Posts Tagged With: Kara

Czarny marsz i kompromis

Odkąd tylko PiS wygrał wybory i mógł dostąpić samodzielnej władzy, bardzo dużo się mówiło o nadchodzących projektach społecznych mających proponować całkowity zakaz aborcji. Co więcej, część posłów PiS mających twarde poglądy moralne (jak np. Piotr Uściński, który wcześniej wprowadził całkowity zakaz aborcji w szpitalu w Wołominie) była przekonana, że jak tylko projekt wpłynie, natychmiast zostanie przegłosowany. Wśród katolików na portalach społecznościowych krążyły hasztagi w stylu #mojepokoleniepokonaaborcję i wielu liczyło, że skoro już rządzą „nasi”, to teraz zrobią po naszemu.

Propozycja ustawy zakazującej aborcji została oczywiście odrzucona. Nastąpiło to z pobudek politycznych, co wcale nie dziwi – przynajmniej mnie – ponieważ babranie się prawicowej partii, która ledwo wygrała wybory, w tak kontrowersyjnych tematach może skutkować zmianami, które doprowadzą do zwrócenia władzy tym „nie naszym”. Oczywiście wielu, zwłaszcza katolickich, publicystów oburzyło się, wskazując, że PiS zawiódł oczekiwania wyborców, że jest za śmiercią itp. Inni słusznie przypominali, że PiS wygrał wybory, ponieważ dawał nadzieję na rozliczenie układu III RP na czele z Platformą Obywatelską, oraz obiecywał takie nagrody, jak choćby 500+. Nie zaś dlatego, że obiecywał zniesienie aborcji. Ten temat nie był poruszany w kampanii wyborczej, PiS nic podobnego nie obiecywał, a oczekiwania z tym związane wynikały z przekonania części wyborców o „swojości” PiSu bardziej niż z jakichkolwiek deklaracji.

Choć sejm bardzo szybko uciął wszelkie spekulacje na temat wprowadzenia ustawy antyaborcyjnej, protesty dotyczące tej kwestii trwają do dzisiaj. Setki kobiet biorą udział w czarnych protestach, krzycząc że należy wyzwolić ich macice. Z kolei inni, którzy zdecydowani są opowiedzieć się za całkowitym zakazem aborcji, stają okoniem wobec propozycji karania kobiet za dokonanie aborcji. To dotyczy także biskupów, którzy twierdzą, jakoby miejscem odpowiednim do pokonania problemu dokonanej aborcji jest konfesjonał, a nie więzienie. PiS, ze względów politycznych, usiłuje uciąć kontrowersyjny temat i pozostać przy słabym kompromisie aborcyjnym – przynajmniej na razie. Ale konflikt, sztucznie podtrzymywany, toczy się mimo tego.

nataliamadziaNapisałem, że biskupi są przeciw aborcji, ale i przeciw karaniu kobiet. Tę opinię podziela wielu znanych mi katolickich publicystów. Traktują aborcję jako zabójstwo człowieka, ale i jako wielki dramat matki, która przeżywa potem syndrom postaborcyjny i nie powinna jeszcze do tego siedzieć w więzieniu. Z czego wynika ta dziwna dysharmonia? Moim zdaniem z tego, że w naszej świadomości utkwiło poczucie, że aborcja to jest – faktycznie – zabójstwo, ale nie takie zwyczajne zabójstwo. Nikt nie ma wątpliwości co do tego, że kobietę, która zabija swoje półroczne (patrz: Mama Madzi), a nawet kilkudniowe dziecko, należy ukarać za zamordowanie człowieka. Jednocześnie tę samą kobietę, która dokonałaby – nawet nielegalnej – aborcji należałoby wysłać do spowiedzi albo do psychologa, ale z pewnością nie do więzienia.

Temat aborcji, kompromisu, konfliktu aborcyjnego i czarnych protestów towarzyszy naszej codzienności od tak dawna, że daliśmy sobie wmówić, że aborcja nie jest jak każde zabójstwo. Owszem, mordujemy w ten sposób człowieka – powie wielu – ale to wielki osobisty dramat. Nie jest wielkim osobistym dramatem zabicie teściowej, męża albo pięcioletniego dziecka. To morderstwo – oczywiście nie zawsze opatrzone tym samym poziomem winy (bo do każdego morderstwa można zostać przymuszonym lub sprowokowanym). Ale aborcja jest osobistym dramatem i nie powinna podlegać karze. Pozwoliliśmy się dać przekonać zwolennikom „wyboru” i uczestnikom czarnych marszów, że zabicie własnego dziecka przed porodem jest obarczone niższą winą niż zabicie go po porodzie.

Ustawa społeczna zakazująca aborcji zakładała karanie kobiet z możliwością ew. odstąpienia od wymierzenia kary. O ten konkretny zapis wszystko się rozbiło, przynajmniej z perspektywy biskupów i części publicystów. Ale przecież jeśli czymś naturalnym jest zakazanie zabijania nienarodzonych w przypadku choroby, gwałtu i zagrożenia zdrowia matki, to dlaczego nie jest czymś naturalnym karanie za złamanie tego zakazu? Logika zakłada co innego. Zabójstwo podlega karze. Aborcja jest zabójstwem. Zatem aborcja podlega karze.

Dopóki nie dopuścimy do naszej katolickiej świadomości, że aborcja nie jest jakimś innym rodzajem zabójstwa, za który nie powinno się karać, dopóty kobiety takie jak Natalia Przybysz będą chwalić się w mediach bezkarnym zabijaniem własnych dzieci. Bo gdyby zabiła którekolwiek z pozostałych swoich dzieci, czekałaby na długą odsiadkę. Ale że zabiła to, które jeszcze się nie urodziło, nawet nie przychodzi nam do głowy, że miejsce w więzieniu byłoby dla niej czymś najzupełniej naturalnym.

Jednak czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. A przynajmniej żal nieco mniej.

____________________________________

We wpisie zastosowano zdjęcie zestawiające przypadek mamy Madzi i Natalii Przybysz. Źródło: wykop.pl.

Reklamy
Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 1 komentarz

Dlaczego Franciszek znów powiedział coś, czego wcale nie powiedział?

Kolejna wypowiedź papieża Franciszka, kolejne słowa które zaraz jedni przez drugich muszą tłumaczyć najróżniejsi rzecznicy Watykanu, biskupi, Frondy i Deony. Sto tysięcy interpretacji podkreślających, że papież wcale nie powiedział tego, co powiedział, albo wręcz odwrotnie – że jednak właśnie to powiedział, bo to miał na myśli i właśnie tak ma być. Jeszcze inni twierdzą zaś, że to wszystko to tylko „czepianie się słówek”, łapanie papieża za słowa, zamiast słuchania tego, co ma do powiedzenia o Ewangelii, zamiast szukania w jego słowach dobra.

Czego tak naprawdę nie powiedział Franciszek, choć właśnie to powiedział?

Tym razem rozeszło się o dyscyplinowanie dzieci. Dokładniej: o oddzielenie „bicia” od „klapsów”. O naruszanie lub nienaruszanie godności dziecka. Tym razem Terlikowski Tomasz, który zazwyczaj obrywa po słowach wypowiedzianych przez papieża (patrz: kwestia królika), zatriumfował, bo Franciszek powiedział coś po jego myśli. Oczywiście też mu się oberwało, bo papież tym akurat razem – zdaniem lewactwa – powiedział niemądrze i tak się nie godzi, a zatem jak ktoś popiera to jest zły (Terlikowski dodatkowo właściwie zawsze jest zły). Ale nie jestem Terlikowskim. I nie popieram. Oczywiście za to też mi się „dostało”.

franciszekCo dokładnie powiedział Franciszek? Oto jego słowa: „Podczas spotkania z pewnym małżeństwem usłyszałem od ojca, że czasem musi uderzyć swoje dzieci, ale nigdy nie bije w twarz żeby ich nie poniżać. Jak pięknie. On rozumie poczucie godności. Musi ukarać dzieci, ale robi to w sposób sprawiedliwy i idzie do przodu”. Tłumaczenie z włoskiego nie musi oddawać wszystkiego, tam gdzie mowa choćby o uderzaniu może chodzić na przykład o klapsy. Ze słów Franciszka wynika więc, że ojciec dziecka rozumie poczucie jego godności, ponieważ nigdy nie bije w twarz, co byłoby upokarzające. Ta wypowiedź bardzo mnie zdenerwowała, ponieważ wychodzi na to, że zdaniem papieża uderzenie w inną część ciała (choćby i w pośladki) upokarzające nie jest. Zadawanie bólu w inną niż twarz część ciała ma nie odbierać godności człowiekowi.

Pozwólcie, że po raz kolejny się nie zgodzę. Otóż każde uderzenie, każdy zadany ból jest dla człowieka (nie tylko dla dziecka, ale dla niego szczególnie) upokarzający. Najczęściej nie ma znaczenia, czy bije się w twarz, czy w pośladki, w stopy czy „po łapach”. Okazuje się, że dla dziecka upokorzeniem będzie również choćby delikatne pociągnięcie go za ucho, choćby miało zostać to zrobione dla rozładowania napięcia, w żartach. Tak, niestety, ból upokarza. Jeśli zachowanie człowieka po zadaniu mu bólu zmieni się, to nie dlatego, że człowiek boi się tego bólu, lecz dlatego, że boi się wynikającego z niego upokorzenia. Ból psychiczny po dostaniu „w skórę” jest większy od niewinnego klapsa. I ojciec, o którym wspominał Franciszek, wcale nie rozumie poczucia godności swojego dziecka. Jemu się zapewne wydaje, że je rozumie, ale tak naprawdę próbuje sam siebie oszukiwać twierdząc, że upokorzenie w przypadku klapsa czy lania „na goły tyłek” nie występuje.

Dwa powody dla których dajemy lanie

Tyle właśnie jest powodów, konkretnie dwa, dla których wykorzystujemy kary cielesne, by zdyscyplinować dzieci. Oba te powody świadczą źle o nas – rodzicach – a nie o naszych dzieciach. Które, co oczywiste, bywają tak denerwujące, tak niesłuchane, że aż nie wiadomo co zrobić. Nie wypełniają poleceń, powtarzają po kilka razy czynności, które zostały już zakazane, tłuką naszą rodową porcelanę lub mimo głośnego okrzyku „STOP!” biegną wprost pod nadjeżdżający samochód. I tu następuje akcja-reakcja. Dziecko popełnia niewybaczalny (często rzeczywiście jest on nie do odpuszczenia) błąd, rodzic w nerwach reaguje klapsem (lub innym rodzajem uderzenia). Dlaczego uderzył? Bo się zdenerwował. Nie wytrzymał własnego napięcia w starciu z wielokrotnie mniejszym od niego, bardziej bezbronnym człowiekiem. O czym świadczy jego zachowanie? O braku panowania nad sobą i braku pomysłów na inne wyciągnięcie konsekwencji. Uderzenie jest w tej sytuacji de facto dowodem niedojrzałości, może tylko w tym konkretnym przypadku.

Drugi powód jest to coś, co nazywam egzekucją lub szerzej – wyrachowaniem. Rodzic z góry zakłada, że może uderzyć dziecko celem zdyscyplinowania go. Ostrzega więc nawet przed podobną konsekwencją, a jeśli dziecko nie słucha ostrzeżeń, to dostaje w tyłek. Jest to zimny, opanowany klaps wymierzony z premedytacją. Co więcej, zdarzają się też rzeczywiste egzekucje będące sposobem wymierzenia sprawiedliwości jako wyrok. Dziecko dostaje karę odroczoną w czasie (nie musi być to długi czas), nastawia swój tył i otrzymuje odliczoną liczbę uderzeń, na chłodno, bez większych emocji. Ten rodzaj wymierzania kary też świadczy źle o rodzicu. Ojciec czy matka wymierzający sprawiedliwość stają się w tym momencie oprawcami, katami, pokazującymi dziecku kto rządzi. Czy rządzi rodzic? Moim zdaniem tak. Rodzice mają władzę wynikającą z natury. Dzieci są pozbawione większości praw publicznych i dopiero muszą do nich dorosnąć. Czy jednak wykonując na dziecku egzekucję rodzic wykaże się swoją władzą? Nie. Pokaże tylko jak bardzo wyrachowany z niego drań.

Dlaczego klapsy są dobre, a bicie po twarzy nie?

Na to pytanie jest tylko jedna dobra odpowiedź: ponieważ mam takie poczucie. Ja, wykonujący tę czynność, wyprowadzający ten cios. Wydaje mi się, że godność człowieka nie jest mu odbierana przy klapsie – i papież powie „Jak pięknie”. Wydaje mi się, że godność jest mu odbierana przy uderzeniu w policzek, więc tego nie zrobię. Ale nie, moi drodzy. To czy dziecko dostanie w pośladki, czy w twarz, wynika nie z poczucia, lecz z kręgu kulturowego w którym się wychowywał. Polak który pojedzie do Włoch da dziecku w tyłek, bo tak go nauczyli. Ale jego sąsiad Włoch, człowiek o podwyższonym temperamencie, zdzieli dzieciaka w twarz. To samo zrobi Francuz. Arab na bliskim wschodzie unieruchomi swoje dziecko tak, by miał dostęp do jego stóp i zleje trzciną po nagich podeszwach. A kto inny weźmie linijkę i przyłoży nią po dłoniach – z wierzchu czy od wewnątrz. Oburzające? Odbiera godność? Dlaczego? Taki sam klaps, jak każdy, tylko wyuczony w innym kręgu kulturowym. My nie zjemy koniny, a Włosi uwielbiają. Nie zjem psa, a na Tajwanie zjedzą. Nie uderzę dziecka w twarz, ale Francuz to zrobi. I nie będzie się bawił w godność-niegodność. Dla niego to norma, jak dla nas cios w pośladek. Zatem – jeśli nie wszystkie „klapsy” są bezpieczne dla dziecięcej godności, to żaden nie jest.

Brak kar cielesnych a bezstresowe wychowanie

Falaka_punishment_in_Azerbaijani_school_in_BakuNie widzę większego sensu żeby do tego wracać, ale argument pojawia się za każdym razem. Jak nie będziesz dzieci bił, to one cię będą biły na starość. Z braku bicia wynika rozwydrzenie dzisiejszej młodzieży. Bzdura! Jeśli jestem całkowicie przeciwny biciu, to nie znaczy, że jestem przeciwny karaniu czy wyciąganiu konsekwencji. Brak bicia to nie jest bezstresowe wychowanie! Nie, nadal – jako rodzic – jestem szefem w domu, a moje dziecko mi podlega, ponieważ jeszcze jest za młode, by samo o sobie decydować. Dlatego ma wykonywać moje polecenia i respektować wydane przeze mnie zakazy. To się nie zmienia, nie jestem „bezstresowcem” w stylu „róbta, co chceta”. W przypadku niewypełniania poleceń lub innego niewłaściwego zachowania dziecko musi ponieść konsekwencje. Nie widzę tylko powodu, by miało być to bicie. Doraźnie – moim zdaniem sprawdza się podniesienie głosu (nie chcę nazywać tego krzykiem, staram się nie krzyczeć), w podbramkowych sytuacjach nadal sprawdza się karne krzesło (czy „karny jeżyk”), owszem, jako kara. Bez względu na to jak bardzo Super Niania odeszła od swojej pierwotnej koncepcji, tego typu behawiorystyczne sposoby odnoszą skutek. Karą jest też odebranie nagrody. Różnie to bywa. Nie chcę teraz się rozwodzić. Wiem jednak, że żeby ukarać człowieka, który ci w pewnym stopniu podlega, nie musisz używać rozwiązań siłowych.

Co dalej z papieżem Franciszkiem?

Papież ma prawo sobie myśleć, na co ma ochotę. Nie ma oficjalnej nauki Kościoła odnośnie stosowania kar cielesnych. Są księża odrzucający podobne propozycje i tacy, którzy tęsknią za dyscyplinką. Czy jednak – niestety powtórzę to znowu – papież powinien rzucać słowa, rozdmuchiwać je, bez wcześniejszego przemyślenia. Ma prawo do własnej opinii, jasne. Czy jednak nie jest tak, że – co wynika właśnie z urzędu, który pełni – to, co powie papież, jest uważane za autorytatywne? Czy to, że „katolicy nie muszą być jak króliki”, czy to, że papież nie będzie osądzał homoseksualistów, czy to, że klaps nie odbiera dziecku godności jest oficjalnym nauczaniem Kościoła? Nie jest. Czy zatem papież powinien wyrażać swoje własne, prywatne opinie w kwestiach jak najbardziej moralnych mając świadomość, że zostaną one przyjęte przez ludzi jako nauka „z mocą”? W ten sposób papież może mówić o piłce nożnej. O stawie z rybkami. O kremówkach. Ale nie o kwestiach moralności, nad którymi autorytet papieża ma panowanie. Jego wypowiedź zostaje bowiem zawsze przez wielu odebrana jako oficjalna wykładnia. A wydaje mi się, że Franciszek wielokrotnie nawet nie planuje wcale tego, co za chwilę wyjdzie z jego ust.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje i filmy:
1. Papież Franciszek, za: http://przedsoborowy.blogspot.com/2013/05/problem-papieza-franciszka-problem.html
2. Film ze społecznej kampanii przeprowadzonej we Francji, znaleziony dzięki Annie Golus: https://historiabiciadzieci.wordpress.com/2013/01/21/miedzypokoleniowa-sztafeta-przemocy/
3. Karanie falaką w Azerbejdżanie, za: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Falaka_punishment_in_Azerbaijani_school_in_Baku.jpg

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 14 Komentarzy

Podstępu szwedzkiego ciąg dalszy

Super Niania przytoczyła dziś na swoim FaceBookowym profilu artykuł z Wysokich Obcasów, noszący tytuł Dziecko po szwedzku. Artykuł opisuje istotę szwedzkiego raju dla dzieci. Szwecja jest krajem, w którym wolność (rozumiana także jako swoboda) dla dzieci jest oceniana jako jedna z najwyższych na świecie. To, o czym się najgłośniej mówi w świecie to fakt, że bicie dzieci (także dawanie klapsów) jest w Szwecji rozumiane jako przestępstwo i grożą za to surowe kary. Jest jednak o wiele więcej swobód, nie tylko prawnych, ale i zwyczajowych, jak choćby to, że każde dziecko w Szwecji ma prawo i zwykło mówić do każdego dorosłego na „ty”. Artykuł wspomina także o ogromnych centrach handlowo-rozrywkowych przewidzianych dla rodziców z dziećmi.

Jest kilka kwestii wymienionych w artykule w Wysokich Obcasach, które Polska mogłaby wziąć za wzór. Przykładem może być długość urlopu wychowawczego, płatnego po części w wysokości 80% pensji danego pracownika przebywającego na urlopie, przez ostatnich 90 dni zaś w wysokości podstawowej – 180 koron dziennie (czyli 87,28zł, co w przeliczeniu miesięcznym na nasze daje 2618,40zł). Urlop wychowawczy można podzielić po równo między rodziców, co pozwala na otrzymanie dodatkowej nagrody od państwa za równouprawnienie w wychowaniu dzieci. Dodatkowo na każde dziecko do 16 roku życia przypada zasiłek w wysokości 1050 koron miesięcznie (czyli 509,14zł). To nie wydaje się bardzo dużo, ale w Polsce przez jakiś czas otrzymywałem zasiłek dla najuboższych ze względu na wychowanie dziecka i wynosił on 64 złote miesięcznie… W Szwecji zaś owe 1050 koron dostają najubożsi i najbogatsi (wliczając w to rodzinę królewską). Wygląda więc na to, że Szwecja jest rzeczywiście państwem bardzo prorodzinnym. Niestety są też ciemne strony tej sytuacji…

Nie mówię tu o karaniu za bicie. Choć oczywiście nie jestem zdania, jakoby należało wsadzać kogokolwiek do więzienia za danie klapsa dziecku. Jestem gorącym przeciwnikiem kar cielesnych, a jak widzę na ulicy tatusia czy mamusię, którzy karcą dziecko klapsem, to mam ochotę sam podejść i dać takiemu rodzicowi w twarz. Jednak do więzienia bym za to nie wsadzał i praw rodzicielskich bym nie odbierał. Są jednak inne problemy. Może właśnie w tym widzę największy, że dzieci mają wyjątkowo wysoki poziom „róbta co chceta”. Dzieci mogą prawie wszystko, a rodzice prawie za wszystko mogą ponieść karę (łącznie z podnoszeniem głosu – jest powszechnie obowiązujący nakaz, by schylali się, gdy chcą coś dziecku powiedzieć). Co więcej – chyba to jeszcze gorsze – nie rozróżnia się u dzieci płci w wychowaniu (panuje słowo „gender”, które jest lepsze i nie szufladkuje). Nie widzę problemu w tym, że chłopcy bawią się lalkami (mój syn też lubi się bawić lalkami), ale w tym, że dąży się do całkowitego zniwelowania różnic między mężczyznami, a kobietami, co jest nierealne i prowadzi do prawdziwego pomieszania z poplątaniem. Szczytem jest moim zdaniem podejście, w którym nie mówi się dziecku jakiej jest płci, tak by samo w przyszłości mogło podjąć decyzję. Kiedyś to był pojedynczy przypadek uderzający o newsy na Pudelkach, dziś to już moda i rosnąca tendencja.

Dodatkowo w wychowaniu panuje zasada „przytulić, pocieszyć, wytłumaczyć”. Kiedy ktoś kogoś uderzy, przytulamy go, odprowadzamy na bok, a potem przy wszystkich wyjaśniamy, że ktoś, kogo się uderzy, cierpi i jest nieszczęśliwy. Bez wskazywania na to kto kogo uderzył. Dobrze, że nie ma kar publicznych, jest tylko publiczne tłumaczenie. Źle, że zakłada się, jakoby dziecko w każdym wieku potrafiło zrozumieć, że coś jest dobre bo jest dobre, a coś inne złe, bo jest złe. Do dzieci w różnym wieku docierają różne argumenty. Kary i nagrody na pewnym etapie są wręcz konieczne, choć nie powinny to być klapsy i krzyki. O tym zaś szczególnie powinna wiedzieć polecająca artykuł Super Niania, propagatorka metody oddalenia na Polskę (czyli tzw. karny jeżyk).

Ogólnie porównałbym tendencje panujące w szwedzkim wychowaniu do współczesnego kołchozu. Wszystko z zewnątrz cudnie i pięknie, możecie robić co się wam podoba (zwłaszcza gdy macie naście lat), ale jak wyjdziecie przed szereg, to w mordę. Dostajecie pieniądze na wychowanie swoich dzieci, rzeczywiście duże pieniądze (też bym tak chciał), ale jak będziecie wychowywać według innych niż nasze kryteriów, to w mordę.

Polka, która mieszka od niedawna w Szwecji, udziela odpowiedzi na kilka pytań odnośnie ingerencji w wychowanie. Choć w większości ma pozytywne odczucia, bo ludzie rozumieją problemy dzieci i się nad nimi pochylają, to stwierdza również: „Minusy? Odczuwam lekką ingerencję państwa w moje decyzje dotyczące wychowania dzieci. Nie umiem powiedzieć, na czym to polega. Moja koleżanka poprosiła niedawno nauczycielkę o to, żeby córka nie brała prysznica po wuefie, bo była chora. Wezwano ją do szkoły na rozmowę, żeby sprawdzić, czy nie jest to przypadkiem wymówka do ukrywania śladów po biciu.”

Niestety, ja nie nazwałbym tego lekką ingerencją w decyzje dotyczące wychowania. Jeśli nie życzę sobie, by moje dziecko brało prysznic po wuefie (bo przykładowo nie chcę, by oglądało i było oglądane nago przez inne dzieci), to nie muszę być sprawdzany, czy biję moje dziecko, czy jednak nie.

Podsumowując: wkład pieniężny państwa w wychowanie dzieci jest czymś wspaniałym i bardzo atrakcyjnym. Sami planujemy wielodzietną rodzinę, ale o ileż ciekawsze byłyby to plany, gdyby zamiast tysięcznego becikowego państwo dawało nam pięćset miesięcznie? Jednak z drugiej strony stopień ingerencji państwa w wychowanie dzieci jest przytłaczający. Wolę dostawać skromne 64 złote (a przy braku dostarczonych dokumentów o zarobkach nie dostawać ich wcale), niż być wsadzonym do więzienia za to, że czasami podniosę głos na moje własne dziecko. Choć oczywiście podnoszenia głosu nie polecam.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 12 Komentarzy

Bici biją

Nie tak dawno temu G.M. podczas pobytu w kościele, z powodu zakazania mu przez nas czegoś, na co akurat miał ochotę, uderzył mamę w twarz. Był to dla nas pewien szok, ale postanowiliśmy sprawdzić czy da się to pokonać metodami zasłyszanymi. Maluszek wylądował więc w wózku, co bardzo mu się nie spodobało, został poinformowany o tym, co złego zrobił i że pozwolimy mu się uspokoić, a potem przeprosi mamusię. Chłopak histeryzował całą drogę do domu, nie poddawał się również żadnym próbom dowiedzenia się, czy jest już gotów przeprosić. W domu trafił na kanapę i wciąż płakał. Około pół godziny zajęło mu względne uspokojenie się, następnie ponowiłem jeszcze kilka razy pytanie, czy przeprosi mamę. Wreszcie, bardzo nieśmiało i raczej krokiem przednio-wstecznym podszedł do mamy, ale jak już wreszcie ją dopadł, to tak się wtulił, że nie mógł się oderwać. Wszyscy spłakaliśmy się jak bobry, bo scena była naprawdę piękna. I okazało się, że maluszek nie tylko wiedział, co złego zrobił i że powinien się ukorzyć, ale też doskonale wiedział jak to zrobić. A przecież ma dopiero nieco ponad rok! Od tamtej pory podobne zagranie zdarzyło mu się jeszcze kilka razy, ale jak tylko powiedziało mu się „nie wolno bić mamy”, to natychmiast się przytulał. Sprawdzał nas tak niedługo, a w tej chwili przestał bić w ogóle. Potrzeba było tylko dużo spokoju i sporo cierpliwości.

Ale dlaczego opisałem to wszystko? Przecież nie mam żalu do syna – i wówczas też nie miałem – o to, co zrobił. Chciałem zwyczajnie zaznaczyć, że nie jest prawdą, jakoby zwyczajnie nadchodził ten czas, kiedy dziecko zaczyna bić. Dziecko się uczy bić.

Niedługo wcześniej byliśmy na spotkaniu ze znajomymi, którzy mają córkę w zbliżonym do G.M. wieku. I właśnie ta córka pierwsza strzeliła chłopaczka w twarz. Jej tata kilkakrotnie zwrócił jej uwagę, że nie wolno bić, ale za którymś kolejnym razem sam stłukł ją po łapach. No to w końcu wolno bić, czy nie wolno? Mnie wolno bić a tobie nie, czy może po prostu nie wolno bić ludzi, bo to ludzie?

G.M. nauczył się bić, bo nauczyła go tego koleżanka. Koleżanka nie wiem skąd nauczyła się bić, ale wiadomo, że tata nie dał jej dobrego przykładu, że nie wolno bić. Żeby nauczyć bicia, wystarczy uderzyć. Żeby oduczyć, potrzeba czasu i cierpliwości. I absolutnie żadnego rozładowywania swoich nerwów.

Może to tylko taka teoryjka? Ale niedługo po tym wszystkim trafiliśmy na artykuł w pewnym mamowym piśmie, w którym pani felietonistka opowiedziała dokładnie taką samą historię: że syn pewnego dnia rozkręcił kurki w kuchence elektrycznej na maksa, więc kiedy próbował to zrobić ponownie, dostał po łapach. I… odkrył, że świetnym sposobem zwracania uwagi jest lanie po twarzy… Czyli nie tylko nasz syn tak ma, a bicie nie bierze się z niczego.

Zrozummy więc, drodzy rodzice (zwłaszcza ci, którzy są przekonani, że prawdziwy katolik nie ma nic przeciwko karom cielesnym) oraz pozostali czytelnicy, że ludzi się nie bije. A dziecko to też człowiek. Skoro walczymy o życie ludzi przed narodzinami, to może i po narodzinach szanujmy ich jako ludzi? Dziecko nie może nas bić. A my nie możemy bić dziecka.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 3 Komentarze