Posts Tagged With: Media

Demoniczne Pokemony

229houndoomWe wrześniu uczestniczyłem w konferencji „W trosce o dobro dziecka, małżeństwa i rodziny” w szkole Animus w Kobyłce. Udało mi się wówczas odsłuchać wykładu pani mgr Małgorzaty Więczkowskiej na temat zagrożeń duchowych w mediach. Pani prelegentka dotknęła kilku wrażliwych tematów, jak na przykład kłopotów z odbiorem trzeciej części filmu o Minionkach, czy problemu związanego z demoniczną bajką Monster High (choć jej powiązania z Hello Kitty nie do końca rozumiem). Dużo czasu poświęciła jednak również tematyce Pokemonów, wskazując na płynące z tego filmu zagrożenia, ale szukając ich w zupełnie dziwnych miejscach. Stwierdziła, że cały problem z zagrożeniami duchowymi zaczął się dwadzieścia lat temu poprzez pojawienie się Pokemonów, i zamyka się klamrą przez Pokemon GO. Przy okazji zaznaczyła jednak jedynie, że franczyza po 20 latach ma się jak najlepiej, biznes się kręci, a ze 150 stworków na początku doszliśmy do ponad 700. By zademonstrować jak bardzo zgubne jest zjawisko Pokemon, pani Więczkowska wyciągnęła kilka tazosów wydobytych dawno temu z paczek chipsów i przedstawiła, jak ewoluowały one, by ujarzmić umysł dziecka. Otóż najpierw były zwyczajne, potem zmieniały wygląd podczas patrzenia pod innym kątem (tzw. Duo Tazo), a w końcu klikały jak kapselki wydając dźwięk (Metal Tazo)! Tak, rzeczywiście – jest to jakaś metoda na zwrócenie uwagi i rozpropagowanie marki. Ale co jest demonicznego w kawałku klikającego kapselka?

Postanowiłem zatem odnieść się do tematu, ponieważ zdaję sobie sprawę, że o Pokemonach da się powiedzieć sporo złych rzeczy, czego z jakichś powodów pani prelegentka postanowiła nie zrobić – skupiając się na czepianiu się strony marketingowej.

  1. Idea walki.
    To, co może się wydawać niepokojące już na pierwszy rzut oka jest to, że trenerzy Pokemon hodują i wychowują stworki głównie po to, by toczyły one między sobą walki. Owszem, przyjaźnią się z nimi, opiekują się nimi i przemierzają świat w ich towarzystwie, ale najczęściej jednak wystawiają je do walki z innymi trenerami. Można usprawiedliwić to tym, że serial animowany powstał na podstawie gry video, a w tych czymś oczywistym jest potrzeba rywalizacji. Czy jednak uczenie dzieci od najmłodszego bycia agresywnym i wykorzystywania swoich „zwierząt” do pojedynków jest konieczne? Dziś można powiedzieć, że bez tego się nie obejdziemy. Pokemon nie jest najbardziej agresywną bajką dla dzieci – w tym temacie zdecydowanie wyprzedza go Ben 10, a nawet filmy z – do niedawna wolnymi od przemocy – klockami Lego. Zatem niewątpliwie warto zaznaczyć, że nacisk na walkę mógłby prowadzić do duchowych zakłóceń.
  2. Niektóre typy stworków.
    Pokemony dzielą się na 18 typów (z czego niektóre kieszonkowe potworki mają po dwa typy). Część z tych typów posiada moce żywiołów (zarówno tych zachodnich: ogień, ziemia, woda, jak i wschodnich: roślina, metal), inne dotykają magii i manipulacji psychiką. Typ „wróżka” na przykład opiera się na działaniach magicznych. Większość Pokemonów-wróżek jest różowa, wygląda dość dziewczęco i posiada zdolność do czarowania. Typ psychiczny natomiast zadaje ciosy hipnotyczne, wprowadza w trans przeciwnika. Najbardziej podejrzanym typem jest jednak tym „ciemność”, w japońskim oryginale nazywający się raczej „zło”. Większość stworków tego typu posiada ciemne zabarwienie i charakteryzuje się, może nie czystym złem, lecz pewną dozą złośliwości i wyrachowania. Należy przy tym wspomnieć na przykład o Pokemonie Houndoom, wyglądem przypominającego coś w rodzaju piekielnego ogara.
  3. Wpływ filmów na psychikę dzieci.
    Nie chciałbym w tym miejscu wspominać o kłopotach z grą Pokemon GO – to, że ludzie giną wpadając pod samochód, bo próbowali złapać Pokemona, to najczęściej wynik ich własnej głupoty. Podobno były też historie osób, które pod wpływem obejrzanego serialu skakały z okien – ale takie opowieści słyszy się również przy okazji mówienia o Króliku Buggsie (bo on wyskoczył i się nie zabił) czy Batmanie. Bywają jednak niepokojące sytuacje, jak ta, która wystąpiła w Japonii po puszczeniu odcinka z Porygonem. Wówczas szybko powtarzająca się sekwencja kolorów czerwonego i niebieskiego doprowadziła do ataku epilepsji u kilkuset widzów jednocześnie. Nie doprowadziło to wprawdzie do głębszych zmian w psychice ofiar, a twórcy serialu nie puścili tego odcinka w dalszy obieg (choć można go obejrzeć w internecie), ale tego typu sytuacje związane z bajką dla dzieci mogą budzić podejrzenia.

Piszę to wszystko jako fan i do pewnego stopnia znawca Pokemonów. Jako dziecko oglądałem serial, zbierałem tazosy, a teraz na bieżąco śledzę pojawiające się nowości (dziś, po wyjściu gier VII generacji, są już oficjalnie 802 Pokemony) i obserwuję na YouTubie kanał człowieka, który postanowił narysować wszystkie Pokemony (i wszystkie ich formy). Piszę to i nie przestrzegam przed niebezpieczeństwem tylko dlatego, że nie uważam, by warto było szukać diabła wszędzie, gdzie się tylko da. Owszem, stworki walczą między sobą, również z pomocą ciosów magicznych, psychicznych i mrocznych, ale wszystko to sprowadza się do jakiegoś typu konwencji zamkniętej w osobnym świecie, i nie musi wpływać bezpośrednio na nas.

Piszę to jednak także by pokazać, że jeśli ktoś włoży trochę pracy, bez problemu będzie w stanie przestrzec innych przed zagrożeniami duchowymi płynącymi z serialu Pokemon. Sprawa wcale nie jest trudna, a argumenty leżą niemal na wierzchu. Dlatego – jeśli chce się udowodnić komuś problem płynący z filmu dla dzieci – warto poszukać czegoś więcej, niż tylko pykających metalicznie kapselków z podobizną 700 postaci.

____________________________________

We wpisie zastosowano oficjalny wizerunek Pokemona Houndoom. Źródło: http://bulbapedia.bulbagarden.net/wiki/.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | Dodaj komentarz

Aaa chrzestnego tanio

W odpowiedzi na propozycję znajomej tworzę kolejny wpis dotyczący chrztu i chrzestnych. Tym razem związane jest to z opublikowanym przez Gazetę Wyborczą tekstem dotyczącym poszukiwania chrzestnych… w internecie. Tekst można znaleźć TUTAJ. Tekst jak tekst Wyborczej. Przedstawia spojrzenie na zlaicyzowane polskie społeczeństwo, które chrzci dzieci, bo tak wypada, bo taka jest tradycja itp. Niedawno na ten temat pisałem, pytając czy w ogóle chrzcić, czy nie chrzcić. Opowiedziałem się za chrzczeniem i nadal się za nim opowiadam. Ale za chrzczeniem ze świadomością.

Tekst ukazuje, że niektórzy myślą. Np. nie posyłają dzieci do chrztu, albo są niewierzący. Widzą hipokryzję w całej fecie i otoczce przystępowania do sakramentów. Brakuje mi ludzi, którzy myślą, tj. prawdziwie wierzą i przynoszą dziecko do chrztu, bo im zależy na jego zbawieniu, którzy nie muszą się bawić w poszukiwania chrzestnych nie wiadomo gdzie itp.Tych świadomych, mądrych katolików, którzy mogliby innym coś wytłumaczyć. Wyborcza pokazuje obraz nędzy i rozpaczy, przez który sam chętnie wyrwałbym sobie włosy z głowy. Bo oto rodzice przez x lat szukają kogoś, kto nada się na chrzestnego dla ich dziecka. Nie mogą znaleźć nikogo, bo a to mieszka ze swoją konkubyną, a to zbyt mało znany, a to w ogóle ateista. I dziecko nieochrzczone, bo nie ma chrzestnych. Część z tych rodziców wreszcie wrzuca ogłoszenie w internet, że poszukuje kogoś, kto przyjdzie, podpisze papierki i zniknie z ich życia. Bo chrzestny musi być – choćby na papierze. Tekst pokazuje patologię, której oczywiście jest wiele, ale nie ogół. Typowy obraz kreowany przez media: byle co, byle źle. Dobrych niusów nikt nie czyta.

Rodzice mają problem ze znalezieniem chrzestnych, bo sami są daleko od Kościoła. Przysięgam na wszystkie świętości, że jeśli jest się blisko tej Bosko-ludzkiej instytucji, to nie ma się większego problemu ze znalezieniem takich chrzestnych, którzy dadzą swoim życiem prawdziwie chrześcijańskie świadectwo chrześniakowi. Niestety, tekst z Dużego Formatu nie bierze pod uwagę ludzi będących blisko Kościoła, choć wbrew pozorom nie ma ich wcale tak mało. Państwo mają problem (choć pewnie nie powinni go mieć), ale jakby omija się fakt, że to jest problem spowodowany osobistym oddaleniem od Kościoła. Wiemy, że są oddaleni – ale to nie jest argumentem w sprawie. Chrzestnych po prostu trudno znaleźć.

Bzdura! Obracamy się z żoną w środowisku, w którym można przebierać w chrzestnych jak w ulęgałkach. Każdy ma inny charyzmat, każdy inaczej grzeszy i inaczej przeżywa nawrócenie, ale wszyscy wierzą i wiarą żyją. Mamy spokojnie kandydatów na chrzestnych dla szóstki naszych dzieci, tak aby każdy miał kogo innego zarówno na chrzestną, jak i na chrzestnego. I to dobrych kandydatów. A czy wejście w środowisko jest trudne? Nie, jest banalnie łatwe! Znajomi kiedyś napisali nam, że zazdroszczą nam wspólnoty, do której należymy, ale oni nie mają czasu. Znowu bzdura! Ja w tej chwili pracuję prawie na 2 etaty w szkole specjalnej, a weekendami robię kursy doszkalające. Mimo tego znajduję czas, by raz w miesiącu uczestniczyć w spotkaniu wspólnoty. Kochani, kto ma Boga w sercu, ten naprawdę otacza się ludźmi, którzy mają Boga w sercu! Gdyby każdy miał taką świadomość, nie trzeba by było pisać podobnych artykułów w gazetach lub czasopismach. Nie trzeba by było patrzeć na chrzciny jak na imprezkę, tylko jak na uroczystość, w czasie której radujemy się z przyjęcia sakramentu i włączenia do grona dzieci Bożych naszego dziecka.

Ale wypowiem się kontrowersyjnie. Nie widzę nic złego w poszukiwaniu chrzestnych przez internet! Można tam znaleźć męża lub żonę (http://www.przeznaczeni.pl/), a znam kilka par, które dzięki temu zostały małżeństwami, to można znaleźć i chrzestnych dla dzieci! Ogłoszenie nie powinno jednak wyglądać, jakbyśmy chcieli kogoś, kto podpisze papiery i zniknie. Nie! Jeśli potrzebujemy chrzestnego, a nie znamy nikogo odpowiedniego, napiszmy, że potrzebujemy chrzestnego katolika, wierzącego i praktykującego, który ukarze naszemu dziecku przykład chrześcijańskiego życia. Pieniądze nie grają roli, nie oczekujmy nie wiadomo jakich prezentów! Nauczmy dziecko, że prezenty są super, ale najlepszym prezentem jest zbawienie od Najwyższego! Myślę, że są w Kościele ludzie, którzy chętnie podejmą się bycia chrzestnym kogoś, kto bardzo tego potrzebuje.

Dziś o 11 w kościele oo. Kapucynów na ul. Miodowej 13 w Warszawie nasza córeczka przyjmie sakrament chrztu świętego, który obmyje ją z grzechu pierworodnego i włączy do grona dzieci Bożych. Będzie miała wspaniałych chrzestnych, którzy, mam nadzieję, wraz z rodzicami przyczynią się do wychowania jej w prawdziwej wierze. A piękny krzyż jako prezent na komunię w zupełności wystarczy. Komputerów chyba w ogóle nie będziemy przyjmować.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 5 komentarzy

Krzywe spojrzenie na Kościół

Mój powrót po trzech tygodniach (sprawy pokutnicze) zaczyna się od tematu, który właśnie dziś szczególnie mnie poruszył. Spotkałem się z kolegami z liceum z których jeden od dawna był antyklerykałem (choć nie zdarzało mu się tego podkreślać dość mocno) i posiedziałem u niego chwilkę. Opiszę krótko sytuację: byłem indagowany. Zadawano mi pytania które tak naprawdę miały upokorzyć mnie jako kleryka, czyli „tego, który kocha Kościół”. Wrzucano nie na mnie, lecz na Kościół właśnie (znane rzeczy – a to że panienki, a to że pieniądze, a to że ojciec Rydzyk). W pewnym momencie powiedziałem, że czuję się jak ksiądz z filmu „Karol” podczas obiadu u hitlerowców – i wyszedłem.

Teraz może sprecyzuję o co mi właściwie chodzi. Nie, nie mam żalu do kolegi i jego znajomych, choć mogłoby na to wyglądać. Mam żal do takiego krzywego spojrzenia na Kościół, które podaje do wierzenia świat. Polityka, media, wpływowi ludzie. A potem maluczcy wierzą w to, że Ratzinger wstąpił do seminarium, bo się bał odpowiedzialności za Hitler Jugend. Informacje są z tego świata. Z tego, z którego nie jest Królestwo Niebieskie. Na tym świecie zło ma przewagę a złe informacje (także te kłamliwe) rozchodzą się najszybciej i są najlepiej przyjmowane. A potem nie wiem jak ja czy inni bracia w wierze mają udowodnić, że to nieprawda…

No dobrze, ale skoro to co podają „Fakty i mity” nie jest prawdą, to co jest? Prawdą, najpierw, jest to, że Kościół założył Chrystus, by utrzymać wiarę w Niego na całym świecie i po wszystkie czasy („A mury piekielne go nie przemogą”). Potem prawdą jest to, że już Apostołowie pogrążeni byli w grzechach, a Maria Magdalena pierwotnie była prostytutką. Święty Augustyn pisał, że Kościół to Casta Meretrix – Czysta Ladacznica. Należą od wieków i należeli do niego i święci i grzesznicy. Są dobrzy i źli księża, dobre i złe zakonnice. Ale to znów zły podział – bo w każdym z nas jest skłonność do zła i miłość, by czynić dobro. Każdy członek Kościoła bywa lepszy i gorszy. Są ci którzy są gorsi częściej (o tych piszą „Fakty i mity”), są i ci którzy są lepsi częściej (o tych nikt zazwyczaj nie pisze). Kościół był i będzie świętą wspólnotą, bo założył Go Jezus dla naszego zbawienia. A to, że są w nim grzesznicy… Spójrz na siebie Bracie. Spójrz na siebie Siostro. Świat krzywo patrzy na Kościół. On nie jest tylko zły. On podnosi się z upadków. Na tym polega świętość…

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 7 komentarzy