Posts Tagged With: Tradycja

Czy do rączki, czy do buzi?

No dobrze, już koniec z tymi skojarzeniami, bo sprawa dotyczy niezwykle poważnej materii, a nawet najpoważniejszej: Eucharystii. Dokładniej zaś sposobów przyjmowania Komunii Świętej i związanych z tym kontrowersji.

Wiele głosów zdarza mi się słyszeć, które uznają za dopuszczalne jedynie przyjmowanie Ciała Chrystusa bezpośrednio do ust i to w pozycji klęczącej. Strona na Facebooku, którą polubiłem i odlubiłem po jakimś czasie, zwąca się Katolicki Leming (wymieniająca przywary tegoż) podkreśla np. że katolicki leming przyjmuje Komunię tylko na rękę (ergo – wynika to z niewiedzy, przynależności do Kościoła otwartego i należy do wielkomiejskiej nowomody). Linkowany u mnie blog W obronie wiary i tradycji w jednym z wpisów również zawarł apologię przyjmowania Ciała Pana na klęcząco i do ust, utożsamiając przyjmowanie na dłoń z rosnącą ilością profanacji Najświętszego Sakramentu. Wreszcie Szymon Hołownia (również przez Leminga krytykowany) spotkał się ostatnio z agresją środowisk tradycjonalistycznych w postaci kilku starszych pań, które bardzo ostro skrytykowały go za przyjmowanie Eucharystii na dłoń.

Zanim wypowiem się, jakie jest moje zdanie na ten temat, zaznaczę jakie są wytyczne episkopatów na temat przyjmowania Eucharystii. Otóż Sobór Watykański II mający miejsce w latach 60′ XX wieku rozpoczął wkraczanie w praktykę przyjmowania Eucharystii do ręki. W 2004 roku zaś wyszła instrukcja watykańska „Redemptionis Sacramentum” zezwalająca na przyjmowanie Komunii wg uznania do ust, lub na dłoń, jeśli zezwala na to lokalny episkopat. To spowodowało, że w 2005 roku archidiecezja Warszawska dopuściła tę możliwość, kilka miesięcy później zaś Konferencja Episkopatu Polski zatwierdziła tę możliwość w całej Polsce. Nie jest to zalecenie, lecz zgoda, pozwolenie: „w Polsce Komunii św. udziela się przez podanie Hostii wprost do ust. Jeżeli jednak ktoś poprosi, gestem wyciągniętej dłoni, o Komunię św. na rękę, należy mu Jej w taki sposób udzielić”. Wszelkie kontrowersje mogą wynikać więc z tego, że nie podkreślono tu równoważności przyjmowania Komunii na dłoń i do ust, lecz ukazano, że tradycyjnie Polacy przyjmują do ust, a warunkowo wyraża się zgodę na dłonie (choć bez stawiania konkretnych warunków, kto chce, ten ma prawo). Początkowo mówiło się, że to udogodnienie ma pomóc głównie obcokrajowcom, przyzwyczajonym do takiego przyjmowania Komunii, odnaleźć się w polskim Kościele. Dziś jednak wiele osób korzysta z radością z tego przywileju, choć Katolicki Leming ma podstawę by nabijać się z biorących na dłoń „lemingów”.

A co ja na to? Osobiście jestem, niestety dla niektórych, bardzo zatwardziałym tradycjonalistą. Jestem za odnową liturgii tak, by wyglądała tak, jak dawniej. Jestem też przeciwnikiem tzw. Kościoła otwartego (głoszącego np. dostęp do sakramentów dla rozwodników ponownie związanych z inną osobą). Chcę, wręcz pożądam, powrotu do źródeł. A na początku przyjmowano Eucharystię do ręki. I wszyscy pili z jednego kielicha…

Mówię tu o pierwszej znanej Eucharystii, którą celebrował ze swymi Apostołami sam Jezus Chrystus i która była przedłużeniem żydowskiej celebracji paschalnej. Chleb, który Jezus nazwał swym Ciałem był chlebem, który zwyczajowo dzieliło się w czasie Paschy między domowników. Podobnie było z unoszonym przez pana domu kielichem błogosławieństwa, który wędrował wokół stołu. Apostołowie spożyli Ciało Chrystusa podane im do dłoni (i nawet prawdopodobnie Pan Jezus nie patrzył z lękiem, czy coś się przypadkiem nie ukruszy) i wypili Krew z czegoś, co potomni nazwali Świętym Graalem. Później było podobnie: chrześcijanie zbierali się w domach na czytaniu Pism i łamaniu chleba. Łamanie Chleba było pierwszą nazwą Eucharystii i zdecydowanie traktowano je jako swego rodzaju ucztę dziękczynną. Domownicy spożywali Chleb, biorąc Go do dłoni. Jeszcze w IV wieku Cyryl Jerozolimski mówił: „Przystępując do ołtarza, nie wyciągaj gładko ręki i nie rozłączaj palców. Podstaw lewą dłoń pod prawą niby tron, gdyż masz przyjąć króla. Do wklęsłej ręki przyjmij Ciało Chrystusa i powiedz »Amen«”. Lewa dłoń ułożona na prawą jest dziś wytyczną, tak, by móc prawą podnieść Komunię i włożyć sobie samemu do ust. Symbolika tronu wciąż obowiązuje.

Jakiś czas później wszystko zaczęło się sakralizować – tj. pojawiało się sacrum i misterium, ale znikało ludzkie spojrzenie i zrozumienie. Komunię zaczęto przyjmować tylko do ust, tylko w niedzielę, tylko w postaci Ciała Chrystusa i tylko w wyjątkowych sytuacjach. A, jasne, jeszcze tylko po łacinie. Święta Teresa bodajże musiała pisać prośbę do biskupa, by pozwolił jej przyjmować Eucharystię w inny dzień poza niedzielą. Ta sytuacja się ukonstytuowała, msza przestała być zrozumiała, a Ciało Chrystusa osiągnęło taki poziom Sacrum, że momentami w ogóle nie wypadało Go spożywać – należało tylko na Nie patrzeć i adorować. Trydent mocno to utwierdził i aż do Soboru Watykańskiego II sprawy wyglądały podobnie. Co zmienił Sobór Watykański II? Odnowił liturgię tak, by powoli wracała do stanu pierwotnego, do źródeł. Tzw. tradycjonaliści mylą się, że msza powinna był odprawiana po łacinie. Pierwszymi językami Kościoła były bowiem grecki i aramejski – i to też tylko dlatego, że były wówczas językami ojczystymi. Nie było twardego (a dziś martwego) języka Kościoła. Ludzie modlili się tak, jak mówili na co dzień. Mylą się też tzw. tradycjonaliści, że Komunia powinna trafiać prosto do ust i tylko pod jedną postacią. Bo pierwotnie wcale tak nie było. Tradycjonalistami tak naprawdę są ci, którzy opowiadają się za powrotem do źródeł liturgii, czyli do czasów Jezusa Chrystusa i Jego Apostołów. Dlatego też choć we wspólnocie Neokatechumenatu czułem się fatalnie, to uwielbiałem ich Mszę. Siedzieliśmy wokół ołtarza, słuchaliśmy Słowa, potem następowała konsekracja prawdziwego, dużego chleba przaśnego (trochę przypominał spód od pizzy) i wielkiego kielicha, każdy dostawał po kawałku Ciała Chrystusa i czekając, aż wszyscy bracia zostaną obdarowani, adorował Chrystusa leżącego na jego dłoni. Potem wszyscy spożywali Eucharystię (trzeba było kilka razy ugryźć, nim wciągnęło się całość). Potem zaś piliśmy z jednego kielicha, wcale nie symboliczne łyczki.

Wielkim darem było dla mnie przeżycie podobnej sytuacji podczas tegorocznych rekolekcji. Ksiądz najpierw wyjaśnił nam symbolikę i przekaz, następnie udzielił nam Eucharystii na dłoń (był to podzielony bardzo duży komunikant) i dał nam Krwi Chrystusa z dużego neokatechumenalnego kielicha. Przeżycie nieopisywalne i nieporównywalne z niczym. Choć co niedzielę w kościele przyjmuję Komunię do ust pod jedną postacią i choć zawsze pozostaje Ona ważna, to sama przyjemność z dotknięcia Chrystusa i spożycia Jego Krwi jest warta zachodu.

Co do profanacji zaś, nie ma dowodów, że Ciało Chrystusa przyklejane pod ławką lub spuszczane w toalecie, albo popijane tanim winem jest tym, które przyjęto na dłoń. Każdy może przyjąć Eucharystię do ust, odejść kawałek i wyjąć Ją celem dalszych eksperymentów. To nie jest wina tego, co nazywają liberalizacją liturgii.

Podczas pisania wykorzystałem artykuł: http://adonai.pl/sakramenty/eucharystia/?id=16

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

Dogmatix

Dobra znajoma zapytała mnie niedawno jak to jest w katolicyzmie z dogmatami. Wszak część z nich oparta jest na tradycji, a nie ma pokrycia w Piśmie Świętym. Trudno więc uwierzyć, a Kościół podaje jako obowiązujące do wierzenia – co można więc zrobić? Do tych problemów dołączę, dla pełnego obrazu, jeszcze jeden. Otóż niektóre środowiska (zarówno te poszukujące, jak i antykościelne) widzą problem z dogmatami w tym, że stwierdza się je prawie 2000 lat po napisaniu Biblii (Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny – 1950 rok). W tej sytuacji, jak uważają, Kościół autorytatywnie stwierdza sobie jakąś wydumaną nowość i nakazuje swoim owieczkom wiarę w tę nowość. Aby odpowiedzieć na ten problem trzeba najpierw mniej-więcej wytłumaczyć pojęcia, które we współczesnym, ponowoczesnym świecie, są błędnie rozumiane.

Dogmat nie jest, wbrew powszechnej opinii, autorytatywnie ogłoszonym przez papieża, nieopartym na dowodzeniu twierdzeniem, niepodlegającym dyskusji i – co wielekroć się podkreśla – popartym autorytetem św. Piotra i dogmatem (ogłoszonym w 1870 roku) o nieomylności papieża. Katolicy, wierzący w taki dogmat i Kościół opierający się na takim dogmacie, mogliby być w rzeczy samej oskarżeni, całkiem podstawnie, o fanatyzm. Dogmat jest jednak w samej rzeczy twierdzeniem opartym na Piśmie Świętym, jego stwierdzenie poprzedzają lata studiów nad lepszym rozumieniem Biblii oraz rozwinięta Tradycja, a poza tym wszystkim częstokroć jeszcze potwierdzona wiara Kościoła (którym są wszyscy Jego wierni). Ogłoszenie dogmatu poprzedzają więc wieki, w ciągu których Kościół, opierając się na Piśmie Świętym i Świętej Tradycji tenże dogmat, bez ogłoszenia go oficjalnie, wyznawał.

Tradycja zaś, co należy podkreślić ze szczególnym naciskiem, nie jest tym, co my pod tym słowem dziś rozumiemy – tj. zbiorem wierzeń i przyzwyczajeń wyrobionych w ciągu wieków w jakiejś grupie społecznej (najczęściej wiejskiej); przykładem może być tradycja wigilii, tj. choinka, 12 potraw, etc. Jednak nie na tej tradycji opiera się wiara Kościoła, nie na niej opierają się dogmaty. Tradycja, w znaczeniu kościelnym (pisana z dużej litery) oznacza przede wszystkim to, na czym opiera się Pismo Święte i to, co poza Pismo Święte wykracza. Żeby to zrozumieć, należy uświadomić sobie, że pierwsze pismo Nowego Testamentu powstało ok. 20 lat po śmierci Chrystusa. Ewangelie zaczęły powstawać jeszcze później. W związku z tym nielogiczni ateiści czy odstępcy kościelni twierdzą, że to św. Paweł wymyślił chrześcijaństwo, albo że opiera się ono na religii egipskiej. Tymczasem, gdyby to było prawdą, chrześcijaństwo nigdy nie zdobyłoby takiej popularności. Bo listy św. Pawła czy Ewangelie trafiały nie tylko do ludzi, którzy dzięki temu po raz pierwszy słyszeli o Jezusie. Czytali je również ci, którzy znali Jezusa osobiście (20-50 lat to jednak nie tak wiele, by całe pokolenie wyginęło) i doskonale pamiętali fenomen pustego grobu (o czym pisze Mateusz w Mt 28, 15) i nauczanie Mistrza. Ci zaś, gdyby historia Jezusa w rzeczywistości nie miała miejsca, bez wątpienia odrzuciliby bzdurne teksty i tym samym obalili chrześcijaństwo w zalążku. Apostołowie też pamiętali i zapisali to, co pamiętali, a także to, co pamiętali ludzie, z którymi toczyli rozmowy, co pamiętała Matka Boska, etc. Czasem napisali coś, co, można powiedzieć, uznali za słuszne do napisania, by coś podkreślić, a co my uważamy za natchnione z Ducha Świętego. Pismo Święte Nowego Testamentu, ale przecież również i Starego Testamentu, powstało więc na Tradycji, czyli czymś, co pamiętano i przekazywano ustnie, a z czego nie wszystko zostało spisane. Tradycja Święta jest więc, co można łatwo zrozumieć, szersza w treści niż cała Biblia – i dlatego część dogmatów opiera się w większym stopniu na Tradycji, niż na Piśmie Świętym.

Ale oczywiście nie jest prawdą, że jakikolwiek dogmat nie ma żadnego oparcia w Piśmie Świętym. Bardzo popularnym fragmentem, na którym bazuje dogmat o Wniebowzięciu jest 12 rozdział Apokalipsy, gdzie Niewiasta rodzi Syna, który zostaje porwany do Boga, ona zaś najpierw otrzymuje od Boga miejsce na pustyni, następnie zaś odlatuje na skrzydłach niby orlich „do swojego miejsca, gdzie jest żywiona przez czas i czasy, i połowę czasu, z dala od Węża”. Jest teoria, która dominuje, a która mówi, że to obraz Matki – Kościoła. Ale oczywiście nasuwa się również myśl, że chodzi o Matkę Boską i że fragment ten powstał nie tylko jako zapowiedź apokaliptyczna, jako proroctwo, ale jest oparty na jakimś autentycznym wydarzeniu z życia Apostoła Jana, który Apokalipsę napisał. Pamiętamy, że Jan został przez Jezusa mianowany synem Maryi i miał się nią zaopiekować po śmierci Mistrza. Prawdopodobnie więc był on również świadkiem… no właśnie – czego? Są dwie teorie – że Matka Boska zmarła, po czym została z ciałem i duszą wzięta do nieba, albo została wzięta bez umierania. Tak czy inaczej Jan mógł być tego świadkiem i zdarzenie to mogło wywrzeć na niego taki wpływ, że zamieścił je w swym prorockim dziele.

Ten fragment jest jednak jedynie przesłanką, a dogmat rzeczywiście opiera się głównie na Tradycji. Ale, jak już wyjaśniłem, Tradycja przekazuje nam te prawdy o Bogu, Jezusie czy Maryi, których nie zanotowano w księgach Nowego Testamentu, w które jednak pierwotny Kościół wierzył i wiarę rozwijał. Na tej zasadzie czcimy np. św. Annę i św. Joachima, rodziców Maryi – których imiona zanotowano w pewnym powstałym później apokryfie. Autor tego apokryfu pragnął podkreślić świętość Maryi i dlatego napisał, że i ona, jak później jej Syn, poczęła się z Ducha Świętego. Oczywiście jest to zagadnienie uznane przez Kościół za nieprawdziwe, ale nie było podstaw, by nie uwierzyć w brzmienie imion dziadków Jezusa – pierwotny Kościół prawdopodobnie bowiem je znał i mógł przekazać na piśmie. Tak też wygląda sprawa wniebowzięcia. W IV wieku pojawiły się pierwsze pisma opiewające to zdarzenie, a już w VII wieku była to prawda oficjalnie uznana, posiadająca własne święto. Kościół wschodni od wieków czci to wydarzenie, Kościół zachodni miał pewne problemy – choćby właśnie takie, że było na ten temat zbyt mało materiału w Piśmie Świętym. Dlatego dopiero w 1950 roku papież ogłosił dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny, po wielowiekowych dochodzeniach, dzięki silnie ugruntowanej od najwcześniejszych lat Tradycji, za zgodą całego Kościoła. Dogmat ogłoszony przez papieża był tylko potwierdzeniem tego, w co niewątpliwie (wierzymy, że z natchnienia Ducha Świętego) wierzył Kościół przez stulecia. Oficjalnym potwierdzeniem prawdziwości.

My dziś mamy problemy z tym dogmatem oraz z innymi dogmatami. Tak jak częstokroć mamy problemy z Kościołem samym w sobie. By jednak lepiej zrozumieć, musimy nie patrzyć z perspektywy ponowoczesnej młodzieży, która uważa prawdę za względną, a Kościół za wypaczenie, ale z perspektywy wieków kształtujących wiarę Kościoła – całego Kościoła, a nie tylko hierarchów. A na koniec odsyłam jeszcze do pewnej strony internetowej, na której kilku księży na swój sposób tłumaczy dogmat o Wniebowzięciu: LINK. Nie z każdą ich teorią się zgadzam, ale ogólnie uważam tekst za godny przeczytania przez ludzi zainteresowanych tematem. Chciałbym jeszcze po cichu poprosić Panią E. Wiater o mały komentarz – bo jednak przyda się odezwa istoty nieco lepiej orientującej się w zawiłościach teologii ode mnie. Z góry serdecznie dziękuję.

Niniejszym życzę wszystkim uroczystego i radosnego świętowania dogmatu o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny w dniu jutrzejszym. Muszę przyznać, że nie planowałem tej notki w związku z okazją, a z tego powodu muszę podziękować Bogu, że zechciał mnie w tym czasie natchnąć.

A pierwsza osoba, która zgadnie, co dosłownie znaczy słowo „Dogmatix”, zamieszczone w tytule notki, dostanie ode mnie kość. Dostanie karuzelę kości! No dobrze, obiecuję, że dostanie batonik :).

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 13 Komentarzy

Pismo Święte a Święta Tradycja

Tą notkę piszę pod wpływem komentarza użytkowniczki zwącej siebie Animaedimidium i muszę zauważyć, że ostatnio dość często mi się zdarza zostawiać notki pod wpywem czyjejś sugestii. W sumie to bardzo dobrze, w końcu o to tu chyba chodzi. Dzięki Duszyczko! A właściwie to Połówko Duszyczki! ;)

Zacznę od przytoczenia pełnej definicji Pisma Świętego. Otóż „Pismo Święte jest to zbiór Ksiąg Starego i Nowego Testamentu uznanych przez Kościół za natchnione, a stanowiący wraz z Tradycją jeden depozyt wiary i jedną regułę”. Co to jest Pismo Święte wszyscy wiemy, „natchnionych” i Kościół jesteśmy w stanie zrozumieć. Nawet ten depozyt i regułę jakoś takoś rozgryziemy. Ale czym do diaska jest ta cała Tradycja, że się ją pisze z dużej i stawia na równi z Pismem Świętym? Otóż najprościej mówiąc Święta Tradycja jest to ogół prawd objawionych nie zawartych w Piśmie Świętym. Dziwne? Podam przykład – taka św. Weronika, która otarła twarz Panu Jezusowi w Biblii nie jest wspomniana ani razu. A jednak wszyscy wierzymy w jej istnienie…

Protestanci nie wierzą w Tradycję, uznają tylko Pismo Święte. Największym argumentem świadków Jehowy jest to, że „tylko Pismo”. Naszym natomiast kontragumentem, że wcale nie prawda. Ale jak to, spytacie pewnie, bo z dużym prawdopodobieństwem wielu z Was nigdy nie słyszało o czymś takim jak Tradycja i teraz pewnie opowiadacie się po stronie protestantów. Ja też byłem oburzony gdy pierwszy raz na patrologii (o tym kiedy indziej*) usłyszałem o Tradycji, która jest równa w swej ważności Pismu Świętemu. Ale na szczęście już wkrótce, najpierw na patrologii właśnie, u o. Piotra, potem również na wstępie do teologii u ks. Gacki, zostało mi to pięknie wyjaśnione.

Na patrologii dowiedziałem się, że nasza wiara ma trzy źródła: Pismo Święte, Świętą Tradycję i Kościół Chrystusowy. Wszystkie one w jakiś sposób od siebie zależą. Ale jak? O. Piotr powiedział to na przykładzie Nowego Testamentu (zresztą tłumaczył to też podobnie ks. Niemirski od Pisma Świętego). Otóż był sobie Jezus. Jezus nauczał, ustanawiał Sakramenty, powoływał uczniów, wreszcie w wieku 33 lat (gdzieś koło 30 po Chrystusie ;) zginął za nasze grzechy. Mija 30 lat i święty Paweł pisze swój pierwszy list. Hej hej, hola hola! Czyżby to oznaczało że od śmierci Mesjasza do pojawienia się pierwszego rozdziału Nowego Testamentu mija aż 30 lat? Owszem. Wszystko co wiedziano o Chrystusie przez ten czas krążyło jako przekaz ustny z ust do ust, z uszu do uszu. Byli ci, którzy znali Jezusa osobiście, byli i ci, którzy tylko o nim słyszeli. I to jest właśnie Tradycja! Tradycja, która przekazywana z ust do ust wreszcie została przelana na papier (tzn. prędzej na zwój skórzany, ale nie czepiajmy się). Do tego ktoś to musiał napisać, a ważne było też zatwierdzenie Księgi przez Kościół. Ojciec Turzyński zadaje w tym miejscu pytanie: „Czy wydaje wam się, że Pismo Święte zostało skserowane przez Boga na Ziemię, albo wysłane e-mailem?” Jasne, że nie! Ono musiało być napisane i napisane zostało. W dość dużym okresie czasu. A co to znaczy „zatwierdzone przez Kościół”? Nie, bynajmniej nie zbierała się komisja badająca księgę i stwierdzająca jej kanoniczność. By Księga weszła do kanonu, musiała spełniać trzy warunki (które rzecz jasna zostały wybadane lata później, nikt ich wcześniej nie stawiał!): 1. Musiała być napisana przez Apostoła lub jego bezpośredniego ucznia, 2. Musiała w szybkim czasie rozprzestrzenić się po całym Kościele (rozumiecie, św. Paweł pisze do Rzymian, a za pół roku ten list czytają w Kościele w Egipcie, Atenach, Jerozolimie…), 3. Nie mógł zawierać ewidentnych kontrowersji. I to wszystko zostało spełnione, choć nikt się wtedy nad żadnymi zasadami nie zastanawiał! Dlatego jeśli Jehowcy mówią że tylko Pismo, to trzeba spytać kto je zredagował, kto je zatwierdził i skąd się wzięło. Nie ma na to w tym wypadku dobrej odpowiedzi.

No dobrze, ale miało być o Tradycji, a ja się znów nie na temat rozpisałem. Jak więc widzimy Pismo Święte wypłynęło z Tradycji właśnie. Ale dobrze, jak już wypłynęło, to możemy się tym już nie zajmować tylko pozotać przy tym „tylko Pismo”. I tu przytoczę piękny schemat, jaki zastosował ks. Gacka: Jeśli przyjmiemy, że całe objawienie Boże jest jak woda w oceanie, to Święta Tradycja jest zaledwie manierką wody oceanicznej. A gdy tą wodę wysuszyć, to ten kryształek który został na dnie manierki to właśnie Pismo Święte. Po tym schemacie możemy prosto wywnioskować, że Tradycja jest o wiele bogatsza niż Pismo Święte. Jest tylko jeden wielki plus Biblii nad Tradycją. Do Tradycji mogą się wdzierać kontrowersje ze świata ludzi. Do Pisma Świętego nie. Ale wróćmy do Tradycji. To co w PŚ jej nie wyczerpuje. Dlatego Tradycja była jeszcze przez wiele wieków przelewana do ksiąg wielkich Ojców Kościoła takich jak św. Augustyn, św. Justyn Męczennik czy Orygenes. Skład Apostolski (wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego…) mógł zostać napisany równolegle do wielu ksiąg Nowego Testamentu. W listach Ojców Apostolskich (tych, którzy mogli osobiście znać Apostołów) mamy piękne opisy Liturgii, a późniejsi Ojcowie korzystając z Pisma Świętego i dzieł wcześniejszych Ojców odkrywają takie prawdy wiary jak Jeden Bóg w Trzech Osobach czy Jezus – prawdziwie człowiek i prawdziwie Bóg. Tradycja krąży wokół Pisma Świętego ale i wokół nieopublikowanej nauki Jezusa i Jego uczniów. I stąd właśnie taka wielka rola Świętej Tradycji. A protestanci nie doceniając jej sami sobie przeczą. Bo skąd, powtarzam, wzięło się Pismo Święte, jak nie z ustnej Tradycji?

Co się zaś tyczy innej tradycji Kościoła, tej przez „t” małe, to już zupełnie inna historia. Mogę tylko powiedzieć, że bywa ona dobra, a bywa i taka, że trzeba się jej jak najszybciej pozbyć. Ale o tym może już innym razem*.

*Musicie mi kiedyś przypomnieć o tych wszystkich „kiedy indziej” i „innym razem” bo już ich się kilka narobiło…

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 12 Komentarzy