Posts Tagged With: Obowiązki

Obowiązki chrzestnego

Notka trochę świąteczna, a trochę nieświąteczna, choć minęło Boże Narodzenie, a jego okres w pełni. Ale zainspirowała mnie wczorajsza i dzisiejsza wizyta na mszy w kościele. Podczas tych mszy odbywały się liczne chrzty (wczoraj więcej, niż dziś) i przyszło mi do głowy, że skoro tak wiele zapytań o tej treści kieruje ludzi na mojego bloga, to mogę temat poruszyć jeszcze raz. Tym razem skupię się konkretnie na obowiązkach chrzestnego czy chrzestnej: tych podstawowych i tych pobocznych.

Obowiązki podstawowe są określone przez Kościół, który dziecko (lub osobę dorosłą) w swoje szeregi przyjmuje i który chrztu udziela. Kodeks Prawa Kanonicznego w punkcie 872 określa, że chrzestny „ma (…) dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami przedstawiać do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki”. Pierwszym i podstawowym zadaniem chrzestnych jest więc dawać przykład życia chrześcijańskiego, pokazywać własnym życiem jak powinno wyglądać życie osoby ochrzczonej, oddanej Bogu. W przypadku chrztu dorosłych chrzestny, który jest już w Kościele, pokazuje ścieżkę i poucza katechumena (osobę przygotowującą się do chrztu), jest jakby jednym z jego nauczycieli – oznacza to więc, że chrzestny musi być człowiekiem silnej wiary, utwierdzonym w Panu. W przypadku chrztu dzieci chrzestny powinien zaś od początku towarzyszyć chrześniakom w rozwoju duchowym, pomagając także w wypełnianiu obowiązków wynikających z chrztu (tak, chrzest nie jest tylko przywilejem, jest też źródłem obowiązków!).

Kanon wspomina o jeszcze jednym obowiązku chrzestnych w punkcie 855: „Rodzice, chrzestni i proboszcz powinni troszczyć się, by nie nadawać imienia obcego duchowi chrześcijańskiemu”. Ciekawe spostrzeżenie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy wprost roi się od Nikol, Borysów, Oliwierów, Nadii. Szczerze mówiąc nie wiem, czy nadawanie takich imion jest już kwestią obcości duchowi chrześcijańskiemu, czy tylko obcości dobremu smakowi, ale warto wspomnieć to, co połowa ludzi z jakichś przyczyn robi, a druga połowa łapie się przy tym za głowy.

Obowiązki poboczne to wszystko, co wynika z tradycyjnego podejścia do bycia chrzestnym i posiadania chrześniaków. Chrzestny powinien pamiętać o chrześniakach nie tylko wówczas, gdy przychodzi czas na nawracanie, czy czuwanie nad wiarą, lecz także w codzienności. Chrzestny więc, jak również chrzestna, powinni pamiętać o urodzinach, imieninach chrześniaków. Powinni pamiętać o świętach, które obchodzi się rodzinnie, np. o Bożym Narodzeniu. Oczywiście powinni pamiętać o momentach, w których chrześniak przyjmuje kolejne sakramenty: Najświętszy Sakrament, bierzmowanie, ślub. Powinien czasem, bez okazji, zadzwonić do chrześniaka i pogadać z nim. Czasem może zaproponować wspólny wyjazd, wypad do kina czy teatru, albo do zoo. Pokazać, że pamięta, że się troszczy. Nie tylko wówczas, gdy chrześniak ma 5-10-15 lat, ale i gdy ma 30. I oczywiście – tu nie chodzi o jakieś drogie prezenty, chociaż wszyscy lubimy dostawać prezenty, a wielu z nas (w tym także i ja) lubi je dawać. Czasem wystarczy drobiażdżek, karteczka, pocztówka z życzeniami, telefon. Wystarczy pamiętać. A jeśli chrzestny nie pamięta, powinien być otwarty na przypomnienia ze strony żony/męża, którzy mają dobrą pamięć do dat. A jeśli i oni nie pamiętają, powinien być otwarty na przypomnienia ze strony rodziców chrześniaka. Ja jestem otwarty!

Co chrzestny powinien kupić? Tego typu pytania padają często. Głównie pytają o Pierwszą Komunię i nie wiem, czy szukają odpowiedzi na pytanie „jak drogi prezent”, czy „czy lepiej quada czy laptopa”, ale moje odpowiedzi będą inne. Na chrzest sugeruję Pismo Święte, aby towarzyszyło dziecku od najmłodszych lat, aby od początku mogło je poznawać. Gabryś dostał po egzemplarzu tradycyjnej już „Biblii dla najmłodszych” od obojga chrzestnych (sam taką miałem). Natalka od Chrzestnego dostała oprawiony egzemplarz Biblii Tysiąclecia. I ja mojej chrześnicy kupiłem duże, ilustrowane wydanie. Co zaś kupić na Pierwszą Komunię? Jeśli jeszcze nie ma własnego egzemplarza Pisma Świętego, to jest kolejna dobra okazja. Jeśli jednak już posiada, można pomyśleć o dowolnym medaliku, krzyżyku, porządnym krzyżu na ścianę, ikonie (nie musi być pisana przez profesjonalistów), świętym obrazie itp. Nie jest prawdą, że obowiązkiem chrzestnego jest załatwić laptop, ajpod czy choćby tradycyjny rower. Obowiązkiem chrzestnego jest dbać o wychowanie chrześniaka w wierze. Prezent na Pierwszą Komunię powinien więc pasować do tego święta i przybliżać dziecku wartość wydarzenia, fakt, że właśnie przyjęło do swego serca Jezusa. Jeśli jesteśmy bardziej dziani i chcemy się postawić, nie kupujmy quada, tylko zaproponujmy dzieciaczkowi wyjazd do Rzymu (z położeniem akcentu na Watykan) czy do Lourdes. Ja niestety nie będę miał możliwości wykazać się w tej kwestii, moja chrześnica przyjęła Pierwszą Komunię w kilka tygodni po chrzcie…

Ważną rzeczą, moim zdaniem, jest nie zapominać o bierzmowaniu. Sugeruje się, by na świadka bierzmowania prosić swojego chrzestnego, ja jednak jestem nie do końca zwolennikiem tej teorii. Tak czy inaczej to właśnie chrzestny powinien pamiętać, że bierzmowanie nie jest tylko kolejnym dniem wyjętym z życia. Jeśli świętuje się chrzest, komunię, ślub, to dlaczego tak często podchodzi się olewczo do sakramentu bierzmowania? Chrzestny, jeśli rodzice nie biorą tego pod uwagę, powinien zasugerować zorganizowanie maleńkiego przyjęcia, albo zaprosić chociaż chrześniaka, chrzestną, świadka bierzmowania do restauracji na skromny obiad, by cieszyć się dostąpieniem łaski sakramentalnej i przyjęciem darów Ducha Świętego. I jakiś mały drobiażdżek też się nada.

Na imieniny, urodziny czy pod choinkę też można prezentować podarki symbolicznie związane z chrześcijańskim życiem, sam jednak uważam, że jeśli na co dzień tak czy inaczej daje się przykład chrześcijańskiego życia, to można ofiarować chrześniakowi coś bardziej świeckiego, jak choćby nieogłupiającą zabawkę. Jestem przeciwnikiem kupowania telefonów, konsol, piespi i tym podobnych gadżetów. Oprócz przykładu chrześcijańskiego życia dawajmy też przykład życia skromnego. Zwłaszcza, że do pewnego wieku telefon wcale nie jest dziecku potrzebny…

Chrześniak pamięta o swoim chrzestnym – to ważna sprawa. Rodzice powinni w dzieciach zaszczepić potrzebę modlitwy za swoich chrzestnych. Dzieci mogą też pamiętać o imieninach, urodzinach chrzestnych. Jednak zapamiętajmy, że nie mają takiego obowiązku. Założę się, że jeśli chrzestny ze względu na obejmujące jego urząd obowiązki będzie pamiętał o chrześniaku w ważnych dla niego momentach, to i chrześniak będzie pamiętał i miło wspominał swojego chrzestnego czy swoją chrzestną. Jeśli jednak chrzestni zapomnieli o urodzinach czy imieninach chrześniaka, kiedy ten miał 10 lat, albo pamiętają, ale nie dzwonią, bo nie widzą powagi tego, do czego zostali powołani, niech nie oczekują, że chrześniak zadzwoni na imieniny do nich. I niech nie wymagają tego od chrześniaków ich rodzice czy dziadkowie. Pamiętajcie, to na chrzestnym spoczywają obowiązki chrześcijańskiego wychowania i pamiętania o swoich chrześniakach. Nigdy odwrotnie.

Wszystkim Wam życzę udanych, pełnych łaski świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku wypełnionego Bożym błogosławieństwem.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 18 Komentarzy

Chrzcić albo nie chrzcić – oto jest pytanie

Znajomy przeżywa pewien dylemat, z którym o pomoc zgłosił się do mnie. Dotychczas nie wypowiedziałem się w sprawie zbyt kategorycznie, ale pomyślałem, że mogę udzielić odpowiedzi zgodnej z moim sumieniem i umieścić ją na blogu, ponieważ z pewnością wiele osób przeżywa podobne dylematy.

Znajomy jest dziadkiem, wnuk jest malutki, rodzice nie mają z Kościołem zbyt wiele wspólnego. Przypuszczam, że uważają się za katolików, jednak do kościoła nie chodzą, nie uczestniczą w życiu wspólnoty. Nie do końca wiadomo, czy wierzą w Boga, bo głupio nie wierzyć, czy nie wierzą w Niego wcale. Jest jednak ten moment, w którym wypadałoby dziecko ochrzcić. Rodzice mają co do tego wątpliwości, dziadkowie naciskają, choć sami do katolickich ortodoksów nie należą. No ale wypada, bo tak się robi. Rodzice z kolei twierdzą, że to powinna być osobista decyzja dziecka – więc powinno samo pójść do chrztu, jak już będzie odpowiednio dojrzałe. I właśnie znajomy, który należy do naciskających dziadków, zwraca się do mnie po poradę, bo nie jest już sam pewien, czy niewierzący/niepraktykujący rodzice powinni zanosić dziecko do chrztu, bo tak wypada.

Moja odpowiedź nie jest prosta. Oczywiście – nie powinno się, a wręcz nie należy zanosić dziecka do chrztu, bo tak wypada. Chrzest to sakrament, to obecność żywego Chrystusa w naszym życiu. Żadnego sakramentu nie wolno przyjmować dlatego, że tak wypada, czy że taka jest polska tradycja. Np. na co dzień niepraktykujący mężczyzna pójdzie w święta na pasterkę, bo taka tradycja. Albo młodzież idąca ciągiem do bierzmowania bo tak się robi, po czym rezygnująca z uczestnictwa w Kościele na zawsze. Podobnie jest z dzieckiem zanoszonym do chrztu – nie wolno nam tego robić dlatego, bo tak się robi. Przy okazji odskocznia – po czym poznać, że dziecko jest zanoszone do chrztu, bo taka jest tradycja? Po tym, że matka, matka chrzestna, albo obie jednocześnie, mają na sobie mini krótsze niż kiedykolwiek w życiu.

A więc nie wolno zanosić dziecka do chrztu bo taka tradycja. Chrzczenie dziecka, które jeszcze nie jest w stanie podjąć samodzielnie decyzji o tym, czy chce być ochrzczone, jest bowiem poważnym, wymagającym zadaniem dla rodziców i rodziców chrzestnych. Podczas obrzędu chrztu to rodzice deklarują, że będą wspierać rozwój wiary swojego dziecka, a chrzestni – że będą im w tym pomagać. A więc chrzcząc dziecko, rodzice deklarują wiarę i zaangażowanie własne, a nie dziecka. Jeśli tej wiary i zaangażowania nie ma, chrzest jest udzielany w kłamstwie. Jest ważny – bo jako sakrament dotyczy dziecka, a nie rodziców – ale jest udzielany ze względu na przysięgę składaną kłamliwie. Kolejna odskocznia – jeśli ciż sami rodzice wcześniej zawierali ślub sakramentalny, to – zawarty kłamliwie (np. przysięgamy po katolicku wychować potomstwo) – jest on od początku nieważny.

Czy należy więc chrzcić? Co na temat chrzczenia dzieci mówi Kodeks Prawa Kanonicznego?

Kan. 867 – § 1. Rodzice mają obowiązek troszczyć się, ażeby ich dzieci zostały ochrzczone w pierwszych tygodniach; możliwie najszybciej po urodzeniu, a nawet jeszcze przed nim powinni się udać do proboszcza, by prosić o sakrament dla dziecka i odpowiednio do niego się przygotować.
§ 2. Jeśli dziecko znajduje się w niebezpieczeństwie śmierci, powinno być natychmiast ochrzczone.

Kan. 868 – § 1. Do godziwego ochrzczenia dziecka wymaga się:
1° aby zgodzili się rodzice lub przynajmniej jedno z nich, lub ci, którzy prawnie ich zastępują;
2° aby istniała uzasadniona nadzieja, że dziecko będzie wychowane po katolicku; jeśli jej zupełnie nie ma, chrzest należy odłożyć zgodnie z postanowieniami prawa partykularnego, powiadamiając rodziców o przyczynie.
§ 2. Dziecko rodziców katolickich, a nawet i niekatolickich, znajdujące się w niebezpieczeństwie śmierci, jest godziwie chrzczone, nawet wbrew woli rodziców.

Jak możemy więc w Kodeksie przeczytać, zaleca się, a wręcz zobowiązuje rodziców do niemal natychmiastowego ochrzczenia dziecka, w pierwszych tygodniach życia. Kanon 867 nie wspomina przy tym, aby chodziło tu tylko o rodziców katolickich. Rodzice mają obowiązek chrzcić w pierwszych tygodniach, a nie, jak to jest dziś w modzie, pozwalać dziecku już dojrzałemu samodzielnie podejmować decyzję. Za takim postawieniem sprawy stoi kilka argumentów. Przede wszystkim w Piśmie Świętym możemy przeczytać, że chrzest zmywa grzech pierworodny. Tym samym sprawia, że szatan traci władzę nad nami, którą to władzę do tego momentu posiadał. To oznacza, że człowiek ochrzczony jest bardziej podatny na działanie Boga, na religijną formację i wychowanie do modlitwy. Po drugie, w innym miejscu Pismo mówi, że w ochrzczonym mieszka Duch Święty. A to oznacza, że choć Duch działa z zewnątrz na nieochrzczonego, bo do każdego człowieka Duch ma dostęp z zewnątrz, to jednak nie może być w nim, działać od środka. A Duch mieszkający w człowieku jest w stanie o wiele lepiej ukierunkować go ku Bogu. I po trzecie – Pismo mówi też, że tylko ochrzczony będzie zbawiony. I choć istniały przez wieki najróżniejsze teorie na temat tego, co po śmierci dzieje się z dziećmi nieochrzczonymi, nadal sugeruje się, by w obliczu śmierci chrzcić każdego bez względu na wszystko (Stąd §2 Kanonu 868). Bo, mimo aktualnej przewagi teorii o miłosierdziu u współczesnych teologów, nadal Pismo mówi wyraźnie, że ochrzczony będzie zbawiony. I nadal nie wiemy, co dzieje się z nieochrzczonymi dziećmi po śmierci.

Jednak Kanon 868 – §1. 2° twierdzi, że jeśli brak jakiejkolwiek nadziei na katolickie wychowanie dziecka, chrzest należy odłożyć. Względy katolickiego życia przeważają więc nad potrzebą ochrzczenia – ponieważ chrzest ma być zaczątkiem katolickiego życia, a nie pustą, głupią tradycją. Należy jednak pamiętać, że w Polsce nadal Kościół ma duże znaczenie. W szkołach i przedszkolach są katecheci prowadzący lekcje religii katolickiej (a nie religioznawstwa). Nadzieja na katolickie wychowanie w Polsce więc pojawia się częściej, niż np. w Japonii czy niektórych krajach Afryki. Jeśli nawet nie zajmą się tym rodzice, jest szansa, że dziecko pójdzie w ślady mądrego katechety, wierzącej babci czy zaangażowanego w Oazie przyjaciela. Dlatego uważam, że w Polsce należy chrzcić dzieci, nawet gdy jest się niewierzącym, aby dać im bezwzględną pewność, że szanse na ich zbawienie zależne będą od ich decyzji i wiary, a nie od tego, czy obmyły się z grzechu pierworodnego, czy nie.

No i pozostaje jeszcze kwestia chrzestnych. O tym już pisałem wcześniej, można sobie wyszukać (choćby klikając w tag ‚chrzest’), ale tylko przypomnę, że to na chrzestnych spoczywa obowiązek dawania chrześniakom przykładu katolickiego życia. Zwłaszcza, gdy rodzice nie przywiązują do tego odpowiedniej wagi. Dlatego rodzice, wybierając chrzestnych, mają obowiązek bezwzględny kierować się tym, czy wybrane osoby są wierzące, praktykujące, czy Bóg jest dla nich najważniejszy, a nie tym, czy będą kupować niezmiernie drogie prezenty. Ty, Rodzicu, może nie dbasz za bardzo o sprawy Boże. Ale zadbaj, by Twoje dziecko, które zamierzasz ochrzcić, mogło to otrzymać od swoich chrzestnych!

A taki rodzinny chrzest mógłby też przy okazji być dobrym momentem do nawrócenia dziadka. Niech może chociaż on będzie gotów pokazać wnukowi, co znaczy być ochrzczonym.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Ojciec chrzestny

Kan. 872 – Przyjmujący chrzest powinien mieć, jeśli to możliwe, chrzestnego. Ma on dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami przedstawiać do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki.

Kan. 873 – Należy wybrać jednego tylko chrzestnego lub chrzestną, albo dwoje chrzestnych.

Kan. 874 – § 1. Do przyjęcia zadania chrzestnego może być dopuszczony ten, kto:
1° jest wyznaczony przez przyjmującego chrzest albo przez jego rodziców, albo przez tego, kto ich zastępuje, a gdy tych nie ma, przez proboszcza lub szafarza chrztu, i posiada wymagane do tego kwalifikacje oraz intencję pełnienia tego zadania;
2° ukończył szesnaście lat, chyba że biskup diecezjalny określił inny wiek albo proboszcz lub szafarz jest zdania, że słuszna przyczyna zaleca dopuszczenie wyjątku;
3° jest katolikiem, bierzmowanym i przyjął już sakrament Najświętszej Eucharystii oraz prowadzi życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji, jaką ma pełnić;
4° jest wolny od jakiejkolwiek kary kanonicznej, zgodnie z prawem wymierzonej lub deklarowanej;
5° nie jest ojcem lub matką przyjmującego chrzest.
§ 2. Ochrzczony, należący do niekatolickiej wspólnoty kościelnej, może być dopuszczony tylko razem z chrzestnym katolikiem i to jedynie jako świadek chrztu.

Te punkty z Kodeksu Prawa Kanonicznego określają kto może być ojcem chrzestnym w naszej katolickiej czarnej mafii. Są to wymogi trudne do spełnienia, ale przecież by zostać przełożonym mafii nie można sobie zwyczajnie przyjść, powiedzieć „chcę być bossem” i zostać przez Sycylijczyków przyjętym.

Nie no, może niezupełnie. Tak naprawdę z niewiadomych przyczyn słowa „ojciec chrzestny” mają dla nas zupełnie inne znaczenie. Wróżek chrzestnych też nie posiadamy – jedynie chrzestne matki. Ale mimo wszystko zainteresował mnie ostatnio ten fragment obowiązującego KPK. Pragnę się skupić zwłaszcza na 3 kwestii z paragrafu pierwszego kanonu 874. Chrzestnym może być więc ten, kto „jest katolikiem, bierzmowanym i przyjął już sakrament Najświętszej Eucharystii oraz prowadzi życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji, jaką ma pełnić”. Bierzmowani jesteśmy niemal wszyscy, seryjnie, jak leci, bo tak. Komunię Świętą przyjęliśmy jeszcze wcześniej, stadko białych, nieświadomych owiec w albach (za moich czasów jeszcze w garniturach, ja byłem owcą kremową), z których nieliczni zostali dobrze przygotowani, nie przez katechetów, a przez rodziców, a reszta szła bo tak. Ale nie na bierzmowaniu czy komunii tylko opiera się zdolność do bycia chrzestnym. Chrzestnym powinien być katolik (wiem, ponad 90% Polaków to katolicy), ale katolik żyjący zgodnie z wiarą, a jego życie ma odpowiadać funkcji, którą ma pełnić. Oczywistym wydaje się więc, że człowiek, który pojawia się w kościele na wielkie święto, spowiada się maksymalnie raz do roku, od dłuższego czasu żyje w związku niesakramentalnym nie planując ślubu w najbliższej przyszłości, czy choćby wychowujący własne dzieci w duchu dalekim od katolickiego, nie zważając na złożoną przy ślubie przysięgę, nie może być niczyim chrzestnym. Albo wspomnę np. o małżeństwach stosujących antykoncepcję, która tak niewielu wydaje się złem mimo wyraźnej nauki Kościoła Katolickiego (ale proszę mi nie zaglądać pod kołdrę, czarna mafio). Ci ludzie, nie żyjący zgodnie z katolicką wiarą, choć z niewiadomych dla mnie przyczyn deklarują się częstokroć jako katolicy (i niech śmiem im tylko powiedzieć, że nimi nie są), nie mogą w żadnym wypadku zostać niczyimi chrzestnymi.

Życie chrzestnego, zgodne z wiarą, ma odpowiadać funkcji, którą chrzestny ma pełnić. A tę funkcję poznajemy z kanonu 872. „Ma on dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami przedstawiać do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki”. Chrzestny odpowiada więc za chrześcijańskie wychowanie dziecka lub współpracowanie z dorosłym w rozwoju wiary. Myślę wręcz, że jeśli rodzic nie jest praktykującym katolikiem i nie zamierza wychować dziecka w wierze, to chrzestni mają obowiązek zrobić to za niego. Mają obowiązek skupić swoją uwagę na walce o wiarę chrześniaków, a w razie oporu rodziców przypominać, że oni sami im taką rolę nadali i nikt ich nie zmuszał. Takie warunki powinien spełniać chrzestny.

W naszym ultrakatolickim czarno-mafijnym polskim społeczeństwie Boże Narodzenie, ślub kościelny, Pierwsza Komunia i chrzest należą do areligijnej, świeckiej tradycji wypranej z podstaw Ewangelii. Na Gwiazdkę jest wyżerka, prezenty i nocny tłok w kościele (Pasterka jest często tradycyjnie jedną z dwóch, obok Rezurekcji, mszą w której wielu z nas w ciągu roku uczestniczy). Do ślubu biała suknia i wesele z oczepinami, do Komunii rower, laptop, a dziś często limuzyna, a chrzest to chrzest – dzieci się chrzci przecież. Bo tak. A w tym wszystkim rodzice niepamiętający o złożonej w białej sukni przysiędze, że wychowają potomstwo po katolicku, proszą na chrzestnych przyjaciół, rodzeństwo czy znajomych z pracy, którzy zupełnie na chrzestnych się nie nadają. Muszę oddać sprawiedliwość, że najczęściej ani rodzice nie znają warunków (bo wcale nie chcą ich poznać), ani nie znają ich przyszli chrzestni, a proboszcz często daje zgodę (zaświadczenie o katolickim życiu) na ładne oczy. Choć kilkakrotnie już słyszałem, na całe szczęście, o księżach, którzy odsyłają petentów z kwitkiem, ale nie tym zezwalającym na bycie chrzestnym.

Chrzest pozostaje ważny nawet, gdy chrzestny jest niepraktykujący. Nawet, gdy jest antyklerykałem czy ateistą. Ale o ile piękniej byłoby dać naszym dzieciom szansę na pełny rozwój łask sakramentalnych, do którego potrzebne jest logiczne dobranie chrzestnych. I oczywiście jest bardzo przykre to, że na obecną chwilę nie mogę poprosić na chrzestnego mojego najlepszego przyjaciela. Być może przyjdzie moment kiedy będę musiał przeżyć starcie z niektórymi członkami rodziny, bo nie każdy przedstawiciel naszego rodzeństwa stopnia drugiego linii bocznej spełnia warunki wiernego katolickiego, a przecież wypada, żeby chrzestnym był, bo to w końcu siostra/brat. Jest wiele przeszkód, ale, jak zaznaczył Terlikowski, „kompromis nie jest imieniem Boga”. Dlatego chrzestnych będziemy dobierać racjonalnie, zgodnie z jedynym Boskim sumieniem.

G.M. został ochrzczony w czasie uroczystej mszy świętej 5 lipca 2009 roku w Centrum Zdrowia Dziecka w warszawskim Międzylesiu. Niedługo zdrowi opuścimy szpital. Wszystkim serdecznie dziękuję za modlitwę i wsparcie.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 9 Komentarzy