Posts Tagged With: Marsz

Marsz marsz Rodzino!

Piszę, bo dziś wraz z małżonką i młodszą latoroślą wybraliśmy się wreszcie na Marsz dla życia i rodziny. Taki marsz odbywa się dorocznie, ale dotychczas dotarliśmy na miejsce tylko raz, już po rozpoczęciu, padał deszcz i ostatecznie utknęliśmy w dość drogiej restauracji na proporcjonalnie niewielkim obiadku. Wówczas żona była jeszcze w ciąży, nosząc w brzuchu starszą latorośl.

Dziś nareszcie, mimo tradycyjnych porannych konfliktów związanych z wstawaniem z łóżka, zdecydowaliśmy się zebrać i o dziesiątej stawić pod pomnikiem Kopernika. Dotarliśmy wprawdzie około dziesięć po, ale marsz sam też się spóźnił i wyruszyliśmy prawie wpół do. Marsz trwał krótko (zaskakująco), zakończył się nieco po jedenastej na Placu Teatralnym. W drodze spotkaliśmy znajomych ze wspólnoty z dwójką potomstwa. Ci sami znajomi zmokli na deszczu z noworodkiem wówczas, gdy my się objadaliśmy zdecydowawszy, że nie będziemy się narażać. Zazdrość pozytywna. Spotkaliśmy też nieco znajomych rodzin z rekolekcji wakacyjnych. I byliśmy bardzo miło zaskoczeni ilością rodzin wielodzietnych (czworo-pięcioro dzieci) biorących udział w całym zamieszaniu. Gdy widzieliśmy rodzinę, w której najstarsze dziecko mogło mieć najwyżej 7 lat, przedostatnie ledwo szło, a jeszcze młodsze już jechało w wózeczku, dotknęło nas autentyczne wzruszenie. I chęć posiadania kolejnego dziecka, w miarę jak najszybciej. Kwestia naszych dzieci zresztą okazała się również zabawna. Znajomy z rekolekcji, który świetnie wie, że mamy starszego syna (który to syn wybył ostatnio do dziadków) zażartował z żony niosącej córkę w chuście, że ciekawie wygląda: taka młoda dziewczyna i już ma dziecko. Rzeczywiście, w towarzystwie córci wyglądamy jak młode małżeństwo z niemowlęciem. Kiedy jest z nami jeszcze G.M. wydaje się, że jesteśmy jednak nieco poważniejsi.

Nie mogę zaprzeczyć, że pojawiły się w moim odczuciu pewne kontrowersje. Hasło towarzyszące marszowi „Jestem mamą, to moja kariera” popieram absolutnie, o ile nie stawia się na matkach presji, żeby siedziały w domu, nie ruszały się na krok i absolutnie nie realizowały się zawodowo czy naukowo. Ale popierają to hasło i te znajome matki, które studiują czy pracują. Ale przez to nie zaniedbują dzieci, nie zamykają na 10 godzin w przedszkolu, albo nie zostawiają na tyleż czasu z niańką. Pracują po 4 godziny, albo zabierają dziecko ze sobą do pracy. Czasem pracują w domu. Piękna sprawa, sam chciałbym pracować w domu…

Kolejny afisz, niesiony przez córkę matki-karierowiczki głosił: „Mama jest 100 razy lepsza niż przedszkole” – nie sposób mi się z tym nie zgodzić. Ale Też pod pewnymi warunkami. Nikt nie wychowa, nie nauczy, nie zaopiekuje się tak, jak mama. Jednak dziecko w wieku 3 lat zaczyna mieć już potrzeby wykraczania poza środowisko domowe. Potrzebę socjalizacji, tj. poznawania rówieśników. Potrzebę oderwania się od rodziców w pewnym stopniu i szukanie innych, zdecydowanie mniej ważnych autorytetów, jak panie z przedszkola. Znam czterolatkę, która nie odzywała się i chowała po kątach zanim poszła do przedszkola. Dziś bawi się w najlepsze i dokazuje – nie ta sama osoba! Z drugiej strony znam też dziecko, które jest dość dzikie i nieokiełznane. I moim zdaniem potrzebuje przedszkola, by tak może w pewnym stopniu się utemperowało. Nasz syn pewnie nie pójdzie do przedszkola, bo rekrutacji nie przeszedł. Ale są jeszcze wolne miejsca, jeszcze będę próbował. Bo owszem, mama jest 100 albo i 1000 razy lepsza, niż przedszkole. Ale to nie znaczy, że jest dla dziecka tyleż razy lepsze zostanie w domu z ciągle tą samą towarzyszką, niż wyruszenie do przedszkola na poszukiwanie przygód.

W marszu przeszliśmy i jesteśmy dumni, że mogliśmy dać świadectwo. Chcemy mieć więcej dzieci, aby na przyszłość świadectwo było pełniejsze. Wszystkich małżonków zaś namawiamy do uczestniczenia w tego typu akcjach. A tych, którzy mogą, do starania się o więcej sztuk potomstwa.

Reklamy
Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 2 Komentarze