Posts Tagged With: Pies

Varia Animalia

Każdy ubój rytualny, każda wigilia i karp w wannie, każdy sylwester i każda wysadzona w powietrze petarda ciągnie nas z powrotem do tematu praw zwierząt. To kolejny temat wywołujący poruszenie i podział na dwa obozy. Temat poruszył i mnie, choć należałoby raczej rzec – mnie tym tematem poruszono. Z dwóch stron. Otóż w okolicy wigilii wytoczył się niby-kontrowersyjny artykuł Tomasza Terlikowskiego o tym, że zwierzęta nie ludzie i praw nie mają, nawet w wigilię. Pierwsza reakcja znajomej: gniew i oburzenie. Jak można być tak nieludzkim, pozbawionym sumienia, by odbierać zwierzętom ich przyrodzone prawa. Postanowiłem zmilczeć, choć mam zdecydowanie inne zdanie – zwyczajnie nie miałem ochoty prowadzić dysput o tym, jak bardzo zwierzęta mają przyrodzone prawa lub ich nie mają. Postanowiłem jednak napisać po tym, jak druga znajoma podesłała ten sam artykuł, opatrując go tezą różniącą się od tamtej o 180°. I poprosiła o odniesienie się.

prawa zwierzątJest zatem hipoteza: zwierzęta mają prawa. Prawo do życia, do braku cierpienia, do godności itp. Mamy jedną osobę opowiadającą się za tą tezą i drugą – przeciwko. Należy zatem najpierw zapytać: jeśli zwierzęta mają prawa, to skąd one się wzięły? Tu wchodzi podział na dwa rodzaje prawa: prawo naturalne i prawo stanowione. Jedno i drugie w jakiś sposób obowiązuje w świecie i oba dotykają w pewnym stopniu zarówno ludzi, jak i zwierząt. Czy – mówiąc szerzej – świata przyrody. Prawo naturalne to przyrodzony porządek natury, wynikający z istoty stworzenia. Oznacza to, że każdy gatunek żyje zgodnie ze stopniem rozwoju i, w razie braku ingerencji rozumowej z zewnątrz, zgodnie ze „stopniem stworzenia”. Tam, gdzie wpuszczamy w te obliczenia Boga, będzie to oznaczało „zgodnie z tym, jak go Pan Bóg stworzył”. Zresztą można się tu ograniczyć i do mitologicznej matki natury. Tak czy inaczej, podążając w zgodzie z tym stopniowaniem, dojdziemy wreszcie do miejsca, w którym stoi człowiek. Człowiek, jako istota rozumna (co jesteśmy w stanie udowodnić) nadal podlega prawu naturalnemu, z tym że ono zakłada w kwestii człowieka działanie czegoś więcej niż instynktu. Tym czymś jest właśnie rozum – a rozum pozwala na myślenie, podejmowanie decyzji i stanowienie prawa. Prawo to podlega prawu naturalnemu, bo tamto jest bardziej pierwotne, ale również wykracza poza nie.

Jeżeli więc zwierzęta mają jakieś prawa wykraczające poza prawo naturalne (a więc poza „koło życia”, czyli „zabij i zjedz”, poza instynkt przetrwania, ukierunkowanie na rozród itp.) to tylko dlatego, że ludzie im je nadali. I tak oto ludzie nadali zwierzętom (niektórym) prawo do mieszkania w ludzkim domu, do spania w pościeli, do otrzymywania pożywienia itp. Ludzie, w zgodzie ze zdrowym sumieniem i Bożym nakazem dbania o stworzenie, nadali także zwierzętom prawo do nieprzeżywania przesadnych cierpień. Z drugiej zaś strony to wszystko jest tak naprawdę tylko jakimś ludzkim założeniem, które nie pokrywa się z naturalnym prawem rządzącym przyrodą. Co ciekawe – rytualny ubój (taki przykład) jest jednym z elementów wynikających pośrednio z prawa naturalnego, ponieważ zgodnie z tym prawem – co potwierdzono przez badania – istoty rozumne w naturalny sposób oddają cześć bóstwom, które uważają za coś większego od siebie. Takim samym elementem prawa naturalnego jest polowanie na zwierzęta dla mięsa czy zabijanie karpia na wigilię.

Dopiero ludzie żyjący w dekadenckich czasach, w których słowo „wojna” oznacza legendarną historię sprzed lat lub zza siedmiu mórz, mający dla siebie już wszelkie prawa (tak zwane „równouprawnienie”) żądają tychże równych praw dla swoich przyjaciół – zwierząt. I oto wychodzą na ulicę lub oburzają się w internecie, bo ubój rytualny, ustawa o polowaniach lub strzelanie petardami w sylwestra łamią prawa zwierząt. Prawa, które oni sami tym zwierzętom nadali. Co więcej – oni je nadali jako jakaś grupa bardzo głośnych krzykaczy. To nie są prawa nadane zwierzętom przez ogół ludzkości. Nie, ci ludzie poczuli, że jedzenie krów i kur jest czymś złym, postanowili nadać im prawa, a tych, którzy ich decyzji zaakceptować nie chcą, próbują zakrzyczeć. I stąd dziwaczne manifestacje, w czasie których dziewczynki stoją z tabliczkami, na których uwidocznione są krowy, fretki i prosiaczki, podpisane „Jestem zwierzęciem. Kimś, nie czymś. Chcę żyć”. Niestety, drogie dziewczynki, to nie jest prawda. Zwierzę to zwierzę, jest „kimś” tylko na tyle, na ile wy zmienicie nazewnictwo i nadacie krowom nieistniejącą osobowość. Fretka „chce żyć” tylko na tyle, na ile nakazuje jej to instynkt samozachowawczy. Nie jest to zgodne z jej wolą – bo fretka żadnej woli nie posiada.

wilkNie ma nic złego w kochaniu i rozpieszczaniu zwierzaków. Nie widzę przeszkód w nazywaniu ich członkami swoich rodzin (zdecydowanie przysposobionymi, ale jednak). Przeszkadza mi używanie w stosunku do zwierzaków słów przynależnych do ludzi: „prawa zwierząt”, „wola”, „adopcja”. Właśnie dlatego, że zwierzęta to nie ludzie, nie mają praw poza tymi nadanymi im przez ludzi, nie podejmują decyzji i nie są adoptowane, lecz przygarniane. I nie jestem zwolennikiem znęcania się nad zwierzętami. Sam dziś, wracając z kościoła, trafiłem na potrąconego na jezdni kota. Potrącił go samochód jadący przede mną. Potem odjechał. Ja wysiadłem – kot jeszcze żył – i przeniosłem go na trawnik obok. Potem przez godzinę szukałem dyżuru weterynaryjnego, który mógł podjąć się próby ocenienia i ewentualnego ocalenia kociaka. Przeżyłem to mocno – podobnie jak śmierć mojej świnki morskiej, psa (jego dotyczy najczęściej komentowana notka na blogu) i królika. Zwierzęta towarzyszą nam i ludzie z sumieniem się do nich przywiązują. Nie podoba mi się topienie szczeniąt w workach ani zostawianie psa przed wakacjami w lesie. Ale będę głośno protestował przeciw zakazowi występów cyrków ze zwierzętami w Warszawie, bo niby łamią one prawa zwierząt. Zwierzęta mają tyle praw, ile im nadamy. A przy całej tej nagonce dość blado wypada argument zwolenników praw zwierząt, że sterylizacja zapobiega kłopotom zwierząt w schroniskach. Przecież rozmnażanie się to jest prawo zwierząt wynikające bezpośrednio z prawa naturalnego. Obrońcy ich praw nie powinni namawiać do odbierania im tego prawa celem nadania im „prawa wyższego”.

I oczywiście uroczy jest ten obrazek z wilkiem (dzikiem?) ścigającym myśliwego, ponieważ podobno policzył i jest nas za dużo. Z tym że – niestety – tego wilka ze strzelbą narysował człowiek. I świetnie. Jego prawo.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące zdjęcia:
1. Akcja współorganizowana przez stowarzyszenie Empatia, fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta, zdjęcie za: http://m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,17178738,Terlikowski__Zwierzeta_nie_maja_praw__A_ich_ochrona.html
2. Jest was za dużo, za: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1011994762179503&set=a.1011994622179517.1073741829.100001069657075

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

Ubić, spożyć, ochrzcić krowę

Trzy słowa, trzy sposoby, w jakie można i się chce traktować zwierzęta. Trzy różne kontrowersje – to takie popularne w dzisiejszym świecie. Trzy systemy wartości, trzy sposoby rozumienia. Czy jest na nie wszystkie jedna odpowiedź? Da się znaleźć jedną prawdziwą drogę traktowania zwierząt?

9f4b499b480457ae70c20dc2c61a9ee6Pierwsza kontrowersja zrodziła się a’propos niedawnego wprowadzania ustawy o zakazie uboju rytualnego. Sprawa dotyczyła religijnych mniejszości żydowskich i muzułmańskich, oraz ich sposobu sprawowania kultu. Ustawa przeszła, część osób wręcz odrzuciła dyscyplinę partyjną, by bronić godnego traktowania zwierząt. Państwo, którego rządzący przedstawiciele mienią się ostoją tolerancji religijnej i walczą o równościowe traktowanie przedstawicieli różnych religii, zakazało de facto sprawowania kultu członkom tychże grup wyznaniowych na terenie naszego kraju. Czym była spowodowana ta sytuacja? Przede wszystkim – moim zdaniem – negatywnymi uczuciami towarzyszącymi ludziom w momencie, gdy słyszą słowa „ubój rytualny”. „Ubój rytualny” brzmi jak rozrywanie kurczaków przez satanistów albo wrzucanie niemowląt do wulkanów w kulturze Majów czy Babilonu. Tymczasem „ubój rytualny” znaczy tyle samo, co „składanie ofiar”, które – jak wiemy – towarzyszyło starożytnym Izraelitom i towarzyszy Żydom do dziś. Ubój rytualny – jak twierdzą gminy żydowskie – nie polega na kultycznym znęcaniu się nad zwierzętami, na sprawianiu im bólu celem oddania czci bóstwu. Miałby to być jeden z najszybszych sposobów zadawania śmierci zwierzęciu – podcina się mu tętnice szyjne, by krew odpłynęła z mózgu, powodując szybką śmierć. Czy to brzmi masakrycznie? Dla tych, którzy opowiadają się przeciwko zabijaniu zwierząt bez ogłuszania ich – na pewno. Zastanówmy się tylko nad tym, skąd pomysł, że zwierzę przed zabiciem go i przerobieniem na mięso trzeba pozbawić przytomności? Przez wieki zwierzęta się zabijało, polowało się na nie w lasach, gotowało się lub piekło i nikomu (prawie) to nie przeszkadzało. Nagle okazuje się, że zwierzęta trzeba zabijać w humanitarnych (a więc ludzkich, a więc niezwierzęcych) warunkach. Odbiera się więc Żydom możliwość sprawowania kultu w kraju, który przyjmuje ich podobno z otwartymi ramionami, przy czym kult ten dotychczas był w zupełności legalny (nie było nawet, zdaje się, ustawy, która by to kontrolowała), a podobno całkiem niezłą sumkę zarabialiśmy na eksporcie mięsa pochodzącego z uboju rytualnego.

1064.0Druga kontrowersja pojawiła się podczas lektury tygodnika „Do Rzeczy”. Jak pisałem w poprzedniej notce, jestem stałym czytelnikiem „wSieci”, „Do Rzeczy” zaś kupiłem z ciekawości dwukrotnie. Drugi numer spośród posiadanych przeze mnie (Nr 13-14/013-014 22 kwietnia-5 maja 2013) reklamował się okładką z pojedynkującymi się Tomaszem Terlikowskim i Szymonem Hołownią. W środku rozmowa obu panów pokazała różnice, ale i spójność ich poglądów. Problem pojawił się na końcu rozmowy, gdy Terlikowski zapytał Hołownię: „A ty jesz mięso?”. Hołownia odpowiada: „Niestety, wciąż tak. Niewiele, ale jednak. Od dłuższego czasu robię wszystko, by z niego zrezygnować”. „Dlaczego?” – dopytuje Terlikowski. „Bo nie chcę być hipokrytą, który najpierw cieszy się widokiem cielaczka czy krówki, a potem akceptuje to, jak okrutnie tego samego cielaczka pozbawia się życia. I dlatego staram się rezygnować z mięsa”. Później dowiadujemy się, że Hołownia z mięsa spożywa wyłącznie drób, ale i z tego stara się zrezygnować. I stajemy przed pytaniem: czy to jest rzeczywiście dobre rozwiązanie? Katolik, który wydaje się mocno trwać przy swojej wierze, bronić Boga i Kościoła w mediach (patrz: konflikt z ks. Lemańskim), stwierdza że z szacunku do zwierząt nie będzie ich jadł? Chyba nie ma dogmatu, że katolik nie może być wegetarianinem, ale czy przesłanki, którymi kieruje się Szymon Hołownia są rzeczywiście słuszne?

odszedl_z_kosciola_zeby_zbawiac_640x0_rozmiar-niestandardowyTrzecia kontrowersja wreszcie jest już związana z moim blogiem. Kiedy cztery lata temu zdechł mój pies napisałem notkę wyrażającą nieśmiałą nadzieję związaną ze zbawieniem zwierząt („Wszystkie psy idą do nieba”). Nie spodziewałem się wówczas kariery, jaka notkę po latach czeka. W pewnym momencie notka stała się jedną z najpopularniejszych i najbardziej regularnie komentowanych na całym blogu. Niespodziewanie mój blog stał się ostoją i grupą wsparcia dla licznych osób opłakujących swe zmarłe zwierzęta i miejscem wyrażania nadziei na spotkanie ich w niebie. Komentarze trafiały i trafiają się różne – od mądrych i poważnych, przez emocjonalne, aż po dziwaczne i dość nielogiczne. Wreszcie zjawił się komentarz Darii Sz, który wstrząsnął mną najmocniej. Daria pisze w nim: „Czy słyszeliście o Tomaszu Jaeschke? Oczywiście, że Zwierzęta idą do Nieba. Są one bez grzechu, bliżej Boga, nie mogą czynić zła. A co człowiek takiego robi, że niby ma prawo iść do Raju? Zabija zwierzęta, swoje dzieci? I to ma być obraz i podobieństwo Boga? Nie. To Zwierzę jest obrazem Twórcy. Wierzę, a raczej jestem tego pewna, że wszystkie moje pożegnane Zwierzęta – i te w domu, i te bezdomne – po śmierci będą czekać na mnie w Niebie i wybiegną mi na powitanie. Wtedy będziemy już na zawsze razem. O ile ja trafię do Nieba – ale mam nadzieję, że moje Zwierzęta poproszą o to Boga… A jeszcze tak na marginesie: ZWIERZĘTA UMIERAJĄ, a nie zdychają – bo to robią źli ludzie. Jeśli ktoś kogoś kocha, to nigdy nie powie, że zdechł. Taki człowiek nie zasługuje na Niebo. Moje kochane pożegnane Zwierzęta, kiedyś się spotkamy!” Szczerze powiem, nigdy wcześniej nie słyszałem o Tomaszu Jaeschke, ale po tym wpisie natychmiast postanowiłem sprawdzić, o kogo chodzi. Otóż Tomasz Jaeschke to były polski ksiądz, który w pewnym momencie odszedł od swego powołania, by ewangelizować, chrzcić i przygotowywać zwierzęta do zbawienia. Mieni się on pierwszym animalpastorem na świecie. Aktualnie przebywa w Austrii. Komentarz pani Darii to jednak nie tylko przywołanie Tomasza Jaeschke, ale i seria twierdzeń niezwykle pewnych, a jednak naiwnych. Oto zwierzęta są bez grzechu, więc zasługują na zbawienie, są bliżej Boga; są dziećmi człowieka, który je zabija, przez co nie zasługuje na zbawienie; zwierzęta mogą się wstawiać za swoim właścicielem u Boga; zwierzęta nie zdychają, lecz umierają, a człowiek, który używa słowa „zdychają” nie zasługuje na niebo (jestem wśród nich, gdyż napisałem „Zdechł mi pies”). Jeśli myśli się w ten sposób, nie dziwota, że jest się zwolennikiem kogoś, kto nawraca i chrzci psy.

Mamy więc trzy kontrowersje: oburzenie wokół rytualnego, kultycznego zabijania zwierząt, wokół jedzenia ich w ogóle, jak również propozycję postawienia ich na wyższej niż człowiek pozycji przed Bogiem. Jak jednak jest naprawdę? Co przekazuje nam Pismo Święte odnośnie zabijania, jedzenia i zbawienia zwierząt? Czego zatem jako katolicy, jako osoby wierzące, powinniśmy się trzymać?

wizjaPo pierwsze w opowiadaniu o Raju, gdzie Bóg stwarza człowieka i daje mu władzę nad światem – a które to opowiadanie jest niewątpliwym preludium całej teologii zarówno Starego, jak i Nowego Testamentu – Bóg daje też człowiekowi zadanie nadania imion zwierzętom: „Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki podniebne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jak on je nazwie. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę „istota żywa”. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom podniebnym i wszelkiemu zwierzęciu dzikiemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny” (Rdz 2,19-20). Nadanie imion, nazw w starożytności oznaczało zdobycie zwierzchności, władzy nad tym, czemu imię się nadawało. Bóg, który zna nas po imieniu, ma nad nami władzę. Człowiek zaś nie tylko zna zwierzęta po imieniu, lecz sam im te imiona nadał – a więc ma nad nimi władzę. Stąd też późniejsza możliwość spożywania mięsa zwierzęcego. Pierwszy do tego nakaz, dany ludziom od Boga jeszcze w Raju, brzmiał: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad ptactwem podniebnym, nad rybami morskimi i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1,28). A więc z rozkazu Boga człowiek ma nad zwierzętami panować. Ten nakaz jest o tyle istotny, że jest on umieszczony w ustach Boga nie w czasie tworzenia się Prawa Izraelitów, lecz o wiele wcześniej – w czasach Raju, a więc w okresie nieustającej szczęśliwości. Szczęście widziane oczami natchnionych autorów polegało na płodności, rozmnażaniu się i panowaniu nad danym nam od Boga światem. Jest to rzecz, której sam Jezus nigdy nie zanegował – wręcz wzmocnił ją w swoim nauczaniu!

Ale po kolei. Kiedy człowiek odszedł z Raju za grzech, dostał możliwość spożywania zwierząt i nakaz składania ofiar. Nie wolno mu było jednak spożywać mięsa wszelkich zwierząt: „Nieczyste jest dla was każde zwierzę, które ma rozdzielone kopyta, ale nie ma racic i nie przeżuwa; kto się go dotknie, będzie nieczysty. Wszystkie zwierzęta czworonożne, które stąpają na gołych łapach, są dla was nieczyste; kto by dotknął ich padliny, będzie nieczysty do wieczora. A kto by ją niósł, będzie musiał wyprać swoje szaty i będzie nieczysty do wieczora. Spośród płazów pełzających po ziemi będą dla was nieczyste: kret, mysz i wszystkie gatunki jaszczurek, gekon, żółw, salamandra, ślimak i kameleon” (Kpł 11,26-30). Te zwierzęta więc, z nieznanych mi bliżej przyczyn, były przez Izraelitów (w przekazie natchnionym przez Boga) uznane za nieczyste i zakazano ich spożywania. Sytuacja jednak odmieniła się w momencie, gdy przyszedł na Ziemię sam Jezus. I nie było tak, że Jezus stwierdził, jakoby wszystkie zwierzęta były naszymi mniejszymi braćmi, nie wypada więc ich zabijać i jeść. Zrobił odwrotnie: ukazał, że nieczystość nie pochodzi z tego, co się je, lecz z wnętrza człowieka: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka, i zostaje wydalone na zewnątrz. Tak uznał wszystkie potrawy za czyste. I mówił dalej: Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym” (Mk 7,18-23). To jednak jeszcze nie wszystko. Mamy bowiem w Biblii również przekaz, w którym Jezus daje osobisty wyraźny nakaz, by zabijać i jeść. Jest to przekaz pochodzący od Piotra, któremu Jezus zmartwychwstały objawił się w wizji: „wszedł Piotr na dach, aby się pomodlić. Była mniej więcej szósta godzina. Poczuł głód i chciał [coś] zjeść. Kiedy przygotowywano mu posiłek, wpadł w zachwycenie: Widzi niebo otwarte i jakiś spuszczający się przedmiot, podobny do wielkiego płótna czterema końcami opadającego ku ziemi. Były w nim wszelkie zwierzęta czworonożne, płazy naziemne i ptaki podniebne. Zabijaj, Piotrze, i jedz! – odezwał się do niego głos. O nie, Panie! Bo nigdy nie jadłem nic skażonego i nieczystego – odpowiedział Piotr. A głos znowu po raz drugi do niego: Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił. Powtórzyło się to trzy razy i natychmiast wzięty został ten przedmiot do nieba” (Dz 10,9-16).

Wynika więc z tego oczywista rzecz: My, katolicy, wierzymy, że Bóg dał nam władzę nad światem i nad zwierzętami. To my mamy decydować o tym, do czego i w jaki sposób zwierzęta te wykorzystamy. Co więcej, mimo wcześniejszego żydowskiego zakazu spożywania mięsa niektórych zwierząt sam Jezus nakazał ludziom zabijać i jeść wszystkie zwierzęta, nie ma już bowiem zwierząt nieczystych. Co ze sposobem traktowania zwierząt? Z Biblii nijak nie wynika, że należy je traktować w sposób humanitarny (a więc ludzki). Co oczywiście nie oznacza, że ktokolwiek nakazuje nam czy pozwala znęcać się nad zwierzętami, zadawać im niepotrzebny ból, itp. Musimy jednak zwrócić uwagę na fakt, że zwierzęta, które mamy zjeść, często będą czuły ból w momencie zadawania im śmierci – albo w momencie uprzedniego ogłuszania ich. Naprawdę nie widzę sensu w zakazywaniu uboju rytualnego, bo pociąga za sobą cierpienie zwierząt. Równie dobrze należałoby zakazać ucinania głów kurczakom przez gospodynie na wsi, albo szlachtowania prosiaków przez indywidualnych gospodarzy. To my jesteśmy panami zwierząt i musimy pogodzić się z tym, że czasem zdarzy nam się sprawić któremuś ból, zanim je zjemy. Oczywiście Jezus swoją ofiarą doskonałą zniósł obowiązek składania ofiar ze zwierząt, więc cały proces uboju rytualnego pozbawiony jest większego sensu. Żydzi jednak tego nie wiedzą, chyba nie są w stanie tego zrozumieć, a kraj, który mieni się respektującym prawa mniejszości religijnych powinien respektować prawo tych mniejszości do uskuteczniania kultu. Co się zaś tyczy Szymona Hołowni – jego postanowienie o niespożywaniu mięsa wydaje się pozbawione sensu z perspektywy nauki wiary, do której przynależy. Bez względu na to, jak ludzie traktują zwierzęta (a jak właściwie je traktują?) chrześcijanie dostali wyraźny rozkaz od samego Jezusa, by nie krępować się, lecz zabijać i jeść wszelkie zwierzę. Nie ma nic okropnego w jedzeniu psów (na Tajwanie), koni (we Włoszech), ślimaków (we Francji) czy świnek i kaczek (w Polsce) w świetle nauki katolickiej. Przechodzenie na wegetarianizm z szacunku do zwierząt jest niezgodne ze słowami Zbawiciela.

A jak się to ma do trzeciej kwestii, do kwestii zbawienia zwierząt? Oczywiście działania Tomasza Jaeschke i komentarz Darii Sz. wpisują się w ten sam sposób myślenia, który uprawiają posłowie zakazujący uboju rytualnego czy Szymon Hołownia rezygnujący z jedzenia mięsa, tylko idą o kilka kroków dalej. Zgodnie z nauką katolicką, powstałą rzecz jasna później niż Biblia, lecz na niej opartą, zwierzęta nie posiadają podobnej człowiekowi duszy rozumnej. Sprawę ich zbawienia można w tej perspektywie jednak rozumieć dwojako: albo giną całe w momencie śmierci, gdyż nie mają duszy, która może przeżyć po śmierci (tylko ludzka dusza byłaby tu nieśmiertelna i zdolna do zbawienia), albo, skoro nie grzeszą, są zbawione „z automatu”, idą do Nieba i dołączają do całości stworzenia, które kiedyś spotka się w Bogu. Którakolwiek z opcji byłaby prawdziwa, żadna nie pociąga za sobą konieczności jakiejkolwiek ewangelizacji zwierząt, jakiegokolwiek udzielania im chrztu. Zwierzęta nie grzeszą, nie mają też grzechu pierworodnego i jeśli Bóg chce je przygarniać do siebie, robi to bez sakramentów. Człowiekowi potrzebna jest Ewangelia i sakramenty, bo to człowiek podjął decyzję o odejściu od Boga i potrzebuje odnaleźć drogę powrotną. Jeśli mamy nadzieję, że spotkamy nasze zwierzęta w Niebie, wiedzmy, że nie potrzebują one do tego żadnych animalpastorów.

Podsumowując: człowiek ma władzę nad zwierzętami, czyni je sobie poddanymi; człowiek ma prawo jeść każde zwierzę, bez względu na jego czystość/nieczystość i kulturalne naleciałości; człowiek ma prawo wierzyć w to, że zwierzę, jako część Bożego stworzenia, znajdzie swoje końcowe miejsce w Bogu właśnie, nie ma jednak twardych podstaw tej wiary, może mieć jedynie nadzieję. Nadzieja to mało, ale i bardzo wiele.

I ja, summa summarum, przykładam swą rękę do tej nadziei, kierując się w dalszym ciągu słowami Izajasza: “I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej. Upodoba sobie w bojaźni Pańskiej. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze” (Iz 11, 1-9).

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 14 Komentarzy

Wielka księga pytań i odpowiedzi

Każda strona od czasu do czasu jest przez kogoś odnaleziona za pomocą wyszukiwarki internetowej. WordPress ma to piękne narzędzie, które prowadzi z tych odwiedzin statystyki. Dzięki temu mogę zobaczyć, co najbardziej interesuje ludzi, którzy odnajdują mój blog. Mogę też czasem udzielić odpowiedzi na najczęściej zadawane przez Was pytania, które czasem nie mają najlepszych odpowiedzi w innych notkach. Oto najczęściej zadawane pytania i moja próba odpowiedzi na nie (z oczywistych względów pomijam wyniki wyszukiwania, dzięki którym ludzie znajdywali mój blog, właśnie go szukając. Najczęściej wpisywaną frazą dzięki której do mnie trafiano jest „studencki blog teologiczny”. Owszem, to tutaj :):

(Jakie są) warunki bycia chrzestnym?

Na ten temat napisałem kiedyś notkę i jest ona najpopularniejszą notką na blogu. Jednak aby najzwięźlej wyjaśnić problem, krótko jeszcze raz odpowiem. Otóż aby być chrzestnym, trzeba być katolikiem bierzmowanym, po przyjęciu Komunii Świętej. Tenże katolik musi również żyć po katolicku, a jego życie musi być zgodne z funkcją, którą ma pełnić. Co za tym idzie rodzic chrzestny musi być człowiekiem żyjącym zgodnie z zasadami Kościoła Katolickiego i jego poglądy również muszą być zbieżne z poglądami Kościoła (to oczywiście oznacza zgodę w m.in. takich sprawach, jak in-vitro, aborcja, związki homoseksualne czy antykoncepcja). Rodzic chrzestny musi mieć też ukończone 16 lat, choć w innym wypadku może otrzymać dyspensę i też zostać chrzestnym. Chrzestnym nie może być rodzic biologiczny chrzczonej osoby.

(Jakie są) obowiązki chrzestnego? Obowiązki chrzestnej?

Do obowiązków chrzestnego nie należy kupowanie drogich prezentów, finansowanie chrześniakowi studiów, zajmowanie się nim pod nieobecność rodziców itp. Oczywiście niektórzy tego oczekują, ale jeśli wiemy że ktoś, kto nas prosi o bycie chrzestnym ma takie oczekiwania, nie mamy obowiązku się zgadzać. Obowiązkiem chrzestnego jest natomiast przekazywanie wiary i dawanie świadectwa katolickiego życia swojemu chrześniakowi. Chrzestny ma takie obowiązki tym bardziej wówczas, gdy rodzice chrzczonego nie są wierzący lub praktykujący i nie zapewnią swojemu dziecku wychowania katolickiego. Pamiętajmy: rodzice nie muszą być ortodoksyjnymi katolikami. Chrzestni – owszem. Osobiście uważam również, że chrzestny powinien pamiętać o urodzinach, imieninach i dniach dziecka. Nie musi jednak kupować prezentów, wystarczy że zadzwoni.

Czy ateista może być chrzestnym?

Nie, z oczywistych względów ateista nie może być chrzestnym. W jaki sposób ateista miałby dbać o moje katolickie wychowanie i dawać mi przykład katolickiego życia? Jasna sprawa – wielu ateistów dostanie zaświadczenie od wielu księży i zostanie chrzestnym, choć absolutnie nie powinni. Nie odpowiadam jednak za sumienie ani tych ateistów, ani tych księży. Oni natomiast odpowiadają za sumienie tego chrzczonego, który zyskuje w rzeczywistości antychrzestnego. Który może kupi mu laptopa na Pierwszą Komunię…

34 osoby odnalazły mnie również wpisując: świadek chrztu ateista. Otóż Kodeks Prawa Kanonicznego ma zapis: „Ochrzczony, należący do niekatolickiej wspólnoty kościelnej, może być dopuszczony tylko razem z chrzestnym katolikiem i to jedynie jako świadek chrztu.” Świadkiem chrztu może być więc niekatolik, a więc np. protestant czy prawosławny, ale nie ateista. Nie i kropka. Tak właściwie to dlaczego aż tak bardzo nam zależy, żeby świadkiem całkowicie kościelnej (a więc i Bożej) uroczystości był ktoś niewierzący?

Czy ksiądz może być ojcem chrzestnym?

Tak, może. Chrzestnym nie może być tylko rodzic dziecka. Może nim być więc zarówno przyjaciel, znajomy, kolega ze wspólnoty, dziadek czy babcia chrzczonego, starszy brat lub siostra, albo ksiądz. Ksiądz nie ma zakazu bycia chrzestnym. Nie jestem pewien, czy nie powinien zapytać biskupa o zgodę. Ale mam znajomych księży, którzy mają chrześniaków.

Czy psy idą do nieba? Czy zwierzęta będą zbawione?

Ogólnie rzecz biorąc: nie wiadomo. W zasadzie są dwie różne szkoły. Jedni mówią, że ponieważ zwierzęta mają duszę nierozumną, to jest ona śmiertelna i w związku z tym zwierząt nie czeka zmartwychwstanie. Że nie należy kochać zwierząt tak, jak ludzi i oczekiwać spotkania z nimi. Inni twierdzą, że skoro zwierzęta są nierozumne, nie mogą popełnić grzechu i przez to są zbawione z zasady. Jako argument podają też to, że w Raju żyły zwierzęta, były też u Izajasza w zapowiedzi wiecznej radości. Ja pokusiłbym się o stwierdzenie, że rzeczywiście zwierząt nie należy obdarzać tą samą miłością, co ludzi, ale nikt nie zabrania nam mieć nadziei, że swojego pupila spotkamy kiedyś w Królestwie Niebieskim.

Ile trwa czyściec?

Znów: nie wiadomo. Dogmat o czyśćcu opiera się przede wszystkim na fragmencie jednego z listów św. Pawła, w którym ten stwierdza, że niektórzy ludzie będą zbawieni, ale tak jakby przez ogień. Tenże ogień ma właśnie wypalić w ludziach to, co złe, aby byli godni Królestwa Bożego. Co do trwania czyśćca są jednak różne teorie. Popularna jest ta, która mówi: im więcej nagrzeszyłeś, tym dłużej posiedzisz. Ale ostatnio coraz częściej słyszy się, że przecież dla Boga nie ma czasu. Bóg stworzył czas, ale Jemu samemu on nie był potrzebny. Dlatego dusza nie czeka na zmartwychwstanie, lecz, skoro człowiek jest jednością duszy i ciała, od razu zmartwychwstaje. Przy tym myśleniu pojawia się domniemanie, że czyściec nie trwa. Że ten stan oczyszczenia jest mniej-więcej równy czemuś, co możemy rozumieć jako przejście przez ogień. Tak, to może boleć. Ale nie martwcie się, prawdopodobnie za długo nie poboli.

Czy można mieszkać razem przed ślubem? Czy można przyjmować komunię?

To i inne podobne pytania pojawiają się ostatnio dość często – jest to spowodowane opublikowaniem dość kontrowersyjnej notki w tym temacie, do której trafia cała rzesza ludzi. Odpowiem więc krótko: nie wiem. Wiele osób twierdzi, że nie. Ze względu na pokusę współżycia i zgorszenie drugiego nie powinno się w ogóle mieszkać razem przed ślubem. Jednak od kilku lat się nad tym zastanawiam i żadnego oficjalnego dokumentu Kościoła o tym mówiącego znaleźć nie mogę. Owszem, wypowiedzi proboszczów czy nawet biskupów – ale nic płynącego z Watykanu. Co nie znaczy, że taki dokument nie istnieje. Dopóki jednak go nie znam, od siebie powiem: to zależy od ludzkiego sumienia. Jeśli ktoś nie czuje się z tym źle, a do tego nie ma nieopanowanych pokus (bo oczywiście współżycie pozamałżeńskie jest niedopuszczalne) i dąży bezpośrednio do małżeństwa, a nie na przykład sprawdza się jak to będzie, to myślę, że może się zdecydować na mieszkanie razem przed ślubem. Przy oczywistej rezygnacji w przypadku, gdy któryś z tych warunków okaże się niespełniony. Należy się przy tym liczyć z faktem, że mimo życia w czystości można nie otrzymać rozgrzeszenia w czasie spowiedzi. Wówczas już z pewnością, po nieotrzymaniu rozgrzeszenia, nie można przystępować do komunii. Ja jednak osobiście odradzam wspólne zamieszkiwanie przed ślubem. Skoro i tak dążycie do małżeństwa, to pozwólcie sobie poczekać. Gdy apetyt wzrośnie, to i słodycz spożywania będzie większa!

Udzieliłem odpowiedzi tylko na kilka pytań. Tych najczęściej zadawanych, albo najciekawszych. Ale może chcecie znać odpowiedzi na inne pytania? Nic nie stoi na przeszkodzie, byście pytali, np. w komentarzach. Zapraszam!

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 12 Komentarzy

Wszystkie psy idą do nieba

Taki tytuł nosi jeden z moich ulubionych filmów z dzieciństwa. Taki smutny i ponury, o psiej mafii i psiej biedocie, a także o psiej śmierci – czyli taki prawdziwy film o ludzkim życiu włożonym w psie ramy. Tytuł, sugerujący, że wszystkie psy idą do nieba opierał się prawdopodobnie na teorii, że skoro zwierzęta nie mają duszy rozumnej, nie mogą też grzeszyć – a więc są zbawione bez wyjątków. Oczywiście w tym filmie zwierzęta zostały upersonifikowane – a więc i grzeszyły – ale uniwersalizm zbawienia obejmował je jak bezrozumne zwierzęta (co było momentami konfliktowe, zwłaszcza dla pewnej różowej psiej anielicy, która musiała ich wszystkich w niebie przyjmować).

Obawiam się, że twierdzenie zawarte w tytule jest nieteologiczne i chyba nie do końca zgodne z nauką Kościoła…

I love my dog as much as I love you
But you may fade, my dog will always come through.

All he asks from me is the food to give him strength
All he ever needs is love and that he knows he’ll get

So, I love my dog as much as I love you
But you may fade, my dog will always come through.

All the pay I need comes shining through his eyes
I don’t need no cold water to make me realize that

I love my dog as much as I love you
But you may fade, my dog will always come through.

Cat Stevens

Zdechł mi pies.

Miał 11 lat. Dostaliśmy go z rodzeństwem kiedy byłem w piątej klasie – zdaje się, że wkrótce po wycieczce do Londynu. Wtedy był jeszcze szczeniakiem, świeżo po urodzeniu. Rodzice nagrali na kamerę to, jak się nim zachwycaliśmy i jak składaliśmy uroczystą przysięgę, że będziemy się nim zawsze opiekować. Nie zawsze szło nam świetnie wypełnianie tej przysięgi, ale staraliśmy się :). Mama w ogóle zawsze była przeciwna posiadaniu psa – w ostateczności pokochała go chyba najbardziej z nas wszystkich.

Umiał podawać łapę. Umiał się też położyć. Wytresowaliśmy go tak, że jak tylko zwęszył, że ktoś coś je, to od razu łapę podawał, nawet nieproszony, a jak mu się kazano kłaść, to już był tak podniecony tym kawałkiem mięska czy ciasteczka, które miał dostać, że leżał zaledwie pół sekundy, by zaraz rzucić się na smakołyk.

Kilka razy naszczekał na małe dziecko. Raz ugryzł babcię. Oj, ale mu się potem dostało! Sądzę, że ugryzł w afekcie, bo babcia zaatakowała go niespodziewanie, gdy zobaczyła, że się kąpie w kałuży. A jak dostał burę, to już nigdy nie działał w afekcie :). W rzeczywistości to był chyba najgorzej wytresowany i najmniej groźny pies, o jakim słyszałem…

Kiedy cała nasza trójka wyjechała na studia, rodzice musieli przejąć po nas psie obowiązki. Wychodzenie na spacery głównie, bo karmili go już wcześniej sami. Kiedy wracaliśmy na weekend, radość psiaka, w uczuciowym tego słowa znaczeniu, była ogromna. Wariował, skakał, szczekał, merdał ogonem. Lubił chyba nawet naszego (tj. mojego i żony) królika, ale królik chyba nie lubił jego, więc przywieźliśmy go tylko raz. Oczywiście królik wciąż żyje.

Ostatnio pies zachorował. Zapalenie płuc podobno. Dostał antybiotyki, ale bardzo osłabł. Nie jadł, nie pił. Kilka dni temu udało się sprawić, że coś tam zjadł. Rodzeństwo pojechało wczoraj do rodziców, żeby pomóc im w opiece nad chorowitkiem. Podobno siły wracały powoli, ale wczoraj zaczął wszystko zwracać – i pojawiły się kłopoty z oddychaniem. Dziś po 19 zdechł. Pochowali go w lasku, za cmentarzem. Tylko mnie nie było przy nim w jego ostatnich chwilach. Musiałem być w Warszawie i pracować. Miałem nadzieję, że go jeszcze zastanę przed Wielkanocą. Niestety, nie doczekał…

Niektórzy ludzie dużo mocniej przeżywają śmierć ukochanego zwierzęcia, niż ukochanej osoby. Wydaje mi się, że ja jestem wśród tych ludzi.

Nie do końca wiem dlaczego. Jedni mówią – bo pies ci nie powie, że coś go boli i może zdychać, a ty się nawet nie zorientujesz. Ja myślę, że może chodzić o duszę. Człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, ma duszę rozumną i udział w życiu Bożym. Ma więc zbawienie, które przyniósł mu Chrystus, ma więc życie wieczne. Zwierzęta zaś nie mają duszy rozumnej, prawdopodobnie nie mają również duszy nieśmiertelnej, więc prawdziwie umierają podczas śmierci. To mnie chyba właśnie najbardziej boli – że wcale nieprawda, jakoby wszystkie psy szły do nieba.

Z drugiej jednak strony wszelkie stworzenie chyli się ku temu, by oddawać Panu cześć swym istnieniem. Pisarz natchniony opisał w Księdze Rodzaju Raj jako miejsce pełne zwierząt. I tak, ja wiem, bo mi ksiądz od dogmatycznej mówił, że nie wolno nam mitologizować przy interpretacji Biblii. Że nie wolno nam twierdzić, jakoby świat powstał w 6 dni i tak samo nie wolno nam twierdzić, że w Raju nie było agresji wśród zwierząt, a lew jadł trawę wraz z barankiem. Ale przecież i św. Franciszek nazywał zwierzęta swoimi braćmi mniejszymi. Czy jestem jedyny na świecie, który ma nadzieję na taki, mitologiczny, Raj?

„I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej. Upodoba sobie w bojaźni Pańskiej. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze.” (Iz 11, 1-9)

Może to tylko mit, poemat, przenośnia, może… Może nie jestem jedynym, mój drogi piesku, który ma małą nadzieję, że jednak nie?

„I love my dog as much as I love you
But you may fade, my dog will always come through.”

Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 67 Komentarzy