Posts Tagged With: Walka

Walczyć igłą

Pojechałem na pogrzeb – w zeszłą środę, tydzień temu. To był dzień, który zapamiętam na długo. Spotkałem się z kolegami w sutannach, z ojcem duchownym. W ogóle msza pogrzebowa trwała chyba ze dwie godziny, koncelebrowana przez 20-30 kapłanów. Klerycy z mojego roku obstawiali czytania, psalmy i pomoc przy ołtarzu. Nawet chór seminaryjny śpiewał.

Na koniec, przy podziękowaniach i kondolencjach, wystąpił na przód dziekan naszego roku (gdzie indziej zwaliby go starostą) Paweł i powiedział ile Kuba dla nas znaczył. Potem wyjął jeden z ostatnich listów, które Kuba wysłał do nich do seminarium i zacytował. I ten cytat poruszył mnie najbardziej.

Jeśli utną mi jedną rękę, przestanę walczyć dzidą i przerzucę się na miecz. Jeśli zostaną mi dwa palce, będę walczył igłą. To zadanie stoi nie tylko przede mną, ale również przed Wami.

Nie muszę chyba tłumaczyć znaczenia tych słów. Walczyć igłą… Koniec notki.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Bóg potrzebuje wariatów

Jak często, miałem pisać o czym innym, i jak często, napiszę o czym innym niż miałem. Rozmowy z bliskimi ludźmi często wywołują dziwne uczucia. Wiecie, jak to jest…

O czasie już pisałem. Nie wiem, czy dobrze to zaczynam, ale zawsze wszystko obraca się wokół tego, co zwiemy czasem. Albo może – w mojej głowie zawsze wszystko obraca się wokół tego, co śmiem zwać czasem. Więc, jeśli chodzi o czas, to go nie mamy. A jeśli mamy, to nie mamy pojęcia jak dużo. Nie istnieje więc żadna potrzeba, by ten czas marnować. Ale o tym już pisałem.

Dla mnie przyszłość jest zamazanym czymś. Przynajmniej próbuję, by była ona właśnie czymś takim zamazanym. Dalekim. Nieważnym. Tak, to prawda, że często planuję, rozmyślam nad dalszym życiem, nad tym co będzie. Za często przyłapuję się na marzeniach, pragnieniach, planach. Zbyt rzadko przypominam sobie, że mogę w każdej chwili nie być tutaj. Że przyszłość może równie dobrze nie istnieć. Albo, jeśli zaistnieje, to ma na nią wpływ tylko „tu” i „teraz”…

Ale do rzeczy. Śmiem nazywać siebie Bożym Wariatem. Nie świętym, nie cudownym, nie wybrańcem bożym. Nie. Wariatem, który popełnia błędy, za dużo błędów. Ale wariatem, który chce, pragnie działać. Tu i teraz. Który stara się wierzyć bezgranicznie w naukę Chrystusa. Zwłaszcza w przykazanie miłości. Który może nie potrafi kochać tak, jak kochał nas Chrystus, ale który pragnie zrobić wszystko, by kochać. Który nie boi się zaryzykować wszystkiego dla miłości. Bo zaufał Bogu, bezgranicznie.

Przynajmniej się staram.

Walczę. Są ludzie, którzy nie lubią tego słowa. Ja je uwielbiam. Jestem tu, dziś, sługą Pana, by walczyć. By próbować być Jego godnym uczniem. By ufać, wierzyć, choć sprawiedliwość na tym świecie może być tylko złudzeniem. Walczyć z własnymi demonami, ale również z innymi, trwającymi w świecie. Walczyć, by móc powiedzieć za Pawłem: „Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. Jestem wariatem. Tu i teraz, zawsze.

Ludzie nie rozumieją, że pragnę być pierwszym chrześcijaninem. Iść, jak św. Justyn, na pożarcie przez dzikie zwierzęta, z Bogiem i radością w sercu. Jak święte Perpetua i Felicyta, jak święty Maksymilian Kolbe. Ludzie boją się śmierci, boją się miłości, boją się odpowiedzialności. W wielu żyje strach. Przed wariactwem.

W przyszłą niedzielę idę wariować i walczyć na ulicach Łodzi. Rozmawiać z Wami o Bogu i miłości. Boję się? Pewnie tak. Nie wiem, co mogę mówić. Ale wierzę, że Bóg mną pokieruje. Że oświetli mi drogę. Potrafię Mu zaufać. Potrafię postawić wszystko na jednej szali. Na jedną kartę. Wierząc, że wygram.

W przyszłe wakacje jadę do Australii. W tym samym celu.

Chyba, że jutro rozjedzie mnie samochód.

Bóg potrzebuje wariatów. Nie chcę nikogo w to wciągać na siłę. Nie oskarżajcie mnie o to. Jeśli ktokolwiek uważa, że tego próbuję, jest w błędzie. Każdy z nas ma wolność. Każdy może spojrzeć w lustro. Nie chcesz być Bożym Wariatem? Przestań walczyć. Nie moja to sprawa.

Ja walczę. Ja chcę być Bożym Wariatem. Czasem bardziej. Czasem mniej. Nie miejcie do mnie o to pretensji. Jestem Judym. Tomasz Judym.

I pokora…

Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 12 Komentarzy

Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony

Ciężki pojedynek za mną. Zaprawdę powiadam Wam, wszystko okazuje się być jeszcze cięższe i boleśniejsze niż się wydawało. Ale chyba właśnie to sprawia, że jestem, że mogę być szczęśliwy. Bo bronić Boga i Prawdy pazurami i zębami, całym sobą – to jest najpiękniejsze.

Przyszedłem do domu, on już tu siedział. Okazał się być niegdysiejszym sąsiadem, a aktualnie od jakiegoś czasu lekarzem. Od ręki można było rozpoznać, że będzie ciężko. Nie wiem czemu, takich ludzi się po prostu rozpoznaje. Najpierw próbował mnie przekonać do napicia się z nimi wódeczki. Rzecz jasna, zgodnie z mymi zasadami, odmówiłem. No i to zaczęło sprawę. Zabawne. Najpierw coś w rodzaju inwigilacji – dlaczego, przecież wódka dobra jest. A nie ciągnie cię? Od wódki do laseczek – nie kusi cię by czasem pójść na całość z jakąś? Wiecie, to był ten dziwny typ człowieka, z którym nie masz za bardzo ochoty dzielić się najintymniejszymi myślami. Ale owszem kusi. Więc co cię powstrzymuje? Moja wola. Moja wiara. Moja miłość. Na jakiś czas dał mi spokój.

Potem położyłem się do łóżka. Jak zawsze. „No nie mów, że już idziesz spać”. Nie. Teraz odmówię różaniec. „Ale żartujesz sobie ze mnie, czy serio mówisz?” Chłopaki: Nie no, serio mówi. A ja już wiedziałem, że nie za bardzo sobie ten różaniec tak natychmiast odmówię. Bo się zaczęło. Najpierw wypytywał, czy naprawdę w to wierzę. Drążył, drążył, drążył. Jedne argumenty lepsze: Jeśli jest prawda lub fałsz, a nie ma półprawd, to która interpretacja Pisma Świętego jest prawdziwa? Chodziło o fragment o obumierającym ziarnie. Czy nie powinniśmy się ograniczyć do dosłownego znaczenia – przecież Jezus nie użył słowa „symbol”? Inne argumenty głupie i niepoważne: Jeśli wyznajesz jakąś filozofię, musisz odpowiadać za całą jej przeszłość, wspierać krucjaty, popierać zabójców którzy mądrych ludzi na stosach palili. Zażył mnie pytaniem: „Czy widziałeś umierającego człowieka? Jak myślisz – czy ma w oczach Boga, czy rodzinę?” Nie widziałem. Nie wiem co ma w oczach. Nie wiem po czym mogę to poznać. Albo „Czy kiedykolwiek widziałeś cierpienie”. Owszem. Każdy cierpi na swój sposób. „Czy postawiłbyś na umierającym krzyżyk?” „Nie jestem księdzem” „A jakbyś był?” „Namaściłbym go. Takie jest zadanie księdza”. Wyśmiał mnie. A potem stwierdził, ni z gruszki ni z pietruszki, że wyglądam mu na geja, co wnioskuje po tych moich anielskich włoskach… No cóż, argument jak każdy inny.

Walczyłem jak lew. Nie oddałem funta kłaków. Na koniec zapytał, jak każdy pyta w takiej sytuacji (standard), czy zmienił jakoś moje spojrzenie na to wszystko. Tym razem ja się uśmiechnąłem. Czemu oni tak bardzo na to liczą? Czemu tak bardzo wierzą, że są w stanie oddalić mnie od Boga? Powiedziałem, że jak tylko wyjdzie, odklepię te paciorki, a jedna dziesiątka będzie za niego. Wreszcie wyszedł. Umówił się ze mną na jutro. Na dalszą polemikę „przy wódce”. Wychodząc zaznaczył jeszcze, że nie wierzy mi, bo nie mówię tego, co myślę. „Dlaczego niby tak sądzisz?” „Bo nie pijesz…”

Wciąż czuję się jak rzucony na głęboką wodę. Moja wiara jest silna, ale brakuje często argumentów. Tacy ludzie nie są wdzięczni za zbawienie, które im dał Pan. Są na Niego źli, że zadecydował za nich, nie pytając ich o zdanie. „Ja pomagam ludziom. Myślisz, że ty pomagasz?” „Staram się.” „Tak? Nie jesteś w stanie.” Bolesna jest rozmowa z takimi ludźmi, bo myślą, że tylko nauka, tylko to co na zewnątrz. I jakże ciężko bronić Prawdy przed kimś, kto jest starszy i wykształcony, a ty od roku nie masz kontaktu z teologią? Niewiele pamiętasz… To bolesne. Bolesne ale i piękne, do tego bowiem zostaliśmy powołani.

„I będziecie w nienawiści u wszystkich dla imienia mego, ale kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.”
Mt 10, 22

PS. Założyliśmy z Tikulą klub Boży Wariaci! Zapraszam do odwiedzania i komentowania!

Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 13 Komentarzy

Nie znoszę strusiów i niedzielnych katolików

Ciekawa sprawa, ciekawy tytuł. Przynajmniej mnie się tak wydaje. Od dawna chciałem o tym napisać tylko nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Dziś już wiem, ale temat się zestarzał… Wogóle wszystko we mnie stało się stare. Straciłem wolę do działania i dlatego takie trudności z tym wszystkim. Ale jeśli Bóg z nami to któż przeciwko nam…?

Cóż mogą znaczyć te dziwne słowa zawarte po wyrazach „nie znoszę”? Proste jest tego wytłumaczenie – Strusie to te osoby, które tam, gdzie mogłyby działać, chowają głowę w piasek. Tam, gdzie zawiniły, udają niewinnych. Tam, gdzie dzieje się coś wartego uwagi, wolą wogóle nie patrzeć. Niedzielni katolicy są to natomiast ci, którzy są katolikami z nazwy, którzy chodzą do kościoła w niedzielę, ba, nawet do Komunii przystępują, a przez resztę tygodnia poza wyznaczoną godziną zachowują się jakby ich to wogóle nie dotyczyło. Jakby byli kimś innym.

Strusie. Jak pisałem, jeszcze trzy tygodnie temu mogłem na ten temat napisać bardzo dużo. Ale wiem, że działałbym w afekcie. W szoku pourazowym. Dziś wszystko dokładnie przemyślałem, przeanalizowałem, i muszę stwierdzić, że mam do napisania znacznie mniej. Ale to nie znaczy, że nic nie napiszę. Zacznę od tego, że ja strusiem nie jestem. Staram się nie być. Głowę noszę wysoko uniesioną. Znam jednak ludzi, którzy mogą działać, a nie działają. Którzy siedzą cicho i czekają na swoją kolej. Mając nadzieję, że ta kolej nigdy nie nadejdzie. Wychylają głowę tylko po to, by uderzyć w osobę która usiłuje być. Ja nie boję się ciosów. Ciosów z różnych stron. Ze strony osób z którymi spędziłem najpiękniejszy rok mojego życia, ze strony ateistów, antyklerykałów, satanistów, świadków Jehowy… Znam jednak takich, którzy faktycznie chcą wyruszać do sprawiedliwych, marzą o tym, by Boże ziarno upadało tylko na żyzną, urodzajną glebę. Nie, ono upada wszędzie. Jedno wydziobią kruki, inne spali słońce, inne zadepczą przechodnie. Jeszcze inne wyda plon wśród trudów i kropli potu. Ale nie będzie nigdy tak, że wszystko pójdzie z górki. I w takich sytuacjach właśnie trzeba walczyć, a nie chować głowę w piasek, marząc, by wszystko rozegrało się samo. Ja wystawiałem głowę. Walczyłem. I głowę straciłem. Ale tylko na chwilę. Bo dziś odbyłem poważną rozmowę z Bogiem. I powiedziałem Mu, że wiem, iż nadal chce bym walczył o Jego Królestwo. Bo On chce tego od nas wszystkich. Chce walki, a nie chowania głowy w piasek. „Nie dajcie się zwyciężyć złu” – mówi – „ale zło dobrem zwyciężajcie”. Zwycięstwo możemy osiągnąć jedynie walcząc. Trzymając w dłoni miecz Bożego Słowa i miłości. Nigdy zaś chowając głowę w piasek i czekając… Powiedziałem Mu tak – wiem, że chcesz bym wciąż walczył. Nie wiem, czy jako kapłan, czy jako mąż i ojciec. Ale wiem, że każda ewentualna dziewczyna będzie miała ze mną przekopane. Bo zawsze będę walczył. Dziś poczułem, że się wybudzam…

A niedzielni katolicy? Te dwie sprawy są do siebie bardzo podobne. Szanuję ateistów, którzy są pewni swego ateizmu. Szanuję antyklerykałów, którzy mają ustawiony pogląd na świat. Szanuję świadków Jehowy, Mahomentan, Buddystów, którzy wierzą w coś i poświęcają się temu całkowicie. Choć oni wszyscy oczywiście błądzą i potrzabna im jest pomoc, to szanuję ich naprawdę, bo żyją tym w co wierzą (lub nie wierzą). Jest tylko jeden typ ludzi których nie szanuję. Oczywiście nie jako osób (u mnie każda osoba darzona jest jednakowym szacunkiem) ale jako ludzi o takim a nie innym podejściu do życia. Bo to są ludzie, którzy mówią co innego, a robią co innego. Więcej, często nawet mówią tak jak robią, a jedyne co ich łączy z Kościołem to niedzielna msza święta. Tych ludzi nie znoszę. Dlatego, bo zdarza im się udawać kogoś innego niż są naprawdę. Dlatego, że uczestniczą we Mszy Świętej i słuchają Ewangelii, kazania, a wracając do domu zapominają o czym wogóle była mowa. Dlatego, że bezmyślnie przełykają Ciało Chrystusa traktując Je jako przekąskę między śniadaniem a obiadem. Dlatego, że nie mówią nawet „ksiądz dziś gadał głupoty” albo „w Ewangelii napisano bzdury”. Oni przytakują księdzu i Ewangelii, a żyją zupełnie w drugą stronę. Sam kiedyś byłem niedzielnym katolikiem. Dziś walczę. W pierwszej kolejności walczę ze sobą.

Żeby nie być niedzielnym katolikiem.

I strusiem.

Panie, zmiłuj się nade mną grzesznym.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 24 Komentarze