Posts Tagged With: Prawo

Czarny marsz i kompromis

Odkąd tylko PiS wygrał wybory i mógł dostąpić samodzielnej władzy, bardzo dużo się mówiło o nadchodzących projektach społecznych mających proponować całkowity zakaz aborcji. Co więcej, część posłów PiS mających twarde poglądy moralne (jak np. Piotr Uściński, który wcześniej wprowadził całkowity zakaz aborcji w szpitalu w Wołominie) była przekonana, że jak tylko projekt wpłynie, natychmiast zostanie przegłosowany. Wśród katolików na portalach społecznościowych krążyły hasztagi w stylu #mojepokoleniepokonaaborcję i wielu liczyło, że skoro już rządzą „nasi”, to teraz zrobią po naszemu.

Propozycja ustawy zakazującej aborcji została oczywiście odrzucona. Nastąpiło to z pobudek politycznych, co wcale nie dziwi – przynajmniej mnie – ponieważ babranie się prawicowej partii, która ledwo wygrała wybory, w tak kontrowersyjnych tematach może skutkować zmianami, które doprowadzą do zwrócenia władzy tym „nie naszym”. Oczywiście wielu, zwłaszcza katolickich, publicystów oburzyło się, wskazując, że PiS zawiódł oczekiwania wyborców, że jest za śmiercią itp. Inni słusznie przypominali, że PiS wygrał wybory, ponieważ dawał nadzieję na rozliczenie układu III RP na czele z Platformą Obywatelską, oraz obiecywał takie nagrody, jak choćby 500+. Nie zaś dlatego, że obiecywał zniesienie aborcji. Ten temat nie był poruszany w kampanii wyborczej, PiS nic podobnego nie obiecywał, a oczekiwania z tym związane wynikały z przekonania części wyborców o „swojości” PiSu bardziej niż z jakichkolwiek deklaracji.

Choć sejm bardzo szybko uciął wszelkie spekulacje na temat wprowadzenia ustawy antyaborcyjnej, protesty dotyczące tej kwestii trwają do dzisiaj. Setki kobiet biorą udział w czarnych protestach, krzycząc że należy wyzwolić ich macice. Z kolei inni, którzy zdecydowani są opowiedzieć się za całkowitym zakazem aborcji, stają okoniem wobec propozycji karania kobiet za dokonanie aborcji. To dotyczy także biskupów, którzy twierdzą, jakoby miejscem odpowiednim do pokonania problemu dokonanej aborcji jest konfesjonał, a nie więzienie. PiS, ze względów politycznych, usiłuje uciąć kontrowersyjny temat i pozostać przy słabym kompromisie aborcyjnym – przynajmniej na razie. Ale konflikt, sztucznie podtrzymywany, toczy się mimo tego.

nataliamadziaNapisałem, że biskupi są przeciw aborcji, ale i przeciw karaniu kobiet. Tę opinię podziela wielu znanych mi katolickich publicystów. Traktują aborcję jako zabójstwo człowieka, ale i jako wielki dramat matki, która przeżywa potem syndrom postaborcyjny i nie powinna jeszcze do tego siedzieć w więzieniu. Z czego wynika ta dziwna dysharmonia? Moim zdaniem z tego, że w naszej świadomości utkwiło poczucie, że aborcja to jest – faktycznie – zabójstwo, ale nie takie zwyczajne zabójstwo. Nikt nie ma wątpliwości co do tego, że kobietę, która zabija swoje półroczne (patrz: Mama Madzi), a nawet kilkudniowe dziecko, należy ukarać za zamordowanie człowieka. Jednocześnie tę samą kobietę, która dokonałaby – nawet nielegalnej – aborcji należałoby wysłać do spowiedzi albo do psychologa, ale z pewnością nie do więzienia.

Temat aborcji, kompromisu, konfliktu aborcyjnego i czarnych protestów towarzyszy naszej codzienności od tak dawna, że daliśmy sobie wmówić, że aborcja nie jest jak każde zabójstwo. Owszem, mordujemy w ten sposób człowieka – powie wielu – ale to wielki osobisty dramat. Nie jest wielkim osobistym dramatem zabicie teściowej, męża albo pięcioletniego dziecka. To morderstwo – oczywiście nie zawsze opatrzone tym samym poziomem winy (bo do każdego morderstwa można zostać przymuszonym lub sprowokowanym). Ale aborcja jest osobistym dramatem i nie powinna podlegać karze. Pozwoliliśmy się dać przekonać zwolennikom „wyboru” i uczestnikom czarnych marszów, że zabicie własnego dziecka przed porodem jest obarczone niższą winą niż zabicie go po porodzie.

Ustawa społeczna zakazująca aborcji zakładała karanie kobiet z możliwością ew. odstąpienia od wymierzenia kary. O ten konkretny zapis wszystko się rozbiło, przynajmniej z perspektywy biskupów i części publicystów. Ale przecież jeśli czymś naturalnym jest zakazanie zabijania nienarodzonych w przypadku choroby, gwałtu i zagrożenia zdrowia matki, to dlaczego nie jest czymś naturalnym karanie za złamanie tego zakazu? Logika zakłada co innego. Zabójstwo podlega karze. Aborcja jest zabójstwem. Zatem aborcja podlega karze.

Dopóki nie dopuścimy do naszej katolickiej świadomości, że aborcja nie jest jakimś innym rodzajem zabójstwa, za który nie powinno się karać, dopóty kobiety takie jak Natalia Przybysz będą chwalić się w mediach bezkarnym zabijaniem własnych dzieci. Bo gdyby zabiła którekolwiek z pozostałych swoich dzieci, czekałaby na długą odsiadkę. Ale że zabiła to, które jeszcze się nie urodziło, nawet nie przychodzi nam do głowy, że miejsce w więzieniu byłoby dla niej czymś najzupełniej naturalnym.

Jednak czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. A przynajmniej żal nieco mniej.

____________________________________

We wpisie zastosowano zdjęcie zestawiające przypadek mamy Madzi i Natalii Przybysz. Źródło: wykop.pl.

Reklamy
Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 1 komentarz

Varia Animalia

Każdy ubój rytualny, każda wigilia i karp w wannie, każdy sylwester i każda wysadzona w powietrze petarda ciągnie nas z powrotem do tematu praw zwierząt. To kolejny temat wywołujący poruszenie i podział na dwa obozy. Temat poruszył i mnie, choć należałoby raczej rzec – mnie tym tematem poruszono. Z dwóch stron. Otóż w okolicy wigilii wytoczył się niby-kontrowersyjny artykuł Tomasza Terlikowskiego o tym, że zwierzęta nie ludzie i praw nie mają, nawet w wigilię. Pierwsza reakcja znajomej: gniew i oburzenie. Jak można być tak nieludzkim, pozbawionym sumienia, by odbierać zwierzętom ich przyrodzone prawa. Postanowiłem zmilczeć, choć mam zdecydowanie inne zdanie – zwyczajnie nie miałem ochoty prowadzić dysput o tym, jak bardzo zwierzęta mają przyrodzone prawa lub ich nie mają. Postanowiłem jednak napisać po tym, jak druga znajoma podesłała ten sam artykuł, opatrując go tezą różniącą się od tamtej o 180°. I poprosiła o odniesienie się.

prawa zwierzątJest zatem hipoteza: zwierzęta mają prawa. Prawo do życia, do braku cierpienia, do godności itp. Mamy jedną osobę opowiadającą się za tą tezą i drugą – przeciwko. Należy zatem najpierw zapytać: jeśli zwierzęta mają prawa, to skąd one się wzięły? Tu wchodzi podział na dwa rodzaje prawa: prawo naturalne i prawo stanowione. Jedno i drugie w jakiś sposób obowiązuje w świecie i oba dotykają w pewnym stopniu zarówno ludzi, jak i zwierząt. Czy – mówiąc szerzej – świata przyrody. Prawo naturalne to przyrodzony porządek natury, wynikający z istoty stworzenia. Oznacza to, że każdy gatunek żyje zgodnie ze stopniem rozwoju i, w razie braku ingerencji rozumowej z zewnątrz, zgodnie ze „stopniem stworzenia”. Tam, gdzie wpuszczamy w te obliczenia Boga, będzie to oznaczało „zgodnie z tym, jak go Pan Bóg stworzył”. Zresztą można się tu ograniczyć i do mitologicznej matki natury. Tak czy inaczej, podążając w zgodzie z tym stopniowaniem, dojdziemy wreszcie do miejsca, w którym stoi człowiek. Człowiek, jako istota rozumna (co jesteśmy w stanie udowodnić) nadal podlega prawu naturalnemu, z tym że ono zakłada w kwestii człowieka działanie czegoś więcej niż instynktu. Tym czymś jest właśnie rozum – a rozum pozwala na myślenie, podejmowanie decyzji i stanowienie prawa. Prawo to podlega prawu naturalnemu, bo tamto jest bardziej pierwotne, ale również wykracza poza nie.

Jeżeli więc zwierzęta mają jakieś prawa wykraczające poza prawo naturalne (a więc poza „koło życia”, czyli „zabij i zjedz”, poza instynkt przetrwania, ukierunkowanie na rozród itp.) to tylko dlatego, że ludzie im je nadali. I tak oto ludzie nadali zwierzętom (niektórym) prawo do mieszkania w ludzkim domu, do spania w pościeli, do otrzymywania pożywienia itp. Ludzie, w zgodzie ze zdrowym sumieniem i Bożym nakazem dbania o stworzenie, nadali także zwierzętom prawo do nieprzeżywania przesadnych cierpień. Z drugiej zaś strony to wszystko jest tak naprawdę tylko jakimś ludzkim założeniem, które nie pokrywa się z naturalnym prawem rządzącym przyrodą. Co ciekawe – rytualny ubój (taki przykład) jest jednym z elementów wynikających pośrednio z prawa naturalnego, ponieważ zgodnie z tym prawem – co potwierdzono przez badania – istoty rozumne w naturalny sposób oddają cześć bóstwom, które uważają za coś większego od siebie. Takim samym elementem prawa naturalnego jest polowanie na zwierzęta dla mięsa czy zabijanie karpia na wigilię.

Dopiero ludzie żyjący w dekadenckich czasach, w których słowo „wojna” oznacza legendarną historię sprzed lat lub zza siedmiu mórz, mający dla siebie już wszelkie prawa (tak zwane „równouprawnienie”) żądają tychże równych praw dla swoich przyjaciół – zwierząt. I oto wychodzą na ulicę lub oburzają się w internecie, bo ubój rytualny, ustawa o polowaniach lub strzelanie petardami w sylwestra łamią prawa zwierząt. Prawa, które oni sami tym zwierzętom nadali. Co więcej – oni je nadali jako jakaś grupa bardzo głośnych krzykaczy. To nie są prawa nadane zwierzętom przez ogół ludzkości. Nie, ci ludzie poczuli, że jedzenie krów i kur jest czymś złym, postanowili nadać im prawa, a tych, którzy ich decyzji zaakceptować nie chcą, próbują zakrzyczeć. I stąd dziwaczne manifestacje, w czasie których dziewczynki stoją z tabliczkami, na których uwidocznione są krowy, fretki i prosiaczki, podpisane „Jestem zwierzęciem. Kimś, nie czymś. Chcę żyć”. Niestety, drogie dziewczynki, to nie jest prawda. Zwierzę to zwierzę, jest „kimś” tylko na tyle, na ile wy zmienicie nazewnictwo i nadacie krowom nieistniejącą osobowość. Fretka „chce żyć” tylko na tyle, na ile nakazuje jej to instynkt samozachowawczy. Nie jest to zgodne z jej wolą – bo fretka żadnej woli nie posiada.

wilkNie ma nic złego w kochaniu i rozpieszczaniu zwierzaków. Nie widzę przeszkód w nazywaniu ich członkami swoich rodzin (zdecydowanie przysposobionymi, ale jednak). Przeszkadza mi używanie w stosunku do zwierzaków słów przynależnych do ludzi: „prawa zwierząt”, „wola”, „adopcja”. Właśnie dlatego, że zwierzęta to nie ludzie, nie mają praw poza tymi nadanymi im przez ludzi, nie podejmują decyzji i nie są adoptowane, lecz przygarniane. I nie jestem zwolennikiem znęcania się nad zwierzętami. Sam dziś, wracając z kościoła, trafiłem na potrąconego na jezdni kota. Potrącił go samochód jadący przede mną. Potem odjechał. Ja wysiadłem – kot jeszcze żył – i przeniosłem go na trawnik obok. Potem przez godzinę szukałem dyżuru weterynaryjnego, który mógł podjąć się próby ocenienia i ewentualnego ocalenia kociaka. Przeżyłem to mocno – podobnie jak śmierć mojej świnki morskiej, psa (jego dotyczy najczęściej komentowana notka na blogu) i królika. Zwierzęta towarzyszą nam i ludzie z sumieniem się do nich przywiązują. Nie podoba mi się topienie szczeniąt w workach ani zostawianie psa przed wakacjami w lesie. Ale będę głośno protestował przeciw zakazowi występów cyrków ze zwierzętami w Warszawie, bo niby łamią one prawa zwierząt. Zwierzęta mają tyle praw, ile im nadamy. A przy całej tej nagonce dość blado wypada argument zwolenników praw zwierząt, że sterylizacja zapobiega kłopotom zwierząt w schroniskach. Przecież rozmnażanie się to jest prawo zwierząt wynikające bezpośrednio z prawa naturalnego. Obrońcy ich praw nie powinni namawiać do odbierania im tego prawa celem nadania im „prawa wyższego”.

I oczywiście uroczy jest ten obrazek z wilkiem (dzikiem?) ścigającym myśliwego, ponieważ podobno policzył i jest nas za dużo. Z tym że – niestety – tego wilka ze strzelbą narysował człowiek. I świetnie. Jego prawo.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące zdjęcia:
1. Akcja współorganizowana przez stowarzyszenie Empatia, fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta, zdjęcie za: http://m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,17178738,Terlikowski__Zwierzeta_nie_maja_praw__A_ich_ochrona.html
2. Jest was za dużo, za: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1011994762179503&set=a.1011994622179517.1073741829.100001069657075

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

Co wolno wojewodzie?

Pozostańmy dziś w tematyce prawa, ale zajrzyjmy do niego od innej strony. Ostatnio zastanawialiśmy się nad tym, czy prawo naturalne jest ważniejsze od prawa stanowionego i czy na przykład lekarz może odstąpić od wykonania czynu nakazanego prawem, ale niezgodnego z prawem naturalnym. Dziś chciałbym zadać i odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób prawo obowiązuje istniejącą władzę. Popularne bowiem jest wśród rządzących nami polityków stwierdzenie, że katolikiem (czy szerzej – osobą wierzącą) można być sobie prywatnie, ale jeśli rządzi się państwem (miastem, gminą, itp.), swoje wierzenia należy zostawić w domu. Próbuję sobie wytłumaczyć jakoś to zjawisko i od niedawna pojmuję, że może tu wchodzić w grę takie myślenie, jak na przykład w kwestii hobby. Załóżmy, że prezes firmy zbiera klocki lego. Jednak kiedy przychodzi do biura, nie kieruje się swoją pasją, ma zdecydowanie inne rzeczy na głowie i nie może podejmować decyzji związanych z firmą na podstawie swoich zainteresowań. Albo kobieta, która do biura dojeżdża na rolkach, przed wejściem do pracy zdejmie legginsy i założy spódnicę. Takie życie – to co w domu, to w domu. To co w pracy, to w pracy. Niestety, to myślenie jest błędne gdy chodzi o wiarę.

Dobro i złoReligia której bowiem człowiek jest wyznawcą to nie tylko swego rodzaju osobiste zainteresowanie. W ramach religii występuje także wiara w jakiś wyższy byt, jak również wyznawane wartości. To dotyczy każdej religii, nie tylko chrześcijaństwa, a wyznawane wartości są tu słowem kluczowym. Wartości bowiem, które się wyznaje, przekładają się na życie. Nigdy nie było inaczej – jeśli ktoś prywatnie nie kopie kotów, to nie robi tego także publicznie tylko dlatego, że swoje przekonania zostawił w domu. Przekonań nie zostawia się w domu i każdy trzeźwo myślący człowiek dojdzie do tego wniosku. Człowiek, który prywatnie pomaga sierotom, będzie pomagał im także publicznie, chyba że jest zakłamanym dwulicowcem. Arab, który nie je wieprzowiny w swoim domu nie tknie jej także na oficjalnym przyjęciu. I tak dalej, przykłady można by mnożyć. Co więc zmienia się w przypadku spojrzenia na katolików? Coś sprawiło, że od lat stanowią oni polityczny i medialny wyjątek od reguły. Jeśli jesteś katolikiem, swoją wiarę i przekonania masz – jak wspomniano – zostawić w domu i nie kierować się nimi na zewnątrz. Tymczasem katolicyzm rzeczywiście jest w jakiś sposób wyjątkowy – nie dlatego, że nie niesie z sobą przekonań przekładających się na życie, lecz właśnie wręcz przeciwnie. Katolicyzm to wiara w to, że Bóg zbawił świat przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna, a przekonania które kierują życiem katolika opierają się nie na dziwnych prawach opatentowanych przez głowy myślicieli, lecz na prawie naturalnym, na naturalnym dążeniu do dobra. Podstawowe zasady umieszczone w kodeksie postępowania katolika dotyczą nieczynienia krzywdy, lecz wprowadzania dobra. „Nie zabijaj” pomaga nam nie decydować o mniejszym czy większym złu w przypadku potrzeby zamordowania kogoś, lecz wyraźnie stawia sprawę: nie wolno zabijać ani chorych, ani umierających, ani starych, ani nienarodzonych, ani innowierców. Przykazanie „nie cudzołóż” dotyka oczywistej zasady o pozostawaniu na wyłączność dla swojego męża czy żony, bez zdrad, skoków na boki i wielożeństwa, które muszą wprowadzać rozłam. W samym katolicyzmie nie ma zasad odnośnie zakazów jedzenia czy picia czegoś, albo podcierania się tą a nie inną ręką. Jedyne prawa kierujące życiem katolika dotyczą zbliżania się do Boga – w sposób wybitnie nieinwazyjny – oraz przestrzegania podstawowych ludzkich praw, wynikających z ludzkiej natury.

Zatem katolik jest w prosty sposób zmotywowany do przestrzegania naturalnego porządku rzeczy i tym się ma kierować. Jednak są ludzie, którzy Boga omijają szerokim łukiem, ale żyją dobrze. Słyszałem kiedyś, że choć odrzucają oni trzy pierwsze przykazania, żyją według siedmiu pozostałych. Mogę żałować, że nie chcą oni zbliżać się do Boga, ale muszę docenić ich postępowanie w zgodzie z prawem naturalnym. I rzeczywiście istnieją ateiści czy agnostycy będący kategorycznie przeciw aborcji (to może się niektórym wydawać paradoksem, ale w żadnym razie nim nie jest), a także tacy, którym do głowy nie przyjdzie zdradzenie żony. Mówi się, że mocna wiara w Boga i zbawienie motywuje do przestrzegania praw moralnych i to jest prawda, ale dla niektórych nie jest to warunek konieczny. I odwrotnie – choć odejście od Pana często sprowadza się do rezygnacji z dobra w życiu, to nie musi się tak zdarzyć i nie zawsze się zdarza. Ciekawostką jest jednak inne zjawisko, które obserwujemy w dzisiejszym świecie i które próbuje zdominować opinię publiczną – jest to wspomniany wcześniej nacisk na porzucenie praw moralnych dla „dobra” ludzkiego. Samo z siebie to zjawisko jest już paradoksalne, przecież prawo moralne działa właśnie dla dobra ludzkiego. Nie ma większego ludzkiego dobra niż to zawarte w moralnym prawie naturalnym. Polecenie „nie zabijaj” nie jest dążeniem do mniejszego dobra, niż polecenie „możesz zabijać, jeśli twoja ofiara jest chora lub niepełnosprawna”. Ale media i politycy trąbią dookoła, że prawo moralne należy zostawić w domu, że swoją wiarę i przekonania należy zostawić w domu i w życie publiczne iść z takimi przekonaniami, jakie głoszą media właśnie. Że należy przestrzegać prawa stanowionego nawet gdy jest niezgodne z prawem naturalnym.

Hanna Gronkiewicz-WaltzCo zatem wolno wojewodzie? Co wolno premierowi, prezydentowi kraju czy miasta? O tych rzeczach mogliśmy się przekonać nie raz. Pani Ewa Kopacz, deklarująca się jako wierzący katolik, w sprawie „Agaty” zaś osobiście wskazująca szpital, w którym czternastolatka mogła usunąć swoje całkowicie zdrowe dziecko, które naprawdę nie powstało w wyniku gwałtu (ale w wyniku „czynu zabronionego” – współżycia z dzieckiem poniżej 15 lat), sama uzasadniając swoją decyzję powiedziała, że przekonania katolika nie mogą wchodzić do polityki, że muszą pozostać w domu. Po nastąpieniu aborcji ludzie zastanawiali się nad tym, czy Ewa Kopacz nałożyła na siebie kościelną ekskomunikę, czy nie, o czym już pisałem. Prezydent Komorowski opowiadał się oficjalnie za in vitro, jednocześnie będąc przekonanym, że może sobie spokojnie przystępować do komunii, a żaden z biskupów nie powiedział mu, że jest odwrotnie – nadal sami biegali do niego z Panem Jezusem (więcej u mnie tutaj). Dziś wreszcie sytuacja się powtarza. Nieodwołana w warszawskim referendum prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zdejmuje ze stanowiska dyrektora szpitala Świętej Rodziny profesora Bogdana Chazana. Robi to, ponieważ ten odmówił aborcji kobiecie z niepełnosprawnym dzieckiem i nie udzielił jej informacji o tym, gdzie mogłaby tej aborcji dokonać. Sama Gronkiewicz-Waltz jednocześnie od wielu lat podkreśla swój katolicyzm, swoją przynależność do Odnowy w Duchu Świętym, swoje przywiązanie do Jana Pawła II. Jej wypowiedzi w tym temacie mogą być przez niektórych uważane wręcz za fanatyczne. A jednak tak, jak brakiem kompetencji i logicznego myślenia, pani prezydent cechuje się również brakiem tego przywiązania, brakiem przywiązania do – podobno wyznawanych – zasad moralnych. Z jej toku rozumowania wynika, że ma swoje bardzo poważne przekonania, ale jako prezydent Warszawy ma obowiązek przestrzegać obowiązującego prawa. Wielokrotnie udowodniono już, że prawo to obowiązuje tylko medialnie, nie było bowiem podstaw prawnych do usunięcia doktora Chazana ze stanowiska dyrektora, ale prawo medialne okazało się ważniejsze zarówno od prawa moralnego, jak i stanowionego. Podobnie przecież było w przypadku czternastoletniej Agaty, której ciążę zakończono ze względu na medialną nagonkę i była to pierwsza aborcja, której przyczyną był „czyn zabroniony” nie będący gwałtem.

Ale nie to wolno wojewodzie. Wojewoda czy prezydent katolik ma w pierwszej kolejności obowiązek przestrzegania prawa naturalnego. Prezydent Warszawy czy minister zdrowia podający się za katolików mają w pierwszej kolejności bronić prawa do życia – każdego życia – a nie walczyć o możliwość zabicia, a w przypadku niedokonania owego – zwalniać prawego moralnie lekarza. Dlatego dziś oczekuje się mocnego, głośnego wezwania biskupów w stronę pani Hanny Gronkiewicz-Waltz, która udowadnia, że katoliczką za bardzo jednak nie jest. Nie żyje tym, w co wierzy. I my wszyscy musimy pamiętać, że jeśli jesteśmy katolikami, jeśli znamy prawo moralne, musimy przestrzegać go zawsze, w każdym momencie życia. Wejście w politykę, w życie medialne, studia medyczne i żadną inną dziedzinę nie upoważnia nikogo do łamania prawa moralnego. A my oczekujemy na takich polityków-katolików, którzy za priorytet postawią sobie przestrzeganie prawa moralnego w państwie, w którym żyjemy.

Nie wolno wojewodzie, ani tobie, smrodzie!
____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Dobro i zło – grafika za: http://roznice.com/swiat-nauki/roznice-miedzy-etyka-a-moralnoscia/
2. Hanna Gronkiewicz-Waltz, za: http://www.se.pl/wydarzenia/warszawa/warszawiacy-chca-odwoac-prezydent-hanne-gronkiewicz-waltz_320360.html

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

Tu wasz szeryf, przestrzegajcie prawa!

Zanim „Wprost” wywołał aferę podsłuchową i stał się wielkim obrońcą wolności słowa, postanowił powiesić kilka słów na wybitnym, znanym i poważanym lekarzu Bogdanie Chazanie. Było to związane z podpisaniem przez wielu lekarzy tzw. deklaracji wiary, w której opowiadali się oni za ochroną życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Profesor Chazan także tę deklarację podpisał, a poszedł na pierwszy ogień mainstreamowych mediów ponieważ jego nazwisko jest szczególnie znane. Jeśli chcesz zniszczyć jakąś ideę – zaatakuj kogoś, kto stoi na jej szczycie, jeśli spadnie, tym większa będzie klęska całości. Tak też do dr Chazana wybrała się kobieta, której nienarodzone dziecko miało poważną wadę i niewielkie szanse na przeżycie po urodzeniu. Doktor nie zdecydował się na dokonanie aborcji, odmówił też udzielenia informacji o innym miejscu, gdzie można by przeprowadzić zabieg przerwania ciąży. W związku zwłaszcza z tą drugą kwestią media i internet zagrzmiały – po raz kolejny – o konieczności respektowania i przestrzegania przepisów prawa przez lekarzy, polityków, przedsiębiorców itp. I dlatego dziś o przestrzeganiu prawa właśnie.

prawoTaka tendencja właśnie daje się zauważyć, zwłaszcza wśród liberałów, tj. ludzi, którzy podobno optują za wolnością. Oni to właśnie kategorycznie żądają od lekarzy przestrzegania przepisów prawa jeśli chodzi o aborcję. Polskie prawo dopuszcza dokonanie aborcji w trzech przypadkach: gwałtu, trwałego uszkodzenia płodu i narażenia go na chorobę lub śmierć, oraz zagrożenia życia lub zdrowia matki. Jeśli zaś któryś z lekarzy ginekologów nie podejmuje się dokonania tego procederu, odzywają się głosy, że takie jest prawo i należy go przestrzegać. Jeśli powołamy się na klauzulę sumienia, padają hasła, że liczy się prawo, a nie jakieś klauzule sumienia. Dość zaznaczyć, że dla niektórych ludzi zwroty „deklaracja wiary” i „klauzula sumienia” łączą się w jedno. Można podać im argument: klauzula sumienia jest zapisana w prawie (art. 39 Ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty z 5 grudnia 1996). Usłyszymy jednak, że lekarz odmawiający dokonania świadczenia medycznego ma prawny obowiązek wskazać inne miejsce, gdzie zabieg zostanie wykonany. Kto tego nie robi, działa poza prawem, a prawa trzeba przestrzegać.

Z pewnymi wyjątkami, takimi jak rzeczona klauzula sumienia.

Do czego dążę? Prawo krajowe może być różne. Każdy kraj nakłada jakieś przepisy, które z jakiegoś powodu wydają mu się w porządku. W naszym prawie kary cielesne są zabronione, a w niektórych stanach USA nie są. W Stanach jest kara śmierci, u nas z niej zrezygnowano. W Polsce można jeździć po autostradzie z prędkością 140 kilometrów na godzinę, choć jest to jak na standardy światowe wysoki limit (większość krajów ma max. 130). Z drugiej strony na autostradzie w Niemczech pojedziesz ile fabryka dała (sugerowane ograniczenie to 130, ale nie jest ono obowiązkowe). Jak więc widać każdy kraj ma swoje prawa i w każdym są one inne. Można powiedzieć – przestrzegaj prawa, jakie obowiązuje w twoim kraju. Jednak w każdym kraju i prawa aborcyjne są różne. Są kraje, gdzie jest całkowity zakaz i takie, gdzie można usuwać ciążę w każdym wieku i bez względu na przyczynę. Nie wygląda przy tym na to, by Polki czy Arabki przestrzegały tylko tego prawa, które obowiązuje w ich kraju. Jeśli chcą dokonać aborcji „na żądanie” mogą pojechać np. do Szwecji. Jeśli mają trudności ekonomiczne, mogą też spokojnie pozbyć się płodu w Wielkiej Brytanii. Nie ma grzmienia: przestrzegaj prawa obowiązującego w twoim kraju! Dlaczego?

WoodyPrzede wszystkim dlatego, że głównym argumentem liberałów nie jest wcale idea przestrzegania prawa. Prawo tu jest wyłącznie słowem-wytrychem mającym wymusić na lekarzach to, czego chcą ludzie (niektórzy). Ci sami liberałowie walczący o dostęp do legalnej aborcji są za tym często, by bez problemu mieć dostęp do narkotyków, by jeździć z instynktowną prędkością po drogach, by ściągać muzykę, gry, filmy z internetu. Zatem prawo jest dobre wtedy, gdy działa na naszą korzyść (czy – mówiąc inaczej – dla naszej przyjemności, bo my tak chcemy). Jeśli zaś prawo nie działa tak, jak my byśmy chcieli, to są trzy wyjścia: łamać prawo; naciskać na zmianę prawa; jechać gdzieś, gdzie prawo działa tak, jak byśmy chcieli. Prawo zatem dotyczące aborcji jest bardzo dobre dla lekarzy – tzw. kompromis aborcyjny jest czymś, co sprawia, że lekarz powinien uczciwie usuwać ciąże pacjentek. Jest jednak zły dla liberałów i nie jest prawdą, że należy mieć do prawa szacunek. Prawo należy zmieniać, by aborcja była dostępna na życzenie – nigdy w drugą stronę. Tak samo jest w kwestii związków partnerskich czy tzw. homoseksualnych małżeństw. Tu nie mamy prawa powiedzieć: szanujmy nasze prawo, które pozwala zawierać małżeństwa między osobami płci przeciwnych. Nie, musimy powiedzieć: prawo trzeba zmienić. Tak, by działało na naszą korzyść.

Jak to jednak jest z tym prawem? Prawo istniało od wieków. Rzymianie stworzyli przepisy prawne i sposób ich ujmowania jaki znamy do dziś. Ale inne kultury też miały swoje prawo. Żydzi, od których chrześcijaństwo bierze początki, mieli Prawo, które było prawem religijnym i składało się z wielu przepisów dotyczących czystości rytualnej czy wyciągania konsekwencji z czynów innych ludzi. Ale europejska kultura oparta jest na filarze prawa rzymskiego, nie żydowskiego. Jest też oparta na filarze greckiej filozofii. Oraz wiary chrześcijańskiej. Ale chrześcijaństwo wywodzi się z judaizmu, jak to więc jest z tym Prawem?

kazanie-na-gorzeOtóż Prawo wypełniło się w Chrystusie. On zniósł dla nas wszelkie przepisy prawne nie mające nic wspólnego z prawem Bożym. Przepisy rytualne zostały przezeń odtrącone: „Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym” (Mt 15,11). Przepisy o kamienowaniu czy karze śmierci zostały odtrącone: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (J 8,7). Jezus odtrącił Prawo i dlatego chrześcijaństwo nie jest religią prawa. Chrześcijaństwo jest religią miłości, wiary i nadziei. Ale to nie znaczy, że prawo przestało istnieć z chwilą przyjścia Chrystusa. Jezus sam wyniósł niektóre prawa na wyżyny – jak choćby to o cudzołóstwie, gdzie nie należy nawet pożądliwie spoglądać na kobietę. Powiedział też, żeby oddać Bogu co boskie i Cezarowi co cesarskie. I w tych dwóch sprawach sięgamy sedna prawa samego w sobie. Istnieją bowiem dwa rodzaje prawa: prawo naturalne i prawo stanowione. Chrystus odtrąca bezsensowne przepisy prawa stanowionego. Prawo naturalne jednak wyjaśnia i podnosi do najwyższej rangi. Nakazuje jednocześnie przestrzegania prawa stanowionego tam, gdzie ma ono sens. Zatem tam, gdzie nie stoi ono w wyraźnej opozycji do prawa naturalnego.

Prawo naturalne to nie jest jakiś wymysł Kościoła – jak chcieliby niektórzy. To tak naprawdę wrodzone poczucie sprawiedliwości, które mają w sobie wszyscy ludzie. Prawo mówiące nam, że każdy człowiek ma prawo do życia. Prawo mówiące nam, że wchodząc w związek z innym człowiekiem winien mu jesteś uczciwość. Prawo mówiące, że nie da się utrzymać ludzkości przy życiu, jeśli będziemy się łączyć w pary jednopłciowe. I tak dalej, i tak dalej. Oczywiście człowiek tym różni się od zwierzęcia, że jest w stanie to prawo zagłuszyć (albo oddać w dyspozycję Kościołowi). I tak zamiast „człowiek” mówi „płód”. Stawia wartość życia matki wyżej niż wartość życia dziecka. Zezwala na klauzulę sumienia w kwestii zabijania, pod warunkiem, że wskaże się zabójcę w zastępstwie. Lub stawia prawo stanowione wyżej, niż prawo naturalne.

Tu jest poważny błąd. W prawie stanowionym są bowiem prawa neutralne względem prawa naturalnego (np. kwestia prędkości na autostradzie), te z nim zgodne i takie, które są niezgodne. Jak choćby kwestia aborcji. W naturze ludzkiej oczywiste jest poddanie życia dziecka wtedy, kiedy życie matki jest zagrożone i jest pewność, że w razie braku reakcji oboje umrą. Wówczas mamy prawo podejmować działania, które pośrednio mogą doprowadzić do śmierci płodu (choć nie możemy bezpośrednio go zabijać). Dziecko bowiem zagraża zarówno życiu własnemu, jak i matki – dla ratowania obojga możemy poświęcić, niespecjalnie, to słabsze. W innych przypadkach zabijanie nienarodzonego jest niezgodne z naturą. Kwestie zdrowotne bowiem nie są nigdy ważniejsze od naturalnego prawa do życia. Podobnie ma się sprawa z gwałtem: poczęty człowiek nie jest winien gwałtu dokonanego na matce i nie może zostać zamordowany dla – pozornego często – komfortu psychicznego tejże matki. Każde zaś prawo stanowione, które nie jest zgodne z prawem natury, musi podlegać odrzuceniu przez ludzi sumienia. Nie ze względu na wiarę, lecz na prawdę. Bo nie tylko chrześcijanie sądzą, że należy żyć zgodnie z prawem naturalnym. A prawa stanowionego przestrzegać zawsze wtedy kiedy nie stoi w sprzeczności z prawem naturalnym.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Symbole prawa – sędziowski młotek i waga Temidy, źródło: http://www.angliaodszkodowanie.pl/poradnik-pracownika/prawa-i-obowiazki-pracownika-w-anglii.html
2. „Uwaga! Tu wasz szeryf! Przestrzegajcie prawa!” – fragment z filmu „Toy Story”, za http://www.youtube.com/watch?v=xfHyQ4m3BxU
3. Kazanie na górze – malowidło z kościoła w Dąbrówce Wisłockiej, Parafia Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Kazimierza, za: http://dabrowkawislocka.pl/wnetrze-kosciola/

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 2 Komentarze