie nazywa, to Jego uczniowie są wielokrotnie bardziej dosłowni. W Liście do Rzymian Paweł pisze: „Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. Amen” (Rz 9,5). Świadkowie Jehowy oczywiście oddzielają te fragmenty od siebie, tworząc z nich „…Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim. Bóg niech będzie błogosławiony na wieki”, co jest, rzecz jasna, niezgodne z treścią greckiego oryginału, a o czym Świadkowie wielokrotnie nie wiedzą.

Bardzo ważnym cytatem jest fragment z listu do Filipian, na który i moja znajoma się powołuje: „A w Filip.2:6 wyraznie napisano, że nie był i w żadnym wypadku nie chciał być równy Ojcu!” Rzeczony fragment, przytoczony szerzej, brzmi: „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca” (Flp 2,6-11). Rzeczywiście, dowiadujemy się, że Jezus, Syn, nie skorzystał z możliwości bycia na równi z Bogiem – słusznie podkreśliła moja znajoma. Co to jednak, szerzej, oznacza? Przecież istniał w postaci Bożej, ale nie skorzystał poprzez postanowienie o uniżeniu się do postaci człowieka, sługi. Paweł pisze wyraźnie: uniżył samego siebie, choć istniał w postaci Bożej. Bóg zaś ponownie oddał mu Bóstwo po Jego śmierci krzyżowej. Co więcej, bardzo ważny jest fakt, że w tym fragmencie w stosunku do Jezusa użyte są słowa, które w Starym Testamencie odnosiły się do Boga. Jest mowa o imieniu ponad wszelkie imię (a więc jednak Imię – Jehowa – nie jest najwyższym imieniem?) i o zginających się kolanach. F.F.Bruce, na którego powołał się McDowell, pisze: „W hymnie tym powraca tekst Iz 52,13 […] a także Iz 45,23, gdzie Bóg przysięga na samego siebie: »Przede Mną zegnie się wszelkie kolano, wszelki język na Mnie przysięgać będzie«. Jednakże w hymnie poświęconym Chrystusowi ten sam Bóg ogłasza, że każde kolano zegnie się na imię Jezusa i że każdy język wyzna, że Jezus Chrystus jest Panem.” (Bruce F.F., The Real Jesus: Who Is He?, w: The Jesus Library, s. 202, London 1985, za: McDowell J., Przewodnik apologetyczny, s. 136). Pominięty fragment to: „Oto się powiedzie mojemu Słudze, wybije się, wywyższy i wyrośnie bardzo” (Iz 52,13). A więc – cytat odnoszący się do Boga jest jednocześnie cytatem odnoszącym się do Jezusa. Prosty rachunek: Jezus niezaprzeczalnie jest Bogiem. A imię Jezusa jest ponad wszelkie imię. Nawet ponad Imię – tak by to wyglądało…

Wypadałoby napisać o pierwszym rozdziale z Ewangelii Jana, ale temat jest tak szeroki, że zajmę się nim w jakiejś kolejnej notce. Teraz spojrzę jeszcze tylko pokrótce na fragmenty Pisma Świętego, w których ukazane jest oddawanie czci Jezusowi (której też czci momentami pragnął, a momentami nie negował). Podkreślić należy, że cześć należała się wyłącznie Bogu, nie żadnemu stworzeniu. Oto są przykłady cytatów: „A oto zbliżył się trędowaty, upadł przed Nim…” (Mt 8,2); „Upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym” (Mt 14,33); „Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci , którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi.” (J 9,35-39); „Następnie rzekł do Tomasza: »Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym«. Tomasz Mu odpowiedział: »Pan mój i Bóg mój!«” (J 20,27-29). Skądinąd wiemy przecież, że Jezus ganił innych za oddawanie czci nie-Bogu: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz” (Mt 4,10; Łk 4,8) powiedział diabłu na pustyni.

Najbardziej znaczący jest fragment mówiący o św. Tomaszu, o oddaniu Jezusowi pokłonu i gorliwym nazwaniu Go Bogiem i Panem. Jezus mówi „uwierzyłeś”, nie próbuje zaś zaprzeczać, że przecież wcale nie jest Bogiem. Świadkowie w tym miejscu stwierdzają, że Jezus żywy wywarł na Tomaszu takie wrażenie, iż ten wydał z siebie paniczny okrzyk, który można utożsamiać z naszym „O mój Boże!”. Taka interpretacja wydaje się być jednak typowym zapychaniem dziury w teorii, która tych dziur posiada sporo.

Oczywiście mail, który dostałem, zawierał zdecydowanie więcej argumentów. Zdecydowanie więcej argumentów jestem też w stanie przytoczyć i zapisać. Pora już jednak późna, a i zależy mi na umieszczeniu notki z tą tajemniczą datą. Nie ulega jednak wątpliwości, że wystarczy tych kilka argumentów, by zauważyć, że Jezus uważał się za Boga, chciał by oddawano Mu cześć równą Bożej, oraz że Jego uczniowie również widzieli w Nim Boga i jako takiego Go czcili. Można mieć wątpliwości co do wiarygodności całego nauczania Jezusowego, ale jeśli, tak jak Świadkowie Jehowy, uznaje się Pismo Święte za przez Boga natchnione, nie ma się innej możliwości, jak tylko uznać Jezusa za Boga prawdziwego.

Na tym kończę na dziś. Mam nadzieję, że ktoś to w ogóle do końca doczytał. Jeśli zechcecie, zostawcie jakiś znak, że dobrnęliście aż dotąd.

Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że to ostatni wpis na blogu w tej postaci, w jakiej go znacie. W przyszły poniedziałek możecie oczekiwać blogowej rewolucji. Ciekawe, jakie są Wasze opinie na ten temat…

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Tupot płaskich stóp

Z żoną połączyło mnie kilka kwestii. Z pewnością przede wszystkim Bóg. A więc bardzo poważne podejście do naszej wiary z jednej strony, z drugiej zaś nieustająca łaska Stwórcy. Z pewnością również miłość. Ktoś mógłby powiedzieć, że wymieniając Boga, wymieniłem też miłość. Ale to nie do końca jest tak. Bo Bóg jest miłością, ale miłość nie jest Bogiem. Tak, jak kwadrat jest prostokątem, lecz nie każdy prostokąt jest kwadratem. Czyli miłość – jako obustronna, może trochę wariacka, decyzja podjęta na całe życie. Połączyły nas wspólne zainteresowania, pasje, marzenia. Połączyło nas też zamiłowanie do wyłapywania, wyszukiwania w świecie fałszu, kłamstwa, zła i obłudy, ukrywających się pod powłoczką poprawności politycznej, demokracji i równouprawnienia.

W zasadzie nie jestem do końca przekonany, czy we mnie to pierwotnie nie tkwiło mocniej. Ale ja wtedy, gdy żonę poznałem, sam przeżywałem kryzys. Więc może nie było tak, że to ja to w niej zaszczepiłem, może było to w nas i wybudziliśmy to w sobie dzięki sobie nawzajem? Tak czy inaczej hobbystycznie oglądamy TVN (oraz TVN Style), czytujemy Gazetę Wyborczą (zwłaszcza Wysokie Obcasy), zaglądamy na nasz ulubiony Pardon, wertujemy książki („Bóg nie jest wielki”, „Kod Leonarda da Vinci”), by trochę się powkurzać, po czym sięgnąć do kontr-źródeł i odeprzeć atak. Częstokroć media głoszą tak ewidentne głupoty, że bez zastanowienia wpadamy na argumenty przeciw nim. Nie osiadamy jednak na laurach i z dnia na dzień wzbogacamy swą bibliotekę o nowe książki (lub czasopisma) mogące umocnić nasze stanowisko, pomóc nam odnaleźć drogę między przeszkodami (polecam szczególnie książki Josha McDowella, ale są też inne znakomite pozycje, jak „Oszustwo Kodu Leonarda da Vinci” Carla E. Olsona i Sandry Miesel). Staramy się oczywiście przy okazji nie zaniedbywać modlitwy, by w chwilach intensywnych poszukiwań nie zapominać o Tym, który sam nas do prawdy poprowadzi. I od początku próbujemy dać przykład własnej wiary malutkiemu synkowi, by i on w przyszłości potrafił bez problemu wybrać właściwą drogę.

Ona nosiła się z zamiarem założenia tego bloga od dość dawna. Wreszcie wspólnie zdecydowaliśmy, że będzie to już dobry moment na rozpoczęcie pisania. I tak oto moja żona postanowiła założyć blog, który ma na celu rozpoczęcie polemiki ze wszelkimi bardzo liberalnymi i postępowymi mediami, z którymi się nie zgadzamy. Adres bloga „Tupot płaskich stóp” powstał na zasadzie przeciwieństwa do nazwy „Wysokie Obcasy”. Najbardziej radykalnego przeciwieństwa, jakie udało nam się wymyślić. Tytuł „…punkt widzenia kury domowej” ma zaś podkreślać fakt, że moja żona ma podejście absolutnie antyfeministyczne (w nowoczesnym tego słowa znaczeniu). Niniejszym kończę wreszcie ten nieciekawy wywód i najserdeczniej zapraszam do odwiedzenia strony z twórczością Inki. Link znajdziecie również gdzieś tam, po prawej stronie. Życzę jak najprzyjemniejszej lektury!

Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 2 Komentarze