Posts Tagged With: Pogrzeb

Dziecko śmierci

Mój bliski opowiedział mi pewnego razu swoją historię. Jego rodzice chcieli mieć tylko jedno dziecko. Kiedy więc urodził się ich syn, postanowili zaniechać dalszych starań o potomka. Tym synem nie był mój bliski. Można więc przypuszczać, że on nigdy by nie zaistniał, nigdy by się nie urodził, gdyż – zgodnie z planem – rodzice mieli już to jedyne dziecko. Syn jednak zmarł. Po odbyciu żałoby rodzice zdecydowali się zatem, że – skoro chcą mieć jedno dziecko – postarają się o kolejne. Wtedy urodził się mój znajomy. To właśnie on, wiele lat później, opowiedział mi o zjawisku, które nazwał „dzieckiem śmierci”. On sam tak siebie nazwał. Gdyby nie umarł jego brat, którego nie miał nawet szansy poznać, jego nigdy by nie było.

Potem zacząłem zastanawiać się nad zjawiskiem dziecka śmierci. Doszedłem do wniosku, że każdy człowiek na ziemi jest z pewnością dzieckiem śmierci, bo każdy człowiek istnieje dzięki temu, że ktoś przed nim, w odpowiednich okolicznościach, umarł. Niekoniecznie musiała to być tak prostolinijna historia, jak u mojego znajomego. Nie musiało być tak, że zmarło czyjeś starsze rodzeństwo, które miało być jedynym dzieckiem. Ale jeśli cofniemy się myślami w czasie wystarczająco daleko, napotkamy z pewnością na śmierć, która doprowadziła do naszego życia. Ktoś musi umrzeć, by ktoś mógł się urodzić.

dzieckoZnam historię życia człowieka niezwykle bliską mojemu sercu. Żyła sobie piękna, młoda kobieta, która pokochała młodego mężczyznę. Byli ze sobą szczęśliwi i planowali wspólne życie. Planowali ślub i rodzinę, planowali dzieci. Niestety okazało się, że narzeczony dziewczyny jest ciężko chory, że umiera. To będzie historia z happy endem, nawet mimo tego, że ten mężczyzna w końcu umrze. Może się to wydawać ironiczne, ale naprawdę wielu ludziom później przyniesie szczęście. Mężczyzna chorował i umarł. Został pożegnany, a po pewnym czasie kobieta pokochała innego mężczyznę. Z tym mężczyzną wzięła ślub i w ich małżeństwie pojawiło się dziecko. Tym dzieckiem był ów człowiek, o którym wspomniałem na początku. Urodził się w szczęśliwej rodzinie, a data jego urodzin była kolejną rocznicą pogrzebu pierwszego narzeczonego jego matki…

W środę byliśmy na mszy w Zagościńcu. Zagościniec jest małą miejscowością, która znajduje się blisko miejsca mojej pracy i w której mamy nadzieję pewnego dnia zamieszkać. Nasze zamieszkiwanie w Zagościńcu zaczęło się nietypowo – od śmierci naszego Trzeciego Maluszka. Szukając miejsca na pochówek wybraliśmy sobie właśnie Zagościniec z myślą, że gdy kiedyś tam zamieszkamy, nasz grób będzie w pobliżu. Byliśmy na mszy, którą wcześniej zamówiliśmy w intencji zbawienia naszego Maleństwa. Termin ten pokrywał się zaś mniej-więcej z datą przewidywanego rozwiązania, które planowane było na koniec lutego. Gdybyśmy zatem nie stracili dzieciątka, to nasze Trzecie byłoby już z nami, na wierzchu, lub właśnie by się rodziło. Dziwnie się o tym pisze w 5 miesięcy od jego śmierci, kiedy tak naprawdę w ogóle nie czuje się już, że można by musieć opiekować się noworodkiem.

JezusdzieciJesteśmy w trzecim miesiącu ciąży. Nasze Czwarte w tej chwili jest zdrowe, rozkokoszone i bezpieczne. Kiedy pytają mnie o to, jak się miewa, odpowiadam w stylu typowym dla mnie, że jeszcze żyje. Ale żyje i podobno miewa się dobrze. Gdyby nasze Trzecie Maleństwo nie umarło, dziś rodziłoby się, a Czwartego nie mielibyśmy nawet w planach. No, może bardzo odległych. Kiedy jednak okazało się, że straciliśmy jednego z dzieciaczków, postaraliśmy się z Bożą pomocą o kolejnego, gdy tylko lekarze zajmujący się nami wskazali, że już jest dobry moment, by się starać. Nasze Czwarte Dzieciątko, to które teraz się rozwija w swoim życiu płodowym, nigdy by nie zaistniało, gdyby nie umarło jego starsze rodzeństwo. Ono istnieje tylko dlatego, że jego brat lub siostra opuścił nas przedwcześnie. Każde kolejne z naszych dzieci będzie już inne niż byłoby każde kolejne z naszych dzieci, gdyby Trzecie nie umarło. Ale to jedno, Czwarte, zawsze będzie inne w wyjątkowy, bardzo bezpośredni sposób. Ono jest bardzo bezpośrednio dzieckiem śmierci.

Proszę Was serdecznie o modlitwę w intencji naszego Czwartego Maluszka, aby bezpiecznie przeszedł przez ciążę i zdrowo wyszedł na zewnątrz w odpowiednim momencie. Oraz w intencji Trzeciego, aby miał możliwość cieszyć się wiecznym szczęściem w Niebie, skoro Pan postanowił powołać go tak wcześnie.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Figura Dziecka Utraconego, pobrana ze strony http://wiara.wm.pl/126599,Dzien-Dziecka-Utraconego.html
2. Wizerunek Jezusa i Dzieci, pobrany ze strony http://anulka77.wordpress.com/2012/08/03/dzieci-i-pan-jezus/

Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Pożegnanie dziecka nienarodzonego

Minęły już dwa miesiące odkąd dowiedzieliśmy się o tym, że nasze trzecie Maleństwo nie żyje. Sądzę, że póki sprawa jest jeszcze dość świeża, ale już nie tak bolesna, warto napisać kilka słów o sytuacji ojca w radzeniu sobie z tak przykrym zdarzeniem.

Jestem mężczyzną, ojcem, a co za tym idzie – nie ulega to wątpliwości – dziecko w łonie matki jest dla mnie większą abstrakcją, niż to poza jej łonem, jak i większą abstrakcją niż dla matki tego dziecka. To kobieta nosi w swoim łonie maleństwo, czuje je, jak wpływa na jej organizm, na jej codzienność, wreszcie czuje jego ruchy. Ale nie jest prawdą, że świadomy i kochający mężczyzna nie ufa swemu ojcostwu do momentu porodu. I ja od samego początku kochałem każde z moich dzieci, i ja troszczyłem się i rozmawiałem z tymi, których nie widziałem. Podobnie było z Trzecim, które towarzyszyło nam od momentu poczęcia – nie tylko mojej Żonie, ale nam, razem, a także naszym pozostałym dzieciom. I Synek modlił się za Maleństwo przy codziennej modlitwie, i całował brzuch mamy na dobranoc. Podobnie troszczył się kiedy w brzuchu była Córka i dlatego nie było dla niego niespodzianką, kiedy wreszcie się urodziła. Ja o naszym Trzecim wspomniałem tu, na blogu, kiedy jechaliśmy z Żoną do Paryża. To było nasze jedyne dziecko, które nam w tej podróży towarzyszyło.

Kilka miesięcy później dowiedzieliśmy się, że zmarło. Trzeba było wszystkim powiedzieć; wszystkim tym, którzy już wiedzieli o jego istnieniu. Trzeba było załatwić sprawy medyczne. Trzeba było zagospodarować dzieci na ten czas (tu dziękuję szczególnie mojej dalszej rodzinie, w tym mojemu Bratu i jego Żonie). Trzeba było oczywiście również zająć się sprawami pogrzebu. To zadanie spłynęło więc na mnie.

żałobaRodzice dziecka poronionego mają prawo do normalnego pogrzebu. Aby go jednak dokonać, należy załatwić rejestrację narodzin i zgonu w urzędzie. W tym przypadku sytuacja jest bardzo skomplikowana, ponieważ urząd nie zadowala się nazwą „płód” w swoich zapiskach. Potrzebuje mieć płeć i imiona dziecka. Jeśli płci nie da się określić, urząd w Warszawie (nie wiem jak jest w innych miejscach) życzy sobie określenia płci na drodze badań genetycznych. Na szczęście szpital idzie rodzicom na rękę i nie każe płacić za drogie badania, lecz pozostawia ciało dziecka u siebie przez czas, jaki byłby potrzebny na przeprowadzenie badań, a następnie wpisuje płeć domniemaną przez rodziców. Jest to ciekawy sposób walki z biurokracją (o którym wiedzą nawet pracownicy urzędu), który niestety znacząco opóźnia sprawy pogrzebowe. Kiedy płeć jest już zadeklarowana, w urzędzie trzeba zapisać imiona dziecka. Byłem tam, załatwiałem sprawy i imienia nadawać nie chciałem. Stwierdziłem bowiem, że Maleństwo jest nieochrzczone, a w tradycji chrześcijańskiej imię nadaje się w momencie chrztu. Wiedzieliśmy wprawdzie jak chcieliśmy, żeby Maluszek miał na imię, ale oficjalnie nie używaliśmy tego imienia i stwierdziłem, że jego imię zna Bóg. W urzędzie nie miałem jednak wyjścia, musiałem imię nadać, albo zdecydować, by zostało nadane losowo przez urząd. Zapisałem więc imiona, które nasze Trzecie dzieciątko miałoby, gdyby się urodziło i gdyby było tej płci, którą zadeklarowaliśmy. Zorientowaliśmy się jednak ostatnio, że mimo imion w dokumentach my nadal mówimy o naszym dzieciątku Maleństwo lub Maluszek. Mimo że w kwestii nadawania imion mieliśmy odmienne zdania.

Pozostaje jeszcze kwestia pogrzebu. Na początku byliśmy pewni, że chcemy pochować naszego Maluszka sami. Kiedy jednak dowiedziałem się jak mają się sprawy w stolicy, zwątpiłem. Wykup jednego miejsca na cmentarzu to około 3000 złotych. Oczywiście, nie chciałbym być skąpcem jeśli chodzi o sprawy moich dzieci, ale na taki wydatek nie byłem przygotowany. Pojawił się pomysł pogrzebu we wspólnej mogile na terenie dziadków, ale nie widzieliśmy siebie jeżdżących tam po to, by odwiedzić grób naszego Maluszka. Jest jeszcze opcja zostawienia ciała w szpitalu, gdzie zostanie pochowane wraz z innymi utraconymi dziećmi we wspólnej mogile. Rozważaliśmy także tę opcję, choć było nam trudno pogodzić się z takim bezosobowym traktowaniem naszego dziecka. Ale potem pomyśleliśmy, że w sumie zamierzamy się wkrótce przeprowadzić na wieś. Rozpoczynanie zaś życia na wsi poprzez stawianie tam grobu nie jest zaś może zbyt konwencjonalne, ale dobre jak każde inne. Widzę w tym interwencję Bożą, ponieważ pojawiły się wokół nas osoby, które poświęciły swój czas i wysiłek, by pomóc nam rozwiązać nasz problem. Mój znajomy z pracy, zamieszkujący właśnie w tamtej parafii na wsi, postanowił porozmawiać z księdzem na nasz temat. Okazało się, że proboszcz na wsi może udostępnić miejsce na cmentarzu zupełnie za darmo – oczywiście zwróciwszy uwagę na nasz trudny stan. Grabarz pracował po kosztach, zakład pogrzebowy też wziął mniejszą stawkę i tak udało nam się zamknąć w naprawdę niewielkiej sumie. Dziękuję w tym miejscu wszystkim osobom, które zaangażowały się w pomoc nam. Należy również oddać chwałę Bogu, który, jestem o tym przekonany, w zdecydowany sposób tu interweniował.

A do pogrzebu przysługuje rodzicom zmarłych dzieci zasiłek pogrzebowy; ja jeszcze go nie odebrałem, ale myślę, że warto o nim przypomnieć wszystkim rodzicom borykającym się ze śmiercią dziecka. Oznacza to, że jeśli pomyśli się odpowiednio, zwróci do odpowiednich ludzi i do Bożej opatrzności, nie trzeba się martwić kosztami pochówku swojego zmarłego dziecka. Nie w tym rzecz, by pieniądze były jakimś ogromnym problemem. Ale dużo łatwiej – każdemu, jak sądzę – jest przeżywać śmierć kogoś bliskiego, a zwłaszcza własnego dziecka, gdy nie trzeba przy okazji martwić się finansami.

Pogrzeb odbył się z opóźnieniem, spowodowanym właśnie kwestiami urzędowymi. Pojechaliśmy na wieś wraz z naszymi dziećmi, które przeżyły śmierć braciszka albo siostrzyczki na swój sposób. Mogliśmy zakończyć nasze sprawy, przeżyć naszą żałobę. Dziś mam nadzieję, że Pan Bóg lituje się nad dziećmi nienarodzonymi, które nie miały chrztu. Że nie karze dzieci za grzech pierworodny, na którego zaistnienie i trwanie w nich nie miały wpływu. I mam nadzieję, że wkrótce spotkamy się w niebie z naszym Maluszkiem. I wtedy poznamy jak naprawdę ma na imię.

Przy okazji pomyślałem sobie, że wszyscy w jakiś sposób możemy nazywać się dziećmi śmierci. Ja istnieję, bo ktoś przede mną umarł, torując tym samym drogę do mojego zaistnienia. Każdy z nas ma za sobą przynajmniej jedną taką śmierć, a prawdopodobnie znacznie więcej. Teraz czas nam myśleć o następnym dzieciaczku. I zdajemy sobie sprawę, że żadne z naszych kolejnych dzieci nie byłoby tym, kim będzie, gdyby jedno z ich rodzeństwa wcześniej nie umarło.

Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 8 Komentarzy