Posts Tagged With: Tolerancja

Tęcza

This post will be available to read in two languages: Polish and English. This is because it is written in response to some pictures/comments posted lately on Facebook, by my English-languaged friends. If You want to read in Polish, try the higher part. For English find Yourself a way downwards.

Ten wpis będzie dostępny do przeczytania w dwóch językach: polskim i angielskim. Jest to spowodowane tym, że jest pisany w odpowiedzi na pewne zdjęcia/komentarze publikowane ostatnio na Facebooku przez moich anglojęzycznych znajomych. Jeśli chcecie czytać po polsku, wypróbujcie górną część. By sięgnąć po angielski znajdźcie sobie drogę na dół.

Tęcza po polsku

Jak wspomniałem powyżej, znalazłem niedawno w sieci kilka obrazków na profilach moich zagranicznych znajomych. Jedna z zamieszczających je osób usunęła mnie ze znajomych po zamieszczeniu niepochlebnego komentarza, inne obrazki udało mi się zapisać i w tym artykule je zamieszczam, abyście wiedzieli, o czym piszę. Pierwszy z obrazków głosi, co następuje: „Jestem hetero i jestem chrześcijaninem, ale wspieram prawa gejów. Miłość to miłość”. Na drugim napisano, że „Homofobia to strach przed tym, że geje potraktują cię tak, jak ty traktujesz kobiety”. Po zobaczeniu tych obrazków postanowiłem się wdać w dyskusję, by wyrazić moją opinię. Stwierdziłem, że tęcza jest symbolem Boga, a nie gejów. Według Biblii to Bóg ukazał Noemu łuk tęczy jako znak przymierza między nimi, jako znak, że podpisuje rozejm i nigdy więcej już ludzi nie wyniszczy. Zaproponowałem również, by przypomnieć sobie czym jest chrześcijaństwo i co to właściwie znaczy miłość. Usłyszałem w odpowiedzi, że stawianie kryterium kochania kogoś śmierdzi wszystkim tym, co miłością nie jest. Ktoś inny dodał, że mamy kochać wszystkich, a sądzenie pozostawić Bogu. Kiedy starałem się dalej argumentować przeciw „miłości” homoseksualnej, dowiedziałem się, że jestem hejterem, czyli nienawidzę gejów i uparłem się na nich, a przecież zasługują na naszą miłość podobnie jak inni.

Chciałbym wykazać, że oskarżenia (osądy) wobec mnie rzucone na podstawie kilku krótkich komentarzy nie są prawdziwe nawet w małym stopniu. Przede wszystkim nie nienawidzę gejów. Nigdy nic takiego nie powiedziałem, ani nie napisałem, a to, że nie zgadzam się z ogólnopanującym uwielbieniem (czy tzw. tolerancją) wobec homoseksualistów nie oznacza, że z automatu ich nienawidzę. Co więcej: muszę podkreślić, że naprawdę bardzo mocno kocham gejów! Geje jako osoby mające problemy ze sobą, ze swoją tożsamością czy z ukierunkowaniem popędu mają naprawdę wiele miejsca w moim sercu. Nie znoszę (ale raczej również nie nienawidzę) natomiast wszechobecnej czci oddawanej homoseksualistom i homoseksualizmowi, nie znoszę gejów i niegejów walczących o tzw. prawa gejowskie, aprobaty udzielanej osobom, które powinny raczej szukać prawdy uniwersalnej, niż swojej własnej prawdy dającej im satysfakcję.

Miłość jest troską o dobro drugiego człowieka. Musimy zastanowić się, czym jest nasza troska o gejów, których mamy kochać i czym jest troska gejów kochających się nawzajem. Czy prawdziwą troską pełną miłości będzie zaakceptowanie tego, co normą nie jest i walka o prawa homoseksualistów? Zauważmy, że do całkiem niedawna homoseksualizm uważano za chorobę. Argumenty są bardzo logiczne. Np. każdy związek dwóch osób, który nie ma możliwości rozmnażania się jest nienaturalny, chory. Oczywiście mam tu też na myśli pary, które są niepłodne – WHO uznała niepłodność za chorobę i ja się z nią zgadzam w tym przypadku. Homoseksualizm już jednak za chorobę uważany nie jest, mimo że jest niepłodny. Dlaczego jednak małżeństwa niepłodne, moim zdaniem, mimo drążącej je choroby, mogą pozostawać razem, homoseksualiści zaś nie powinni? Ponieważ czymś z gruntu oczywistym i naturalnym jest to, że istnieją dwie płcie po to, aby się nawzajem dopełniały. Istnieją mężczyźni (którzy mają penisy, owłochate klaty, zarost, zbyt proste myślenie i lenia) oraz kobiety (wyposażone w pochwy, biusty, pozbawione zarostu, kierujące się instynktem i humorkami), po to, aby się uzupełniały. Wszystko, co odbiega od tej normy, jest anomalią. Klucz próbujący otworzyć klucz nie może istnieć, tak jak nielogiczna jest kombinacja kłódka-kłódka, używając metafory. I wszelkiego rodzaju gendery zastępujące płcie są wymyślone po to, aby to, co nienaturalne czy chorobliwe dostało swoje miejsce w normalnym świecie. Facet to facet, kobita to kobita. Nie ma nad czym dyskutować.

Co powinni jednak robić ludzie, którym zależy na dobru gejów? Tacy ludzie, kochający, powinni pokazać im dobrą, właściwą drogę. Powinni ukazać, że naturą ludzką jest łączenie się w pary heteroseksualne, że wszystkie inne sytuacje są naprawdę nienaturalne. Powinni też ukazać im sposoby leczenia. Wielokrotnie jedna osoba pytała mnie: jak leczy się homoseksualistów? Otóż są sytuacje, w których pomoże terapia hormonalna. Podobnie jak z tożsamością płciową (urodziłem się chłopcem, ale czuję się dziewczyną – nie odcinam sobie więc przyrodzenia i nie biorę hormonów damskich, tylko biorę hormony męskie i normuję się w swoim ciele) – ciało nie może tu być uważane za mniej znaczący wyznacznik płciowości, niż samopoczucie delikwenta, a często tak właśnie się dzieje. Drugim sposobem jest terapia psychologiczna. Człowiek może zdać sobie sprawę z tego, że jego pociąg seksualny nie jest zależny od niego i dlatego nie jest niczym złym – złe jest tylko realizowanie tego pociągu z niewłaściwymi osobami. Co więcej – znam nawet osobiście homoseksualistę, który potwierdził, iż pociągu w stosunku do kobiet można się nauczyć. Oczywiście może być też na odwrót – często potwierdzanym faktem jest choćby homoseksualizm więzienny, gdy heteroseksualni mężczyźni z braku kobiet zadowalają się współżyciem z współwięźniami. Jeśli można nauczyć się pociągu do mężczyzn, dlaczego w niektórych środowiskach wyklucza się możliwość nauczenia się pociągu do kobiet? Ów wspomniany znajomy podkreślił kiedyś, że pragnie mieć żonę i dzieci, choć odczuwa pociąg do mężczyzn. Miłość jednak nie na pociągu seksualnym się kończy, lecz na trosce o drugiego człowieka się opiera, na oddaniu się drugiemu człowiekowi. Homoseksualista też może pokochać piękną kobietę prawdziwą, małżeńską miłością. I, jak ktoś kiedyś podkreślił, kochając swoją żonę prawdziwie będzie się tylko czasem odwracał za jakimś przystojnym mężczyzną, tak jak każdy heteroseksualista obejrzy się czasem za ładną kobietą, mimo pozostawania w małżeńskim związku.

Pozostaje jeszcze kwestia osądzania. Mam nie osądzać, ponieważ to Bóg sądzi. Zgoda, jednak ten argument jest już bardzo wyświechtany i wrzucany gdziekolwiek, gdzie ktoś ma zbyt radykalne poglądy. Owszem – mam radykalne poglądy i wypowiadam się krytycznie w stosunku do różnych zachowań różnych osób, co nie znaczy, że kogokolwiek osądzam. Osądzanie jest potępianiem, skazywaniem kogoś na piekło. Do tego oczywiście nie mamy prawa. Nie mamy prawa nikogo skreślać. Jednak mówienie komuś, że robi coś złego, zwłaszcza jeśli podpieramy się przy tym przesłaniem Nowego Testamentu, nie jest osądzaniem. Jest pełnym troski i miłości wskazywaniem dobrej, bliskiej Bogu drogi. A na temat homoseksualizmu pojawia się w Biblii fragment przesądzający o wszystkim (wskazujący, że nie musimy nikogo osądzać, ale Bóg już to zrobił): „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6,9-10). Sprawa jest jasna, nie ma Królestwa dla facetów, którzy ze sobą współżyją (nie ma tu jednak mowy o uczuciach, jakimi jest pociąg seksualny do osoby tej samem płci). Słowo się rzekło, kobyła u płota. Nam pozostaje wykazać jakie są tego powody – co postarałem się zrobić w poprzednich akapitach. I mogą padać argumenty, że upieram się w nienawiści na przedstawicieli jednej wąskiej grupy, a pijaków czy rozpustników jest zdecydowanie więcej i robią większą krzywdę. Zgoda, ale nie walczą tak bezczelnie o swoje „prawa”. Gdyby ktoś wrzucił hasło „Więcej praw dla pijaków” albo „Jestem chrześcijaninem, ale wspieram prawa złodziei”, to osobiście bym stanął przeciw temu. Co więcej – zarówno o złodziejach (w kwestii ściągania z internetu), pijakach (wspominając o Krucjacie, którą podpisałem), cudzołożnikach („Nie brałem udziału w tej farsie”) czy bałwochwalcach wielokrotnie już pisałem. Mężczyźni współżyjący ze sobą są tylko jedną z tych grup, a żadnej z nich nie nienawidzę.

Podkreślę na koniec: ponieważ Bóg oficjalnie ogłosił w swej Księdze, że mężczyźni współżyjący ze sobą nie wejdą do Królestwa Bożego, to nikt, kto jest chrześcijaninem (uznaje Biblię i Chrystusa) nie może opowiadać się za prawami gejów. Jesteś za prawami gejów? Przestań nazywać się chrześcijaninem, bo sam skreśliłeś się już z tej listy.

Rainbow in English

As I mentioned above, I have recently found some pictures in the internet, on the profiles of my foreign friends. One of the people who posted that deleted me from their friends after I wrote a commentary that was unflattering, I managed to save the other pictures and I post them in this article, so You can know what I’m writing about. The first of the pictures says what is mentioned: “I’m straight and a Christian, but I support gay rights. Love is love”. On the other someone wrote, that “Homophobia [is] the fear that gay men are going to treat you the way you treat women”. After seeing these pictures I decided to get into the discussion, to express my opinion. I said, that the rainbow Is a symbol of God, not gays. According to the Bible it was God Who has shown the bow of the rainbow to Noah, as a sign of an alliance between them, as a sign that He is signing a treaty and He will never destroy the people again. I suggested that we should bring back to our minds what exactly is Christianity, and what does love mean as well. In response I heard that putting parameters around loving someone else reeks of all sorts of things that aren’t of love. Somebody else added, that we should love everyone and leave judging to God. When I was trying to find more arguments against homosexual “love”, I have been informed that I’m a hater, which means I hate gays and I persisted to make them unhappy, and they deserve our love just like the others.

I would like to prove, that the accusations (judgments) that were thrown upon me thanks to some short comments aren’t real even in the slightest degree. First I don’t hate gays. I have never said such a thing, never have written, and just because I don’t agree with the generally ruling worship (or so called tolerance) of the homosexuals I don’t become a hater of them automatically. What’s more: I have to say, that I really really love gays! Gays as human beings that have inner problems with themselves, their identity, or their sexual drive target have really much place in my heart. I can’t stand (that doesn’t mean “I hate”) other things: the omnipresent adoration given to homosexuals and homosexualism, the gays and non-gays fighting for the so-called gay rights, the approval given to the people who should rather search for the universal truth, than their own truth that gives them satisfaction.

Love is caring about the wellness of other human. We have to think about what is our care about gays, whom we should love and what is the care of gays who love each other. Will the real care full of love be accepting of that, what isn’t normal and the fight over homosexual rights? Let’s mention, that it wasn’t long ago when homosexualism was called a sickness. The arguments are logical. For example every relationship, which isn’t able to reproduce isn’t natural, it’s sick. Off course I’m also thinking about the pairs, which are infertile – WHO has said that infertility is a sickness and in this case I agree with them. Homosexualism, on the other hand, isn’t treated as a sickness any more, even if it’s infertile. But why, according to me, the infertile marriages should last despite their sickness, but homosexual relationships shouldn’t? It’s because it is obvious and natural from the beginning, that there are two sexes so they can complete each other. There are men (who have penises, hair on their chests, facial hair, far too simple thinking and laziness) and women (equipped with vaginas, breasts, without facial hair, who do things while listening to their instincts and whims), to fulfill each other. Everything, that doesn’t fit in that norm, is an anomaly. A key that is trying to open a key can’t exist, just as a combination of padlock to padlock, metaphorically speaking. And every kind of gender that tries to walk into the place of a sex is fabricated to find a place in normal world for everything that is unnatural or sick. A chap is a chap and a lass is a lass. There is no place for discussion.

But what should people, who care for what’s good for gays do? Such people, loving, should show them the correct, good way. They should show, that it’s human nature to match into heterosexual couples and all the other situations are really unnatural. They should also show them the methods of treatment. There was one person, who asked me many times: how do we cure homosexuals? There are situations where hormonal therapy can help. The same thing is about sexual identity (I have been born as a boy, but I feel like a girl – I don’t cut my balls off and I don’t take female hormones, but I take male hormones and I become normal in my own body) – the body can’t be thought of as a less important determinant of sexuality, than the frame of mind of the culprit, but that is how it often happens. The other way is psychological treatment. A person may notice, that his or her sexual inclination doesn’t depend on them, so it isn’t anything bad – bad is only making this inclination come to life with wrong people. What is more – I know a homosexual who confirmed, that it is possible to learn the inclination to women in person. Of course it can happen the other way as well – a jail homosexualism is often seen, when heterosexual men don’t have access to women, so they do their things with other prisoners. If we can learn the inclination to men, why in some environments it is excluded, that some can learn an inclination to women? The previously mentioned familiar of mine said once, that he would like to have a wife and some children, even though he feels an inclination to men. Love doesn’t end on sexuality though, but it lays on the care of another person, on giving yourself to the other person. A homosexual can love a beautiful woman with real, marriage love as well. And, as somebody sometime mentioned, while really loving his wife he will only sometimes turn his head to watch a handsome man, just as any heterosexual sometimes would look at a pretty woman, even though he still is in a married couple.

There still remains the judgment thing. I should not judge, because God is the one Who judges. That’s true, but this argument has been used a billion times and it is thrown anywhere, where somebody has too radical outlooks. Yes – I have radical outlooks and I speak critically of several types of doing things of several types of people, but that doesn’t mean I judge anyone. Judging is condemnation, sending someone to hell. We don’t have rights to do that for sure. We don’t have rights to cross anybody out. But telling somebody what he is doing wrong, especially when we know that from the New Testament, isn’t judgment. It’s a full of care and love method of showing a good, God near way. And there is a fragment in the Bible, that judges everything about homosexuals (it shows, that God has already judged, so we don’t have to judge anybody): “Or do you not know that wrongdoers will not inherit the kingdom of God? Do not be deceived: Neither the sexually immoral nor idolaters nor adulterers nor men who have sex with men nor thieves nor the greedy nor drunkards nor slanderers nor swindlers will inherit the kingdom of God” (1 Cor 6,9-10). Everything’s clear, there isn’t any Kingdom for guys, who have sex with each other (nobody says about feelings, like sexual inclination to a person of the same sex though). It has been said, can’t do a thing about it. The only thing we have to do is to show the reasons of it – which I was trying to do in previous paragraphs. And there can be arguments, that I take objections of only one small part of humanity, that I tend to hate only a narrow group, and there are far more drunkards or sexually immoral and they are doing more bad things. Okay, but they don’t fight for their “rights”. If somebody threw a slogan “More rights for drunkards” or “I’m Christian, but I support thieves rights”, I would stand against it myself. What is more – I have written about thieves (when I said about downloading from the internet), drunkards (speaking of the Crusade I have signed), adulterers (“I haven’t taken place in this farce”) or idolaters many times. Men having sex with other man are only one of these groups, and I don’t hate any of them.

At the end I will emphasize: because God has officially announced in his Book, that men having sex with each other won’t get into the Kingdom of God, nobody, who is a Christian (who acknowledge the Bible and Christ) can’t support gay rights. Are You a gay rights supporter? Please, stop calling Yourself a Christian, for You have struck Yourself off that list.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 9 Komentarzy

Jezus i Mahomet

W dzisiejszych czasach, czasach pełnych tolerancji do wszystkiego i wszystkich, kiedy chrześcijaństwo stawia się na jednym poziomie z mahometanizmem, judaizmem a nawet buddyzmem, siłą rzeczy Jezusa traktuje się jako jednego z wybitnych przywódców religijnych, obok Mojżesza czy Abrahama, Mahometa, Buddy, Marcina Lutra… Mówi się: każda religia jest taka sama, niesie za sobą to samo, wszystko więc jedno w co się wierzy (z drugiej strony spróbuj powiedzieć to w jednym z krajów bliskiego wschodu). Mnie jednak, jako studenta teologii, ale przede wszystkim jako katolika, obowiązuje przekazywanie nie popularnych podań relatywistycznych, ale prawdy.

Chciałbym się skupić na różnicach, jakie istnieją między Jezusem a Mahometem. To nie będzie długi i dokładny wywód – pragnę jedynie podkreślić dlaczego to Jezusa warto słuchać raczej niż Mahometa. Mahomet, jak wiadomo, otrzymał objawienie od archanioła Gabriela. Oprócz tego podobno był w niebie ze swym koniem. To wszystko jest naprawdę bardzo ciekawe, ale ja widzę pewien brak spójności. Jezus czynił wiele rzeczy: nauczał, uzdrawiał, nawet wskrzeszał zmarłych. Spotkał się też pewnej nocy z Mojżeszem i Eliaszem, w tym czasie przemieniając się, przez co wyglądał wspanialej niż zazwyczaj. Wreszcie umarł, ale trzy dni później zmartwychwstał. Wiecie w czym widzę brak spójności? W tym, że Jezus na te wszystkie wydarzenia miał świadków, którzy mogli to potwierdzić. Świadkami uzdrowień i wskrzeszeń byli chociażby sami uzdrowieni czy wskrzeszeni, ale również uczniowie Jezusa. Za Jego przemianą na Górze Tabor przemawiają apostołowie, których wziął tej nocy ze sobą. Również po zmartwychwstaniu ukazał się wielu osobom, które z czystym sumieniem mogły to potwierdzić. A Mahometa pędzącego konno do nieba nikt nie widział. Tak, jak nikt prócz niego nie widział mówiącego doń anioła Gabriela. A więc mogło się to wydarzyć – ale mogło być równie dobrze wytworem wyobraźni założyciela muzułmaństwa.

Kolejnym problemem w istnieniu Islamu jest coś, na co już nawet Benedykt XVI zwrócił uwagę. Otóż chrześcijaństwo przynosi wypełnienie judaizmu. Wyczekiwany Mesjasz wreszcie przychodzi, wyzwala ludzi z grzechu i daje im zbawienie. A po nim przychodzi Mahomet. I żeby stworzyć nową wiarę, musi zanegować wiele z tego, co było wcześniej powiedziane. Neguje więc Bóstwo Jezusa (bo Bóg jest tylko jeden – i tym Bogiem jest Allah), neguje Jego mesjanizm, czyniąc z Niego jednego z wielu proroków. Nic z tego, że swoje objawienie opiera na przesłaniu Starego i Nowego Testamentu, skoro to, co w nich najważniejsze, postanawia odrzucić. Neguje zmartwychwstanie Jezusa, choć jest ono na kartach Ewangelii wielokrotnie poświadczone. Jeśli dokładniej przyjrzymy się trzem wielkim religiom świata, to zauważymy, że judaizm jest religią prawa, chrześcijaństwo jest religią Ewangelii, ponieważ Jezus Chrystus odrzucił suche przestrzeganie prawa jako drogę do zbawienia, zaś islam ponownie jest religią prawa, które Mahomet wprowadził, rezygnując jednocześnie z innowacji wprowadzonych przez chrześcijaństwo. W ten również sposób cofnął się jakoby do czasów przedchrześcijańskich, nie wprowadzając jednocześnie nic nowego.

Specyficzną kwestią dla Jezusa jest również to, że żaden inny przywódca religijny nie podawał się za Boga i nie potrafił tego udowodnić. On jeden używał wobec siebie słów, które do Boga się odnoszą (mówiąc o sobie np. „Ja jestem”), on też nie zaprzeczył, gdy Tomasz powiedział do Niego „Pan mój i Bóg mój”. Mahomet nie miał się za Boga – nie miał też za Boga Jezusa. Mojżesz też nigdy nie miał się za Boga, a nawet Budda, którego dziś wielu zafascynowanych dalekim wschodem europejczyków błędnie za boga uważa. Jeden Jezus mówił o sobie jak o Bogu. Podkreślał również, że kto w Niego wierzy, ten będzie zbawiony. Co więcej: podkreślał bardzo mocno, że jeśli ktoś ma możliwość uwierzenia w Niego, ale z niej nie skorzysta, ten nie będzie miał szans na zbawienie.

Dlatego też żaden szanujący się człowiek, znając choćby bardzo ogólnie przesłanie dwóch pokrótce przedstawionych tu religii, nie może powiedzieć, że to wszystko jedno, w co wierzą ludzie. Czy są chrześcijanami, czy mahometanami. Nie ma znaku równości między żadnymi dwiema religiami, a z całą stanowczością nie można go postawić między chrześcijaństwem, a jakąkolwiek inną religią. Bo poza Chrystusem nie ma zbawienia. A Mahomet mógł być oczywiście wspaniałym, charyzmatycznym głosicielem Prawdy na wschodzie. Niestety, troszkę spaprał sprawę…

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 4 Komentarze