Posts Tagged With: Rekolekcje

Rajski ptak na Marszałkowskiej

Powrót z rekolekcji zawsze nastraja do tworzenia wpisów. Adam – prowadzący ten turnus – podkreślił, żeby zapisywać sobie swoje przemyślenia. Ja wprawdzie nie zapisywałem nic na bieżąco, ale na koniec postanowiłem podzielić się kilkoma myślami z czytelnikami. Pierwsza myśl – zawarta w tytule – to słowa Adama, które postanowiłem sobie zapamiętać. Nie pamiętam nawet kontekstu, w którym zostały wypowiedziane, ale wiem, co miały oznaczać. Coś niezwykle rzadkiego, niespotykanego, wręcz niemożliwego. Ulotnego. Można tak powiedzieć o wielu rzeczach, wspomnieniach, przeżyciach. Warto jednak postarać się, by Duch Święty był takim rajskim ptakiem na Marszałkowskiej, który nie ucieka, lecz trwa.

Wróciliśmy z Oazy Rodzin III stopnia w Nałęczowie. Oznacza to, że podstawową formację Domowego Kościoła mamy właściwie za sobą. Co nie oznacza, że jestem nagle super uformowany i święty za życia. Im dłużej jestem w Domowym Kościele, tym więcej widzę braków w sobie. Oczywiście nie wynika to z tego, że jestem coraz bardziej oświecony i więcej zauważam. Wynika raczej z faktu, że tych braków naprawdę jest coraz więcej. Coraz rzadziej pamiętam w codzienności o tym, kim dla mnie jest Jezus Chrystus i jak wiele dla mnie zrobił. Że umarł, zabierając do grobu moje grzechy, a potem zmartwychwstał, by pokazać że pokonał dla mnie śmierć. I nie, nie są to tylko puste frazesy – a przecież tak często stają się frazesami. Żeby naprawdę to uchwycić, trzeba złapać rajskiego ptaka na Marszałkowskiej…

Spójrzmy na priorytety osoby wierzącej. Bóg na pierwszym miejscu. Jak łatwo to powiedzieć i jak łatwo staje się to pustym hasłem. Często księża przypominają o miejscach w naszych życiach, do których nie wpuszczamy Boga. Tak, Panie Boże, jesteś dla mnie najważniejszy. Ale tu nie wchodź, tu się nie wtrącaj. Tu sobie poradzę. Ja zwróciłem uwagę, że mam nieco inaczej. Owszem, Panie Boże, zapraszam Cię. Możesz wejść, ale siądź sobie cicho z boku i nie przeszkadzaj. Nie mam dziedzin życia, w których nie chcę widzieć Boga. Ale mam takie, w których wolałbym działać sam. A skoro Bóg jest na pierwszym miejscu, to On to wszystko ogarnia. Nie siądzie sobie z boku, bo On jest we wszystkim, a wszystko jest w Nim. I owszem, dał człowiekowi wolną wolę, więc zgadza się na swoją cichą obecność dopóki Go nie zaprosimy. Ale skoro przenika wszystko, to nie da się go zostawić za drzwiami.

„Przychodzisz Panie mimo drzwi zamkniętych. Jezu zmartwychwstały ze śladami męki”. Nie zwróciłbym uwagi na tę piosenkę, gdyby nie jedna ze współuczestniczek rekolekcji. Ona otworzyła mi oczy na jedno z możliwych działań Boga w moim życiu. Już nie tylko „Oto stoję u drzwi i kołaczę”. Już nie tylko stara opowieść o klamce tylko od środka, gdzie Jezus czeka na zewnątrz aż Mu otworzymy. Nie, Jezus wchodzi do naszego życia choć drzwi wieczernika są zamknięte. I zmienia nas, bo przenika wszystko. Warto Mu uwierzyć i oddać się w opiekę.

Na pierwszym miejscu musi być Bóg, na drugim żona – dopiero później dzieci. Co to oznacza? Od dłuższego czasu miałem takie głupie przeświadczenie, że jeśli żonie jestem w stanie poświęcić dwie godziny w ciągu dnia, to Bogu powinienem poświęcić co najmniej trzy. Ale tych trzech godzin nigdy nie miałem. I dopiero teraz, w czasie tych rekolekcji, przypomniałem sobie bardzo dawne czasy, kiedy byłem klerykiem w seminarium (zainteresowanych odsyłam do pierwszych wpisów na blogu). Kiedy dla Boga miałem naprawdę wiele godzin dziennie, ale to sprawiło, że czułem Go zawsze tuż obok. Śmiałem się, bo szedłem korytarzem, a Jezus kroczył obok mnie, a tam przecież była ściana i przepaść na pierwszym piętrze. I teraz zdałem sobie sprawę, że na rozmowę z Bogiem twarzą w twarz przyda się 15 minut, nawet pół godziny. I to wystarczy, pod warunkiem, że zdam sobie sprawę z tego, że On jest zawsze przy mnie. I że nie poświęcam Mu trzech godzin, lecz cały dzień, cały swój czas, całego siebie.

Owszem, nie jest łatwo przełożyć te przemyślenia na czyny. Czuć Pana cały czas obok i śmiać się do Niego ku zdziwieniu gapiów na ulicy. Dlatego kolejny fragment Pisma Świętego rozpościeram przed sobą jako moje życiowe motto. I staram sobie go przypominać w chwilach zwątpienia.

„Stawiam sobie zawsze Pana przed oczy,
nie zachwieję się, bo On jest po mojej prawicy”

(Księga Psalmów 16,8).

____________________________________

We wpisie zastosowano zdjęcie przedstawiające rajskiego ptaka, za: https://pixabay.com/pl/bird-of-paradise-safari-oddzia%C5%82%C3%B3w-2433714/

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | Dodaj komentarz

Czy kochasz swoją żonę tak, jak Pan Ciebie ukochał?

Tegoroczne rekolekcje wyglądały zdecydowanie inaczej, niż te z roku poprzedniego, czy nawet jeszcze sprzed dwóch lat. Krótsze, trwały niecały tydzień, a do tego trudno było je przeżyć, bo cały czas musiałem się uganiać za roczną córką. Mimo tego już dziś klarują się we mnie myśli, które udało mi się przez ten czas uchwycić i okazuje się, że czas spędzony w Tenczynie nie poszedł na marne. Mam nadzieję, że Bóg da mi odczuwać to w coraz większym stopniu i że rekolekcyjna nauka i modlitwa wpłynie na moją codzienność.

Z myśli, które najgłębiej we mnie utkwiły, najważniejszą umieściłem w tytule wpisu. Znacząca część konferencji księdza prowadzącego opierała się na tak zwanym Nowym Przykazaniu. Kiedy zapyta się czasem kogoś, jakie to jest nowe przykazanie, często pada odpowiedź, że to przykazanie miłości, a więc „Miłuj Pana Boga swego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego jak siebie samego”. Otóż prawdą jest, że to przykazanie stare, jeszcze z czasów Starego Przymierza. Oczywiście, Jezus mówi o nim w pewnym momencie, że to jest najważniejsze przykazanie, ale potem sam daje swoim uczniom przykazanie nowe: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie” (J 13, 34). Mamy miłować już nie tak, jak siebie samego, ale zdecydowanie bardziej: tak, jak sam Jezus nas umiłował. A właśnie Jezus, Bóg prawdziwy, do końca nas umiłował. Do końca, czyli do samej śmierci na krzyżu, ale i jeszcze dalej – aż po horyzont zmartwychwstania i życia wiecznego! Ksiądz na konferencjach kilkakrotnie zestawiał ze sobą te dwa przykazania, przykazanie stare i nowe. Zadawał przy tym pytanie, o co chodzi z tą miłością samego siebie. Dlaczego wcześniej Bóg nauczał, by kochać bliźniego jak siebie samego. Czyżby kochanie siebie samego nie było egoistyczne? Ksiądz sięgnął tu do nowego przykazania, do nakazu miłowania bliźniego tak, jak Jezus nas ukochał. I tylko taka miłość własna – jak Jezus kocha mnie – nie jest objawem egoizmu. Pytanie tylko jaka tak naprawdę jest miłość Boga do mnie? Bóg nie jest dobrotliwym dziadkiem, głaszczącym po główce, pozwalającym na wszystko i ustępującym jak tylko zrobię buzię w podkówkę. Bóg kocha mnie, troszcząc się o mnie, oddając za mnie wszystko, ale też karcąc mnie za przewinienia, czasem wystawiając mnie na próbę wiary. Bóg mnie wychowuje, bo prawdziwa miłość to miłość wychowawcy. I ja wobec siebie powinienem być dobry, ale i restrykcyjny. Pomocny, ale stawiający sobie wysokie cele. Jezus, żyjąc wśród nas, pokazał nam doskonały przykład Bożej miłości, obiecując nam wiele mieszkań w domu Pana, lecząc chorych, karmiąc głodnych, ale i wypędzając kupców ze świątyni, krytykując faryzeuszów, mówiąc do Piotra „zejdź mi z oczu, szatanie”. I my powinniśmy samych siebie tak miłować, a bliźniego swego jak siebie samego.

Kiedyś, będąc ze swoją pierwszą narzeczoną w okolicach końcówki liceum, przeinterpretowywałem sobie przykazania na własny użytek. Stwierdziłem, że choć mamy kochać bliźniego jak siebie samego, to własną żonę powinniśmy kochać zdecydowanie bardziej. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że Pan Jezus załatwił tę sprawę za mnie, dając uczniom nowe przykazanie. Teraz, w nawiązaniu do słów księdza z konferencji, przykazanie wypłynęło w czasie wieczornej modlitwy małżonków. Podczas wstępu do fragmentu modlitwy, w czasie którego małżonkowie mieli się nawzajem przepraszać, padło pytanie o to, czy kochamy swoich współmałżonków tak, jak Jezus kocha nas. Czy ja kocham swoją Żonę tak, jak Jezus mnie kocha. Czy dbam o nią, troszczę się o jej potrzeby, czy nie jestem dla niej nieuprzejmy, czy nigdy – nawet w myślach – nie posuwam się do zdrady małżeńskiej. Te wszystkie pytania są związane z głównym: czy kocham ją tak, jak ja jestem przez Boga kochany. Oczywista odpowiedź: nie kocham, jeszcze nie kocham wystarczająco. Wiem, że Jezus nigdy mnie nie zdradzi, nigdy mnie nie opuści. Wiem, że nie zostawi w kłopotach i nie każe sobie radzić. Wiem też, że wesprze mnie w trudnych zadaniach codzienności. Czy ja zawsze robię to wszystko dla mojej żony? Nie. Ale wiem, że muszę próbować. Przed nami całe życie.

To jest myśl, która najgłębiej utkwiła we mnie podczas tych rekolekcji. To również myśl, z którą pozostawiam wszystkich czytających mój blog małżonków. Czy poświęcasz swojej żonie lub swojemu mężowi wystarczająco dużo uwagi? Czy masz czas by się nią lub nim zająć, by wspomóc w trudnych chwilach, w szarej codzienności? Czy dzięki Twojej opiece nad dziećmi Twoja żona lub Twój mąż mają czas dla siebie, mogą odpocząć? Czy kochasz swojego współmałżonka tak, jak Bóg sam Cię umiłował?

Przemyślimy to wspólnie i zacznijmy działać.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Stawiam na Domowy Kościół

Przed tygodniem wróciliśmy z rekolekcji wakacyjnych. Przez ostatni tydzień błądziliśmy między jednymi a drugimi teściami, dlatego dopiero dziś witam Was ponownie, drodzy Czytelnicy. Podobnie jak w zeszłym roku, i tym razem pragnę podzielić się z Wami moimi przemyśleniami porekolekcyjnymi, jednak chciałbym również poruszyć szerzej temat całego Domowego Kościoła.

Rekolekcje, na których byliśmy to drugi stopień Oazy Rodzin. Oazy rodzin są zaś organizowane z myślą o Domowym Kościele, który jest rodzinną gałęzią ruchu Światło Życie założonego przez ks. Franciszka Blachnickiego. Osobiście, dzięki trosce i uprzejmości naszych bliskich znajomych, dołączyliśmy do Domowego Kościoła tuż po ślubie i jesteśmy w nim już prawie cztery lata. Formacja w DK odbywa się przez kręgi, na które składa się kilka małżeństw oraz ksiądz, który tym małżeństwom towarzyszy. Spotkania kręgu odbywają się – najlepiej – raz w miesiącu, z wyłączeniem miesięcy wakacyjnych. Krąg ma jednak tylko za zadanie ustawiać i korygować nasz ciąg formacyjny, który trwa cały miesiąc – w rodzinie, w małżeństwie i indywidualnie. Odbywa się on w oparciu o kilka zobowiązań, które podejmuje się wstępując do Domowego Kościoła i które zbliżają człowieka i jego rodzinę do Boga. W gałęzi młodzieżowej Ruchu Światło-Życie tych zobowiązań nie ma, ponieważ opiera się on trochę na czymś innym.

Wielu z Was, choć nie należy do Domowego Kościoła, jest połączone z drugą osobą sakramentem małżeństwa. Dlatego każdemu, kto wstąpił w sakramentalny związek małżeński z całego serca polecam Domowy Kościół jako miejsce budowania swojej wiary i umacniania swojego małżeństwa. Nie jest ani za wcześnie, ani za późno, żeby zacząć się formować i zmieniać, a muszę przyznać z własnego doświadczenia, że zmiany na lepsze są bardzo wyraźne. Jeśli jednak nie zamierzacie póki co wstępować do Domowego Kościoła, a chcecie formować się i umacniać w małżeństwie mimo to, polecam wdrożenie w życie naszych domowokościelnych zobowiązań, które warto kultywować nawet pozostając poza wspólnotą. Zobowiązania Domowego Kościoła to:

Codzienny Namiot Spotkania – Jest to modlitwa indywidualna każdego z nas, oparta w swoim zamyśle na Namiocie Spotkania z Pięcioksięgu, tego w którym Mojżesz spotykał się z Bogiem. Aby odbyć Namiot nie wystarczy powiedzieć rano i wieczorem pacierz. Trzeba „wyjść poza obóz”, czyli oddzielić się od świata, np. zamykając się na 20 minut w osobnym pokoju, przeczytać wybrany fragment z Pisma Świętego i porozmawiać z Bogiem tak, jak Mojżesz z Nim rozmawiał. Należy przez ten czas skupić się na modlitwie, na spotkaniu z Panem, naszym Przyjacielem i Sojusznikiem.

Regularna lektura Pisma Świętego – Inaczej, niż w Namiocie Spotkania. Tym razem skupiamy się na poznaniu Słowa Bożego i zrozumieniu go w sposób intelektualny, również w celu umocnienia naszej wiary. Czytamy Biblię jak bardzo ważną książkę, której Autor chce powiedzieć nam coś naprawdę ważnego. Nie musi się to odbywać codziennie, ważne, by było regularne.

Codzienna modlitwa małżonków – Moment, w którym małżonkowie stają we dwoje przed Bogiem. W tej modlitwie nie uczestniczą dzieci, można więc modlić się np. kiedy te już śpią. Modlitwa może być krótka, ważne, by była wspólna: Ty i ja wobec Boga. My z czasem wypracowujemy coraz pełniejszą i głębszą modlitwę, włączamy w to modlitwę spontaniczną (własnymi słowami), odchodzimy od klepania regułek, czytamy wspólnie Pismo Święte. Modlitwa może jednak być taka, jaką małżonkowie sobie wymarzą, ważne, by była wspólna.

Codzienna modlitwa rodzinna – Tym razem stajemy przed Bogiem całą rodziną. Tu jest łatwiej, bo w Polsce pokutuje jeszcze stary schemat kładzenia dzieci do łóżka: „siusiu, paciorek i spać”. Zamiast więc infantylnego „paciorka” modlimy się z naszymi dziećmi przed snem. Każde z nas modli się we własnych intencjach, ostatnio zapalamy też świecę – Światło Chrystusa – co jest bardzo atrakcyjne dla naszego synka. Uczymy dzieci tradycyjnych modlitw, takich jak Modlitwa Pańska czy Wezwanie Anielskie, ale przede wszystkim pokazujemy, że jest Ktoś większy od nas, kto nas wszystkich bardzo kocha i do kogo możemy mówić Ojcze, Tato. Można też modlić się rodzinnie przed posiłkami czy przed podróżą. Zawsze znajdzie się dobry moment na modlitwę.

Comiesięczny dialog małżeński – Bardzo ważny element, często niestety pomijany przez małżonków. Dialog to rodzaj rozmowy małżonków przed Bogiem. Zapalamy świecę, przyzywamy Ducha Świętego i rozmawiamy. Niekoniecznie o tym, co słychać w pracy, czy jak tam dzieci (pierwszy krok, pierwszy ząbek itp.), ale o naszym życiu, nastawieniu i oczekiwaniach wobec siebie nawzajem, wobec dzieci czy innych ludzi. Zastanawiamy się nad problemami w małżeństwie czy w rodzinie, nad tym co jest dobre, nad tym, co należy zmienić. Dialog powinien trwać co najmniej godzinę, często trwa około trzech. Również nie biorą w nim udziału dzieci, dlatego warto go robić kiedy te już śpią, albo wybrać się na randkę, zamówić herbatę i ciastko, i tam odbyć dialog. Ważne, by być otwartym na siebie nawzajem i Boga. Codzienna, nawet głęboka rozmowa nie zastąpi regularnego dialogu małżeńskiego.

Reguła życia – Postanowienie podejmowane najczęściej podczas dialogu małżeńskiego, wdrażane w życie celem jego poprawy, zbliżenia się do Boga, polepszenia stosunków rodzinnych itp. My np. pod wpływem rekolekcji podjęliśmy decyzję, że będziemy bardziej przykładać się do celebracji niedzieli (o tym napiszę innym razem), mniej korzystać z komputera czy telewizora, bardziej zastanawiać się nad wydatkami. Regułą może być wszystko, co w zgodzie z Panem pomoże nam zreformować nasze życie. Na kolejnym dialogu małżeńskim można rozważyć, czy i w jakim stopniu reguła została zrealizowana, a jeśli nie – co można zrobić, żeby polepszyć jej realizację.

Coroczne rekolekcje – Domowy Kościół ma swoje rekolekcje (Trzy stopnie Oazy Rodzin, dwa Oazy Animatorów Rodzin i różnorakie rekolekcje tematyczne), które bardzo polecam, ale są dostępne tylko dla członków Domowego Kościoła. Nie oznacza to jednak, że nie ma potrzeby, by inne katolickie małżeństwa uczestniczyły w rekolekcjach raz do roku. Istnieje wiele rodzajów rekolekcji, na które można się wybrać nie będąc w DK. A rekolekcje odbywane raz do roku bardzo mocno oddziałują na przeżywanie trudów codziennego życia w ciągu roku, ustawiają nasze całoroczne spojrzenie na Boga i naszą wiarę. Pomagają przez cały rok skupić się na formacji. Sądzę, że potrzebne są każdemu, nie tylko członkom Domowego Kościoła, tylko pozostali muszą trochę bardziej się wysilić, żeby je dla siebie znaleźć.

Do tego dochodzi comiesięczne spotkanie wspólnoty, które już zostało wspomniane. Są małżeństwa, które dodają dialog rodzinny (nie zastępują nim dialogu małżeńskiego), podczas którego omawiają z dziećmi poważne sprawy i podejmują rodzinne decyzje (np. wybór szkoły), nie jest to jednak zobowiązanie Domowego Kościoła. Powyżej opisane zobowiązania dotyczą i są obowiązkiem członków Domowego Kościoła, a jak powiedziano na rekolekcjach – kto nie akceptuje i odrzuca któreś ze zobowiązań, sam wystawia się poza DK. Oczywiście nie ma obowiązku należeć do Domowego Kościoła, a nie-członkowie nie mają takich zobowiązań. Mimo tego małżeństwom, które nie należą do Domowego Kościoła polecam przede wszystkim wstąpienie do niego, a niechętnym – wprowadzenie w życie naszych zobowiązań. To są, tak naprawdę, zupełnie podstawowe zasady, dzięki którym panujemy nad naszym kontaktem z Bogiem. I to naprawdę działa!

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

Pan Jezus poszedł do więzienia

Dziś już Wielki Piątek, wczoraj Wielki Czwartek. Choć mam tendencje do rozpisywania się nad suchą teologią czy problemami społecznymi, zaś z rzadka i z trudem przychodzi mi pisać o sprawach związanych z duchowością, w okresie wielkanocnym i przedwielkanocnym aż szkoda nie spróbować się wysilić. Zwłaszcza że teologia teologią, ale bez wiary pozostaje tylko suchą wiedzą. Na tematy fantasy.

Nie przygotowałem się do tej Wielkanocy przesadnie. Byłem u spowiedzi i odbyłem rekolekcje, ale trochę na odczepnego. Gdyby nie to, że trzeba było pójść na rekolekcje z uczniami w roli nauczyciela-opiekuna, pewnie w ogóle by mnie w tym roku ominęły. Nie, nie jestem suchym teologiem bez oparcia na Bogu. Jednak moja gorliwość zdecydowanie pozostawia wiele do życzenia.

Niemniej jednak w uroczystościach Triduum Paschalnego uczestniczyć uwielbiam. Przez tych kilka dni w roku warto wywędrować na parę godzin do kościoła, przeżyć te nietypowe obrzędy i wczuć się w całe misterium śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Poszedłem więc z moim synem na 19 na liturgię Wielkiego Czwartku. Dziewczyny zostały asekuracyjnie w domu, na wypadek gdyby Mała zachciała jeść w trakcie nabożeństwa. Syn dość szybko usnął i przespał swoje, jak to miewa ostatnio w zwyczaju podczas pobytu w kościele. Jednak kazanie okazało się być tak niemożebnie długie, że zdążył się rozbudzić przed tacą. A potem – ku mojemu zdziwieniu – wczuł się w przebieg liturgii. Najbardziej zainteresowały go kołatki. O tyle, że były głośne, stukały i nie pozwalały mu ponownie oddać się w objęcia Morfeusza (Zamiast tego musiał oddawać się w ramiona Trinity – Trójcy Świętej. Oj, coś mi to wszystko zalatuje jakimś Neo… neopogaństwem? Może raczej neokatechumenatem… A idź ty z tą grą słów!). Ale później dopiero popadł w zadumę. Dokładnie w momencie, gdy księża wyprowadzili Ciało Chrystusa z górnego do dolnego kościoła, gdzie zorganizowano ciemnicę. G.M. zadał mi pytanie: „Gdzie schowali Pana Boga?” Ponieważ trwała adoracja, podeszliśmy po cichutku do dolnego Tabernakulum, w którym tymczasowo przebywał Jezus i wszystko dokładnie małemu wyjaśniłem. Pokazałem mu, gdzie i dlaczego schowany jest Pan Jezus i co się z Nim działo, i co się będzie działo.

Po powrocie do domu G.M. wybrał się porozmawiać z mamą. Mama wyjaśniła mu, że zbliżają się święta – Wielkanoc – i będziemy czcić w tym czasie zmartwychwstanie Jezusa. W tej chwili malec zadziwił mamę, odpowiadając: „A dzisiaj Pan Jezus jest w więzieniu”.

Może i poszedł spać o 2 godziny później niż zazwyczaj, ale co przeżył i czego się dowiedział, to jego. Niesamowicie jest patrzeć, jak twoja własna latorośl przygotowuje się do świadomego oddawania czci Bogu. Jak interesuje się prawdami wiary na swój własny, dziecięcy sposób. Trudno, nawet jeśli dziś znów ma pójść spać później, zabiorę go na misterium Męki Pańskiej. Niech ma!

I Wam również życzę dobrego przeżycia liturgii Wielkiego Piątku, całego Triduum, a na wypadek, gdybym miał tu już do tego czasu nie zajrzeć, również wesołych Świąt i radości z panowania Zmartwychwstałego!

A trollom pozwalam korzystać z wolności słowa…

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Świadectwo

Bracia, z całego serca pragnę ich zbawienia i modlę się za nich do Boga. Bo muszę im wydać świadectwo, że pałają żarliwością ku Bogu, nie opartą jednak na pełnym zrozumieniu. Albowiem nie chcą uznać, że usprawiedliwienie pochodzi od Boga, i uporczywie trzymając się własnej drogi usprawiedliwienia, nie poddali się usprawiedliwieniu pochodzącemu od Boga. A przecież kresem Prawa jest Chrystus, który przynosi usprawiedliwienie każdemu, kto wierzy (Rz 10,1-4).

Przyszło do mnie dziś na Namiocie Spotkania. Dla niewtajemniczonych – Namiot Spotkania to rodzaj modlitwy osobistej, wzorowanej na modlitwie Mojżesza, którą ten celebruje – do spółki z Jozuem i innymi braćmi – w Pięcioksięgu. W czasie Namiotu Spotkania można – jest to zalecane – przeczytać fragment Pisma Świętego i do mnie właśnie ten fragment przyszedł. Nie mogę wskazywać palcem na nikogo. W tej sytuacji nawet nie musi mnie interesować o kim właściwie mówił Święty Paweł. Dziś wydał świadectwo o mnie. Wiem to i widzę po sobie, że Bóg mówi prawdę w tych słowach: jestem gorliwy i pałam żarliwością. Jestem teologiem, który do tego nie przeżywa zwątpień w słuszność Bożego nauczania, w prawdziwość Jezusa i Jego historii. Chodzę do Kościoła, przestrzegam większości „Praw”, nauczam i pouczam. Trochę jak faryzeusze. A jednak najczęściej żyję tak, jakby tego wszystkiego, co najważniejsze właściwie nie było. Od rekolekcji minęły trzy dni, a ja Namiot odbyłem po raz pierwszy. Choć w czasie pobytu na rekolekcjach nauczyłem się kilku ważnych prawd, które przecież i wcześniej znałem, teraz wyleciały mi z głowy. Miałem tak szlachetny plan odnowy wewnętrznej jeszcze pod koniec rekolekcji, chciałem tak wiele zmienić w czasie tego pobytu tu osobno, bez żony. I pierwszy osobny dzień przebimbałem na nicnierobieniu, zwracając się ku Bogu dopiero na sam koniec. Pałam ku Bogu żarliwością, nie potrafię albo nie chcę jednak w pełni wszystkiego zrozumieć.

Rekolekcje jednak przeżyłem. Zapamiętałem te najważniejsze prawdy, które ksiądz polecił nam powtarzać każdego dnia zaraz po przebudzeniu. Po pierwsze, że Bóg mnie kocha. Nie „nas” nie „mnie między innymi”, lecz mnie, właśnie mnie kocha. Mnie sobie wybrał i naznaczył, i ukochał miłością niepodzielną. Tak, tak – Ciebie też! Każdego człowieka z osobna ukochał taką samą, a jednak za każdym razem inną miłością! Oczywiście, jednocześnie umiłował nas wszystkich, jako swoich synów przybranych i braci. Jako swój Kościół. Ale ja jestem dla Niego kimś wyjątkowym i już zawsze będę, tak jak i Ty.

Po drugie: Jezus jest naszym Panem i Zbawicielem. Trudna prawda, ale niezwykle piękna. Trudna, bo to oznacza całkowite poświęcenie swojego życia Jemu. Nie tylko wybranych kategorii, czynności czy trudów, ale też tego, co wyłączne, co czasem chcielibyśmy zachować tylko dla siebie. Oddać wszystko Jezusowi, który rzeczywiście nas zbawił i rzeczywiście jest Panem. Piękna, bo Jezus dla nas to oczyści i pozwoli nam z tego korzystać dla Jego większej chwały. To proste stwierdzenie, że kiedy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu ma naprawdę wielką moc. Oddajmy więc Panu nasze pieniądze, naszą intymność, naszą rodzinę, nasze zainteresowania. Bo On naprawdę umarł za nas na krzyżu i naprawdę zmartwychwstał, aby Nas wybawić. Choć nie z przymusu, bo my sami, jeśli chcemy to przyjąć, powinniśmy się Jemu oddać.

Po trzecie zaś Duch Święty we mnie mieszka. Trzecia Osoba Trójcy Świętej, przez większość odstawiona na bok. A jednak Świadkowie Jehowy mają trochę racji mówiąc, że jest On aktywną mocą Bożą. Pozbawiają Go jednak tego, co najistotniejsze: osobowości. Duch święty jest bowiem upersonifikowaną Bożą mocą i Bożą miłością. Dlatego może tak wiele z nami działać, w tak wielu rzeczach nam pomagać. Duch jest nowym Obrońcą, Adwokatem, Pocieszycielem, czyli Parakletem danym nam przez Jezusa. Ma nas nie tylko pocieszać w smutku, ale przede wszystkim bronić i prowadzić właściwymi ścieżkami. Duch zamieszkał w nas w momencie chrztu. Potem, jak na Apostołów, zstąpił na nas w sakramencie bierzmowania. Większość z nas nie pamięta pierwszego, drugie przeżyło na odwal. Prawdopodobnie wielu z tych, którzy dziś są prawdziwie katoliccy, przeżyło załamanie wiary po przyjęciu bierzmowania. A jednak Duch Święty w nas zamieszkuje, w każdym pojedynczym ochrzczonym człowieku. To również dla nas przywilej, ale i obowiązek. Jesteśmy umocnieni Duchem, z którym mamy iść i głosić.

Jesteśmy świadkami Chrystusa. Dawajmy więc żywe świadectwo wiary, Bożej miłości, Chrystusowego zbawienia i zamieszkiwania Ducha w nas. Spróbujmy zrozumieć to wszystko, byśmy nie byli tak jak ja dziś, w czasie Namiotu Spotkania. Bo „przecież kresem Prawa jest Chrystus, który przynosi usprawiedliwienie każdemu, kto wierzy”.

„Kiedy nadszedł właściwy czas łaski, Słowo Twe Ciałem stało się,
zamieszkało na ziemi wśród ludzi ogłaszając już Królestwo Twe.
Nigdy nie zostawiłeś nas, gdy za cenę Twej krwi
cały Kościół z chórami aniołów wielką ucztę wyśpiewuje Ci.

Ref. Cały świat niechaj śpiewa Ci świętą pieśń,
niech oddaje najwyższą cześć. Wielki jest nasz Pan.

Góry ustąpią i morza wypłyną lecz Słowo Twe żyje i trwa.”

Fragment piosenki roku 2011 Oazy.

PS. Jest jeszcze jeden bardzo dobry owoc tych rekolekcji. Po półrocznym staraniu Pan obdarzył nas drugim potomkiem! Dziękuję wszystkim za modlitwę i chwała Panu!

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

Ładowanie akumulatorów

Zakończył się bardzo owocny dla nas rok, nazwijmy to, akademicki. Przede wszystkim ukończyłem moje umiłowane studia i zostałem magistrem teologii (czyli pełnoprawnym teologiem). Smutno, że to już koniec, cieszę się jednak, że na magistrze lista dostępnych stopni naukowych się nie kończy. Przypuszczalnie jednak dalszy rozwój mojej kariery naukowej nie nastąpi w przyszłym semestrze, ponieważ znalazłem także pracę, w pełni zgodną z moim powołaniem. Od września będę uczył. Wprawdzie angielskiego, a nie religii, ale za to w szkole specjalnej. Daje mi to więc duże możliwości sprawdzenia się w trudnych sytuacjach, a przy okazji pozwala skupić się na pomaganiu ludziom, którzy są w nieco innej, pewnie trudniejszej sytuacji niż ja. Oczywiście mam nadzieję, że w latach następnych będę miał możliwość pogodzenia pracy w szkole z kontynuacją studiów. A może spróbuję coś wymyślić już teraz?

Z drugiej strony jest też wspólnota Domowego Kościoła, do której z małżonką należymy. W związku z nią pojawił się pewien problem, mianowicie – zgodnie z zasadami – przed wakacjami przeprowadzono demokratyczne wybory, w czasie których wyłoniono nową parę animatorską. Zgadzam się tu z moją żoną, że wybrano niestety małżeństwo najmniej odpowiedzialne i najmniej nadające się do tej roli, najbardziej zapóźnione i o najsłabszej wierze. My akurat sami nigdy byśmy na to małżeństwo nie zagłosowali. Jeszcze większy problem polega na tym, że wybrano nas… Szczerze mówię, postawiłbym na kogokolwiek innego, ale nie na siebie. Przed tymi wyborami pojawiły się w naszych głowach nawet myśli, że może powinniśmy odejść ze wspólnoty. Ale Opatrzność widać nad nami czuwa, nie możemy sobie teraz tak po prostu odejść. I jeszcze musimy się wziąć w garść, sprężyć i stać się niezmiernie odpowiedzialni. Pan Bóg ma z pewnością poczucie humoru i to jest raczej jakiś czarny humor. Ale ja nadal Go kocham ;).

No i właśnie – nie lubię słów „ładowanie akumulatorów” – tak zwykli gadać ludzie związani z Oazą, zwłaszcza ci młodsi i bardziej postrzeleni. Twierdzi się, że rekolekcje wakacyjne to jest taki moment, kiedy się tymi Bożymi emocjami nadziuchasz do pełna i potem ma ci starczyć na cały kolejny rok. Nie lubię tych słów, ponieważ uważam, że energię powinno się czerpać nie z dwóch tygodni intensywnej emocjonalnej jazdy, lecz z codziennej modlitwy, rozmowy z bliskimi, coniedzielnych mszy świętych. Tak jak, żeby nabrać zdrowej, wysportowanej sylwetki, nie należy przechodzić na wyniszczającą dietę, ale zmienić całkowicie swoją codzienność. Jednak okazuje się, że czasami oczyszczająca głodówka albo tydzień na diecie Dukana może przynieść znaczne efekty, które pozwolą coś zmienić na szybko, nie wykluczając przedłużenia efektu przez codzienne ćwiczenia i zdrowe żywienie. Tak samo jest z rekolekcjami. Można naładować baterie i nie koniecznie rozładować je natychmiast, ale dalej, w codzienności, po trochu je doładowywać. A z pewnością przyda się wejść w nowy rok szkolny czy wspólnotowy z pełnymi akumulatorami, zwłaszcza gdy zdamy sobie sprawę, jak trudny to może być rok.

Jedziemy na rekolekcje do Bystrej. Obiecuję swoją za Was modlitwę, a i Wy módlcie się za nas. I oczywiście do przeczytania po zakończeniu!

Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 2 Komentarze