Posts Tagged With: Świadkowie Jehowy

Przykazanie, którego nie było

Bardzo częstym argumentem pojawiającym się w dyskusjach ze Świadkami Jehowy i wszelkimi innymi działaczami antykościelnymi jest temat drugiego przykazania, które pierwotnie było w Dekalogu, jednak zostało z niego przez Kościół usunięte. Argument ten jest podobny do wielu innych argumentów nie potwierdzonych przez przemyślenia i skupienie na temacie. Bierze się tekst Biblii, czyta się go literalnie, dzieli się gdzie się chce i takie rzeczy wychodzą. Tym razem, w obliczu pojawienia się tego argumentu na blogu (autorem komentarza był Slawo).

„Czyż nie modli się JP2 do obrazów i figurek? a Pan mowi:(drugie przykazanie usuniete z KK- ale w Biblii jest).Księga Wyjścia , 20 rozdział , 3 i 4 werset .
” Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek , co jest na niebie w górze , i na ziemi w dole , i tego , co jest w wodzie pod ziemią .
Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył , gdyż Ja , Pan , Bóg twój , jestem Bogiem zazdrosnym , który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych , którzy mnie nienawidzą ”

Tak napisał właśnie Slawo, powołując się na Biblię, którą jako katolik znam i czytam (nie jest więc ukryta przed wiernymi). Jeśli Kościołowi zależałoby na zlikwidowaniu „drugiego” przykazania, musiałby też wymazać ten tekst ze Świętej Księgi, a z jakichś powodów tego nie zrobił.

Tekst w Księdze Wyjścia jest, można go czytać i dla świętego spokoju przytoczę go tu w całości. Tj. cały Dekalog w jednym miejscu:

„Wtedy wypowiedział Bóg wszystkie te słowa: Ja jestem Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, bo Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który za nieprawość ojców karze synów do trzeciego i czwartego pokolenia, tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań. Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, w błahych rzeczach, bo nie pozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto wzywa Jego Imienia w błahych rzeczach. Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić. Sześć dni będziesz się trudził i wykonywał wszystkie swoje zajęcia. Dzień zaś siódmy jest szabatem Pana, Boga twego. Nie będziesz przeto w dniu tym wykonywał żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani przybysz, który przebywa w twoich bramach. W sześć dni bowiem uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest w nich, siódmego zaś dnia odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za święty. Czcij twego ojca i twoją matkę, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, ci daje. Nie będziesz zabijał. Nie będziesz cudzołożył. Nie będziesz kradł. Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek. Nie będziesz pożądał domu twojego bliźniego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do twego bliźniego” (Wj 20,1-17).

I tak brzmiał właśnie oryginalny, zapisany w Księdze Rodzaju Dekalog. Pojawia się po jego lekturze kilka wniosków. Przykazanie o zakazie oddawania czci bożkom rzeźbionym czy malowanym nie tylko rzeczywiście istnieje, ale do tego z przykazaniem ostatnim (które, jak się powiada, zostało rozdzielone przez Kościół po tym, jak zlikwidowano drugie) jest coś nie tak! Zobaczcie, Bóg mówi w pierwszej kolejności o zakazie pożądania domu bliźniego, a dopiero potem żony, stawiając ją przed niewolnikiem, niewolnicą, wołem i osłem, ale w jednym zdaniu. Zauważmy również kilka innych różnic. My, odmawiając Dekalog, nie mówimy na przykład po czwartym przykazaniu „abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, ci daje”. To samo po trzecim, które ma swoje rozwinięcie. I może właśnie na to warto zwrócić uwagę. Kościół katolicki wcale nie likwiduje tekstu zapisanego w Biblii, lecz na potrzeby wiernych go skraca. Skraca do potrzeb powtarzanej przez dzieci i dorosłych modlitwy, która w razie potrzeby jest rozwijana i interpretowana. Nadal jednak brakuje nam w tym wszystkim rzeczonego przykazania drugiego, nie zgadza się też ciąg na końcu.

Niewiele osób sięgających do Księgi Wyjścia wie jednak, że w Biblii jest jeszcze druga wersja Dekalogu. Zajrzyjmy zatem do Księgi Powtórzonego Prawa:

„Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie. Nie będziesz czynił sobie żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodzie, pod ziemią. Nie będziesz oddawał im pokłonu ani nie będziesz im służył, bo Ja, Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia – tych, którzy Mnie nienawidzą, a okazuje łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań. Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, w błahych rzeczach, bo nie dozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto wzywa Jego imienia w błahych rzeczach. Będziesz zważał na szabat, aby go święcić, jak ci nakazał Pan, Bóg twój. Sześć dni będziesz się trudził i wykonywał wszelką twą pracę, lecz dzień siódmy jest szabatem Pana, Boga twego. Nie będziesz wykonywał żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służąca, ani twój wół, ani twój osioł, ani żadne twoje zwierzę, ani przybysz, który przebywa w twoich bramach; aby wypoczęli twój niewolnik i twoja niewolnica, jak i ty. Pamiętaj, że byłeś niewolnikiem w ziemi egipskiej i wyprowadził cię stamtąd Pan, Bóg twój, ręką mocną i wyciągniętym ramieniem: przeto ci nakazał Pan, Bóg twój, strzec dnia szabatu. Czcij swego ojca i swoją matkę, jak ci nakazał Pan, Bóg twój, abyś długo żył i aby ci się dobrze powodziło na ziemi, którą ci daje Pan, Bóg twój. Nie będziesz zabijał. Nie będziesz cudzołożył. Nie będziesz kradł. Nie będziesz mówił fałszywie przeciw bliźniemu swemu jako świadek. Nie będziesz pożądał żony swojego bliźniego. Nie będziesz pragnął domu swojego bliźniego ani jego pola, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do twojego bliźniego” (Pwt 5,6-21).

Oczywiście ten tekst wygląda z grubsza tak samo, jak tekst z Księgi Wyjścia, mamy jednak zasadniczą różnicę na końcu. Tu w osobnym zdaniu występuje już żona bliźniego, a nie jego dom. I to na podstawie tej wersji Dekalogu katolicy spisali swój Dekalog, umieszczając żonę bliźniego w przykazaniu dziewiątym, zaś wszystkie inne jego rzeczy (w tym dom, pole, niewolników i bydło) w przykazaniu dziesiątym. W zasadzie nie nastąpiło żadne rozdzielanie. To są de facto dwa różne przykazania i nic nie trzeba było rozdzielać.

No dobra, ale skoro już doszliśmy do wniosku, że przykazania dziewiąte i dziesiąte zawsze były przykazaniami osobnymi, to co się stało z tzw. drugim przykazaniem? Przecież gdyby nie połączenie żony z resztą dobytku, mielibyśmy jedenaście przykazań. Czy jednak aby na pewno jedenaście? Zwróćmy uwagę na podział zdań w okolicy właściwego pierwszego i tzw. drugiego przykazania: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie. Nie będziesz czynił sobie żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodzie, pod ziemią. Nie będziesz oddawał im pokłonu ani nie będziesz im służył (…)”. Nie będziesz miał bogów cudzych – to raz. Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani obrazu – to dwa. Nie będziesz oddawał im pokłonu – to trzy! Co oznacza, że pierwotny Dekalog składał się z dwunastu przykazań. Co się stało? Pewnie źli katolicy zniwelowali, żeby ładna liczba była, okrągła…

Otóż wcale nie. Po pierwsze gdyby rzeczywiście dosłownie chcieć traktować to przykazanie, o którym mówi się, że zostało usunięte, tj. to o nierobieniu podobizn, to nie tylko nie należałoby oddawać czci figurom (to jest akurat zdanie, które oznaczyłem jako trzecie). Należałoby w ogóle nigdy, zgodnie z wolą Boga, nie zrobić żadnej rzeźby ani wymalować żadnego obrazu! Książeczki i gazetki Świadków Jehowy powinny być pokryte od pierwszej do ostatniej strony wyrazami i ani jednego rysuneczku słonika, lewka, Hindusa czy Jezusa. Bóg bowiem powiedział „Nie będziesz czynił sobie żadnej rzeźby ani żadnego obrazu”, dopiero później dodając, że „Nie będziesz oddawał im pokłonu”. By zachować wierność Bogu i podstawę do kłótni o „drugie” przykazanie, należałoby nigdy nie stworzyć żadnego obrazu czy rzeźby.

Chyba, że… Chyba że zwrócimy uwagę na fakt, że treść „drugiego” i „trzeciego” przykazania w zasadzie jest niczym więcej, jak uzupełnieniem przykazania pierwszego. Autor natchniony, spisując słowa Boga, zaznaczył, że nie należy mieć bogów poza samym Bogiem. Co więcej – nie należy tworzyć podobizn czegokolwiek, by traktować ich jak bogów. To wszystko zawiera się w czymś, co nazywamy kultem bałwochwalczym. Czcimy bałwany: rzeźby i obrazy, jakby były bogami. A Bóg zakazał mieć cudzych bogów przed Nim. I teraz mamy jasność: skoro trzecie przykazanie i czwarte przykazanie mają swoje uzupełnienie, wyjaśnienie, to i pierwsze przykazanie ma uzupełnienie – dwa następujące po nim zdania. Kościół nie zlikwidował żadnych przykazań, jedynie właściwie zinterpretował te dwa zdania jako część przykazania pierwszego. Wszystkie trzy zdania dotyczą bowiem tego samego – bałwochwalczego kultu przed kultem Boga.

„Usunięte” przykazanie tak naprawdę nigdy nie istniało. Zawsze było prawidłowo traktowane jako rozwinięcie pierwszego. Kościół katolicki nie zniósł nic i nie sztukował na siłę przykazania dziesiątego, lecz wciąż opowiada się przeciw kultowi bałwanów. Wciąż gani za „magiczną” wiarę w moc cudownego medalika, krzyża na ścianie czy obrazów świętych. Dlatego tak trudno nam zrozumieć Prawosławnych, którzy widzą w ikonach pierwiastek Boga. Dla mnie to już jest szukanie bogów przed Nim. Ale to, co jest w Kościele katolickim nie ma z podobnym kultem nic wspólnego. Kultura rzymska, na której rozwinęło się chrześcijaństwo pochrystusowe, nie traktowała nigdy rzeźb jako konkretów. Rzeźba miała być tylko wyobrażeniem, a to, co obrazuje miało być – zgodnie z grecką filozofią – gdzieś w świecie idei. Dlatego pozwalaliśmy sobie i pozwalamy na tworzenie obrazów i rzeźb, by patrząc na nie kierować modlitwy do Boga, który jest w Niebie. Tyle.

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 36 Komentarzy

Tylko Jezus jest Panem

Wpis postanowiłem stworzyć pod wpływem dzisiaj przeprowadzonej rozmowy ze Świadkami Jehowy. Temat rozmowy dotyczył eschatologii – końca świata – który to temat jest sam w sobie bardzo dyskusyjny, jednak w międzyczasie spełzliśmy na kontrowersje z Imieniem Bożym. Temat wałkowaliśmy wielokrotnie i spieraliśmy się wielokrotnie, ale dziś jeden z rozmówców był świeży, więc z tą świeżością, a także z dużo większą niż zwykle gorliwością, wróciliśmy na stare tory.

W obroty poszedł fragment z listu do Rzymian: „Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony” (Rz 10,13). Padło pytanie: Kogo dotyczy ten fragment, kto jest owym Panem? Po przeanalizowaniu, na wszelki wypadek, szerszego kontekstu, odpowiadam: Jezus. No właśnie, ale spójrzmy: to jest cytat z księgi Joela. Zerkamy więc do rzeczonego i czytamy: „Każdy jednak, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony…” (Jl 3,5a). Z oczywistych względów u mnie w Biblii napisano „Pańskiego” (wydanie piąte Biblii Tysiąclecia), u rozmówcy „Jahwe” (wydanie wcześniejsze) albo „Jehowa” (wydanie Biblii w przekładzie Nowego Świata). I tu pada pytanie: Czy nie wydaje się panu, że jeśli cytuje się jakiś wcześniej napisany fragment, należy zacytować go dosłownie? Co za tym idzie – Paweł powołując się na znany sobie fragment z proroka Joela powinien zamiast słowa „Pańskiego” użyć „Jehowy” i z całą pewnością tak właśnie zrobił.

Bzdura! Niestety tak krzyknąłem, zapominając, że temu panu akurat jeszcze tego nie tłumaczyłem. I Wam również powiem: bzdura! Jednak zanim zrozumiemy, dlaczego, przeanalizujmy myślenie Świadków Jehowy.

Założenie 1: Imię Boga Jehowa jest istotą wiary, musimy czcić to konkretne imię, Jezus zaś, mówiąc „Święć się Imię Twoje” miał na myśli imię Jehowa, mówiąc natomiast „Objawiłem im Twoje Imię” również miał na myśli imię Jehowa. Założenie 2: Skoro Imię jest najświętsze i wielokrotnie dane w Piśmie do czczenia, jest więc niewyobrażalne, aby tak Jezus, jak i Jego apostołowie, nie używali tego Imienia. Założenie 3: Skoro poprzednie dwa założenia są prawdziwe, fragmenty Pism Greckich (Nowy Testament), przynajmniej te będące cytatami ze Starego Testamentu, musiały pierwotnie zawierać słowo „Jehowa”/”Jahwe” zamiast „Pan”. Wniosek: Autorzy natchnieni używali Imienia Bożego i zapisywali Je na kartach Ewangelii, niestety pierwsi przepisywacze i tłumacze, uznawszy, że jest to obraza Bożego Majestatu, zastępowali Imię wyrazem „Kyrios”, po grecku „Pan”.

A jaka jest prawda? Rzecz jasna poszukiwanie prawdy rozpoczyna się od niestawiania założeń. Czytając Biblię należy skupić się na faktach, nie na założeniach. Fakt 1: Imię, zapisywane tetragramem hebrajskim JHWH, zostało na pewnym etapie rozwoju uznane przez Żydów za zbyt święte, by w ogóle Je wymawiać. Z tego powodu zaczęto używać na zamianę słowa „Adonai”, co po hebrajsku oznacza „Pan”. W tetragram zaś zaczęto wpisywać samogłoski z wyrazu „Adonai”, co dla niezorientowanego lektora dało wynik „Jahowah”, stąd też mylny odczyt „Jehowa” (prawdopodobieństwo, że Imię odczytywano jako „Jahwe” jest zdecydowanie większe, ale niekoniecznie graniczące z pewnością). Fakt 2: W czasach, w których żył Jezus i Jego apostołowie prawdopodobnie nikt nie próbował wymawiać Imienia Bożego, ponieważ po pierwsze nadal było ono uważane za zbyt święte, po drugie zaś nikt, oprócz najwyższych kapłanów, którzy przekazywali wymowę tylko sobie nawzajem, już nie wiedział, jak powinno się je wymawiać, ponieważ czas, który minął od momentu wypowiedzenia Go po raz ostatni był tak długi, że nie istniał nikt, poza wspomnianymi kapłanami, kto mógłby to pamiętać. Fakt 3: Jezus, jako Syn Boży, prawdopodobnie wiedział, jak wymawiać to Imię, nie miało Ono jednak już wcale znaczenia w przekazie, który miał do objawienia. Świadczy o tym brak jakichkolwiek dowodów, by z jakichkolwiek powodów Jezus wymówił kiedykolwiek to Imię. Imię było ważne dla Żydów w czasach Mojżesza, ponieważ Żydzi wierzyli, że istnieje tylko to, co posiada imię. W czasach Jezusa na określenie Boga wystarczyło po prostu słowo „Bóg” albo „Pan”. Wnioski: Ponieważ Jezus nie przyszedł po to, aby wielbić Imię, lecz po to, by głosić Królestwo Boże i przyciągnąć ludzi do Ojca, całe zastanawianie się nad kwestią Imienia traci sens. Dodatkowym argumentem jest brak jakichkolwiek zapisów tego imienia w Nowym Testamencie.

Świadkowie Jehowy będą oczywiście argumentować. Argument 1: Jest niewyobrażalne, by Jezus, czytając fragment Pisma w synagodze, zastąpił słowo „Jehowa” słowem „Pan” w obawie przed reakcją Żydów. Dlatego też, czytając fragment z Izajasza, z pewnością przeczytał: „Duch Jehowy spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi” (Łk 4,18), nie zaś „Duch Pański”. Kontrargument: Pomimo, że rzeczywiście trudno jest sobie wyobrazić, aby Jezus w obawie przed Żydami zmieniał słowa w tekście, to nie jest „zmienianie” słów przez Jezusa niemożliwe w ogóle. Pamiętajmy, że Jezus nie zastępuje jednego słowa innym z jakichś konkretnych przyczyn, On po prostu czyta tak, jak się w Jego czasach czytało. Oczywiście, mógłby zszokować słuchaczy i wyprowadzić ich z równowagi, czytając „JHWH” (jakkolwiek się to nie czyta), jednak Jego celem w tym momencie nie było rozjuszenie Żydów słowem, które nie miało w danej chwili większego znaczenia, chciał natomiast pokazać, że proroctwo Izajasza dotyczy właśnie Jego. Czy osiągnąłby to, gdyby zaczął od nieuzasadnionego wprawiania Żydów w gniew? Argument 2: Jezus kazał uświęcać imię Ojca, a imię Ojca to Jehowa. Kontrargument: Rzeczywiście w „Modlitwie Pańskiej” padają słowa „Święć się Imię Twoje”, jednak czy naprawdę Jezus każe, by uświęcać Imię Jehowa? „Święć się imię JHWH”? Wątpię. Imię nie oznacza tu bowiem imienia w sensie tetragramu, tylko to, co się za tym imieniem kryje – istotę Boga. Osobę Ojca. Jego przymioty itp. Tak jakby ktoś, mówiąc „Robię to w twoim imieniu” miał, w moim przypadku, na myśli „Robię to w imieniu »Maurycy«”. A jednak ma na myśli – „Robię to za ciebie, ty ponosisz za to odpowiedzialność”. Podobnie Imię nie może być w Modlitwie Pańskiej interpretowane dosłownie, bo „cztery litery” nie mają dla współczesnych Jezusowi żadnego głębszego znaczenia. Poza tym – Nie Ojciec ma na imię JHWH. To jest Imię Boga! Czyli – biorąc pod uwagę Trójcę Świętą – Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego. Kwestie Trójcy będę omawiał szerzej w późniejszych notkach, teraz tylko dodam, że nie jest niczym niewłaściwym modlić się słowami: „Jahwe, Boże w Trójcy Jedyny, zmiłuj się nade mną”. Argument 3: Święty Paweł był sumiennym człowiekiem i cytat z Joela musiał przekazać dosłownie. Kontrargument: Znowu wchodzimy w „trudno sobie to wyobrazić”. Jednak nie, wcale nie musiał i nie jest tak trudno sobie to wyobrazić. Zwłaszcza, jeśli święty Paweł pragnął przekazać (i przekazał) swoim czytelnikom treść diametralnie inną od tej, której pragnęliby i którą zakładają Świadkowie Jehowy. W szerszym kontekście Paweł w Liście do Rzymian rozpisuje się nad wielkością i chwałą Pana, którym jest Jezus Chrystus. W wersecie dziewiątym pisze na przykład: „Jeżeli więc wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie” (Rz 10,9), w wersecie dwunastym zaś „Nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem. Jeden jest bowiem Pan wszystkich. On to rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają” (Rz 10,12). Paweł korzysta z faktu, że od lat wszystkie przypadki użycia Imienia „JHWH” ze Starego Testamentu odczytywane są jako „Adonaj”, że w Septuagincie (a więc w greckim tłumaczeniu) zazwyczaj zapisywane są jako „Kyrios”, być może cytując wręcz – dosłownie! – za księgą Septuaginty, odnosi fragment, który u Joela oznaczał Boga, do Jezusa. Bo „Jezus jest Panem”, a „Kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony”. Dokonuje tu dwóch wielkich rzeczy: ogłasza Jezusa Panem dającym Zbawienie i stawia Go na równi z Bogiem, cytując słowa mówiące o Bogu w kontekście Jezusa. W tym przypadku Świadkowie Jehowy powinni zauważyć jeszcze jeden problem: cytowanie Joela z użyciem słowa „JHWH” zamiast „Kyrios” lub „Adonai” byłoby wytrącaniem zdania z kontekstu. Zupełnie dziwnym byłoby rozpływanie się nad tym, jakim to Jezus jest Panem, żeby potem niespodziewanie wtrącić, że trzeba wzywać Jehowę, żeby być zbawionym. „Jeden jest Pan [Jezus] wszystkich. On to rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają. Albowiem każdy, kto wezwie imienia Jehowy, będzie zbawiony”. Wytrącone z kontekstu zdanie, pasujące tam tylko po to, żeby nie odbiegało od założeń Świadków Jehowy.

Świadkowie jednak mówią: To niewyobrażalne, żeby nie zapisano w Nowym Testamencie imienia JHWH! Z pewnością na początku tam było, jednak potem ktoś chciał zatrzeć ten fakt, dlatego zastąpił Je we wszystkich fragmentach. Ja mówię: Świetnie! A gdzie dowód? „Ale to jest niewyobrażalne”. Jakoś nie mam problemu z wyobrażeniem sobie tego. Poproszę o dowód. Oczywiście dowodów nie ma, ponieważ wszystkie pisma powstałe przed zmianą zostały zniszczone. Spróbujmy przez chwilę rozważyć prawdopodobieństwo takiego zdarzenia. Imię, które miałoby występować w Nowym Testamencie, pojawia się co najmniej w tych dwóch księgach, o których mówiliśmy, czyli w Liście do Rzymian i w Ewangelii wg św. Łukasza. Oba te pisma powstały w innym czasie, do kogo innego były też skierowane. Możemy się jednak domyślać, że oba bardzo szybko zaczęto kopiować i rozprzestrzeniać, dzięki czemu Kościół tamtych wieków mógł je poznawać i się nimi ubogacać. Autorzy pism zaś nie umarli zaraz po ich napisaniu, dzięki czemu mało prawdopodobnym było, aby ktokolwiek w tym czasie dokonał spisku, zniszczył wszystkie kopie ksiąg i pozostawił tylko te, z których powykreślano Imię. To nie mogło być dzieło jednego kopisty czy tłumacza, lecz zorganizowany „spisek”. Trudno, żeby nie zachowały się żadne ślady takiego spisku. Pozostanie do naszych czasów niezliczonej liczby bardzo starych manuskryptów Nowego Testamentu, w których ani razu nie pojawia się imię JHWH jest wystarczającym dowodem, by obalić mylne założenie Świadków Jehowy.

Mój rozmówca nie dał jednak za wygraną. Stwierdził, że jest to jedynie dowód na to, że ktoś to Imię jednak stamtąd wykreślił i to ja powinienem znaleźć dowód, że tak nie było. W porządku – powiedziałem – ale w takim razie poddajemy w wątpliwość wiarygodność Nowego Testamentu w ogóle. Jaką bowiem mamy pewność, że księgi, które zachowały się do naszych czasów są autentycznymi pismami apostołów i ich uczniów, jeśli ktoś zadał sobie tyle trudu, by usunąć z nich tak ważny szczegół, jakim jest Imię Boże tak, że nie pozostały po tym żadne zapiski historyczne? W takiej sytuacji kopiści manipulujący przy księgach mieli pełną dowolność działania, mogli wszystko pozmieniać i co chcieli podopisywać. Mogli w ogóle stworzyć księgi od nowa. Jeśli już z założenia podejrzewamy, że dokonali bezkarnej manipulacji przy najważniejszym słowie w Biblii, to jaką mamy pewność, że opieramy się na wiarygodnym źródle? Oczywiście, można odeprzeć moje pytanie fragmentami z Pisma Świętego, jaki to jednak ma sens, skoro wiemy, że te fragmenty mogą być tam umyślnie wpisane, żeby zatuszować manipulację?

Nie, Kochani, nie ma żadnych dowodów na jakąkolwiek manipulację. Dzisiejszy przekład Pisma Świętego (mam na myśli Biblię Tysiąclecia) opiera się na ogromnej liczbie starożytnych manuskryptów i podaje najbardziej zbliżone do nieznanego nam oryginału treści. W Nowym Testamencie słowo JHWH nigdy się nie pojawiło, bo nie było potrzeby, by się tam znalazło. Mógłbym podawać też argumenty za tym, że BT w nowszych wydaniach zastępuje to słowo słowem „Pan” (w Starym Testamencie), jednak nie czas na to i nie miejsce. Zaznaczę jedynie, że ma to właśnie znaczenie w kontekście odczytywania Pisma nie tylko jak najwierniejszego oryginałowi, ale też jak najwierniejszego wersji, którą znali ludzie za czasów Jezusa. Bo to na gruncie tamtej wersji powstał Nowy Testament. W Nowym Testamencie zaś Imię nie pojawia się. Dowiadujemy się natomiast, że tylko Jezus jest Panem. I to właśnie ten, kto wezwie Imienia Jezusa, będzie zbawiony. Nie ma żadnego dowodu, że mogłoby być inaczej.

„Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca” (Flp 2,9-11). Amen.

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 6 Komentarzy

God or Not

Tak jakby podsumowując pracę bloga postanowiłem powrócić do jego istoty, a mianowicie sięgnąć po coś stricte teologicznego. W notce niniejszej chciałbym odnieść się do własnej pracy magisterskiej, a więc również zająć się tematem, na którym powinienem znać się najlepiej. Dodatkowo pragnę przywrócić (tymczasowo) honor wydawnictwu Vocatio, w którego pogrążaniu ostatnio współuczestniczyłem, ponieważ bez pomocy udziału owego moja praca w tej postaci nigdy by nie powstała. Wreszcie na koniec chciałbym odpowiedzieć znajomej Świadkowej Jehowy na mail, którego dawno temu mi napisała.

Z góry zaznaczam, że będę się tu powoływał na moją pracę magisterską zatytułowaną Apologia Jezusa w „Przewodniku apologetycznym” Josha McDowella, którą obroniłem w zeszłym roku w czerwcu. Będę zamieszczał cytaty albo z samej pracy, albo z „Przewodnika apologetycznego”, który był głównym źródłem, z którego korzystałem. Sam „Przewodnik…” został nota bene wydany właśnie przez wydawnictwo Vocatio.

Od dawna toczę zażartą dyskusję z kilkorgiem Świadków Jehowy, którzy rzecz jasna nie są ze mną się w stanie zgodzić w najważniejszych kwestiach (a ja z nimi). Jedną z tych kwestii jest Bóstwo Jezusa – dla nas znaczące, dla nich wykluczone. Na ten temat właśnie maila otrzymałem już dość dawno temu. W mailu tym pojawiają się argumenty za tym, że Jezus jest pierwszym stworzeniem Bożym, że nie uważał się za Boga ani za Bogu równego, że również po Jego wniebowstąpieniu uczniowie uważali go za mniejszego od Boga. Ja jednak pisałem pracę magisterską stawiając tezę wręcz odwrotną i szukając argumentów na nią. Postarajmy się więc zestawić te dwa punkty widzenia. Znajoma pisze:

Jezus został oskarżony o bluźnierstwo w następstwie swej wypowiedzi: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (Jn 10:30). Nie twierdził bynajmniej, że jest Ojcem ani że jest Bogiem, a wynika to z dalszych jego słów (…). Kontekst tej wypowiedzi wyraźnie wskazuje, o jaką jedność mu chodziło. Jezus mówił o swych dziełach i o trosce, jaką otaczał podążające za nim „owce”. Zarówno jego dzieła, jak i słowa dowodziły, że między nim a Ojcem panuje całkowita jednomyślność, wykluczająca jakikolwiek rozdźwięk — i właśnie to podkreślił w swojej odpowiedzi (…). Obaj w jedności ze sobą chronili symboliczne „owce” i prowadzili je do życia wiecznego (Jn 10:27-29; por. Eze 34:23, 24). Jedność między Jezusem a jego Ojcem nie polega na tym, iż są tą samą osobą, lecz na tym, iż mają te same cele i zmierzają do nich jednakowymi drogami — co potwierdza modlitwa Chrystusa o jedność wszystkich jego ówczesnych i przyszłych uczniów. Prosił w niej, żeby jego uczniowie „wszyscy byli jedno”, tak samo jak on i jego Ojciec (Jn 17:20-23).

Pierwszą rzeczą, którą muszę podkreślić, jest uparte twierdzenie Świadków Jehowy, że my, katolicy, uważamy, iż Jezus był tą samą osobą, co Ojciec. Nie dociera do nich, że odróżniamy osoby (Ojciec jest osobny od Syna) i istotę (jedność w Bóstwie, w byciu tym samym Bogiem). W dalszej kolejności należy zaznaczyć, że tę wypowiedzianą przez Jezusa jedność da się również interpretować inaczej (wręcz powinno się interpretować ją inaczej). McDowell w „Przewodniku…” przytacza omawiany fragment jako jeden z najbardziej znaczących argumentów za Bóstwem Jezusa, umieszczając go w szerszym kontekście: „Rzekł do nich Jezus: […] Ja i Ojciec jedno jesteśmy. I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować. Odpowiedział im Jezus: »Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie mnie ukamienować?« Odpowiedzieli Mu Żydzi: »Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga«” (J 10,25-33). Zauważyłem, że Jezus ani tu, ani nigdzie indziej nie nazwał siebie Bogiem, lecz tylko jednym z Bogiem, więc Świadkowie mogą to spokojnie interpretować po swojemu. Przytoczyłem (i tu przytoczę) cytat z jednego z blogowych artykułów Zwiastuna, na który już kiedyś dawałem u siebie odpór: „w wersecie tym po hen musielibyśmy wprowadzić rzeczownik rodzaju nijakiego, np. taki jak pneuma (usposobienie), (…)»Mój Ojciec i ja jesteśmy jednym« (hen) usposobieniem. Nie może to być theos (Bóg) ani ousia (istota), ponieważ wymagałyby one kolejno męskiego heis i żeńskiego mia. Zgadzamy się, że Ojciec, Syn i Duch Święty są jednym w usposobieniu, jednym w sercu, umyśle i woli, lecz nie są jednym Bogiem” (http://zwiastun.wordpress.com/2009/08/12/7-biblijnych-testow-trojcy/, data: 6 maja 2011). McDowell wydaje się jednak nie mieć problemu z takim argumentowaniem. Przytacza u siebie w „Przewodniku…” słowa J. Carla Laneya, który stwierdza: „Jedno (hen) jest rodzaju nijakiego i mówi o jednej istocie, a nie jednej osobie. […] Ojciec i syn są uczestnikami jedności Boskiej istoty, pozostając jednak dwiema odrębnymi osobami Bóstwa” (Laney J.C., John, w: Moody Gospel Commentary, Chicago 1992, s. 195-196, za: McDowell J., Przewodnik apologetyczny, s. 133). Kilku znawców, kilka interpretacji słowa „hen”. Co więcej, sam zauważyłem, że „greka zawiera również wiele innych słów rodzaju nijakiego, mogących paść w tym zdaniu, ale żadne w ogóle w nim nie pada. „Jedno jesteśmy” nie musi oznaczać „Jesteśmy jedno usposobienie”, ani „Jesteśmy jednomyślni”. Nie musi w ogóle nic oznaczać poza tym, co zostało napisane, a więc tym, że Ojciec i Syn są jednym, jednością” („Apologia…”, s. 72). McDowell zauważa także, że „Ci, którzy usłyszeli to twierdzenie, nie mieli więc wątpliwości co do tego, iż Jezus podaje się za Boga. (…) Próba ukamienowania Jezusa za bluźnierstwo wskazuje, że przeciwnicy dobrze zrozumieli Jego nauczanie. Pokazuje też, że nie chcieli się nawet zastanawiać, czy Jego twierdzenie o swej Boskości nie jest prawdziwe!” (McDowell J., Przewodnik apologetyczny, s. 133). Jezus zaś nie zaprzecza tym oskarżeniom, nie mówi „Wcale nie powiedziałem – jestem Bogiem”, lecz wkrótce potem dopowiada: „Wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu” (J 10,38), ponownie utożsamiając siebie z Ojcem.

W kwestii jedynego i wyłącznego Synostwa Bożego znajoma napisała tak:

Żeby dyskutować o tym dogmacie, powinniśmy się jeszcze raz zastanowić nad pojęciem „jednorodzony”. Pamiętam, że w tej sprawie nie byliśmy zgodni, bo wg Biblii ja rozumiem, że jako jednorodzony Syn Boży, jest jedynym Synem stworzonym bezpośrednio przez samego Jehowę Boga (jako początek stworzenia). Jest on pierworodnym wśród wszystkich stworzeń. Za jego pośrednictwem zostało stworzone wszystko inne w niebie i na ziemi. Jest drugą z największych osobistości we wszechświecie. I tu Państwo nie zgadzaliście się ze mną. Pamiętam, że porównał Pan określenia „jednorodzony” i „stworzony” z wydaniem na świat [G.M. – mojego syna, zamieniono z imienia, przyp. Maurycy] (jednorodzony) i wyrobem (stworzeniem) – o ile miałby Pan takie zdolności – kubka lub czegokolwiek . Oczywiste jest, że [G.M.] dziedziczy po Panu geny, określone cechy charakteru lub wyglądu zewnętrznego, co nie znaczy, że jesteście tą samą osobą, choć może być między Wami jedność pod wieloma względami, co uwidoczni się dopiero wtedy, kiedy [G.M.] dorośnie. Ale często się zdarza, że syn idzie swoją drogą, mając swoje własne poglądy niezależnie od ojca/rodziców. I wtedy w żadnym wypadku nie można mówić o takiej jedności z ojcem, o jakiej Jezus wspominał wielokrotnie , która łączyła go z jego Ojcem.

Oczywiście, zrodzenie syna ludzkiego i Syna Bożego to zupełnie inne zrodzenie. A jednak twierdzenie, że Bóg stworzył Jezusa, o czym mają świadczyć słowa „pierworodny” są bardzo daleko idącą nadinterpretacją. Ja w mojej pracy magisterskiej ująłem to tymi słowami: „Jeśli Jezus był prawdziwym i jedynym w swoim rodzaju Synem Bożym, oznaczało to, że musiał być Bogiem z natury, jako wychodzący czy zrodzony z Boga. Przeciwnicy tego argumentu stwierdzają wprawdzie, że Jezus jest Synem Bożym jako pierwsze stworzenie, jednak żaden cytat z Pisma Świętego nie wydaje się tego potwierdzać. Świadkowie Jehowy piszą np. tak: „Chrystus pierwszym stworzeniem Bożym” , podając na to dowody z Pisma, które w rzeczywistości przemawiają za zrodzeniem, nie zaś stworzeniem Słowa: „On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia” (Kol 1,15), czy za tym, że był On początkiem, a więc źródłem czy zasadą, stworzenia: „Aniołowi Kościoła w Laodycei napisz: To mówi Amen, Świadek wierny i prawdomówny, Początek stworzenia Bożego” (Ap 3,14). Nigdzie zatem w Piśmie Świętym nie da się znaleźć argumentu za tym, że Syn został stworzony, można odnaleźć natomiast wiele za Jego zrodzeniem. To zaś daje prawo sądzić, że skoro Bóg Go zrodził, to zrodził Boga.” („Apologia…”, s. 73-74). Z cytatów Pisma Świętego wyraźnie można odczytać, że Jezus został zrodzony (a wręcz „jest” zrodzony, jest od początku), a nie stworzony przez Boga. O nikim innym nie ma w Piśmie mowy, że Bóg go zrodził, jest więc ogromnym nadużyciem twierdzenie, że zrodzić to tak, jakby stworzyć jako pierwszego…

Bardzo ważne są, nie przytaczane przez moją Panią Dyskutant, cytaty, w których Jezus stwierdza „Ja Jestem” – gr. „Ego eimi”. Wielokrotnie Jezus tak o sobie mówi, najbardziej dobitnie zaś tu: „Rzekł do nich Jezus: »Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Zanim Abraham stał się, JA JESTEM«” (J 8,58). Jezus trafia tu w dwa czułe punkty jednocześnie. Po pierwsze posługuje się słowami, które w Starym Testamencie oznaczały Boga – Jestem: „Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was” (Wj 3, 14). Żydzi gniewają się o to, że Jezus mówi o sobie Jestem, choć tylko Bóg miał tak prawo o sobie mówić. Po drugie zaś Jezus podkreśla tu swoją przedwieczność. Jezus nie BYŁ przed Abrahamem. On JEST zawsze, przed Abrahamem. Następstwo czasu przeszłego i teraźniejszego byłoby zupełnie niegramatyczne, gdyby nie przyznać, że Jezus nie mówi o jakimkolwiek swoim początku. O momencie stworzenia. On po prostu jest…

Wiele innych słów Jezusa potwierdzających Jego utożsamienie z Bogiem przytacza McDowell. Nie będę się teraz na ich temat jednak rozpisywał, bo czas nagli, a są przecież jeszcze argumenty płynące od uczniów Jezusa, którzy nie mieli wątpliwości, że był On Bogiem. Choć sam Jezus nigdy siebie bezpośrednio Bogiem nie nazywa, to Jego uczniowie są wielokrotnie bardziej dosłowni. W Liście do Rzymian Paweł pisze: „Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. Amen” (Rz 9,5). Świadkowie Jehowy oczywiście oddzielają te fragmenty od siebie, tworząc z nich „…Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim. Bóg niech będzie błogosławiony na wieki”, co jest, rzecz jasna, niezgodne z treścią greckiego oryginału, a o czym Świadkowie wielokrotnie nie wiedzą.

Bardzo ważnym cytatem jest fragment z listu do Filipian, na który i moja znajoma się powołuje: „A w Filip.2:6 wyraznie napisano, że nie był i w żadnym wypadku nie chciał być równy Ojcu!” Rzeczony fragment, przytoczony szerzej, brzmi: „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca” (Flp 2,6-11). Rzeczywiście, dowiadujemy się, że Jezus, Syn, nie skorzystał z możliwości bycia na równi z Bogiem – słusznie podkreśliła moja znajoma. Co to jednak, szerzej, oznacza? Przecież istniał w postaci Bożej, ale nie skorzystał poprzez postanowienie o uniżeniu się do postaci człowieka, sługi. Paweł pisze wyraźnie: uniżył samego siebie, choć istniał w postaci Bożej. Bóg zaś ponownie oddał mu Bóstwo po Jego śmierci krzyżowej. Co więcej, bardzo ważny jest fakt, że w tym fragmencie w stosunku do Jezusa użyte są słowa, które w Starym Testamencie odnosiły się do Boga. Jest mowa o imieniu ponad wszelkie imię (a więc jednak Imię – Jehowa – nie jest najwyższym imieniem?) i o zginających się kolanach. F.F.Bruce, na którego powołał się McDowell, pisze: „W hymnie tym powraca tekst Iz 52,13 […] a także Iz 45,23, gdzie Bóg przysięga na samego siebie: »Przede Mną zegnie się wszelkie kolano, wszelki język na Mnie przysięgać będzie«. Jednakże w hymnie poświęconym Chrystusowi ten sam Bóg ogłasza, że każde kolano zegnie się na imię Jezusa i że każdy język wyzna, że Jezus Chrystus jest Panem.” (Bruce F.F., The Real Jesus: Who Is He?, w: The Jesus Library, s. 202, London 1985, za: McDowell J., Przewodnik apologetyczny, s. 136). Pominięty fragment to: „Oto się powiedzie mojemu Słudze, wybije się, wywyższy i wyrośnie bardzo” (Iz 52,13). A więc – cytat odnoszący się do Boga jest jednocześnie cytatem odnoszącym się do Jezusa. Prosty rachunek: Jezus niezaprzeczalnie jest Bogiem. A imię Jezusa jest ponad wszelkie imię. Nawet ponad Imię – tak by to wyglądało…

Wypadałoby napisać o pierwszym rozdziale z Ewangelii Jana, ale temat jest tak szeroki, że zajmę się nim w jakiejś kolejnej notce. Teraz spojrzę jeszcze tylko pokrótce na fragmenty Pisma Świętego, w których ukazane jest oddawanie czci Jezusowi (której też czci momentami pragnął, a momentami nie negował). Podkreślić należy, że cześć należała się wyłącznie Bogu, nie żadnemu stworzeniu. Oto są przykłady cytatów: „A oto zbliżył się trędowaty, upadł przed Nim…” (Mt 8,2); „Upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym” (Mt 14,33); „Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci , którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi.” (J 9,35-39); „Następnie rzekł do Tomasza: »Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym«. Tomasz Mu odpowiedział: »Pan mój i Bóg mój!«” (J 20,27-29). Skądinąd wiemy przecież, że Jezus ganił innych za oddawanie czci nie-Bogu: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz” (Mt 4,10; Łk 4,8) powiedział diabłu na pustyni.

Najbardziej znaczący jest fragment mówiący o św. Tomaszu, o oddaniu Jezusowi pokłonu i gorliwym nazwaniu Go Bogiem i Panem. Jezus mówi „uwierzyłeś”, nie próbuje zaś zaprzeczać, że przecież wcale nie jest Bogiem. Świadkowie w tym miejscu stwierdzają, że Jezus żywy wywarł na Tomaszu takie wrażenie, iż ten wydał z siebie paniczny okrzyk, który można utożsamiać z naszym „O mój Boże!”. Taka interpretacja wydaje się być jednak typowym zapychaniem dziury w teorii, która tych dziur posiada sporo.

Oczywiście mail, który dostałem, zawierał zdecydowanie więcej argumentów. Zdecydowanie więcej argumentów jestem też w stanie przytoczyć i zapisać. Pora już jednak późna, a i zależy mi na umieszczeniu notki z tą tajemniczą datą. Nie ulega jednak wątpliwości, że wystarczy tych kilka argumentów, by zauważyć, że Jezus uważał się za Boga, chciał by oddawano Mu cześć równą Bożej, oraz że Jego uczniowie również widzieli w Nim Boga i jako takiego Go czcili. Można mieć wątpliwości co do wiarygodności całego nauczania Jezusowego, ale jeśli, tak jak Świadkowie Jehowy, uznaje się Pismo Święte za przez Boga natchnione, nie ma się innej możliwości, jak tylko uznać Jezusa za Boga prawdziwego.

Na tym kończę na dziś. Mam nadzieję, że ktoś to w ogóle do końca doczytał. Jeśli zechcecie, zostawcie jakiś znak, że dobrnęliście aż dotąd.

Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że to ostatni wpis na blogu w tej postaci, w jakiej go znacie. W przyszły poniedziałek możecie oczekiwać blogowej rewolucji. Ciekawe, jakie są Wasze opinie na ten temat…

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Księga Izajaszów

Ponieważ moje kontakty ze Świadkami Jehowy są w ostatnich czasach bardzo rozwojowe, czytuję ich pisma i się nimi interesuję. W jednej ze Strażnic, służących jako materiał do studium na spotkaniach, pojawia się tekst następujący: „Ale kontekst może obejmować coś jeszcze. Synonimem tego słowa bywa tło, sytuacja lub warunki, w których coś zaistniało. Aby właściwie zrozumieć konkretny werset, należy uwzględnić dodatkowe informacje, na przykład kto, kiedy i w jakich okolicznościach napisał daną księgę biblijną. Warto również poznać cel jej spisania oraz – jeśli to możliwe – ówczesną sytuację społeczną, moralną i religijną” („Strażnica” z 15 lutego 2010, str. 12). Intrygująco brzmią te słowa w zestawieniu z faktem, że wspólnota Świadków wciąż upiera się przy tym, że to Mojżesz napisał Pięcioksiąg (jak również Księgę Hioba), Izajasz – całą księgę Izajasza, święty Paweł wszystkie listy tradycyjnie mu przypisywane itp. Oraz że postacie takie jak Hiob albo Jonasz bez wątpienia istniały naprawdę. Gdyby bowiem nie istniały, gdyby Izajasz nie był jedynym autorem księgi o tym tytule, to Pismo Święte straciłoby swoją wiarygodność i nie mogłoby być natchnione przez Boga.

Rozumienie słowa „prorok” w greckim znaczeniu „profetes” musi wprowadzić w myślenie człowieka zamęt. Interpretator dochodzi bowiem do wniosku, że „prorok” oznacza kogoś, kto przewiduje przyszłość. W związku z tym Izajasz musiał był zapowiedzieć w Iz 44,27-45,2 zdobycie przez Cyrusa Babilonu około 200 lat przed tym faktem (a więc również na długo przed tym, jak ktokolwiek planował narodzenie Cyrusa) – w końcu był prorokiem. Tymczasem musimy pamiętać o tym, że słowo „nabi” przetłumaczone z hebrajskiego na „prorok” oznaczało raczej osobę obserwującą rzeczywistość i na tej podstawie dający rady, posługując się przy tym Bożym natchnieniem. Natchnienie dawało mu mądrość i umiejętność odczytywania prawdy, ale niekoniecznie czytanie przyszłości. Jeśli zrozumiemy ten prosty fakt, jak również to, że w starożytności zjawisko pseudonimii (związane z podpisywaniem się imieniem jakiejś znanej osobowości) było szeroko rozpowszechnione i nie miało wiele wspólnego z dzisiejszym plagiatowaniem, będziemy w stanie zaakceptować to, że księga Izajasza może składać się z 3 (a nawet większej ilości) części, napisanych przez wielu różnych ludzi. Podpisujących się tym samym imieniem, ponieważ byli albo samym Izajaszem (prawdopodobnie w pierwszej części księgi), albo kontynuatorami jego szkoły, powołującymi się na jego autorytet. Druga część księgi Izajasza, zapowiadająca zdobycie Babilonu przez Cyrusa, powstała prawdopodobnie właśnie w okresie, w którym Cyrus był już w Babilonii i stał u bram Babilonu. Co więcej – mogła zostać napisana już po zdobyciu go. Zjawisko opisywania tego co się już zdarzyło jako wydarzenia przyszłego również było wówczas znane, a tylko my musimy wszystko na nowo odkrywać. Aby Pismo Święte było wiarygodne i mogło być uznane za natchnione, Mojżesz wcale nie musi być autorem Pięcioksięgu. Jonasz wcale nie musiał być postacią prawdziwą, chociaż Jezus powoływał się na niego gdy porównywał swoje trzy dni w grobie z jego trzema dniami w rybie. Ja przecież też nie muszę wierzyć w prawdziwość Judyma, gdy mówię o sobie „Jestem Judym” – a zdarza mi się. A wyobraźmy sobie Jezusa mówiącego: „Jonasz wprawdzie nie istniał, ale legenda w którą wierzycie głosi, że siedział trzy dni w rybie. Ogólnie to bujda na resorach, ale ja też posiedzę w grobie trzy dni”. No, Jego wiarygodność wśród Żydów byłaby z pewnością o wiele wyższa.

Ale wiarygodność Pisma Świętego naprawdę nie zależy od tego, że Mojżesz napisał Księgę Hioba i że ten Hiob istniał naprawdę. Nie zależy nawet od tego, czy proroctwa dotyczące Jezusa (których nie odczytywalibyśmy w ten sposób, gdyby nie greckie „profetes”) się naprawdę spełniły, czy nie. Wiarygodność Pisma Świętego nie dotyczy bowiem faktów historycznych (w dużej większości), ani zgodności z nauką, ale widocznego wpływu Boga na życie i myślenie ludzi w czasach Starego i Nowego Przymierza. U Jonasza liczy się przesłanie, a nie prawdziwość historyczna. U Pawła liczy się przesłanie, a nie autorstwo listów. Historia zbawienia jest bardziej historią objawiania się Boga aż do ostatecznego objawienia się Go w Chrystusie, a nie autentyczną, doskonale przedstawioną historią Narodu Wybranego.

Na te wszystkie fakty trzeba zwrócić uwagę, jeśli chce się prawidłowo odczytywać Pismo Święte i rozumieć jego znaczenie. Ale jestem przekonany, że część Świadków wie to od dawna. I specjalnie mylą pojęcia, by utrzymać towarzyszy w szyku.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Zrodzony, a nie stworzony

Tak mówimy my, katolicy, w naszym Credo, czyli wyznaniu wiary. Ostatnie moje dyskusje (zwłaszcza ta dzisiejsza, prywatna) nakłoniły mnie do wyjaśnienia tego, zdawać by się mogło, prostego stwierdzenia. Skupmy się najpierw na kilku cytatach z Pisma Świętego:

– Kol 1, 15-17: On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie.
– Hbr 1, 5: Do którego bowiem z aniołów powiedział kiedykolwiek: Ty jesteś moim Synem, Jam Cię dziś zrodził? I znowu: Ja będę Mu Ojcem, a On będzie Mi Synem.
– J 1, 18: Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.

Te wersety mówią o zrodzeniu Słowa. I jeszcze kilka innych cytatów:

– J 8, 56-58: Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał [go] i ucieszył się». Na to rzekli do Niego Żydzi: «Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem».
– J 1, 1-3: Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. (Porównajmy z Rdz 1, 1: Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami.)
– Ap 3, 14: Aniołowi Kościoła w Laodycei napisz: To mówi Amen, Świadek wierny i prawdomówny, Początek stworzenia Bożego.

Te wersety mówią o przeszłości Słowa, oraz o stworzeniu przez Nie.

Ludzie, z którymi dyskutuję biorą pierwszy przytoczony przeze mnie fragment i interpretują go tak: Pierworodny wobec każdego stworzenia oznacza, że stworzony jako pierwszy, najidealniejsze ze stworzeń. To, oczywiście, zupełny absurd, jeśli rozumie się znaczenie słów „zrodzony” tudzież „pierworodny” oraz „stworzony”. Tłumaczyłem to już, zdaje się, w poprzedniej notce, ale jeszcze raz wytłumaczę: kobieta może zrodzić dziecko. A stworzyć może na przykład dzbanek gliniany. Syn pierwszy z wielu będzie zaś pierworodnym, ale będzie również pierworodnym syn, który pozostanie jedynym. Zadano mi dziś pytanie: „Ale jak takie zradzanie wygląda u Boga”? Niestety, nie byłem w stanie wyjaśnić tego opisowo – bo Bóg to nie jest kobieta, ani starzec z brodą. Wiem tylko, że Ojciec mówi do Syna: „Ty jesteś moim Synem, Jam Cię dziś zrodził”. Bóg to byt duchowy. Jak rodzą byty duchowe – tego nie wiemy.

J 1, 18 („Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył”) dostarcza nam jeszcze ciekawszych szczegółów. I nie mówię tu o nazywaniu Syna Bogiem – bo ktoś, kto chce przekręcić nauczanie Pisma zacznie twierdzić, że to jest bóg, to znaczy ktoś boski – lecz o mówieniu o Jednorodzonym jako o będącym w łonie Ojca. Wnioskować z tego możemy, że Syn pochodzi z Ojca, więcej: że On wciąż trwa w Ojcu. Dlatego my, katolicy, nauczamy, że Syn jest nie tyle zrodzony czasowo, zanim wszystko zostało stworzone, lecz że jest wiecznym zrodzeniem, lub zradzaniem: że bycie Synem oznacza bycie zrodzonym. Tak, jak bycie Ojcem oznacza bycie rodzącym.

Przejdźmy do kolejnych cytatów i zatrzymajmy się przy prologu Ewangelii św. Jana: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało”. Prosiłem, by porównać te słowa z Rdz 1, 1-2: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami”. Wyraźnie rzuca się w oczy, że pierwszy werset Ewangelii Jana jest wzorowany na 1 wersecie księgi Rodzaju. Możemy wręcz twierdzić, że jest to działanie zamierzone. Wiemy więc, że na początku Bóg stworzył niebo i ziemię, a także, że na początku było Słowo. Mamy tu więc podobną konsekwencję, jak w J 8, 56-58: „Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał [go] i ucieszył się». Na to rzekli do Niego Żydzi: «Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem»”. Ten ostatni fragment już tłumaczyłem, ale w nawiązaniu tryknę go jeszcze raz.

Wiemy więc, że na początku Bóg stworzył niebo i ziemię, i że na początku było Słowo. Czy więc Słowo było stworzone? Czy Ono powstało w czasie? Kiedy Bóg stworzył niebo i ziemię, Słowo już tam było! Słusznie moje dzisiejsze rozmówczynie zwróciły uwagę na cytat: „A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka a Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!” (Rdz 1, 26) – stwierdzając, że Bóg mówi tu do Syna (o którego stworzeniu nie ma mowy w Rdz, choć możemy próbować wyjaśniać, że stworzył Go Bóg wraz ze stwarzaniem nieba). Ja posunąłbym się w tej interpretacji dalej: Bóg mówi w liczbie mnogiej, a więc jest Go więcej… Pamiętajmy – autor natchniony nie wiedział o istnieniu Syna. Księga Rodzaju jest jedną z najwcześniej napisanych ksiąg, autor rozpoczynał dopiero całą długą tradycję objawienia Bożego. Pisał to, co czuł – to, co podpowiadał mu Duch Święty. Możemy się więc w tym fragmencie dopatrzyć istnienia Boga, który mówi (a więc i jest) w więcej niż jednej osobie. Ale dziś nie główkuję nad Trójcą, lecz nad Synem niestworzonym… Wrócę więc do tematu.

Kiedy Bóg stworzył niebo i ziemię, Słowo już tam było. Słowo, czyli Syn, jest więc niestworzony (a że jest zrodzony, i że jest w łonie Ojca, to już wiemy z J 1, 18). Nie muszę chyba dodawać, że skoro „Bóg stworzył niebo i ziemię”, a „było Słowo”, to któż inny był na początku, przed wszelkim stworzeniem, jeśli nie Bóg? Ale to też, prawdopodobnie, kontrowersyjny dodatek… Wróciwszy zaś do Abrahama możemy połączyć te dwa wersety i uznać, że Chrystus jest – wiecznie i niezmiennie – zanim stworzony został Abraham – był bowiem na początku.

Wielu nieuzasadnionych kontrowersji dostarcza zaś werset J 1, 3: „Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało”. Zwiastun tłumaczył nam to ostatnio w ten sposób: „wszystkie stworzone rzeczy, za wyjątkiem jego samego, ponieważ On jest jedyną istotą, bezpośrednio stworzoną przez Boga (Jan.1:14,18; 3:16,18; 1Jan.4:9), wszystkie rzeczy stały się przez Niego jako pomocnicze narzędzie nie będące jednak Źródłem działania, którym jest sam Ojciec. (…) Tutaj mamy pokazane, że nasz Pan jest głównym narzędziem Bożym w stwarzaniu, że oprócz Niego samego nic nie zostało stworzone bez Niego. Bez względu na to jakich pomocników miał On wśród aniołów w dziele stwarzania, wszystko co czynili, było w każdym szczególe pod Jego kontrolą.” Oczywiście, jeśli wychodzimy z założenia, że Słowo jest stworzone przez Boga, jesteśmy zmuszeni kombinować w ten sposób, przeinaczając całkowicie znaczenie słów Pisma Świętego. Zwracam szczególnie uwagę na niektóre słowa z wypowiedzi Zwiastuna, bynajmniej nie odosobnionego w swoim przeinaczaniu: „wszystkie stworzone rzeczy, za wyjątkiem jego samego” czy „oprócz Niego samego nic nie zostało stworzone bez Niego”. Oczywiście w żadnym razie i w żadnym miejscu Pismo Święte nie mówi: „Przez Nie wszystko, oprócz Niego się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało, oprócz Niego”. Nie! Jest napisane: Wszystko. Nie wymieniono żadnego wyjątku. Samo Słowo nie jest wyjątkiem – wszystko to, co zostało stworzone, zostało stworzone przez Słowo (bez „nie licząc samego Słowa”). Tak pisze o tym ks. Władysław Majka w książce „Czy tak uczy Pismo Święte?”: „Innymi słowy, wśród wszystkich stworzeń nie ma ani jednego, które nie byłoby stworzone przez Słowo: ani jednego. Pismo św. nie czyni żadnego wyjątku. Twierdzi bezwzględnie, że wszystko, co zostało stworzone, stworzone zostało przez Słowo. Stąd wniosek logiczny: samo Słowo nie zostało stworzone, nie jest stworzeniem. Jest więc Bogiem prawdziwym”. Dodawanie słów „oprócz Niego samego” jest, jak widzimy, absolutnie bezpodstawne i można je uzasadnić jedynie tym, że usiłuje się przemycić pewną teorię, która jest absolutnie sprzeczna z objawieniem Pisma Świętego – mianowicie to, że Syn jest stworzeniem, a nie zrodzeniem. Niestety, między tymi dwoma pojęciami nie da się postawić znaku równości.

Zwiastun, próbując udowodnić błędną teorię o stworzeniu Słowa, pisze jeszcze: „Jeśli o stworzeniu Logosa nie przekonują Cię wersety Ewangelii, zajrzyj do Księgi Przysłów 8:22-30. Jezus jest tam przedstawiony symbolicznie, jako stworzona i spłodzona na początku Mądrość: “Pan stworzył mnie jako pierwociny swojego stworzenia, na początku swych dzieł, z dawna (…)””, następnie zaś powołuje się na słowa św. Justyna, które miałyby być interpretacją tych konkretnych słów: „Słowo jasno wykazało, że Ojciec tę Latorośl zrodził przed wszystkiemi zgoła stworzeniami; a że zrodzony od rodziciela różni się co do liczby, przyzna chyba każdy”. Zacznę od tego, że Boża Mądrość (po gr. Sofia) z Księgi Przysłów nie może być nigdy utożsamiana ze Słowem, tudzież Rozumem (po gr. Logos) z Ewangelii św. Jana. Można stwierdzić, że to jest jakiś przedsmak, jakaś zapowiedź, jakieś pierwotne stadium objawienia o Logosie (Nie: o Jezusie! Jezus „stał się” ok. 0 roku naszej ery, a za czasów pisania Księgi Przysłów nikt nie wiedział, że „Słowo stanie się ciałem”), ale nie – że jest to objawiający się Logos, On bowiem objawił nam się w pełni dopiero w osobie Jezusa Chrystusa (A więc to Mądrość Boża z Prz. może być ewentualnie objawiona i wyjaśniona w Jezusie, a nie Jezus w Mądrości Bożej). Jak już bowiem tłumaczyłem w poprzedniej notce, Biblia to historia zbawienia, wypełniająca się w Jezusie Chrystusie – nie ma różnicy co do stopnia natchnienia poszczególnych ksiąg, jest zaś różnica co do stopnia otrzymanego objawienia.

Słowa św. Justyna zaś wyjaśniają wspaniale to, co ja wyjaśniam w całej tej notce, że mianowicie „Ojciec tę Latorośl zrodził przed wszystkiemi zgoła stworzeniami”. Jeśli jest to faktycznie interpretacja słów z Księgi Przysłów, to z wyraźnym zaznaczeniem, że „Słowo jasno wykazało” – a to Słowo objawiło się dopiero w osobie ziemskiego Jezusa z Nazaretu. Justyn nie udowadnia więc tego, że Słowo jest stworzone. Wręcz przeciwnie – że jest zrodzone zanim cokolwiek (bez „oprócz Niego”) zostało stworzone.

Przejdźmy nareszcie do Ap 3, 14: „Aniołowi Kościoła w Laodycei napisz: To mówi Amen, Świadek wierny i prawdomówny, Początek stworzenia Bożego”. Moje rozmówczynie powołały się dziś na ten cytat, usiłując zmiażdżyć moje wywody o niestworzoności Syna. Bo skoro „Początek stworzenia Bożego”, to „stworzony jako pierwszy”. Nie! Początek stworzenia, to znaczy niekoniecznie „pierwszy stworzony”, lecz może również znaczyć „ten, który stworzeniu dał początek”. Bo czy nie zdarza nam się nazywać Boga początkiem stworzenia – czyli tym, który zapoczątkował stworzenie, dał stworzeniu początek? „Zależy od interpretacji” – usłyszałem i zgodziłem się z tym. Mogłem się nawet zgodzić z tym, że ta interpretacja wydaje się nieco naciągana. Ale nie wówczas, gdy zwrócimy uwagę na słowa Jezusa, które wymawia w Ap 22, 13: „Jam Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec”. Oczywiście i w tym przypadku słowo „początek” niektórzy starają się utożsamiać z początkiem stworzenia, tak jak „pierwszy” miałoby oznaczać „pierwszy stworzony”. Zdają się jednak pomijać fragmenty Izajasza, odnoszące się przecież do Boga, w których sam o sobie mówi: „Kto zdziałał to i uczynił? Ten, co [z nicości] wywołuje od początku pokolenia, Ja, Pan, jestem pierwszy, z ostatnimi również Ja będę!” (Iz 41, 4), „Tak mówi Pan, Król Izraela i Odkupiciel jego, Pan Zastępów: Ja jestem pierwszy i Ja ostatni; i nie ma poza Mną boga” (Iz 44, 6), czy „Słuchaj mnie, Jakubie, Izraelu, którego wezwałem: Ja sam, Ja jestem pierwszy i Ja również ostatni” (Iz 48, 12). Czy Bóg mógłby powiedzieć o sobie „Jestem pierwszym wśród stworzonych”, „Jestem początkiem stworzenia”? Nie! Dlaczego więc autor Apokalipsy wkłada te słowa Boga Jedynego w usta Jezusa Chrystusa, który miałby być pierwszym pośród stworzenia, początkowym wśród stworzonych? Czy w tym wypadku mamy te słowa rozumieć inaczej?

Na koniec zaczerpnę jeszcze z mojej dzisiejszej dyskusji, pytając: Kogo Bóg zradza, jeśli udowodniliśmy (mam nadzieję, że udowodniliśmy), że Pismo Święte nie mówi nigdzie o Słowie (lub Synu) jako stworzonym? Wszyscy bowiem uznajemy Słowo za Syna Bożego – i katolicy, i Świadkowie Jehowy, i Epifaniści. Ci drudzy i trzeci jednak nie uznają faktu, że skoro Słowo jest Synem Bożym, to Pismo Święte konsekwentnie podkreśla zrodzenie tego Syna z Ojca. Zauważmy prostą rzecz: Ojciec nie miałby na imię Ojciec (a to jest właśnie imię, które Jezus objawił uczniom – imię YHWH było powszechnie znane, Jezus nie musiał więc go już objawiać – a nie pada ono ani razu w Nowym Testamencie), gdyby nie Syn; Syn zaś nie miałby na imię Syn, gdyby nie Ojciec. Kogo więc Bóg zradza? Moje rozmówczynie zgodziły się ze mną co do tego, że każdy zradza według rodzaju: człowiek zradza człowieka, kot zradza kota, żyrafa zradza żyrafę. Odważyłem się więc ostatecznie podkreślić, że Bóg zradza Boga – bo to wynika z „rodzaju”. Stąd wniosek, że Słowo było Bogiem. Panie poprawiły mnie, stwierdzając, że „Słowo było boskie, było jak Bóg”. Zapytałem więc: „Czy ja jestem innym człowiekiem, niż mój ojciec, który mnie zrodził?” „Tak, jest pan zupełnie innym człowiekiem!” – Odpowiedziały. „Ale czy jestem człowiekiem w mniejszym stopniu, niż mój ojciec? Czy jestem mniej ludzki? A może bardziej ludzki?” Nie, musiały zaprzeczyć – jestem tak samo człowiekiem, jak mój ojciec, choć różnię się od niego co do osoby. „Dlaczego więc tak łatwo przychodzi nam stosować zupełnie inne kryteria przy interpretowaniu Boga? Czy Syn zrodzony z Ojca może być w jakikolwiek sposób mniej boski, niż Ojciec?”

Na to pytanie niech każdy spróbuje odpowiedzieć sobie sam.

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 5 Komentarzy

Riposta trzecia – na siedem testów

Otrzymałem nie tak dawno komentarz, którego autor usiłuje na swoim blogu udowodnić, że Trójca Święta jest bujdą na resorach, tudzież doktryną spreparowaną przez diabła. Wygląda na to, że alternatywna doktryna, pod którą podpisuje się autor, ma wiele wspólnego ze Świadkami Jehowy lub też innym odłamem Badaczy Pisma. Muszę zaznaczyć, iż uznałem, że byłoby z mojej strony ignorancją nie spróbować odnieść się do przytoczonych zarzutów, tak samo jak za ignorancję uznaję brak podejmowania próby rzeczowej dyskusji z przedstawicielami Świadków co i raz odwiedzających moje mieszkanie. Byśmy mogli przejść do dalszej lektury moich rozważań, zapoznajmy się najpierw z podlinkowanym u mnie tekstem: CLICK.

Pierwsze co zdziwiło mnie przy zapoznawaniu się z tekstem było to, że od lat interesuję się teologią, interpretacją Pisma Świętego, jestem już na 4 roku Teologii Ogólnej, a dotychczas nie słyszałem o żadnych 7 podstawowych, biblijnych testach podawanych nauk. Wręcz przeciwnie, po lekturze całego artykułu doszedłem raczej do wniosku, że te testy nie są wcale ani podstawowe, ani biblijne, lecz jedynie wymyślone przez kogoś, kto usilnie starał się coś udowodnić. Postaram się pokrótce wyjaśnić, dlaczego tak uważam, odnosząc się po kolei do każdego z siedmiu testów.

Aby interpretacja wersetu biblijnego czy też doktryny była prawdziwa, musi ona być zgodna:

1. sama ze sobą
2. z każdym wersetem Biblii
3. każdą doktryną Biblii
4. Boskim charakterem
5. okupem – ofiarą złożoną przez Jezusa raz za wszystkich
6. faktami
7. celami Biblii – wielbieniem Boga jako Najwyższego, uznaniem Chrystusa jako Wykonawcy i Rzecznika Boga oraz przyczynianiem się do realizacji Boskiego planu wobec Kościoła i świata

Test 1

Doktryna powinna być zgodna z samą sobą – i w tej kwestii zgadzam się absolutnie. Niestety, pisarz, na którego twórczość powołuje się autor notki, ogranicza się w tym wypadku do stwierdzenia, że „przeczy sama sobie: 3×1=1, 1=3 a 3=1.” Nie wiem, skąd u przeciwników prawdy o Trójcy taka matematyka. Po pierwsze dlatego, że mamy tu do czynienia z 3 osobami i jedną istotą Boską – a osoba i istota nie są tym samym. Nie jest więc tak, że 1+1+1=1, bo nie jest tak, że dodajemy trzy osoby i wychodzi jedna osoba. Wychodzą trzy osoby, lecz jeden Bóg. Tak, jakbyśmy chcieli dodać osobę męża, osobę żony i osobę syna, i wyszłoby nam 1, ponieważ tworzą jedną rodzinę. Oczywiście, Bóg to nie jest żadna kumulacja, nie jest żadna rodzina, ale mój przykład pokazuje, że można dodać do siebie trzy jedynki i w dalszym ciągu otrzymać jeden, jeśli sumujemy inne jednostki, niż otrzymujemy w wyniku (jeszcze trochę skomplikowanej matematyki? Proszę: 200+300+500=1. Sumowałem metry, a wynik mam w kilometrach).

Po drugie zaś dlatego, że wciąż mówimy o Bogu. A chyba zapominamy, że matematyka, fizyka, chemia czy biologia nie określają Boga. To Bóg sam określa matematykę, fizykę i wszelkie inne nauki. Bóg, stwarzając świat, stworzył go z czasem, a zarazem stworzył go jako poznawalny intelektualnie. To absolutnie nie znaczy, że sam Bóg mieści się w jakimkolwiek równaniu matematycznym, co z niewiadomych przyczyn usiłuje nam przekazać pisarz.

Test 2

Doktryna powinna być zgodna z każdym wersetem Biblii. Chyba nie mogę się z tym, jako katolik, nie zgodzić, ale muszę najpierw przedstawić odpowiednie zasady. Otóż Biblia rzeczywiście nie jest wewnętrznie sprzeczna, ale tylko wówczas, gdy potraktuje się ją jako Księgę opiewającą Historię Zbawienia. Co to jest Historia Zbawienia? Są to dzieje świata od jego stworzenia, aż do końca (który opisuje Apokalipsa). W tej historii – to bardzo ważne – objawia się Bóg. Pojawiają się kolejne pewne fakty na Jego temat, kolejne Jego cechy, dowiadujemy się coraz to nowszych informacji o człowieku, o świecie, o życiu wiecznym. Objawienie Boże ma swój punkt kulminacyjny w Jezusie Chrystusie – a tego to Jezusa, jego nauczanie, życie i ofiarę, a także zmartwychwstanie, opisują cztery Ewangelie. Na przyjście tego Jezusa przygotowują nas Pisma i Prorocy. Ale ani Pisma, ani Prorocy nie mają w żadnym wypadku pełnej wiedzy ani o Zbawicielu, ani o Bogu, ani o innych kwestiach. Bo pełna wiedza dopiero staje się nam bliska dzięki wypełnieniu Pism i proroctw w jednej osobie, osobie Jezusa Chrystusa.

Tylko i wyłącznie przy podobnym założeniu możemy mieć pewność, że wszystkie wersety Biblii się ze sobą zgadzają – w innym nie. Bo trzeba zauważyć, że Abraham wierzył nie tyle w Boga jedynego, lecz w jednego z bogów, który był jego Bogiem (stąd m.in. późniejsze stwierdzenie „Bóg Abrahama” – dla odróżnienia od innych bogów). Wiele lat musiało upłynąć, nim objawienie dobrnęło do momentu, kiedy Izraelici zrozumieli, że jest tylko jeden Bóg, że innych nie ma – i że nie trzeba Go od nikogo odróżniać. Aż wreszcie nadszedł moment, kiedy przyszedł Chrystus i dopełnił objawienie, ukazując że rzeczywiście jest jeden Bóg, ale w trzech osobach. I właśnie za to Izraelici skazali go na śmierć – za to, że czynił się równym Bogu: „Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu” (J 5,18). Trójca była dla nich bowiem nie do pojęcia – skoro dopiero nauczyli się wierzyć, że Bóg jest tylko jeden…

Jeśli zaś nie przyjmiemy założenia, które jest zresztą prawdziwe, że Biblia to dzieje zbawienia, to niestety poszczególne wersety tej Księgi staną się ze sobą sprzeczne. Choćby klasyczna nauka Świadków Jehowy o braku piekła wywodzi się z księgi Hioba, gdzie dowiadujemy się, że Szeol to miejsce, gdzie nic nie ma, gdzie nie ma świadomości. Niestety, te wersety nie zgadzają się z Łk 12, 4-5: „Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie!” lub z Mt 25, 41: „Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!”. Jeśli jednak uświadomimy sobie, że za czasów tworzenia księgi Hioba nie otrzymano jeszcze pełni objawienia dotyczącego przyszłych czasów, wszystko stanie się zrozumiałe (i niesprzeczne). Tak też jest z nauką o Jedynym i o Trójcy.

W związku z przytoczonymi przez autora tekstu argumentami, które są całkiem słuszne, pominę omawianie przytoczonej interpolacji tekstu 1 J 5, 7-8. Skupię się natomiast krótko na J 10, 30, czyli znanym fragmencie „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”, co w tekście autora brzmi tak: „Mój Ojciec i ja jesteśmy jednym”. Autor twierdzi, że nie może tu chodzić ani o bóstwo, ani o istotę, ponieważ mamy wyraźnie nie „jeden” (jak jeden Bóg), ani „jedna” (jak jedna natura) lecz jedno (jak jedno usposobienie). „Gdyby ten tekst był prawdziwy, w wersecie tym po hen musielibyśmy wprowadzić rzeczownik rodzaju nijakiego” – mowa jeszcze o poprzednim wersecie, ale z odniesieniem do omawianego. A mnie pojawia się w głowie pytanie: kto nam każe wstawiać po „jedno” jakikolwiek rzeczownik? Oczywiście, moglibyśmy kombinować, bo jak jedno, to może auto, auto jest rodzaju nijakiego, a samochód już nie. Więc „Ja i Ojciec jedno auto jesteśmy”. Albo krzesło? To złośliwe z mojej strony (zresztą nawet nie wiem, czy po grecku – i to jeszcze koine, w którym pisane było Pismo Święte – auto jest w rodzaju nijakim), ale jedynie podkreślam, że żaden autor biblijny, ani sam Jezus, nie każe nam wstawiać po „jedno” żadnego rzeczownika! Ma być „jedno” i już! A wówczas „jedno” nie znaczy „jedno usposobienie”, lecz raczej „jedno i to samo”. Bez różnicy. Właśnie użycie słowa „jedno”, a nie „jeden” zwraca naszą uwagę na to, że w tym miejscu Jezus chce powiedzieć coś ważnego. „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” oznacza „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”. Ni mniej, ni więcej. A jeśli więcej, to tylko kontekst: „I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować. Odpowiedział im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? Odpowiedzieli Mu Żydzi: Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga” (J 10, 31-33).

Odnośnie podpunktu c) mam do powiedzenia dwie rzeczy. Po pierwsze oczywiście, że „imię Boga – Jehowa [właściwie Jahwe – przyp. Maurycy] – stosowane jest w Biblii wyłącznie do Ojca i nigdy nie jest używane jako osobiste imię Syna, który wielokrotnie w wielu wersetach pokazywany jest w kontraście jako nie będący Jehową.” Nie jest używane w stosunku do Syna, bo Syn nie jest tą samą osobą, co Ojciec, a Ojciec nie jest tą samą osobą, co Syn. Dlatego raczej nie zdarza się, by Jezus i Jahwe byli naprzemiennie nazywani tymi imionami. Ale! Po drugie zastanówmy się nad znaczeniem słowa „Jahwe”, które tłumaczymy jako „Jestem, który jestem”, czasem skracając do „Jestem”: „Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was” (Wj 3, 14). Oczywiście ma znaczenie, że w starożytnym przekładzie greckim, z którego korzystali Ewangeliści, jest ono tłumaczone na „Ego eimi” – czyli „Ja jestem”. Przypatrzmy się, w związku z tym, niektórym słowom wypowiedzianym przez samego Jezusa Chrystusa: „Na to rzekli do Niego Żydzi: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem” (J 8, 57-58). Albo to: „Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich” (J 8, 24). Skupmy się na pierwszym przytoczonym przeze mnie cytacie i zastanówmy się, czemu Jezus nie powiedział „Ja byłem”? Mógł powiedzieć „Zanim Abraham stał się, ja byłem”. Ale tak nie powiedział. Mówiąc „Ja jestem” po pierwsze podkreślił swoją odwieczność. Nie powiedział „Ja byłem przed Abrahamem”, lecz o Abrahamie powiedział, że się stał kiedyś, a o sobie, że jest – niezależnie od czasu. Po drugie mówiąc to zaznaczył swe niestworzenie. Abraham bowiem „stał się”, Jezus zaś jest. Nie stał się (czyli został stworzony) jak Abraham, lecz jest bez stworzenia. Po trzecie zaś – i na tym chciałem się skupić najbardziej – mówiąc słowa „Ja jestem” użył wobec siebie imienia Boga, z Bogiem się utożsamiając! Nie wiemy wprawdzie, czy w rzeczywistości (po hebrajsku) użył słowa Jahwe (na pewno nie użył słowa „Jehowa”), ale wiemy, że Ewangelista ujął to dokładnie w takie słowa, w jakie ujęte było imię Boga w Septuagincie. A ten argument nie pozostawia cienia wątpliwości.

W związku z powyższymi argumentami nie będę się już skupiał na przytaczanych przez autora tekstu cytatach ze Starego Testamentu, mających zaznaczyć różnicę między Jahwe a Jezusem (co jest zupełnie nieuzasadnione – Prorocy oczekiwali bowiem Mesjasza, nie zaś Jezusa – i nie mieli pojęcia, że Mesjasz tak właśnie będzie miał na imię; jak również nie wiedzieli, że będzie to sam Bóg – dlatego nie dziwmy się, że w ST odróżnia się to, co w NT jest już nieodróżniane). Przejdę wreszcie do punktu 3.

Test 3

Doktryna powinna być zbieżna z każdą doktryną Biblii. Słuszna uwaga. I nie przeczy. Oczywiście autor tekstu uważa odwrotnie, ale powołuje się albo na doktryny, które w Biblii w ogóle nie występują, albo za swym twierdzeniem używa argumentów, które nie mają racji bytu. „Zauważyliśmy już to w odniesieniu do doktryny (…) podporządkowania Syna Bogu, ponieważ doktryna ta uczy o Jego równości z Ojcem” – pisze autor. A przecież zna fragment z listu do Filipian, który głosi, że „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych” (Flp 2, 6-9). Syn więc, jak czytamy, istniał w postaci Bożej, po czym przyjął postać sługi – uniżył się i stał się posłuszny! Potem umarł, zmartwychwstał i został wywyższony. Syn stał się więc człowiekiem, a więc podporządkował się, choć wcześniej „nie skorzystał ze sposobności, by na równi być z Bogiem” „istniejąc w postaci Bożej”. Na początku istniał w postaci Bożej – a to wcale nie oznacza, że gdy się uniżył, przestał w tej postaci istnieć. Ten jeden cytat odpowiada na wszystkie pytania o równość i jednoczesne uniżenie, podporządkowanie. Ale autor, jak już wspomniałem, też zna ten fragment, dlatego jeszcze do niego wrócimy.

Póki co zajmijmy się następną doktryną. „Zaprzecza ona także doktrynie o tym, że Chrystus jest pierworodnym ze wszystkich Boskich stworzeń”. Doktryna o Trójcy w tym wypadku niczemu nie zaprzecza, za to zdanie autora zaprzecza samemu sobie. „Chrystus jest pierworodnym ze wszystkich Boskich stworzeń” – stwierdza autor, zakładając, że „pierworodny” znaczy tyle co „stworzony”. Nie muszę chyba skupiać się na znaczeniu tych dwóch słów. Ale podajmy choćby przykład: Moja żona jest matką pierworodnego – G.M. Jednak go nie stworzyła (czy raczej utworzyła) – stworzyła za to np. wpis na blogu. G.M. nie jest pierworodnym ze wszystkich wpisów na blogu – on jest zrodzony, a one są stworzone. „On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia” (Kol 1, 15) oznacza więc, że Syn jest zrodzonym ZANIM wszystko zostało stworzone. Ta doktryna znajduje potwierdzenie w ulubionym przez Badaczy wstępie do Ewangelii Jana: „Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1, 3). Czyli – wszystko przez Nie zostało stworzone, a bez Niego nic nie zostało stworzone z tego, co zostało. Gdyby Syn był stworzony (a nie tak, jak mówi Pismo, zrodzony), to musiałby się stworzyć sam przez siebie. Oczywiście – jeśli był Bogiem – jest to możliwe. Ale jeśli miałby być stworzony – to nie byłby Bogiem. Całe więc szczęście, że Syn jest „pierworodnym wobec każdego stworzenia”.

Wróćmy teraz do omawianego fragmentu z listu do Filipian. Autor powołując się nań argumentuje: „W rezultacie zaprzecza ona [doktryna] biblijnej nauce, że Jego przedludzka natura była niższa od Boskiej, czego dowodem jest między innymi fakt, że wyniszczył [zrezygnował] Siebie, rezygnując z przedludzkiej natury (Fil.2:7). Nie mógłby tego dokonać, gdyby posiadał Boską naturę, ponieważ Boska natura nie podlega zmianie w inną”. Tu właśnie mamy przykład „biblijnej nauki”, która wcale nie jest biblijna – próbuje zaś sprowadzić Boga do pozycji czysto ludzkiej. Oczywiście, jak już pokazałem, z przytoczonego wersetu biblijnego wynika właśnie, że Jego (Syna) przedludzka natura była równa Boskiej („istniejąc w postaci Bożej”). Co zaś miałoby świadczyć przeciwko takiej interpretacji? „Nie mógłby tego dokonać, gdyby posiadał Boską naturę, ponieważ Boska natura nie podlega zmianie w inną”. To takie logiczne: „Gdyby był Bogiem, to nie mógłby…” Ludzkie myślenie potrafi tak łatwo sprowadzić na manowce! Bóg nie mógłby. Czy istnieje cokolwiek, czego nie mógłby Bóg?! Oczywiście, że nie! Oczywiście, że Bóg mógłby zrobić wszystko! Bo jest Bogiem, Wszechmogącym! Oczywiście – Boska natura nie podlega zmianie w inną – i Bóg pozostałby Bogiem nawet stając się człowiekiem. Co się zresztą stało. A, jak już podkreślałem wcześniej, słowa „istniejąc w postaci Bożej” nie mówią, że „wcześniej istniał w postaci Bożej, a potem już nie”. Można posunąć się wręcz do interpretacji: „Zawsze istniejąc w postaci Bożej”, czy „Nieprzerwanie istniejąc”. Jest mowa o uniżeniu, o nie skorzystaniu ze sposobności, by na równi być z Bogiem – ale nie ma mowy o zaprzestaniu istnienia w postaci Bożej! To jest bardzo ważne i należy zwracać na takie fragmenty uwagę!

„Zaprzecza ona biblijnej doktrynie, że pozbywając się Swej przedludzkiej natury, Chrystus stał się ciałem, tzn. przeczy doktrynie karnacji Chrystusa” – niby dlaczego? I skąd twierdzenie, zapytam ponownie, że Syn pozbył się Swej przedludzkiej natury? I kolejne zdanie wyrwę z kontekstu: „Przeczy ona okupowi także z innego punktu widzenia: członek trójcy nie mógłby umrzeć, a zatem nie mógłby dostarczyć okupu. Istota taka jako druga osoba trójcy nie mogłaby też dostarczyć dokładnego odpowiednika długu Adama, ponieważ istota Boska nie odpowiada wartością doskonałej istocie ludzkiej” – A istota anielska (Michał Anioł?) odpowiada „doskonałej” istocie ludzkiej? Kim w ogóle jest doskonała istota ludzka? Czy my wszyscy, jako stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, nie jesteśmy idealni mimo naszego grzechu? Jeśli Adam był idealny – to dlaczego zgrzeszył? Rozumiemy, że ja, jak i Ty, jak i Adam, nie istnieliśmy w postaci przedludzkiej. Jezus zaś istniał, o czym świadczy Biblia. Czy więc jest On tylko „idealną istotą ludzką”? Zakładamy, że istniał jako anioł. Czy był więc tylko „idealną istotą ludzką”? Nie! I teoria Trójcy nie przeczy doktrynie okupu – właśnie dlatego, że nie wystarczyła śmierć zwykłego człowieka, by odkupić winę Adama (a także winę każdego innego człowieka!). Nie było na świecie i we wszechświecie takiej istoty, która byłaby w stanie odkupić grzech i pokonać śmierć – tak wielki był ten grzech i tak groźna była ta śmierć. Dlatego też Bóg, w swej wielkiej miłości do człowieka, sam stał się człowiekiem, by oddać jedyny okup, który byłby w stanie cokolwiek odkupić. By własne życie oddać – a potem prawdziwie zmartwychwstać i tym samym dać nadzieję na zmartwychwstanie! Mnie się to z niczym nie kłóci. Dla mnie jest to wręcz jedyne możliwe wytłumaczenie.

Czyli, jak widzimy, doktryna o Trójcy Świętej nie kłóci się z żadną doktryną biblijną. Kłóci się za to z doktrynami, na które powołuje się autor komentowanego tekstu, a które z Biblią nie mają za wiele wspólnego.

A ponieważ piszę tę notkę już kilka tygodni i nie mam siły dłużej, kolejne „biblijne testy” już sobie daruję… Przynajmniej na razie :). Oczywiście – jeśli pojawi się potrzeba omówienia ich i zdementowania – nie zawaham się, tyle że w innym czasie. Póki co dziękuję za lekturę (mam nadzieję, że owocną) i proszę o jak najbardziej zjadliwe… teges… rzeczowe komentarze :).

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 14 Komentarzy