Posts Tagged With: Sumienie

Tuskoterror a prawda obiektywna

Kilka dni temu projekt Solidarnej Polski dotyczący ograniczenia możliwości dokonywania aborcji ze względu na uszkodzenia płodu przeszedł w sejmie do dalszego etapu. Stało się to za sprawą 40 posłów Platformy Obywatelskiej i 19 Polskiego Stronnictwa Ludowego, którzy zagłosowali przeciw wnioskowi o odrzucenie tejże ustawy z dalszych prac. Rękę do sprawy przyłożyło kolejnych 28 posłów PO, którzy nie zagłosowali w ogóle, zmniejszając ilość osób głosujących za odrzuceniem. Wśród tych ostatnich był również poseł Jarosław Gowin, minister sprawiedliwości i to właśnie posłowie z jego skrzydła wypowiedzieli się przeciw dotychczasowej liberalizacji.

W efekcie tego głosowania, w połączeniu ze spadkiem poparcia dla partii, premier Donald Tusk postanowił ogłosić w sejmie głosowanie za wotum zaufania rządu. Przy tym powiedział wiele słów mających świadczyć o jego autorytecie i charyzmacie przywódcy. Zaznaczył, że Platforma nie będzie brała udziału w wojnie aborcyjnej, że kompromis w kwestii aborcji jest dla nas bardzo ważny i ruszanie go doprowadzi do rzeczonej wojny. „W sposób jednoznaczny powiedziałem, że uważam to za błąd pod każdym względem” – wypowiedział się premier po tym, jak pod wpływem niepomyślnego dla niego głosowania spotkał się ze swoim klubem parlamentarnym. Podobno bardzo dobitnie skarcił konserwatywne skrzydło PO, na czele z Jarosławem Gowinem, któremu miało się najbardziej dostać (donosił sam mrygający ekran w pociągu komunikacji podziemnej, który jest napędzany przez Agorę). Oczekiwał przy tym – powiedział to oficjalnie – jak najszybszego naprawienia tego ewidentnego błędu, jakim było głosowanie nie po jego myśli.

Nie wiem czym Tusk zastraszył swoich posłów (wyrzuceniem z partii? Odrzuceniem kandydatury przy kolejnych wyborach? Mafią wołomińską?), grunt że już rano w dniu wystawiania pakietu zaufania rządowi któraś z posłanek głosujących przeciw aborcji dzieci upośledzonych wypowiadała się w Dzień Dobry TVN przekonując widzów, że popełniła straszny błąd, tak jakby niechcący wcisnęła nie ten guzik, co trzeba. Pani Pieńkowska i druga pani, z Federacji na rzecz kobiet, czule ją głaskały po główce, pocieszając, że wszystko będzie dobrze, czując się przy okazji zwycięsko – wszystko jednak będzie po ich myśli. Wotum zaufania dla Tuskorządu przeszło, choć sam pan premier powiedział, że „ci, którzy mają inne zdanie w tej kwestii, mogą je zademonstrować jutro” – podczas udzielania wotum zaufania. Wszyscy posłowie PO zagłosowali jednak za zaufaniem rządowi. Bali się o posady (Tusk skonstruowałby nowy rząd już bez Gowina), miejsca w partii, a może tylko grali, żeby dalej głosować przeciw aborcji? Nie wiem. Wiem że póki co wygląda na to, że Tusk gnoi przeciwników mordowania niewinnych chorych dzieci (to się nazywa eugenika) i wychodzi na tym zwycięsko.

Kwestia głosowania za lub przeciw aborcji dotyka jednak wolności sumienia. Która to wolność sumienia jest, jak mi się wydaje, również medialnym tworem wyprodukowanym na potrzeby chronienia moralności przed zepsutym światem. Wolność sumienia mówi: nie dokonam aborcji, bo sumienie mi na to nie pozwala. Druga zaś mówi: mnie pozwala, więc dokonam. A prawda jest taka, że nie wolno nam dokonywać aborcji w ogóle, bo aborcja jest złem – zabijaniem ludzi w tym stadium rozwoju, w którym nie mogą jeszcze nawet się bronić. Wolność sumienia nie ma nic wspólnego z prawdą (odniosę się przy tym do jednego z moich wcześniejszych wpisów o sumieniu), ponieważ subiektywnie dziś pojmowane sumienie pozwalałoby nam robić największe świństwa (w tym także negowanie prawa do wolności sumienia drugiej osoby, jeśli jej sumienie podpowiada jej coś, co nie jest poprawne politycznie). Aborcja jest zabójstwem, dlatego jest zła i posłowie głosujący przeciw niej de facto nie głosowali zgodnie z niezrozumianym dziś sumieniem, lecz zgodnie z prawdą. A prawda ta brzmi: człowiek zaczyna się w momencie poczęcia i bez względu na stan swojego zdrowia ma prawo przeżyć tyle, ile będzie mu dane. Tusk zaś, broniąc fikcyjnego kompromisu aborcyjnego (coś w rodzaju „W Polsce wolno mordować, ale tylko w niewielu przypadkach, nie jest tak najgorzej”) broni kłamstwa twierdzącego, że jak kobieta chce lub nie chce, to ma prawo. Że jak dziecko ma być chore, to lepiej żeby w ogóle nie żyło – a nam wolno o tym decydować, bo jesteśmy mądrzy i bardzo dużo chcemy.

No dobrze, dobrze, ale może jednak rzeczywiście eugenika jest wskazana? Może lepiej zabić dziecko pozbawione mózgu zanim się urodzi i samo umrze? Pojawiły się też argumenty, że jeśli dziecko ma się urodzić w rodzinie patologicznej, to może lepiej żeby w ogóle się nie urodziło, bo ma niewielką szansę na szczęście w życiu. Do tego oczywiście dochodzi wiele osób z zespołem Downa, które również nie zaznają szczęścia (a dzieci z zespołem Downa można legalnie abortować, bo są to płody uszkodzone). Ja powiem tylko tyle: drugi rok pracuję w szkole specjalnej. Mam tu zarówno dzieci z rodzin patologicznych (przeważają w klasach z lekką niepełnosprawnością intelektualną) i z zespołem Downa (głównie klasy z głębszą niepełnosprawnością). Widzę ogrom szczęścia zarówno w jednych, jak i w drugich. Jednych i drugich traktuję z równym szacunkiem, który nie wypływa z tolerancji do niepełnosprawnych, lecz z autentycznej sympatii do nich. Z jednymi i drugimi witam się, przybijam piątki, śmieję się i żartuję. I widzę, że mimo rozlicznych problemów (ci pierwsi) czy nieuleczalnej choroby (ci drudzy) potrafią oni szczęśliwie przeżywać czas, a przynajmniej jego fragmenty. Inaczej trzeba ich uczyć, inaczej wychowywać, ale zyskuje się przy tym mnóstwo radości.

I tu nie jest kwestia czyjejś granicy. Bo dla jednej matki granicą może być całkowite ograniczenie aborcji, dla drugiej posiadanie dwójki dzieci, a dla trzeciej rodzenie wyłącznie zdrowego potomstwa. Ale należy pamiętać, że to granicę dziecka tu przekraczamy i należałoby zapytać je o zdanie, czy pragnie zostać zabite, czy nie. Skoro jednak nie potrafi się póki co wypowiedzieć na swój temat, należy pozwolić mu pożyć przynajmniej tak długo, aż będzie w stanie ukazać nam swoją granicę. Tylko mordowanie dziecka z zespołem Downa, które przekroczyło 9 miesięcy życia jest nielegalne…

Mam nadzieję, że posłowie stojący po stronie prawdy nie dadzą się zgasić, nie pozwolą zamknąć sobie ust. Że następnym razem zagłosują tak samo. Szczerze w to wierzę, że Tuskowi zaszczuć się nie dadzą. Mocno się za to modlę.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 32 Komentarze

Wytrych zwany sumieniem

Nareszcie zebrałem się za napisanie nowej notki… Przepraszam wszystkich, którym zdarza się czasem zajrzeć, że takie pustki, ale mam takie dziwne zasady… Nie musicie ich znać, ale są :). Dodam jeszcze, na początku, że ta notka bynajmniej nie będzie dowcipem, mimo daty 1 kwietnia.

Sumienie – wszyscy, którzy potrzebują, albo którzy chcą, wiedzą, że jest ono najwyższym i najważniejszym, jak również podstawowym kryterium ludzkiego postępowania. Tak naucza religia chrześcijańska, tak pisał święty Paweł, tak mówili wielcy mędrcy. Nie Pismo Święte, nie wiara, ale właśnie sumienie. Zresztą o to właśnie chodzi, że nikt nie musi nam tego mówić. Jeśli robimy coś, co jest złe, czujemy przecież wyrzuty sumienia – czyli jakbyśmy słyszeli głos, który nas karci. Sumienie, jak twierdził święty Paweł, jest właśnie dlatego najważniejszym kryterium moralności naszych czynów, że nie znając Biblii, nie należąc do żadnej wspólnoty religijnej, nie mając nad sobą Prawa, zawsze słyszymy w sobie głos sumienia – i dlatego powinniśmy w zgodzie z nim postępować. Stąd też znane powoływanie się na tzw. klauzulę sumienia (patrz: lekarze odmawiający dokonania aborcji na dziecku czternastoletniej „Agaty”). Co bowiem nie jest zgodne z sumieniem, a zgodne jest z prawem stanowionym, nie może być wykonane.

Skoro wszystko ładnie pięknie, to skąd taki dziwny tytuł tej notki? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta. Otóż, jak mówiłem, wszyscy, którzy chcą, wiedzą że sumienie jest podstawową instancją. I niezmiernie często na nie się powołują. Ostatnio zdarzało mi się uczestniczyć chociażby w sporze, w którym starałem się dość ostro postawić sprawę tego, kto jest katolikiem, a kto nim nie jest (korzystając nota bene nie z czego innego, jak tylko z definicji katolika – jak choćby tej: „Katolikiem nazywamy tego, kto jest ochrzczony, uznaje papieża za głowę Kościoła, oraz wierzy w to wszystko, czego Kościół rzymsko-katolicki naucza”, zaczerpniętej podobno z Katechizmu dla dzieci z r. 1966, choć sądzę, że definicja nadal nie przestała być aktualna). Dostawałem odpowiedzi, które wskazywały, jakobyśmy nie mieli żadnego prawa do określania kto jest, a kto nie jest katolikiem, ponieważ to, czy ktoś jest czy nie jest, zależeć ma jedynie od jego własnego sumienia. Tak więc katolik ma prawo uznawać seks przedmałżeński, negować zwierzchnictwo papieża czy twierdzić, iż rozwody powinny być w Kościele dopuszczone, a jednocześnie być katolikiem, bo to wszystko zgadza się z jego sumieniem. Tak choćby jak pani minister Kopacz, która przyczyniła się do dokonania aborcji na dziecku „Agaty”, która przed tym faktem była katoliczką, a po nim, nie mając (publicznie) żadnych wątpliwości co do słuszności swego (zgodnego z prawem państwowym) działania, wciąż pozostawała katoliczką.

Sam jestem zwolennikiem twierdzenia, że wszystko rozgrywa się w twoim sumieniu. Ale to jest twierdzenie, które ludzie biorą pod uwagę – i wykorzystują do swoich własnych celów. Moje sumienie mówi mi, że mogę dokonać aborcji, moje sumienie mówi mi, że mogę nie pójść do kościoła w niedzielę, moje sumienie również mówi mi, że wciąż jestem katolikiem. Do niedawna nie miałem bladego pojęcia, jak na to odpowiedzieć…

Jednak zrządzeniem Bożym trafiłem na zaledwie dwa artykuły z książki Josepha Ratzingera pt. „Wiara – prawda – tolerancja: chrześcijaństwo a religie świata” i w jednym z nich znalazłem niesamowitą odpowiedź na moje wątpliwości. A napisano w nim tak: „Paweł (…) potępia większość praktyk religijnych tamtych czasów. Wskazuje na inne źródło – na to, co wszyscy mają zapisane w sercu, na dobroć jednego Boga. Tutaj zresztą stają naprzeciw siebie dwa sprzeczne dziś pojęcia sumienia, które najczęściej po prostu są mylone. Sumienie jest dla Pawła organem, w którym jeden Bóg objawia się wszystkim ludziom, którzy są jednym człowiekiem. Obecnie jednak sumienie jawi się jako wyraz absolutyzacji podmiotu, ponad którym nie ma już żadnej instancji moralnej. Dobra, jako takiego, nie da się dostrzec. Głos Boga nie jest słyszalny. (…) Tak więc we współczesnym rozumieniu sumienie jest kanonizacją relatywizmu, świadectwem nieistnienia wspólnych zasad obyczajowych i religijnych, podczas gdy dla Pawła i dla tradycji chrześcijańskiej było ono właśnie gwarancją ludzkiej jedności i możliwości słyszenia Boga, zjednoczenia wokół jednego i tego samego dobra”.

I olśniło mnie! Jakie to szczęście, że na świecie są ludzie mądrzejsi ode mnie, których mogę słuchać i się na nich wzorować. To rozumowanie wydaje się takie logiczne! Sumienie jest bowiem, w rozumieniu tradycyjnym, głosem wewnątrz nas, danym nam z zewnątrz. Głosem Boga, który przemawia do ludzi jak do jednego człowieka, do każdego na ten sam sposób. Dlatego raczej nie powinniśmy mówić nawet „moje sumienie”, lecz „sumienie” w ogóle. Ten, kto słucha swego sumienia, ten, kto prawidłowo je kształtuje, ten samego Boga słucha – i dlatego słuchając sumienia nie może się mylić.

Zauważmy, że tradycyjne rozumienie wykorzystania sumienia pozostało! Skoro sumienie coś mi podpowiada, to znaczy, że robiąc to, czynię dobrze. Zmienił się tylko sposób pojmowania sumienia – sumienie stało się naszą wewnętrzną, niezależną od niczego ani nikogo instancją, którą w zasadzie sami sobie kształtujemy pod nasze myślenie, nasze poglądy. Jak mówi przyszły papież: „Tak więc we współczesnym rozumieniu sumienie jest kanonizacją relatywizmu, świadectwem nieistnienia wspólnych zasad obyczajowych i religijnych”. Mam prawo robić co chcę, bo to jest moje sumienie i moja sprawa.

Dlatego też użyłem słowa „wytrych” w zestawieniu z sumieniem. Ponieważ ludzie znalazłszy sobie nową, relatywistyczną definicję sumienia, zniekształcili swe prawdziwe sumienie, zagłuszyli głos Boga w sobie, jednocześnie zatrzymując sposób wykorzystania sumienia. Wiedzą (dzięki chrześcijańskiej kulturze), że sumienie jest najwyższą instancją i podkładają pod to swoje sumienie, by działać tak, jak tylko sobie żywnie chcą, i by nikt im w tym nie przeszkadzał. To jest właśnie wytrych, jakim jest sumienie.

Z tym, że tak się nie da. Bo najwyższą instancją jest tylko (i wyłącznie) obiektywne sumienie. Jedyny, uniwersalny i z natury słyszalny głos Boga, który mówi nam, co jest złe, a co dobre. Obiektywne sumienie, nie zniekształcone przez jakiekolwiek ideologie, przez degradację społeczeństwa, przez ściąganie na klasówkach. Tylko to sumienie, które wszyscy mamy wspólne i które jest niezmienne (tak, jak niezmienny jest Bóg) może być dla nas najwyższą instancją – i tylko wówczas należy nam się to, co nazywamy klauzulą sumienia.

Subiektywne, relatywne sumienie, które jest w rzeczywistości moim myśleniem, moimi poglądami, moimi ideologiami, nie ma żadnej władzy wiążącej i nie możemy się na nie powoływać, by pokazać swoje racje, by usprawiedliwić swoje złe zachowanie. Jeśli jesteś za aborcją, a sumienie mówi ci, że wciąż jesteś katolikiem – to coś jest nie tak z twoim sumieniem. Jeśli sądzisz, że msza jest nudna, więc pójdziesz tylko raz na miesiąc, a sumienie mówi ci, że wciąż jesteś katolikiem, to nadal coś nie tak z twoim sumieniem. I tak dalej. Jakie to dziecinnie proste.

Bo to Bóg jest sumieniem, a nie my. To On nam pomaga odkrywać to, co dobre i to, co złe; my sami tego nie potrafimy. Co za szczęście, że Joseph Ratzinger na to wpadł. Dzięki Bogu ja na to wpadłem, że na to wpadł, bo sam to bym na to nie wpadł…

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Statystyka

Setki tysięcy. Może nawet miliony zabitych. Śmierć czyha na każdym kroku, gdzie się nie obejrzysz. Europa zatopiona we krwi niewinnych, choć jak mawiał Stalin, przy takiej ilości to już nie nieszczęście. To statystyka.

Nie mają broni, a oprawcy nie baczą na to. Traktują ich jak niewolników. Jak śmieci. Zabijają z zimną krwią. To nie ich zimna krew spływa do rynsztoków. Wyrzuty sumienia przyjdą. Później.

Trzecia wojna światowa? A może cofamy się w czasie do Rewolucji Francuskiej? Nie, nie, nie. To tylko obraz spustoszenia wywołanego przez aborcję. Czyli nieprzeliczone ilości zabójstw na istnieniach bezbronnych. Na ludziach niemogących decydować za siebie. A przecież ludziach.

Do napisania notki natchnęły mnie dziewczęta ode mnie z uczelni. Na przedmiocie „Prawo wspólnotowe” miały ukazać obraz aborcji w krajach Unii Europejskiej. Same fakty. Nim weszły na podium nauczycielka wygłosiła mowę na temat wystaw umieszczanych swego czasu w okolicach centrum Łodzi, ukazujących zabite podczas aborcji płody. Powiedziała, iż to bardzo trudna decyzja kobiety i nie powinno się nikogo narażać na takie widoki w miejscach publicznych. Dziewczyny miały szczęście, że pierwsza część prezentacji była za długa i kobieta kazała im kończyć wcześniej. Nie spodziewała się na jakie widoki zostaną narażone jej czułe oczy.

A może częściej powinno się nas narażać na wyrzuty sumienia?

>>Prezentacja<< umieszczona za zgodą dziewcząt: Oli, Magdy i Marty.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 15 Komentarzy

Wszystko rozgrywa się w Twoim sumieniu

Ludzie pytają często jak wygląda sprawa dyscypliny w seminarium. Czy często chodzą, sprawdzają pokoje, czy badają jak przestrzegasz studium i jak zachowujesz się w czasie ciszy nocnej. Zadają pytania, a ja na nie odpowiadam: A jak często Twoi rodzice badają co robisz po szkole? Czy Twoi nauczyciele na każdej przerwie odwiedzają zadymioną toaletę? Ile osób z tych, które nie powinny się dowiedzieć wiedzą o tym, że pijesz alkohol? Zadaję te pytania nie po to by usprawiedliwić kiepskie zachowanie kleryków czy słabą kontrolę seminarium, ale po to, by podkreślić to hasło: Wszystko rozgrywa się w Twoim sumieniu.

sumienieNie, w naszym, radomskim seminarium rygor nie jest wielki. Prefekci nie chodzą po pokojach w czasie trwania zajęć czy studium codziennie, chociaż mogliby. Nie pojawiają się codziennie po modlitwach wieczornych i nie rozganiają każdej napotkanej bibki, chociaż by im nie zaszkodziło. Nie sprawdzają, czy w swoim seminaryjnym komputerze nie masz przypadkiem karty telewizyjnej, choć to zabronione. I nie zabierają komórek jak dzwonią o 22.00, chyba że po poważnym apelu. No właśnie – nie robią tego, bo apelują do naszych sumień. Codziennie na kazaniu ojciec duchowny podkreśla jakiś poważny, moralny temat. Na etyce czy teologii moralnej uczymy się co jest złe a co dobre i dlaczego. Rektor czasem robi zebrania alumnatu by podkreślić na czym polega życie alumna. Ale to od nas samych zależy co my zrobimy z tym co nam mówią, od nas zależy czy postanowimy być klerykami świętymi czy niedzielnymi klerykami. Nie wolno nam pić alkoholu podczas trwania formacji. Ale to od nas zależy czy podczas wakacji nawalimy się z kumplami, żaden prefekt nas nie będzie śledził. Obowiązuje nas celibat. Ale to ja decyduję o tym, czy będę miał na boku dziewczynę, cz nie. Klerycy nie palą papierosów, tak mówi regulamin. Ale to ja wybieram, czy ten regulamin może mi posłużyć za papier toaletowy, a piwnica za tajną palarnię. Wszystko, powtarzam, wszystko rozgrywa się tu – w środku. W naszym własnym sumieniu.

I to także dotyczy Was. Bo ksiądz czy kleryk to człowiek jak każdy inny, który ma swoje słabości i problemy. To człowiek który tak jak każdy inny próbuje coś tam oszukać, przekręcić. Który grzeszy. Ale od naszego własnego „Ja” zależy, czy będziemy tego żałować, bo wiemy że jest złe, czy będziemy udawać świętych, choć regulamin mówi „nie”. I to od nas zależy czy będziemy dobrymi, uczciwymi księżmi, mężami, robotnikami, lekarzami, rolnikami, pielęgniarkami, ludźmi poprostu. Rektor, prezydent, matka, ojciec, Pan Bóg ustalają przepisy które mówią: to jest złe, to jest dobre. Ale to od nas zależy co my z tym zrobimy. Apeluję więc do Waszej wolności i do Waszego sumienia! Nie dajcie się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężajcie! Apel kieruję również w moją stronę…

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 3 Komentarze