Posts Tagged With: Smoleńsk

Smoleńsk to tylko preludium

tusk-putinObejrzałem w kinie film „Smoleńsk”, bo jakże mogłem go nie oglądać? Nie będę pisał recenzji, bo wiele ich powstało. Sam na facebooku zapisałem, że jest to film sprawiający dualistyczne wrażenie. Pozytywne opinie o nim wydadzą ci, którzy uważają, że prawdy należy szukać głębiej niż dotychczas szukano. Negatywne ci, którzy sądzą, że film jest propagandą, ponieważ na temat katastrofy smoleńskiej wszystko już zostało powiedziane. Poszczególne recenzje będą natomiast podawać dalej na facebooku ludzie podzielający daną opinię. W ten sposób będą myśleć, że komuś coś udowadniają – tak naprawdę jednak potwierdzają tylko, że myślą tak jak myślą.

Co ciekawe jednak – nie spotkałem ani jednej recenzji, która mówiłaby, że film Krauzego jest genialny. Pozytywne opinie uwypuklają mankamenty, których jest sporo. Nieidealna gra aktorska, kilka niepotrzebnych, nic niewnoszących wątków. Te negatywne zaś pełne są pogardy, ironii i śmiechu. Ciekawa różnica. Pozytywne komentarze o filmie potwierdzają, że nie był to film zachwycający. Podkreślają jednak, że był to film potrzebny.

Mamy do czynienia z realną, nieporywającą fabułą, w którą owinięte jest coś o wiele ważniejszego. Zainteresowani mogą bowiem z filmu wyczytać większość informacji związanych z wątpliwościami dotyczącymi wypadku i śledztwa. Ponieważ dzielimy społeczeństwo na tych, którzy wierzą, że komisja Millera odnalazła prawdziwą przyczynę śmierci 96 osób z pokładu Tupolewa, i na tych, którzy mają wątpliwości, film prezentuje zestawienie wątpliwości tych drugich. Czyli łączy w całość wszystko, co do tej pory było rozproszone. Czego można się było dowiedzieć z rozmów z przedstawicielami „sekty smoleńskiej” albo z konferencji zespołu parlamentarnego Macierewicza. Do tego dochodzi wątek serii samobójstw i nieszczęśliwych wypadków ludzi związanych w jakiś sposób ze sprawą smoleńską. Film zatem nie jest tylko prostą fabułą ze średnią grą aktorską, ale jest autentycznym, dobrym źródłem poznania części faktów zagłuszanych wcześniej przez media mainstreamowe i partie rządzące, oraz sposobu myślenia tych, którzy wybuchu na pokładzie Tupolewa nie wykluczają.

Krauze powiedział, że chciałby, aby jego film łączył ludzi i zakończył konflikt między Polakami. Nie wiem, czy taka była jego prawdziwa intencja, jednak z pewnością się tak nie stanie. Przeciwnicy brania w ogóle pod uwagę możliwości zamachu świetnie się sprawdzają w atakowaniu samego filmu, jego reżysera, scenarzystów, aktorów i w ogóle „sekty smoleńskiej”. Ale to dobrze. Dlaczego dobrze? Bo Smoleńsk jest tylko preludium. Film będący zestawieniem nieuwypuklanych faktów i wątpliwości jest wstępem do tego, co teraz nastąpi. Proszę zwrócić uwagę na to, że w niecały tydzień po kinowej premierze filmu „Smoleńsk” po raz pierwszy wystąpiła sejmowa podkomisja Berczyńskiego, przedstawiając nowe ustalenia dotyczące smoleńskiego śledztwa.

Wejście filmu do kin podgrzało atmosferę. Ci, którzy go widzieli, jak i ci, którzy tylko słyszeli lub czytali o nim, otrzymali odgrzaną potrawę, która od dawna leżała zimna i zapomniana. Nagle o katastrofie smoleńskiej zrobiło się ponownie głośno. Co więcej – wszyscy dostali jako wstępniak kumulację wszystkiego, czego dotychczas się domyślano. Teraz wreszcie społeczeństwo jest gotowe, by wysłuchać, co podkomisja ma nowego do powiedzenia. Gdyby nie „Smoleńsk”, zainteresowanie tematem byłoby znikome. A tak, można mieć nadzieję, że więcej ludzi zechce słuchać.

Podkomisja Berczyńskiego przyniosła ciekawe informacje. Odczytano dotychczas nieosiągalne ostatnie sekundy nagrań czarnych skrzynek, udowodniono z całą pewnością, że generała Błasika nie było w kokpicie i dowiedziano się, że pan Miller, w konsultacji z Donaldem Tuskiem, próbował doprowadzić do jak największej spójności w ustaleniach własnej komisji z ustaleniami Rosjan. Te informacje są oczywiście wyśmiewane i komentowane jako nieważne, a przedstawiciele Platformy Obywatelskiej jednogłośnie twierdzą, że to wszystko cyrk i podkomisję należy zamknąć. Ale gdyby nie „Smoleńsk”, miałyby szansę przejść w ogóle bez komentarza. Tymczasem mamy rozwój sytuacji. Napięcie rośnie.

Film „Smoleńsk” jeszcze się wcale nie skończył. Za chwilę ekshumacja zwłok ofiar katastrofy. A kto wie co przyniesie przyszłość. Ja, przedstawiciel „sekty smoleńskiej”, patrzę na to z ciekawością. I jestem przekonany, że dzięki „Smoleńskowi” również ci z drugiej strony spojrzą z ciekawością.

____________________________________

We wpisie zastosowano zdjęcie przedstawiające Donalda Tuska i Wladimira Putina po katastrofie w Smoleńsku. Źródło zdjęcia: http://kurzastopa.blog.onet.pl/tag/wladimir-putin/.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | Dodaj komentarz

Palec pod budkę…

…Kto idzie na wódkę.

Nie, nie zapraszam. Tak mi tylko to hasło w głowie utkwiło i to jest notka z tym związana. Z „tym” to znaczy – z żałobą narodową. Właściwie już po jej zakończeniu, tj. po pogrzebie pary prezydenckiej. Ale to nie znaczy, że ogólna żałoba się skończyła. Dla mnie skończyła się już wcześniej – kiedy (wydaje mi się) zaczęła w dużej mierze być męcząca, a czasem wręcz śmieszna. I trwa dotychczas, bo każdy ma swój własny punkt oparcia w żalu, w przeżywaniu. Bo jeszcze nie wszystkich pochowano, nie wszystkich nawet przywieziono do kraju. Nie wszystkich rozpoznano. Są media, które na bieżąco informują kto wrócił, kiedy i gdzie czyj pogrzeb. I dobrze. Bo ja czekam na tę jedną osobę. Której, podobnie jak kogokolwiek innego z tego samolotu, nigdy osobiście nie poznałem.

„Palec pod budkę kto idzie na wódkę” zawołała Natalia na swojej Facebookowej tablicy na niedługi czas przed jej ostatnim lotem. Przejrzałem jej tablicę naprędce, ale to hasełko, takie zabawne i przykuwające uwagę, rzuciło mi się na mózg i już teraz siedzi. A przecież jestem niepijący… Natalii tablicę ktoś zablokował, by obcy ludzie jej nie oglądali. Nie dziwię się, choć tym, którzy mają moje hasło do Facebooka czy Naszej Klasy mówię, że gdyby coś mi się kiedyś przydarzyło, to żeby palcem nie tykali. Ktoś zablokował tablicę Natalii, ale konto jeszcze trwa, z uroczym, uśmiechniętym zdjęciem. Nie, nie znałem Natalii. Studiowała na uczelni, na której studiuje kuzynka mojej żony, nasza współlokatorka. Była najmłodszą osobą w samolocie – pewnie dlatego stała się dość popularna, choć na początku nie wymieniano jej nawet (tak jak i reszty załogi) wśród ofiar katastrofy. Przypuszczam, że jeśli dowiemy się, kiedy i gdzie będzie pogrzeb, to zjawi się na nim wielu obcych za życia Natalii ludzi. Sam chciałbym się tam zjawić. Póki co piszę tylko, że to właśnie Natalia jest moim osobistym wyznacznikiem żałoby.

W czwartek, półtora dnia przed lotem, zamieściła ten film na swojej tablicy. Nie wiem czemu, ale często kiedy ktoś umiera, odnosi się wrażenie, że w jakiś tam sposób powiedział „do widzenia”.

Kiedy siedziałem w internecie szukając czegoś na temat Natalii, moja żona uśmiechnęła się do syna i skomentowała to tymi słowami: „Tata się zakochał”. A nawet jeśli – to co z tego? Przecież i tak nie pójdę nigdy z Natalią na wódkę…

„Lecz powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami nowy, w królestwie Ojca mojego” (Mt 26,29).

Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 2 komentarze