Posts Tagged With: Polonistyka

Here I go again on my own…

I znów trochę mylący tytuł. „On my own” nie znaczy bowiem w tym wypadku tego, że jestem sam, nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi, niech mnie ktoś przytuli. Nie, wręcz przeciwnie. Są przyjaciele (głównie Qrczaki, ale można naliczyć kilkoro innych, niezrzeszonych), jest wspaniała dziewczyna (także Qrczak), jest rodzina i nawet pies jest. „On my own” w tym wypadku oznacza raczej coś takiego, że oto wróciłem do punktu wyjścia i muszę zacząć wszystko, lub prawie wszystko, od początku. Rzgów pożegnałem i sądzę, że już na zawsze. Po ostatnim tygodniu spędzonym tam z moją Panią spakowałem manatki i wywiozłem cały nagromadzony przez rok sprzęt nowym Volkswagenem (moich rodziców) do Skarżyska. Trzeba przyznać, że trochę było nam ciasno z Moniką na tylnym siedzeniu, bo ponad połowę owego zajmowały bagaże (te które się nie upchnęły w bagażniku), a Tata i tak był zadowolony, że udało się wszystko zmieścić. No ale właśnie tak pożegnałem Rzgów.

Wraz ze Rzgowem pożegnałem McDonalda. Jeju, nie wiecie (może niektórzy wiedzą…) jaka to ulga, zakończyć pół roku ciężkiej pracy do której zmusiła cię sytuacja życiowa bardziej niż własny wybór. Ja mam dopiero 21 lat i w dalszym ciągu pragnę zostać umysłowcem. Naukowcem – to możliwe. Ale nie lepiarzem hamburgerów. Trochę było szkoda rozstawać się ze znajomymi, trzeba bowiem stwierdzić, że ekipa doborowa, ale nie ma róży bez kolców, jak to mówią. Żadnych pieniędzy nie udało mi się zaoszczędzić, choć jeszcze przede mną pensja za czerwiec więc kto wie, może przetrwa do końca wakacji. Mama się denerwuje bo zachciewa mi się własnego peceta (choćby po to, by móc pisać tego bloga częściej niż raz w miesiącu) ale nie mam własnych oszczędności. A może ktoś mi powie jak można oszczędzić coś z 500 złotych pensji miesięcznie?

Ale najciekawszy wybór to porzucenie polonistyki. Cóż, trzeba przyznać, że już od połowy tego roku akademickiego twierdziłem, że studia zaoczne to coś absolutnie nie dla mnie, ale skoro już zapłaciliśmy te 3600 złotych za rok, to Mama poprosiła bym się postarał go zaliczyć. No i się postarałem… No dobrze. Może się nie starałem. Ot, ironia. Gościu któremu najmniej zależało, bo i tak rezygnuje, zaliczył wszystkie egzaminy. Na tróję bo na tróję, ale bezsprzecznie zostałem przyjęty na drugi rok. Tym czasem moi przyjaciele Ania i Piotr (ostatnia para z naszej paczki trwająca przy polonistyce) oblała Staropolską, choć kuli. Isn’t that ironic? Wprawdzie papierów jeszcze nie zabrałem (czekam na podbicie indeksu), ale już wiem że polonistyka – adieu!

No i oto znów podążam, całkiem sam. Bez pieniędzy, bez studiów, bez pracy, bez lokalu. Co dalej? Albin ma mieszkanie, ale raczej nie ma na nie co liczyć póki co. Więc trzeba będzie poszukać czegoś nowego w Łodzi. Tak, zostaję w Łodzi, i chyba już wspominałem, że planuję japonistykę. Jeszcze nim trafiłem do Seminarium, już mi świtało w głowie pragnienie zostania japonistą. W Łodzi jest podobno najlepsza prywatna szkoła zajmująca się takimi sprawami. Mają i japonistykę, i skandynawistykę, i iberystykę, i sinologię. Tak więc składam papiery do WSSM. Po raz trzeci na pierwszy rok. „Bo ja bardzo lubię swoją klasę, zwłaszcza gdy jest pierwsza”. Z nadzieją, że to wreszcie uda mi się skończyć. Co do pracy, mam ambicję by pisać do jakiejś gazety, ale to już się trzeba będzie zastanowić później. Póki co – nie mam pomysłów. Mieszkanie, studia, praca… Najlepiej komputer z internetem…

Wakacje! Hura, hura, hura! Nareszcie mam wakacje, po najbardziej powalonym, pomylonym i najcięższym roku mojego życia! Nareszcie mogę się opalać na plaży obok Najpiękniejszej Kobiety Świata (i obok innych Qrczaków, z mym bratem na czele), mogę planować długie wędrówki po Górach Świętokrzyskich, mogę iść na pielgrzymkę do Częstochowy, mogę spać do której mi się tylko podoba! Wakacje! Co zamierzam? No, powiedzmy, że możecie oczekiwać częstszych notek, częstszych odwiedzin u Was, powróci również forum (już nad nim pracuję). Będzie tak jak w poprzednie wakacje, a może nawet lepiej. Ale póki co kończę. Kończę tą jak najmniej obrończo-życiową-i-świętościową notkę i pozdrawiam! A dziś i tak będę siedział do późna przy kompie ;P.

Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 9 Komentarzy

Bóg jest…

„Oj jest” – Odpisał na mojego SMSa Jacek – „I chyba bardzo nas lubi. Właściwie to nas 7 jest”. Bo bez Niego (a bez Niego się nie da) jest nas sześcioro. Sześć osób które praktycznie poznały się jednego dnia. Ja, Ania, Paulina, Albin, Piotrek i Jacek. Początkowa piątka to znajomi z pierwszego dnia pierwszego zjazdu, gdy dowiedziałem się że będę studiował polonistykę zaocznie. Jacka poznali oni dnia następnego, a ja dowiedziałem się o jego istnieniu nieco później. Tak czy inaczej jest nas sześcioro. To zakrawa na cud. Właściwie wydaje mi się, że to jest cud. Zdarza się przecież, że spotkają się dwie osoby i od razu popadną w wielką zażyłość. Nawet niech będą trzy. Ale nie sześć osób jednego dnia. I nie mogę powiedzieć, że to jest przelotna znajomość. Że to kumpelstwo jakich wiele. Gdy spotykamy się wszyscy razem to pytanie które każde z nas zadaje sobie jest: jak to się mogło stać? Czasem pytamy się o to w duchu, czasem jeden drugiego. I nie potrafimy znaleźć dobrej odpowiedzi. Bo na to odpowiedzi się nie znajdzie. Wszyscy boimy się użyć słowa „przyjaciel”, ale w duchu wiemy, że być może nigdy nikogo takiego nie znaliśmy. Niektórzy boją się zaufać do końca, ale w głębi serca wierzymy, że tym osobom możemy zaufać jak nikomu wcześniej. I żadno z nas tego nie rozumie.

1. Paulina.

Paulina to dziewczyna niezwykle radosna, a jednocześnie zawsze poważnie myśląca o życiu. Niby ma lekkiego świra, a jej podejście do świata jest absolutnie niewspółczesne. Mimo wielu wątpliwości i obaw, w tym także oporów w ufaniu ludziom, ma swoje wyrobione stanowisko jeśli chodzi o przyszłość i zasady i nikt nie jest w stanie w niej tego zmienić. Paulina pomogła mi znaleźć mieszkanie i pracę pod Łodzią. Zajęła się tym już pierwszego dnia. Mimo sporych kłopotów cały czas się uśmiecha…

2. Ania

Ania mniej zwariowana niż Paulina nie różni się od niej powagą jeśli chodzi o podejście do życia. Chodzące dobro, chodzący uśmiech, chodząca miłość. Ania z łatwością potrafi zaufać ludziom, choć wie, że może się na tym sparzyć. Z Anią świetnie bawiłem się na fuksówce (wygraliśmy nawet nagrodę w jednym konkursie ;).

3. Albin

Albin wygląda nieco inaczej… Ale do swego wyglądu dopasował również niezwykle oryginalny styl. Nosi się na czarno, zazwyczaj elegancko, czarny płaszcz, czarny parasol, czarny kapelusz. Inność jego wyglądu polega na afro w miejscu włosów. Podobno dziś nie jest to już takie widoczne, ale w liceum Albin wyglądał jeszcze bardziej niesamowicie. Romantyk, być może jeszcze większy niż ja. I wciąż czegoś poszukuje. Miłości, wiary, nadziei. Na polonistykę zaoczną poszedł bo mu się nudziło w weekendy (dziennie studiuje filozofię). Wydaje mi się niezwykle podobny do mnie. Możemy spędzać godziny na rozmowach ze sobą.

4. Piotrek

Największy i najsilniejszy z naszej paczki. Pracuje jako ochroniaż. Z nas wszystkich chyba najcichszy i najbardziej zamknięty w sobie. A jednak nasza paczka nie mogłaby bez niego istnieć. Nie tylko bez niego zresztą. Z Piotrkiem solidaryzujemy się najczęściej w niechodzeniu na wagary i w zajadaniu sajgonek w chińskiej knajpie. Palce lizać!

5. Jacek

Jacka znam najkrócej i jako ostatni dowiedziałem się, że jest jeszcze szósta osoba w naszej paczce. Ale jak tylko poznałem go, pokochałem tak jak pozostałych. Jacek jest artystą i choć należy do ludzi roztrzepanych i niezwykle zwariowanych, już myśli o małżeństwie. Jak się wkurzy, klnie, ale gdy jest zadowolony, potrafi pożartować, wyściskać, napisać coś pięknego. Narysował nawet karykaturę naszej paczki, naprawdę niesamowitą. Chyba najbardziej tajemniczy z naszej szóstki. Ale gdy nie zjawił się na mojej parapetówce i spędziliśmy ją w piątkę, to cały czas było czuć, że kogoś brakuje.

6. Mateusz

Czyli ja. Nie będę się rozpisywał, wiecie kim jestem. W naszej paczce mam ksywę „ksiądz”. Staram się utrzymywać duchowość na wysokim poziomie ale mam o tyle szczęście, że chyba wszyscy wśród nas są wierzący. Wiem już że zostałem usunięty z seminarium choćby po to, by stworzyć tą paczkę. Jestem wdzięczny.

Paczka nie ma przywódcy. Chyba nawet nikt nie wyobraża sobie, że ktoś taki jak przywódca mógłby istnieć. Chociaż nie, właściwie jest przywodca. Jest ktoś, kto czuwa nad istnieniem, wiązaniem się naszej szóstki. Ktoś, kogo nigdy i nigdzie nie mogłoby zabraknąć. Bóg jest…

Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 21 Komentarzy

Nowe życie człowieka z Różańcem w kieszeni

Wprawdzie blog nie wygląda jeszcze tak jak powinien, ale i tak czuję, że już najwyższy czas, by powrócić. Mam nadzieję że Bartek i Miśka jeszcze dziś uporają się z wyglądem stronki, a tymczasem notka będzie już sobie wisiała.

Witam wszystkich. Nazywam się (…) i przez rok byłem klerykiem. Był to najważniejszy i najwięcej chyba dla mnie znaczący okres w moim życiu i niezmiernie żałuję, że trwał tak krótko. Zostałem usunięty z seminarium za poprzedniego bloga którego prowadziłem, a do którego link będziecie mogli załapać w ulubionych. To, że zostałem za niego usunięty nie znaczy jednak, że zatraciłem powołanie i ideały. Stąd pomysł by założyć nowego bloga, którego nazwę „w obronie życia i świętości” i choć nie dane mi było pobierać nauki teologicznej przez dłużej niż rok (musiałem zabrać papiery również z uczelni), to na tyle na ile potrafię będę się starał pomagać, odpowiadać na Wasze pytania, pisać o życiu i świętości. I od dziś nie muszę się już martwić, jeśli komuś się to nie spodoba. Chociaż, podkreślę raz jeszcze, niczego tak w życiu nie przeżyłem, jak cudownego roku spędzonego na formacji w moim byłym, do niedawna wydawało się że jedynym, domu. I, podkreślę jeszcze raz, z pewnością będę się martwił, jeśli komuś się to nie spodoba…

Dziś jestem studentem polonistyki. Udało mi się dostać na studia zaoczne do Łodzi i być może będę tam szukał pracy i mieszkania. A co za tym idzie, mój dostęp do internetu może zmniejszyć się jeszcze bardziej niż gdybym był w seminarium. Tak czy inaczej studiuję polonistykę i mam już nowych przyjaciół nawet, których serdecznie, serdecznie pozdrawiam, bo z pewnością to czytają. Pozdrawiam Paulinę, Anię, Albina, Piotra i Jacka. Jestem studentem polonistyki dzięki jednemu życzliwemu kapłanowi z seminarium, któremu bardzo podobał się mój blog. On to polecił mi, bym studiował polonistykę. Stwierdził bowiem, że mam talent (taaa, wiem, to śmieszne ;), i że powinienem go rozwijać. Dziękuję bardzo serdecznie! Tak naprawdę nigdy nie planowałem studiować polonistyki, jak również nie planowałem studiów zaocznych, ani studiowania w Łodzi. Jak jednak mówię, Bóg rzucił mnie na głęboką wodę i nie mam za wiele czasu żeby wypłynąć i zaczerpnąć powietrza. Co On sobie tam kombinuje tego ja nie wiem, wiem jednak, że cokolwiek by to nie było, będzie dla mojego dobra.

Miałem jeszcze opisać skąd taki tytuł bloga i kilka innych rzeczy, ale nie chcę, by ta notka była za długa. A mam jeszcze bardzo ważną rzecz do napisania. Odnosi się ona do Sandry i Kasi, które opisałem krótko w jednej z moich poprzednich notek. Dziewczyny dostały odemnie adres bloga, gdyż nie widziałem sensu w tym, by go ukrywać (nie widziałem nic złego w tym co napisałem). Moje koleżanki poczuły się jednak urażone i zażądały przeprosin i sprostowania. Podejrzewam że nie czytały komentarzy do rzeczonej notki, ponieważ sprostowanie pojawiło się już tam i to dużo wcześniej. Co do przeprosin jednak, postaram się spełnić prośbę. Komentarz Sandry w księdze gości był dla mnie bowiem o wiele boleśniejszy niż opinia księdza Rektora dotycząca bloga. Głównie dlatego, że dziewczyny zdążyłem szczerze pokochać…

Sandro, Kasiu! Nie napiszę sprostowania i przeprosin na tamtym blogu, ponieważ postanowiłem, że nie będę w nim już nic zmieniał. Wierzcie mi jednak, że wszyscy odwiedzający poprzedni pamiętnik internetowy zajrzą tu prędzej czy później. Przepraszam Was serdecznie i naprawdę szczerze. Przepraszam, że poczułyście się oczernione i urażone. Naprawdę, nie to miałem na myśli. Chciałem by owa notka była zabawna, tak jak zabawna była nasza przejażdżka bryczką. To, że próbowałyście mnie przekonać bym zrezygnował z seminarium było żartem („przekonywanie” naprawdę miało miejsce i również wiem, że było żartem, Kasiu). Jednak przepraszam naprawdę bardzo mocno za to, że poczułyście się gorsze przez moje działanie. Przepraszam również za zamieszczenie naszego zdjęcia bez Waszej zgody. Czasami prędzej działam niż myślę i to mnie właśnie zgubiło…

Myślę że najwyższy czas zakończyć moją pierwszą, a zarazem 19 notkę. A to znaczy że wróciłem! Choć już nie jestem klerykiem, dalej będę działał i próbował pomóc. Błogosławieństwo Pana niech będzie z Wami wszystkimi.

Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 18 Komentarzy