Posts Tagged With: Świat

Lustro

Kiedyś, kiedy jeszcze nie myślałem o wstąpieniu do Seminarium, ale już myślałem o ratowaniu świata przed zagładą, a w mym sercu, nerkach i wątrobie zaczynały kwitnąć (no, może dopiero kiełkować) boskie idee, starałem się przekazywać te idee ludziom. Ludzie przychodzili do mnie, chętnie rozmawiali, nawet jak miewali problemy, zdarzało się, że przychodzili po porady. Ale gdy próbowałem przekazać im to, co uważałem za dobre, słuszne, mądre, oni odchodzili, najczęściej prychając z pogardą. Tak samo wyglądała sprawa gdy byłem z Gośką i próbowałem zaszczepić w niej niemal na siłę swoje ideały. Najpierw zdawało się, że wszystko idzie dobrze, aż tu nagle pokazała co o tym wszystkim myśli.

Może wtedy, może trochę wcześniej. A może i później, nie mogę mieć stuprocentowej pewności. Ale z pewnością z powodu tego, że tak niewielu słuchało i próbowało przejąć to, czego tak nieudolnie próbowałem ich nauczyć. Po kolejnej nieudanej próbie zorientowałem się w jednej prostej, banalnej rzeczy. Że na świecie jest tylko jeden człowiek, na postępowanie którego mam rzeczywisty, realny wpływ. Tak. Ja sam.

Ludzie mówią: Chcesz zmieniać świat – zacznij od siebie. Dla wielu są to jednak puste hasła. Ale pomyślmy, to przecież logiczne. Każdy człowiek ma własne życie. I wpływ na to, co robi. Może chronić się przed wpływem z zewnątrz. Ale jest jedyną postacią, którą może zmusić do czegokolwiek. A więc jest jednocześnie jedyną postacią, którą może realnie zmienić! Zaczynanie zmian świata od siebie samego nabiera innego sensu. Bo właściwie jestem jedynym człowiekiem, którego przy dużym wysiłku mogę zmienić.

To jest teoria. Ale znając tą teorię, można łatwo dojść do wykonywania praktyki. Kiedyś było mi łatwiej, dziś jest trudno. Ale ostatnio przypomniałem sobie swoją teorię. Nazywam ją teorią lustra. To proste. Gdy jestem podły, fałszywy, zakłamany, gdy jestem egoistą i wrogiem miłości, wtedy staję przed lustrem. Patrzę na swą przeklętą twarz i krzyczę: „To ja tu rządzę, rozumiesz?! Nie ty! I to ja mam nad tobą realną władzę! Mogę zrobić z tobą co zechcę, nie przeszkodzisz mi w byciu dobrym! Pokonam cię, bo jesteś pod moim władaniem!” Od tego Bóg dał mi wolności, bym panował nad sobą. Teraz przywracam do życia teorię lustra. Zaczyna działać…

Próbowałem jakiś czas temu przekazać tą teorię jednej biednej, opanowanej przez strach istocie. Istota zrozumiała teorię, ale odrzuciła ją. Dziś przekazuję ją Wam. Wy możecie ją przyjąć, nie ode mnie to zależy. Jeśli tylko zechcecie, możecie ją odrzucić. Bo nie mam na Was realnego wpływu.

Ale Ty go masz.

Dlaczego miałbyś nie spojrzeć w lustro?

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 12 Komentarzy

Bóg na pierwszym miejscu

Większość ludzi, których znam, a którzy należą do grona wierzących katolików, traktuje Boga jako abstrakt. Kogoś (Coś?) kogo nigdy nie widzieli, nie słyszeli, do kogo trzeba się modlić odmawiając paciorki, różańce i tym podobne regułki. Kogoś, kto podobno może pomóc albo może i nie pomóc. Sakramenty uważają w tej sytuacji jedynie za symbole, opłatek podawany do ust za symbol Eucharystii ustanowionej lat temu dwa tysiące z kawałkiem, chrzest czy ślub za tradycję narodową, a w sens spowiedzi wątpią w ogóle. Niedzielna Msza Święta wypływa jakby z obowiązku i zupełnie obojętne jest to, czy przystąpi się w jej trakcie do Komunii, czy nie. Zupełnie wszystko jedno, czy jest się podczas niej w stanie łaski uświęcającej, czy nie. A codzienność poza Mszą jest codziennością i tu już się najlepiej niech żaden abstrakt, który to niby jest, a niby go nie ma, nie wtrąca. Tak wygląda życie przeciętnego (nie tylko) polskiego katolika.

I wcale nie twierdzę, że jestem w o wiele lepszej pozycji. Nie twierdzę również, że niektórzy z Was nie są w pozycji lepszej niż ja. Twierdzę natomiast, że wiele lat temu uświadomiłem sobie, że Bóg nie jest i nigdy nie był żadnym abstraktem. Nie nauczyła mnie tego babcia (ona za to nauczyła mnie paciorków), ani mama (przeciętny katolik, jak wiele innych osób), ani tata (poglądy diametralnie różne). Sądzę, że jeśli nie ma żadnego realnego źródła, to uświadomił mi to sam kontakt z Bogiem. Ale mniejsza o to. Bóg nie jest abstraktem. Nie jest Kimś lub Czymś co jest niedotknione, niedające się oglądać, nieosiągalne. Bóg był pierwszy. Nim wszystko istniało, istniał Bóg. Jedyny, wszystko ogarniający, nieskończony. A potem stworzył świat. Stworzył czas i przestrzeń i w tym miejscu umieścił nas, ludzi, małe abstrakty, porównując do Niego. Próbujemy sobie tłumaczyć, że Bóg jest abstraktem, bo nie obejmuje Go czas ani przestrzeń. Tym czasem to nie czas czy przestrzeń mają Go obejmować. To On obejmuje czas i przestrzeń. One Go nie dotyczą, On nie potrzebuje ich do istnienia. Nie da się Boga tłumaczyć na podstawie świata widzianego. Jedynie świat widziany na podstawie Boga.

Bóg stworzył świat z miłości. A potem zszedł na ziemię, również z miłości, aby ten świat zbawić. Byli ludzie, którzy Go wtedy oglądali. A nie uwierzyli Mu. Ale powiedział do nich: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Dał nam wtedy Sakramenty, jako widzialny i dotykalny znak Jego obecności. Co więcej, obiecał nam, że zawsze będzie wśród nas. Choć nie zawsze widzialny, nie zawsze dotykalny, ale zawsze realny, a nie abstrakcyjny. Zawsze.

Teraz, gdy piszę tę notkę, cały czas modlę się do Niego, by pomógł mi to wszystko jakoś bezbłędnie napisać. Modlę się… Co to znaczy, że się modlę? To znaczy, że trwam w rozmowie z Panem. Że on stoi tu, koło mnie i szepcze mi coś do ucha, a ja mam nadzieję, że dobrze Go rozumiem i że dobrze to zapiszę. Zaraz po napisaniu notki pójdę do kościoła na Mszę. Czym jest Msza? Msza jest spotkaniem z Nim, największym moim Przyjacielem, w rzeczywistym kontakcie. W czasie Mszy mogę realnie Go dotknąć, realnie Go posłuchać i to dzieje się tak, że czuję Go zmysłami! Co jest najważniejsze w czasie Mszy? Oczywiście Komunia Święta. Szczerze Wam powiem, jeśli idę na Mszę będąc pod wpływem grzechu ciężkiego i nie mogę przystąpić do Komunii, cała Msza jest dla mnie nieważna. Wyobraź sobie, że idziesz w odwiedziny do swego przyjaciela zaraz po tym, jak przespałeś się z jego dziewczyną. Powiedzmy, że jest Ci trochę głupio. Dlaczego więc nie czujesz się głupio, gdy idziesz w odwiedziny do Boga, w sercu nosząc szatana, największego wroga świętości? Ja jestem wtedy kłębkiem nerwów. Ale większość katolików nie jest. „Posłucham sobie, co powie ksiądz, Ewangelię przeczyta”. A ja, z szatanem w sercu, sobie wpuszczę jednym uchem, drugim wypuszczę…

Wczoraj byłem w kościele i u spowiedzi, by przygotować się na dzisiejsze spotkanie z mym Przyjacielem w Komunii Świętej. Prawdziwe, realne spotkanie z prawdziwym, realnym Bogiem. Bo to On jest na pierwszym miejscu. Nie istnieje nic bardziej realnego niż On. To my jesteśmy abstraktami w porównaniu z Nim. I jeśli sobie tego nie uświadomimy, jeśli nasza modlitwa nie stanie się czymś oczywistym, ciągłym, jeśli będzie nam obojętne, czy w czasie niedzielnej Mszy Świętej przystąpimy do Komunii czy nie, już jesteśmy martwi.

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 24 Komentarze

Radość odchodzenia

I jak często tytuł kontrowersyjny. Zwłaszcza jak na ten czas który mamy teraz, czyli noc między Wszystkimi Świętymi a Zaduszkami. Wiedziałem, że muszę napisać coś na temat, a notka o śmierci już była (na poprzednim blogu) więc dziś coś o radości odchodzenia.

Ludzie boją się śmierci. To już zaznaczałem, nie tylko ja zresztą. Śmierć z domu i otoczenia rodziny przeniosła się do szpitali, hospicjów. Dzieciom nie mówi się, że dziadek nie żyje, lecz że wyjechał. Śmierć stała się dobrze sprzedającym się towarem na półkach z zabawkami i w telewizji. Eutanazja by skrócić męki cierpiącym, aborcja by sobie skrócić męki, kara śmierci by nie patrzeć w oczy prawdzie. Tym czasem aż się wzdrygujemy gdy myślimy, że ktoś mógłby nas odłączyć od maszyny dostarczającej pożywienie byśmy zmarli z głodu czy że ktoś mógłby nie dopuścić do naszego narodzenia nawet. Już nie wspomnę o tym, że myśli o tym, że samochód jedzie za szybko, że budowla jest niestabilna, że piorun wali w drzewa, nie przechodzą nam nawet przez głowę. Nie zgadzamy się z myślą, że będziemy musieli umrzeć. W tym czasie budujemy fabryki kosmetyków odmładzających, leków dodających wigoru, farb pokrywających siwiznę. Z dumą patrzymy na pnące się w górę statystyki mówiące o tym, że średnia wieku sięga 75, 80, 85 lat. I marzymy „ech, żeby chociaż tej siedemdziesiątki dożyć, to byłoby pięknie”. Modlitwy powtarzane nieraz w kościele przez starsze panie (ale i niektórą młodzież) pod wieczór „Noc spokojną i śmierć szczęśliwą niech nam da Bóg Wszechmogący…” stają się mechaniczne i w myślach brzmią „Noc spokojną i żadnej śmierci…” Myśl o śmierci dostarcza rozstroju nerwowego.

Pierwsi chrześcijanie pragnęli szybkiej śmierci. Najlepiej w mękach i we krwi, na cześć i chwałę swego Pana. Nie bali się śmierci. Nie uciekali przed nią. Wiedzieli bowiem, wierzyli z całego serca, że czeka ich wieczność lepsza niż doczesność na świecie. Jezus Chrystus jako pierwszy pokazał że śmierć nie jest końcem, lecz początkiem drogi. Że po śmierci doczesnej czeka nas życie wieczne. Że doczesność, tu – na ziemi, jest po to, by sprawdzić samych siebie czy jesteśmy godni wiecznego życia, czy chcemy żyć wiecznie. Święty Paweł miał dylemat: umrzeć czy żyć? Wszak żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk. Mógł umrzeć i na wieki być z Chrystusem. Albo żyć dla zbawienia innych. Chciał odejść. Cieszył się na odejście. Inni także.

Dziś jest inaczej. Ludzie chcą żyć. Zapominają o obietnicy wieczności. Zapominają o zmartwychwstaniu. Kochają to życie. A przecież Jezus powiedział – jeśli kto kocha to życie, straci je, jeśli zaś ktoś nienawidzi życia, zyska je na wieki. Obietnica wydaje się jasna. Nie należy miłować tego świata, lecz Boga który jest ponad światem. Nie należy służyć światu, lecz Miłości Wiekuistej, która ten świat stworzyła. Nie należy przyjaźnić się z doczesnymi dobrami i mamoną, lecz z ludźmi, których umiłował Zbawiciel i których jedynym celem jest życie wieczne.

Śmierć jest radością. Oczywiście, że tajemnica przemijania wprawia nas w zadumę. Wszystkich, i Katolików, i ateistów i wyznawców wszelkich religii. Oczywiście, że odejście naszych bliskich sprawia, iż pytamy się co dalej. Ale Bóg dał już odpowiedź co dalej. „W domu Mego Ojca jest mieszkań wiele”. Poszedł przed nami, by je nam przygotować. „Gdyby było inaczej, powiedziałbym wam”. Wierzę w to z całego serca. Dlatego żyję tylko po to, by umrzeć. Nie boję się śmierci. A dopóki Bóg utrzymuje mnie przy życiu, ja będę pomagał Mu jako Jego narzędzie w zdobywaniu serc które również rozmarzą się o śmierci. Bo śmierć jest pierwszym krokiem ku nowemu życiu.

A teraz skąd wypływa mój ogromny optymizm, choć wydaje się, że zamulam? Bo świat jest zły. Bardzo zły. Pełno na nim zła, wydaje się, że więcej niż dobra. I choć Bóg go stworzył, dał aniołom i nam wolną wolę przez co sprawiliśmy, że świat stał się gorszy. Dziś świat gnije. Rozkłada się. Trędowacieje. Rakowacieje. Umiera. A każda śmierć prowadzi tylko do jednego…

Do zmartwychwstania.

Na koniec dodam tylko, że założyłem wreszcie forum na którym będziecie mogli szerzej komentować notki, rozpisywać się na różne tematy religijno – filozoficzne. Nie chcę by ono zastąpiło blog, chcę jedynie by było dla nas wsparciem. O wsparcie proszę również osoby gotowe mi tego wsparcia udzielić, bo często czuję się z tym blogiem bardzo samotny (gdy osoby od lat związane z Oazą w tym samym stopniu podważają to co tu piszę co ateiści, więc z nikąd żadnej pomocy choćby teologicznej). Przede wszystkim każdego dnia proszę o wsparcie Boga. Bóg jest zawsze ze mną. Choć nie mam pojęcia, czy to co tu piszę jest Jego podpowiedzią, czy moją fanaberią. Acha, i wyjeżdżam. Będę mieszkał w Rzgowie i tam pracował, a studiował w Łodzi. Nie będzie mnie więc tak często. Tym bardziej potrzebna mi pomoc. Adres forum to http://www.gnorofex.gaa.pl. Proszę logować się pod stałymi (tu, na blogu) lub rozpoznawalnymi nickami. Dziękuję. Niech Bóg ma Was w swojej opiece.

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 13 Komentarzy