Posts Tagged With: Smutek

Ja czy nie ja?

Pewnie wielu z Was znów napisze, że ciągle tylko narzekam. Że nie mogę się pogodzić z tym co było, zapomnieć, zacząć żyć normalnie. I pewnie będziecie mieli rację. To wielce prawdopodobne, że jestem malkontentem. Ale również prawdopodobne, że mam powody by być…

Okej, może nie są to powody takie, jak pisała Makota, że mnie opuścili przyjaciele. Może są mniej ważne. I może się powtarzam, znów się powtarzam. I są ludzie, którzy piszą, że nikt nie lubi, gdy człowiek się rozczula nad sobą na blogach. I pewnie tego nie lubicie. A notka o Awansie nie padła tak dawno, by znów wracać do ciężkich spraw. Ale wrócę, może ktoś mnie przytuli…

A pomysł na notkę wziął się stąd, że z jakiegoś powodu zacząłem przeglądać notki z mojego pierwszego bloga. Notki i komentarze, zwłaszcza te do notki ostatniej. Te, gdzie tyle ciepła spotkało mnie z Waszej strony, gdzie mogłem się czuć dowartościowany, gdzie mogłem czuć, że rzeczywiście mam mnóstwo przyjaciół. Ale były ku temu powody. Ja, ważny jak nic kleryk, Ten, Który Studiuje W Seminarium, zsstąpiłem z wysokości do Was, małego proszku ludzkości (mam nadzieję, że odczytaliście w tym zdaniu ironię, bo owszem, zdanie to było pełne ironii) by Wam towarzyszyć, by Wam pomagać. By dzielić się z Wami tym, co zostało mi przekazane przez ten rok w Seminarium. Tak na serio nie czułem się jakoś specjalnie ważny. Ale wiedziałem, że moja wiedza po jednym roku teologii jest trochę większa niż człowieka po zeru latach teologii. I pomagałem Wam. Pokochaliście mnie i uwierzyliście we mnie, w moje powołanie, w to, że zostanę księdzem. Ja pokochałem Was i widziałem, że to co robię, jest dobre. Było dobre. Może czasem byłem, jak to ujmuję, rubaszny, ale najczęściej zachowywałem się dobrze i naprawdę w miarę moich możliwości starałem się pomóc. Nikt nie uważał mnie za takiego, co pozjadał wszystkie rozumy, choć wielu się ze mną nie zgadzało. To jasna sprawa. Miałem autorytet. Byłem klerykiem.

Dziś już od ponad roku nie jestem. Przez jakiś czas, jak już pisałem, zawzięcie walczyłem. Wy walczyliście ze mną. Podejrzewam, że listów z prośbą o ratunek wpłynęło do rektora więcej niż mógłbym przypuszczać. Ale potem zostałem sam, w dużym brzydkim pokoju w Rzgowie, robiąc w McDonaldzie i wielu z Was o mnie zapomniało. Może nie do końca zapomniało, ale niewielu pamiętało, że jeszcze przed chwilą byłem klerykiem, że jeszcze przed chwilą, no kurczę, nie oszukujmy się, miałem autorytet. Szybko stałem się „księdzem” w żartach, zacząłem być popychany (no dobra, nie przez Was, ale przez wielu nowych znajomych). Czułem się jak rzucony na głęboką wodę, bez koła ratunkowego. Do tego wokół mnie zaczęło pływać stado rekinów, a moja wiara i miłość nie była na tyle silna, by wyjść z tego spotkania bez szwanku. Wy czasem mi pomagaliście, ale, jak mówię, częściej słyszałem słowa w stylu „czemu ty ciągle narzekasz?”. Tak więc nie, nie wyszedłem z tego bez szwanku. Niestety.

I tak dziś czytam notki z poprzedniego bloga. Wspierane autorytetami, cytatami z Pisma Świętego. I czytam te najnowsze. Ogromna różnica. Mniej wkładanego serca. No i przede wszystkim: tak, ja tak uważam i to jest bezwzględna prawda! Może jest… Ale nie potrafię jej już poprzeć cytatem, nie potrafię znaleźć odpowiedniego autorytetu, który stoi za moim myśleniem. Bo od roku nie mam z tym wszystkim kontaktu. Dziś wokół mnie świat. Świat studentów, na japonistyce buddystów, rastamanów, zwolenników reinkarnacji, panków, obśmiewców. Ja sam. Po co poszedłem na japoński? Bo kiedyś chciałem jechać na misje do Japonii. Może nadal chcę? Tak, chcę. Chcę skończyć teologię. Chcę wiązać życie z Bogiem, jak by to nie miało wyglądać. Ale jest ciężko. Ciężko wstać rano na 7 do kościoła, ciężko bronić Boga i Kościoła wobec buddystów, którzy identyfikują mnie „w żartach” z Radiem Maryja. Ciężko modlić się codzień, ciężko nie grzeszyć. Ciężko nie zmieniać się pod wpływem otoczenia w którym nie ma Cię kto wesprzeć. Są przyjaciele, ale są daleko. I często nie rozumieją. Często nie rozumieją, że obiecałem Bogu, że będę tylko Jego. Nie rozumieją, że do dziś nie mogę się pogodzić z tym, że nie ma mnie w Seminarium. To przykre…

Przykre, że ja też przestaję to rozumieć. Ja czy nie ja?

„Mija czas i każdy z nas, choć ten sam, jest inny…” – Wilki.

Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 10 Komentarzy

Ił kapustę ser cebulę, czyli koniec pamiętnika stukniętego kleryka

Moglibyście wszyscy spytać – jak to? Dopiero co zapowiadałeś że się będziesz co tydzień odzywać, a tu koniec? Racja. „I łka puste serce bólem”… Dostałem papiery dnia dzisiejszego. Rano, gdy przyjechałem do seminarium, okazało się, że nie ma mnie na liście. Po chwili wiedziałem już, że ta strona na której teraz jesteście jest tego głównym powodem. Dowiedziałem się, że od dłuższego czasu obserwował ją zarząd i nie tylko. Wyciągali z niej wnioski co do mojego powołania i dalszej formacji. I słusznie. Wprawdzie blog przeznaczony był dla młodzieży, ale osobiście, prosząc o wsparcie, dałem przecież adres kilku kapłanom. Wezwano mnie do rektora i przedstawiono sprawę. Rektor przeczytał mi fragment regulaminu który nieświadomie naruszyłem. Zostałem wydalony za oczernianie Kościoła i seminarium w oczach ludzi… Powiedziałem, że nie rozumiem tej decyzji… Teraz trochę już ją zrozumiałem – powinienem był zapytać najpierw. Całą więc winę zrzucam na moje kochane Qrczaki za wciągnięcie mnie w te całe blogowanie bez kontaktu z siłą wyższą… ;)

Płaczę gdy piszę tą notkę. Na Tlenie i GG otwarte od 3 do 6 okienek. Co 3 minuty przychodzi SMS… Od koleżanek, kolegów, kleryków… Wszyscy są w szoku. Nikt nie rozumie, ani ci co bloga znają, ani ci, którzy nie zaglądali. Opisy przyjaciół na GG… „Nie rozumiem tego”… Ja powoli zaczynam rozumieć. Ten blog to był błąd.

Ale przecież chciałem dobrze! Patrząc na to co dzieje się dziś z młodzieżą i na to, że tak wiele z nich korzysta z internetu, stwierdziłem, że ja – maniak komputerowy – mogę coś z tym zrobić! Poczułem to jako głos Boga, a do tego w sierpniu wpadł mi w łapy list Jana Pawła II „Szybki rozwój” o środkach społecznego przekazu. Pomyślałem, że jeśli ja tego nie zrobię, to nikogo nie namówię! A miałem wakacje! Wiem, że niektóre notki wydawały się zbyt frywolne. Inne – zbyt kontrowersyjne (a jednak sprawa antykoncepcji wszystkich interesuje…). Ale robiłem to, co uważałem za słuszne – starałem się pomóc zabłąkanym duszyczkom. Mam ideały… I udawało się. Jedna, dwie, trzy duszyczki objawiające się w komentarzach. Nie wiadomo ile milczących. Wiedziałem, że Bóg mi w tym pomaga. Ale nie wiedziałem, że to zabronione…

Żal mi, że nikt nie zwrócił mi uwagi. Żal, że dowiedziałem się o tym gdy powinienem się był wprowadzać do pokoju. Ale to mój błąd był i ja za niego dziś odpowiedzieć muszę. To jest dla mnie ogromna lekcja. Lekcja pokory. Żeby się nigdy nie wychylać za krawędź, bo można spaść. Dlatego piszę tę moją ostatnią notkę choć klerykiem już nie jestem. Dziękuję Wam wszystkim za wspólne spędzanie czasu, za niepokojenie mnie swoimi niepokojami… Za to, że oczekiwaliście odemnie pomocy. Dziękuję tym księżom, którzy stali po mojej stronie, nie koniecznie słusznie, ale z wielkim zaangażowaniem. Dziękuję Makocie za wygląd tego bloga (już dziękowałem?), dziękuję przyjaciołom klerykom, z którymi spędziłem wspaniały rok, że są ze mną w modlitwie. Dziękuję czytelnikom bloga, za to, że mimo różnic poglądów (od ateistów do psudo-satanistów) wszyscy trzymali za mnie kciuki, bym wytrwał w powołaniu. I Wam wszystkim, którzy modlicie się za mnie, również dziękuję.

Przepraszam tych wszystkich, których w jakikolwiek sposób uraziłem. Przepraszam tych, którzy źle odczytali moje intencje (a mnie się często zdarza komunikować w dwuznaczny sposób). Przepraszam tych, którzy sądzą, że chciałem umniejszyć Kościół i zrobić z seminarium jakąś melinę. Naprawdę to chciałem by to wszystko wyglądało prawdziwie i by przedstawiało prawdę. By każdy mógł spojrzeć na seminarium i Kościół jako na takie, jakimi są. Nie zaś takie, jakimi pragnęliby je widzieć, czy na takie, jakimi opisują je media. Jednak przepraszam, że mi to nie wyszło, i że niechcący wbiłem szpilę paru wspaniałym osobom. Nie proszę o szansę, przecież to bez sensu. Jednak wiedzcie, że kocham Was wszystkich mocno. I przepraszam, że blog jest zamykany. Nie ma powodu robić inaczej – nie jestem już stuknięty… to jest, nie jestem już klerykiem ;).

Blog „Z pamiętnika stukniętego kleryka” uważam za zamknięty!

Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 46 Komentarzy