Posts Tagged With: Post

Ile dni trwa Wielki Post?

wielkipostWielki Post trwa czterdzieści dni. To powszechnie wiadomo. Zaczyna się w Środę Popielcową – to też wszyscy wiedzą. A kończy się… No właśnie. Kiedy się kończy? Jeśli zaczyna się w Środę Popielcową, a trwa 40 dni, to jego koniec wypada w Niedzielę Palmową. Jednak pościć należy do Wigilii Paschalnej (Msza święta wieczorem w sobotę), do tego momentu nie śpiewa się też „alleluja”, lecz „chwała Tobie, Słowo Boże” lub „chwała Tobie, Królu Wieków”. Pojawiła się więc opinia – i jeśli przejrzymy podpowiedzi po wpisaniu w google słów „Ile trwa Wielki Post”, to okaże się ona dominująca – że do liczby 40 dni nie wlicza się 6 niedziel, które mają rangę uroczystości i z tego powodu są radosne.

Usłyszałem podobne twierdzenie z ust księdza w czasie mszy świętej, którą celebrował głównie dla dzieci. Usprawiedliwiał tym twierdzeniem fakt, że msza dla dzieci w jego wykonaniu była niezwykle skoczna, rozśpiewana i roztańczona. Można tańczyć i szaleć – mówił – ponieważ niedziele nie wliczają się do Wielkiego Postu. Jeśliby policzyć w ten sposób, Wielki Post rozpoczynałby się w Środę Popielcową, a kończył w Wielką Sobotę. Teza ta ma jednak pewne znaczące ograniczenia.

Po pierwsze: w żadną niedzielę wypadającą w czasie trwania Wielkiego Postu nie śpiewa się „alleluja”. Po drugie: w większość – poza czwartą i ostatnią – niedziel nie zakłada się szat liturgicznych w kolorze innym niż fioletowy. Do tego kolor różowy zakładany w czwartą niedzielę – Laetare – jest „radośniejszą” obocznością fioletu, zaś czerwień Niedzieli Palmowej symbolizuje mękę Pana Jezusa. Fiolet oznacza okres postu i nie odchodzi się od niego przez wzgląd na uroczysty charakter niedzieli, nawet czwartej – tej radośniejszej. Po trzecie: we wszelkich lekcjonarzach i kościelnych dokumentach niedziele nazywane są pierwszą, drugą, trzecią, czwartą, piątą i szóstą niedzielą Wielkiego Postu. Nie zaś niedzielami niewchodzącymi w skład Wielkiego Postu. Po czwarte wreszcie: Wielki Czwartek, Piątek i Sobota nie są już z całą pewnością dniami Wielkiego Postu, należą bowiem do Triduum Paschalnego, które jest osobnym okresem liturgicznym.

Teza, powszechnie lansowana, o niewchodzeniu niedziel w skład Wielkiego Postu musi zatem upaść. W efekcie wychodzi na to, że Wielki Post trwa 43 dni i tym razem pada teza o tym, że ma trwać 40. Zatem niektórzy podają, że Wielki Post trwa ok. 40 dni. To błąd, który ma zamaskować trudności w dookreśleniu. Nie ma tu bowiem żadnego „około”, czas między Środą Popielcową a Niedzielą Zmartwychwstania Pańskiego jest zawsze taki sam, a nie przybliżony.

Żeby znaleźć prawdziwą odpowiedź na pytanie, kiedy kończy się Wielki Post, wystarczy sięgnąć do lekcjonarza mszalnego, lub spojrzeć na dowolną stronę prezentującą czytania liturgiczne. Poniedziałek po Niedzieli Palmowej jest w lekcjonarzach nazwany Wielkim Poniedziałkiem, wtorek – Wielkim Wtorkiem, a środa – Wielką Środą. Wszystkie te dni, łącznie ze świętym Triduum Paschalnym, wchodzą w skład Wielkiego Tygodnia, bezpośrednio poprzedzającego uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego.

Należy zatem stwierdzić, że Wielki Post rzeczywiście trwa czterdzieści dni, zaczyna się w Środę Popielcową, a kończy w Niedzielę Palmową, która zamyka okres Wielkiego Postu i rozpoczyna Wielki Tydzień, będący jego bezpośrednim przedłużeniem. Cały ten czas kończy się w Wigilię Paschalną, a więc w sobotę, ale po zachodzie słońca.

____________________________________

We wpisie zastosowano zdjęcie ze strony http://parafiarudnawielka.pl/nabozenstwa-wp/. Autorem zdjęcia jest Jakub Szymczuk. Adres autora: http://www.silaobrazu.pl/

Reklamy
Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 8 Komentarzy

Środa, Piątek, ona w ciąży

W każdy piątek poza kilkoma wyjątkami, gdy wypada uroczystość lub jej oktawa, obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych. Zasada, z którą kłócić się można, niektórym wydaje się dziwna, bo można zamiast kiepskiej szynki zjeść łososia albo sushi, albo kawior; albo – do czego czepiał się niedawno Jan Turnau – aligatora. Zatem zamiast zwykłego mięska można zjeść wodny rarytas. Mniejsza z tym, tradycja niejedzenia mięsa pochodzi z dawnych czasów, gdy to mięso właśnie było raczej rarytasem, a post jakościowy (czyli wstrzemięźliwość) jest raczej czymś symbolicznym. Ma to swoje uzasadnienie w tym, że czcimy dzień śmierci Jezusa, poprzez wybrany sposób poszczenia. W tradycji jest to właśnie wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

postTroszeczkę inaczej sprawa ma się z dwoma dniami w ciągu roku: Środą Popielcową i Wielkim Piątkiem (do niedawna obejmowało to jeszcze trzeci dzień, Wigilię Bożego Narodzenia, ale dziś to już tylko tradycyjny obrząd). Wówczas, oprócz wstrzemięźliwości obowiązuje jeszcze post ilościowy. Oznacza on, że można zjeść trzy posiłki w ciągu dnia. Dwa „po trochu”, a więc do podtrzymania życia (dajmy na to jeden sucharek, albo jabłko), a jeden do syta, a więc żeby się najeść. Wiem z doświadczenia dość dziwnego, i to nie tylko z Wigilii, ale i ze Środy Popielcowej, że w efekcie dwa posiłki bywają do syta, a trzeci okazuje się być taką mega wyżerką, jaką rzadko się spotyka w codzienności. Tak na przykład wyglądała moja Środa Popielcowa w seminarium. Tak czy inaczej, jeśli chcemy rzeczywiście zastosować się do nakazu wstrzemięźliwości i postu, musimy się nie najadać (posiłek „do syta” to normalny np. obiad, a nie jakiś przesadnie przerośnięty). Jak te zasady prezentują się według przepisów?

Kan. 1252 – Prawem o wstrzemięźliwości są związane osoby, które ukończyły czternasty rok życia, prawem zaś o poście są związane wszystkie osoby pełnoletnie, aż do rozpoczęcia sześćdziesiątego roku życia. Duszpasterze oraz rodzice winni zatroszczyć się o to, ażeby również ci, którzy z racji młodszego wieku nie związani jeszcze prawem postu i wstrzemięźliwości, byli wprowadzeni w autentyczny duch pokuty.

Zatem mięso w piątki jeść mogą nasze dzieci, aż nie skończą 14 lat. Ilościowo poszczą dopiero osiemnastolatkowie (!) i tylko pięćdziesięciodziewięciolatkowie. Wcześniej i później ten rodzaj postu ich nie dotyczy. Co jednak z kobietami w ciąży?

fast-food-ciazaPiszę tę notkę, ponieważ temat dotyczy kilku moich znajomych kobiet, w tym również mojej żony. Temat wywołuje kontrowersje, a przepisy kościelne nie wspominają nic o dyspensie dla pań spodziewających się dziecka. Z prostego rozumienia przepisów należy zatem wyczytać, że matka, jeśli ukończyła już 14 lat, powinna się powstrzymać od spożywania mięsa w piątki i Środę Popielcową. Jeśli zaś ukończyła 18 lat, powinna również w Środę i Piątek ograniczyć ilościowe spożycie. I pojawiają się głosy, że przeciętna kobieta w ciąży nie powinna mieć problemów z niejedzeniem mięsa raz w tygodniu, jak również z ilościowym ograniczeniem dwa razy w ciągu roku. Pojawiają się jednak również takie głosy, które podkreślają, że niektóre kobiety na konkretnych etapach ciąży mają bardzo ograniczone preferencje żywieniowe, mogą jeść tylko konkretne rzeczy, a inne powodują u nich mdłości i wymioty. Jeśli mają możliwość jedzenia wyłączenie mięsa, nie powinno się im zabraniać zjedzenia jakiegokolwiek posiłku. Ja dołożę do tego od siebie informację, że kobieta w ciąży powinna jeść często i regularnie. Tak, jak dla zdrowego życia należy posiłkować się pięć razy dziennie, ale raz na jakiś czas można się ograniczyć, tak kobieta nosząca pod swoim sercem dodatkowe życie nie powinna tego typu ograniczeń wprowadzać. Decyzja o ograniczeniu jedzenia może nawet po jednym dniu zmienić układ sił w organizmie na niekorzyść, wprowadzić zamieszanie w wynikach badań itp. Nie mówiąc już o sytuacji, w której kobieta będąc w ciąży choruje na cukrzycę lub inne ciężkie choroby. Wówczas nie widzę żadnego powodu, by zmuszać taką niewiastę do ograniczania się.

Choć nie ma żadnych wytycznych w Kodeksie Prawa Kanonicznego odnośnie wstrzemięźliwości kobiet w ciąży, a czytając tekst KPK powinniśmy raczej uznać, że należy powstrzymać się od mięsa i najadania nawet gdy jest się w błogosławionym stanie, myślę że warto pamiętać o bardzo ważnych słowach Chrystusa: „Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: «Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?». On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom». I dodał: «To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu»” (Mk 2,23-28). Ten jeden fragment oczywiście nie powoduje negacji całego prawa i wszystkich przepisów, które nas obowiązują w Kościele. Prawo i dokumenty Kościoła są po to, by kierować ludem, by prowadzić go. By pokazywać gdzie jest jeszcze Kościół, a gdzie tylko jego parodia. Jednak Jezus podkreślił, że On jest panem szabatu i że nie ma konieczności, by wszystkich praw przestrzegać z linijką w ręku. I ja sądzę, choć nie wypowiadam się tu jako znawca i bez powagi nauczania Kościoła katolickiego, że podobnie sytuacja się ma w stosunku do kobiet w ciąży.

Kobieto, nosisz pod swoim sercem malutkie dziecko, nowego człowieka! Twoim prawem jest usiąść w pociągu czy tramwaju (albo autobusie). To Ty decydujesz o tym, czy poprosisz kogoś, by ustąpił Ci miejsca albo przepuścił w kolejce do kasy. Oczywiście znajdą się zawsze niezadowoleni, którzy będą narzekać. Ale to Ty jesteś w specjalnej sytuacji i masz do tego prawo. Podobnie z postem w Środę Popielcową czy każdy piątek. To Ty decydujesz, czy przegłodzenie się nie przyniesie szkód Tobie i Twojemu dziecku, czy masz szansę przeżyć jeden dzień tak, żeby było trochę pod górkę. Jeśli jednak miałabyś mdleć, wymiotować czy słabnąć, jeśli Twoje wyniki miałyby się pogorszyć, a co za tym idzie – miałyby pogorszyć się warunki zdrowotne, to nie wahaj się zrezygnować z poszczenia, nawet w Wielki Piątek, nawet w Środę Popielcową. To post został ustanowiony dla Ciebie, a nie Ty dla postu!

Nawet jeśli znajdą się tacy, którzy będą ględzić. Ględzą w tramwaju i w kolejce do kasy, będą i ględzić w Wielki Piątek. Ale to Ty jesteś w ciąży. I naprawdę najlepiej zdajesz sobie sprawę, co jest dla Was lepsze!

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Post o chlebie i wodzie, pobrane ze strony http://www.emaus.czest.pl/
2. Fast-Food w ciąży, za stroną http://www.przyslijprzepis.pl/artykul/fast-food-w-czasie-ciazy

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 6 Komentarzy

Post Daniela

Trwa ten szczególny okres w roku liturgicznym, jakim jest Wielki Post. Jest to okres przygotowania do misterium śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, który obchodzimy na pamiątkę czterdziestodniowego pobytu Jezusa na pustyni, gdzie sam pościł i znosił cierpliwie kuszenie szatana. Innym przełożeniem 40 dni może być 40 lat błądzenia Izraela przed dotarciem do Ziemi Obiecanej, albo 40 dni i 40 nocy dryfowania arki Noego po wodach potopu. Wszystkie te sytuacje związane były z odosobnieniem, odseparowaniem nieskończonymi połaciami terenu – piasku lub wody – i ogromem zaufania Bogu.

W ramach przeżywania Wielkiego Postu chciałbym zaproponować sposób na oczyszczenie organizmu, ale też zrzucenie zbędnych kilogramów, które odłożyły się u wielu w trakcie zimy (albo, jak w moim przypadku, przez lata zaniedbań). Tym sposobem jest tzw. post Daniela, inaczej zwany dietą Ewy Dąbrowskiej (od nazwiska osoby, która tę dietę opracowała), ew. pół-głodówką. Polecam tę dietę tutaj, na blogu, ponieważ nie stanowi ona wyłącznie dobrego sposobu na schudnięcie, ale również oczyszcza organizm, a co za tym idzie, również ludzkiego ducha. Zastanówmy się na czym polega taka dieta, zanim wykażę dlaczego wpływa ona pozytywnie na ciało i ducha.

Nazwa „Post Daniela” wzięła się od biblijnego proroka Daniela. W księdze poświęconej temu prorokowi możemy przeczytać historię o tym jak on i trzej jego przyjaciele odmówili jedzenia królewskiego pożywienia, by się nimi nie kalać:

„Daniel powziął postanowienie, by się nie kalać potrawami królewskimi ani winem, które [król] pijał. Poprosił więc nadzorcę służby dworskiej, by nie musiał się kalać. Bóg zaś obdarzył Daniela przychylnością i miłosierdziem nadzorcy służby dworskiej. Nadzorca służby dworskiej powiedział do Daniela: «Obawiam się, by mój pan, król, który przydzielił wam pożywienie i napoje, nie ujrzał, że wasze twarze są chudsze niż [twarze] młodzieńców w waszym wieku i byście nie narazili mojej głowy na niebezpieczeństwo u króla». Daniel zaś powiedział do strażnika, którego ustanowił nadzorca służby dworskiej nad Danielem, Chananiaszem, Miszaelem i Azariaszem: «Poddaj sługi twoje dziesięciodniowej próbie: niech nam dają jarzyny do jedzenia i wodę do picia. Wtedy zobaczysz, jak my wyglądamy, a jak wyglądają młodzieńcy jedzący potrawy królewskie i postąpisz ze swoimi sługami według tego, co widziałeś». Przystał na to żądanie i poddał ich dziesięciodniowej próbie. A po upływie dziesięciu dni wygląd ich był lepszy i zdrowszy niż innych młodzieńców, którzy spożywali potrawy królewskie. Strażnik zabierał więc ich potrawy i wino do picia, a podawał im jarzyny” (Dn 1,8-16).

warzywa_1_1Z powyższego fragmentu można wywnioskować, że Daniel wraz z przyjaciółmi odmówili spożywania mięsa i innych pokarmów królewskich, zamiast tego decydując się na warzywa i wodę, ale ich ufność w Panu była tak wielka, że zamiast wychudnąć czy nawet umrzeć z głodu, po dziesięciu dniach byli zdrowsi i lepiej wyglądali niż ci, którzy żywili się mięsem z królewskiego stołu. Całe to opowiadanie przywodzi na myśl wielkość i wszechmoc Boga, bo przecież w normalnych warunkach, żywiąc się wyłącznie warzywami przez dziesięć dni, można zejść z tego świata. Prawdą jest jednak oczywiście, że Bóg jest wielki, ale prawdą jest też, że w tym przypadku raczej zadziałały zwyczajne procesy biologiczne, które okazały się łatwe do wyjaśnienia, a które m.in. dr Ewa Dąbrowska postanowiła opisać. Pisząc swoje artykuły czy mówiąc audycje w Radiu Maryja, pani doktor podkreślała, że problemem dzisiejszego społeczeństwa jest strach przed głodem. Ludziom wydaje się, że skoro mają swobodny dostęp do jedzenia, powinni się objadać, jeść na zapas czy zwyczajnie jeść co popadnie. Kiedy dowiadują się, że ktoś żyje dobrze jedząc tylko warzywa, myślą że to cudowny człowiek – jedzenie bowiem warzyw, a przy tym niejedzenie mięsa kojarzy się z głodzeniem się. Co więcej, odrzuca się tu nie tylko mięso, ale też wszelkie produkty zbożowe, cukry, skrobię itp. Jeśli powiedzieć o tym zwykłemu zjadaczowi chleba (nomen omen), zdziwi się mocno, że w ogóle można tak przeżyć dłużej niż w Wielki Piątek i Środę Popielcową.

Strach zatem przed uczuciem głodu sprawia, że nie potrafimy wyobrazić sobie życia na samych warzywach, choćby przez kilka dni. Tymczasem okazuje się, że jest to możliwe. Czy jedzenie samych warzyw jest pożywne? Nie. Tak naprawdę robiąc to nie dostarczamy do organizmu nic poza wodą, witaminami i solami mineralnymi. Oczywiście w warzywach występuje też białko, tłuszcz czy cukry, ale w porównaniu do mięsa, masła, słodyczy – w znikomym stopniu. Wyklucza się dlatego z diety warzywa wysokobiałkowe, jak fasola i inne rośliny strączkowe. Jak więc można przeżyć nie dostarczając organizmowi niemal żadnych składników odżywczych? Można, pod warunkiem, że nie jest się skrajnie wychudzonym.

Dieta warzywno-owocowa opiera się bowiem na żywieniu wewnętrznym. Organizm, któremu dostarcza się wyłącznie minerałów i witamin, oraz błonnika, po kilku dniach biologicznie zauważa, że nie może przeżyć, jeśli nie zacznie spożywać. Ponieważ jednak nie dostaje składników odżywczych zaczyna spalać to, co już w sobie posiada. Czy oznacza to, że stracimy mózg i zaczniemy głupieć? Albo mięśnie nóg i przestaniemy chodzić? W żadnej mierze! Dopóki nie jesteśmy skrajnie wychudzeni, organizm spala to, co jest dla niego zbędne, niekonieczne do przeżycia. Spożywanie wewnętrzne zaczyna się więc od tłuszczu, który odkładamy sobie na czarną godzinę, przez co jesteśmy grubi (nie wszyscy oczywiście, ale ja na przykład jestem). Przy okazji spalają się wszystkie złogi, uszkodzone komórki, organizm zużywa stare, martwe komórki ciała odłożone gdzieś w organizmie. Pozbywa się cholesterolu z krwi, kwasów ze stawów, wszelkich fizycznych rzeczy mogących powodować schorzenia. Ze względu na to już kilka dni po rozpoczęciu diety warzywnej, zamiast zmarnieć i rozchorować się, człowiek nabiera energii, odczuwa większą chęć do życia. Jeśli miał trądzik, trądzik zaczyna się cofać. Jeśli miał łupież, łupież znika. Przechodzą bóle mięśni, mijają bóle głowy, wszelkie symptomy chorobowe, a nawet naturalna skłonność do chorowania jest redukowana.

Nie jest zbyt kolorowo przez pierwsze dni. Towarzyszy człowiekowi uczucie głodu, ale także pojawiają się nieznośne bóle głowy, nadmierna potliwość itp. Jest to spowodowane tym, że organizm walczy z „dostawcą” pożywienia, usiłując namówić go na dostarczenie składników odżywczych. Myślę, że ten fakt dotyczy wszystkich sytuacji w których organizm jest przyzwyczajony do czegoś (nie chcę tu używać słowa „uzależniony”) i przestaje to coś otrzymywać. Tak jest przy odstawianiu każdej używki: alkoholu, papierosów czy kawy (a w diecie warzywno-owocowej zaleca się odstawienie każdego z powyższych), tak też musi być, kiedy przestaje się jeść. Już po dwóch-trzech dniach jednak nasze ciało zaczyna rozumieć, że z obiadu nici i przestawia się na żywienie wewnętrzne. Znikają bóle, a człowiek zaczyna wracać do zdrowia. Znika także poczucie głodu, przyzwyczajamy się do tego, że żywimy się tylko tym, co mamy w sobie.

Co można jeść w czasie postu Daniela? Przede wszystkim wiele warzyw, bez dodatku śmietany, serów itp., jedynie z niektórymi przyprawami (np. sól wolno). Odrzucamy jednak warzywa wysokokaloryczne czy wysokobiałkowe. Odpadają ziemniaki, bób, fasola i inne strączkowe. Pozostają wszelkie brokuły, marchewki, kalafiory, rzodkiewki, pomidory, pietruszki itp. Wybór jest wielki. Ja na przykład lubię sobie nadziać paprykę cukinią, cebulą, pomidorkiem i wrzucić do piekarnika. Oczywiście nie smażymy, jedynie gotujemy, najlepiej na parze, albo pieczemy w piekarniku. Możemy jeść też trzy owoce: jabłka, grejpfruty i cytryny. Postać każda: zarówno na surowo, jak i w postaci zup czy soków. Pijemy zarówno dużo wody, jak i – jak już wspomniałem – soki, a także słabą herbatę. Kawa, alkohol, wszystkie napoje słodzone (także słodzikiem, który truje organizm) odpadają.

cialo-i-ducha-ratowac-zywieniem-9788370191375Na początku sam do owej diety podchodziłem sceptycznie. Kolegę, który mówił o oczyszczeniu i o zwiększeniu energii raczej ironicznie skrytykowałem. Ale później postanowiłem spróbować i – mimo początkowego zwątpienia – nie pożałowałem. Obecnie trwam na niej po raz trzeci, chcę spróbować wytrwać jak najdłużej w czasie Wielkiego Postu (zalecany czas to od dwóch do sześciu tygodni, gdyż niektóre procesy chorobowe cofają się dopiero pod koniec tego okresu). Jedyne co mi przeszkadza w tym, co pisze czy mówi p. doktor Ewa Dąbrowska, to przesada w próbie uargumentowania postu Daniela w sposób teologiczny. Rozumiem doskonale podciągnięcie pod tę dietę samej Księgi Daniela, gdzie rzeczywiście wykazane jest ewidentne zbawienne działanie podobnego sposobu żywienia. Problem sprawiają mi fragmenty wywodu mówiące o początkach człowieka (Adam i Ewa) i ich życiu w Raju. Ewa Dąbrowska twierdzi, że człowiek od początku stworzony został do jedzenia wyłącznie roślin, bo jak głosi Księga Rodzaju: „I rzekł Bóg: Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem” (Rdz 1,29). Zatem dopiero grzech spowodował, że człowiek zaczął spożywać mięso. Nie zagłębiając się w to, czy opowieść o Raju była prawdziwa, czy to tylko mit mający zobrazować działanie Boga w świecie, należy podkreślić, że jedzenie mięsa nie jest niczym grzesznym, złym, a także niezdrowym. Sama pani doktor podkreśla, że skończywszy dietę warzywno-owocową należy przejść na zdrowe żywienie, w skład którego wchodzą ryby i drób, a więc mięso. Post Daniela ma za zadanie oczyścić ludzki organizm, ale nie jest docelowym sposobem żywienia – choć oczywiście zagorzali weganie wprowadzą do diety ziemniaki, zboże i soję i już zachowają „rajskie” zalecenia przy jednoczesnym mniej-więcej zdrowym odżywianiu. Mnie zwyczajnie nie pasuje podciąganie historii o stworzeniu świata pod własną ideologię, żeby usprawiedliwić czy znobilitować dietę, którą się promuje.

Mimo mankamentów polecam jeszcze raz dietę, zwłaszcza osobom mającym kłopoty ze zdrowiem, a przede wszystkim z nadwagą, nadciśnieniem i cholesterolem. Zapraszam na oficjalną stronę doktor Ewy Dąbrowskiej w celu zapoznania się ze szczegółami. Polecam też jej książkę „Ciało i ducha ratować żywieniem” jako lekturę na Wielki Post.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Warzywa i owoce, pobrane ze strony http://mojafirma.infor.pl/nieruchomosci/ogrod/warzywa/306200,Owoce-i-warzywa-w-czerwcu.html
2. Ewa Dąbrowska, „Ciało i ducha ratować żywieniem” i „Przywracać zdrowie żywieniem”, pobrane ze strony http://www.nokaut.pl/ksiazki/cialo-i-ducha-ratowac-zywieniem-9788370191375.html#pid=119468&cid=6

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 9 Komentarzy

Mały post

Otrzymałem ostatnio prośbę o napisanie wpisu na temat postu eucharystycznego, przy okazji dostając serię różnych dotyczących go pytań. Choć sam nie znam się bardzo w tym temacie i, niestety, czasem naginam obowiązujący post, to postanowiłem podjąć temat, na razie bardzo oględnie i pokrótce, w oparciu tylko o dwa dokumenty Kościoła, którymi przeciętny teolog posługuje się najczęściej, czyli o Katechizm Kościoła Katolickiego i Kodeks Prawa Kanonicznego.

W Katechizmie na temat postu zbyt wiele napisane nie zostało. Punkt 1387 mówi, że „Aby przygotować się odpowiednio na przyjęcie sakramentu Eucharystii, wierni zachowują ustanowiony przez Kościół post. Postawa zewnętrzna (gesty, ubranie) powinna wyrażać szacunek, powagę i radość tej chwili, w której Chrystus staje się naszym gościem”. Aby zrozumieć, jaki to post ustanowił Kościół, zostajemy skierowani do Kodeksu, do kanonu 919. Wskazany kanon zaś głosi w paragrafie pierwszym co następuje: „§ 1. Przystępujący do Najświętszej Eucharystii powinien przynajmniej na godzinę przed przyjęciem Komunii świętej powstrzymać się od jakiegokolwiek pokarmu i napoju, z wyjątkiem tylko wody i lekarstwa„. Zrozumiałe jest więc, że Kościół wymaga od swoich wiernych przygotowania do przyjęcia Chrystusa, otwarcia się na Jego łaskę. Godzinny post przed Komunią jest w tym wypadku raczej symbolem tego przygotowania, niewiele bowiem wnosi sam z siebie – niewiele osób odczuje fizyczny głód na godzinę po spożyciu ostatniego kęsa, istnieje raczej potrzeba wzbudzenia w sobie duchowego głodu Eucharystii. Przed Soborem Watykańskim II sytuacja wyglądała inaczej, post eucharystyczny był mniej symboliczny, głód zaś lepiej odczuwalny. Post obowiązywał od północy, co oznaczało, że do momentu przyjęcia Chrystusa nie wolno było jeść żadnego posiłku. Wydaje się to istną torturą, ale tak naprawdę nie było takie złe, gdy pomyśli się o okolicznościach. Otóż przed soborem normą było, że w niedzielę odbywała się tylko jedna Msza święta i było to zawsze rano. Dlatego tak naprawdę człowiek wstawał rano, szykował się odświętnie i szedł do kościoła na czczo, ale nie musiał omijać obiadu czy kolacji, bo wieczornych mszy nie było. Mimo tego z pewnością i tak czuł głód, co miało pomóc mu zatęsknić za Panem. To oczywiście wiązało się też z bardzo cielesnym i dotykalnym poczuciem sacrum – Jezus nie powinien kłócić się o miejsce w żołądku z szynką czy chlebem powszednim. Dziś widzimy to dużo bardziej łagodnie i dlatego post również został załagodzony. Tak jak wspomniałem, ma on bardziej symboliczne znaczenie. Można jak widać tak czy inaczej pić czystą wodę – bo komuś może być z oczywistych względów sucho w gardle – i zażywać lekarstwa.

Znajoma zadająca pytania drąży temat dalej – i słusznie. Zadaje pytania, na które w tej kwestii postaram się odpowiedzieć. Warto bowiem uściślić wszystkie sprawy, żeby nie nastąpiła obawa grzechu. Pierwsze pytanie brzmi: „Co w skrajnych przypadkach, jak na przykład cukrzyca? Dla cukrzyka lekiem jest cukier. Albo dla takiego (…), który wykrył u siebie wrzody i je co godzinę, to nawet bigos jest lekiem„. Na to pytanie odpowiedź, na całe szczęście, przynosi nam ten sam kanon w Kodeksie Prawa Kanonicznego, paragraf trzeci: „§ 3. Osoby w podeszłym wieku lub złożone jakąś chorobą, jak również ci, którzy się nimi opiekują, mogą przyjąć Najświętszą Eucharystię, chociażby coś spożyli w ciągu godziny poprzedzającej„. Rozumiemy więc, że osób starszych i chorych, a nawet ich opiekunów, post eucharystyczny nie musi obowiązywać. Oczywiście pytaniem, na które ja odpowiedzieć nie potrafię, pozostaje co to znaczy być „złożonym chorobą”? Czy chodzi o osoby, które leżą w łóżku i nie mogą się podnieść? Czy wystarczy mieć cukrzycę albo wrzody i musieć spożywać posiłki częściej niż regularnie? Czy w tej sytuacji żona owrzodzonego, która jest poniekąd jego opiekunką w chorobie, też może coś spożyć przed przyjęciem Komunii? I czy pojawiający się w związku z niespożyciem posiłku stan lękowy jest już powodem dla zaniechania postu? Sądzę, że takie dylematy powinien dla każdego indywidualnie rozsądzać spowiednik i do niego należy się z tymi pytaniami zgłosić.

Pytanie kolejne: „Czy chodzi o pełną godzinę, czy np. 58 minut jest ok?” Tak, raczej chodzi o pełną godzinę, a więc 60 minut. Oczywiście ja nie zalecam skrupulanctwa i zerkania co minutę na zegarek, celowania w końcówkę kolejki do Komunii, żeby się zmieścić w czasie. Podobne pytanie następuje później: „Gdy idę na Msze zakładając że Eucharystia nastąpi po 45 minutach, a ksiądz nie powie kazania i skróci, to co mam robić?” Przede wszystkim sądzę, że należy zawczasu lepiej się przygotować. Kodeks Prawa Kanonicznego nie mówi przecież, że powinniśmy się powstrzymać od pokarmów „dokładnie na godzinę przed przyjęciem Komunii”, lecz „przynajmniej na godzinę przed przyjęciem Komunii”. To oznacza, że półtorej godziny też jest dobrze, a nawet lepiej. Co to oznacza w praktyce? Np. idziemy do kościoła na 11.30, więc zjedzmy śniadanie o 9.00. Skończymy o 9.30, mamy dwie godziny. Właściwie posiłek powinien wypadać co trzy („Racjonalne żywienie, pięć posiłków dziennie”), więc w większości przypadków nie powinno być problemu. Nie licząc oczywiście sytuacji, że zjadło się śniadanie, a przed mszą się jest oj tak strasznie głodnym, bo ma się świadomość postu. Wtedy należałoby się raczej wstrzymać i pokonać pokusę. Oczywiście byłbym bezdusznym ruralistą, gdybym powiedział, że nie można robić wyjątków. Przyjmowanie Komunii bez zachowania postu nie podchodzi pod grzech ciężki. W przypadkach zaniedbania z pewnością można mówić o lekkim grzechu, ale, w moim przekonaniu, z przyjmowania Chrystusa rezygnować nie należy, jeśli wzbudzamy w sobie żal i właściwą intencję (np. postu „duchowego”, czyli dobrego wewnętrznego przygotowania mimo braków zewnętrznych). Nie należy więc zakładać, że Komunia, także w niedzielę, będzie 45 po, ale jeśli się wcześniej nie wyrobimy ze zjedzeniem, to może należałoby przymknąć na to oko. Podobnie się ma sprawa w kwestii kilku innych pytań: „Inny skrajny przykład – obiad w stołówce na wakacjach podają o 13:20, a na 14 jest jedyna Msza w okolicy. Inny skrajny przykład – ksiądz w szpitalu przychodzi znienacka, akurat po śniadaniu (…). Albo gdy ktoś się zapomni i łyknie herbaty, a pójście na inną Mszę byłoby niemożliwe lub bardzo utrudnione…” W każdym z tych przypadków potraktowałbym sytuację jako niezawinioną (grzech jest wtedy, kiedy jest wina, tu nie ma jej), jak w przypadku z księdzem w szpitalu albo z obiadem na wakacjach, albo lekko zawinioną (grzech zaniedbania) w przypadku herbaty i nie rezygnowałbym z przyjęcia Komunii. Pada też pytanie o pana powożącego bryczką: „Albo gdy jedzie ktoś bryczką z daleka i powozi, to nie może zjeść, a dojechawszy już zjeść musi a może i chlapnąć na rozgrzewkę, bo zmarzł„. Wchodzimy w coraz bardziej szczegółowe historie, jednak i w tym przypadku niezachowanie postu eucharystycznego byłoby uzasadnione, pod warunkiem, że pan w bryczce chlapnie sobie herbatkę na rozgrzanie, a nie coś mocniejszego. W przypadku „popijania” alkoholu przed mszą odpuściłbym sobie w ogóle wędrówkę do kościoła, bo to niestety podchodzi już pod lekceważenie Chrystusa i Eucharystii.

Post eucharystyczny rzecz jasna nie dotyczy też osób, które o nim nie wiedziały. Ja sam miałem braki w wiedzy w tych kwestiach przez długi czas, a miałem kolegę, który dowiedział się dopiero będąc w seminarium. Aby był grzech, musi być świadomość. Bez świadomości nie ma grzechu, nie obowiązuje też post. Dalej zaś znajoma pisze, nie ustępując: „Gdzieś pokątnie słyszeliśmy tez o poście poeucharystycznym o długości 15 minut. Nigdzie nie znaleźliśmy potwierdzenia tego. Z jednej strony kwadrans to wychodzi naturalnie, bo zanim Msza się skończy i pójdzie się gdzieś… Ale z drugiej to kapucyni oferują kawę od razu po Mszy, a chyba wiedzą co robią?” Nie ma żadnego oficjalnego postu poeucharystycznego. Koniec odpowiedzi na to pytanie. Można sobie wypić kawkę zaraz po Mszy, bo na Mszy to jednak nie wypada… Co zaś dotyczy wymiotów związanych np. z ciążą lub migreną – a takie pytanie też padło – albo i z jakimś zatruciem pokarmowym, to – na ile się orientuję – nie stanowi to problemu natury etycznej. Ciało Chrystusa raz spożyte pozostaje spożytym. Nie możemy patrzeć na Nie czysto materialnie, jak się trawi, jak długo, jak schodzi do jelit i stamtąd jest dystrybuowane po całym organizmie. Jak wreszcie Jego część zostaje wydalona w ramach resztek przemiany materii… To co piszę jest ohydne, ale obrazuje, że choć Ciało Chrystusa oparte jest na materii, to owa materia nie jest Jego istotą. Jeśli zwymiotujemy po spożyciu, możemy raczej zakładać, że sam Chrystus „się wchłonął”, choć materia – ten kawałek chlebka – z nas uszedł. Mam nadzieję, że moje rozumowanie jest zrozumiałe.

Na ostatnie wreszcie pytanie odpowiedź znajduje się w środkowym paragrafie wspomnianego już kanonu Kodeksu Prawa Kanonicznego. Pytanie brzmi: „Albo taki ksiądz na wsi, co odprawia trzy Msze pod rząd a na każdej sam spożywa Komunię, a chyba nie ma interwału w jedzeniu przez pół dnia?” Paragraf drugi kanonu 919 brzmi zaś: „§ 2. Kapłan, który tego samego dnia sprawuje dwa lub trzy razy Najświętszą Eucharystię, może przed drugim lub trzecim sprawowaniem coś spożyć, chociażby nie zachodziła przerwa jednej godziny„. Można więc wyraźnie zauważyć, że ksiądz ma obowiązek dochować postu tylko przed pierwszą mszą w ciągu dnia. Podkreślić też należy, że choć kapłan może przystąpić do Komunii więcej razy, my, zwykli śmiertelnicy mamy do tego prawo tylko dwa razy w ciągu dnia, pod warunkiem, że za drugim razem odbędzie się to podczas pełnej Mszy świętej.

Oto i cała odpowiedź o post eucharystyczny. Grzech przy złamaniu go nie należy do wielkich, chyba że robimy to specjalnie albo ze względu na nasze obżarstwo nie potrafimy się powstrzymać przez godzinę. Kwestie sporne (np. obłożną chorobę) powinien rozstrzygać spowiednik, dla każdego przypadku indywidualnie. Na koniec zaś przypomnę jeszcze, że najdawniejsza tradycja chrześcijańska nie zakładała jakiegokolwiek postu eucharystycznego, choć czczono Ciało Chrystusa od początku. Pierwsi chrześcijanie bowiem, na wzór samego Chrystusa, spotykali się na ucztach, na których również łamano Chleb – czyli Jego Ciało. Chrystus zaś dokonał przeistoczenia podczas wieczerzy paschalnej, tradycyjnej żydowskiej kolacji, podczas której jadło się i piło do rozpuku. Jezus akurat nie odpuścił tej chlubnej tradycji tylko po to, by podkreślić szacunek do własnego Ciała. Ono i tak było szanowane. Wtedy tylko ten szacunek inaczej wyrażano. Czczono Jezusa w Chlebie, w czasie uczty, bez postu eucharystycznego, Komunię przyjmowano do ręki i pito Wino jako Krew z jednego kielicha.

O tempora, o mores!

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 3 Komentarze